the newest reviews

reviews in english
  • !T.O.O.H.! - "Order and Punishment" 2005 / 4CD
    EARACHE RECORDS
    CZECHY

    !T.O.O.H.! - Order and Punishment Fakt, że właśnie teraz na łamach ukazuje się recenzja płyty wydanej w 2005 roku, na dodatek opatrzonej logo zespołu, który zakończył działalność w tym samym okresie bynajmniej nie świadczy o tym, że krążek został cudownie odnaleziony w przepastnej szufladzie recenzenta. Niestety nie świadczy także o tym, że zespół zdecydował się na reaktywację i pragnie przypomnieć o swoim istnieniu za pomocą "Order and Punishment". Rzeczywistość jest zgoła inna i zaskakująca. Płyta dotarła do mnie za sprawą przedsiębiorczego fana zespołu, którym ostatnie wydawnictwo !T.O.O.H.! wstrząsnęło na tyle mocno, że postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i własnym staraniem, kosztem promuje "Order and Punishment". Inicjatywa piękna i jak się okazuje po przesłuchaniu czwartego długograja czeskiej ekipy, całkowicie zasadna. Muzyka zaskakuje swoją wielowymiarowością, w osłupienie wprawiają wirtuozerskie popisy instrumentalistów. Rdzeń stanowi death metal, z tym że twórczości !T.O.O.H.! nie sposób ugnieść w jednej szufladzie. Czesi śmiało wychylając się poza stylistyczne ramy, aranżacyjne schematy, instrumentalną zachowawczość stworzyli dzieło nieprzewidywalne i paradoksalnie spójne, spięte klamrą wszechobecnego szaleństwa. Dźwięki płyną z reguły wartkim, bądź porywistym strumieniem. W każdej chwili należy spodziewać się nagłego zwrotu akcji i wyczekiwane eksplozje następują po sobie z regularnością spotykaną jedynie podczas "trudnych dni" w życiu kobiety. Także i w przypadku obcowania z "Order and Punishment" sugestywność przekazu, jaki generuje nasz obiekt zainteresowań przyprawia o zawroty głowy. Jazz, klasyczny heavy metal, grind, thrash, finezyjne partie solowe muzyków, rewelacyjne partie basu, zadziornie wykrzyczane wokalizy. Za pomocą tychże środków kapitalnie sprasowanych z wybuchowym death’em !T.O.O.H.! tworzy muzykę zjawiskową o barwnym podłożu emocjonalnym. Nie sposób przejść obojętnie obok "Order and Punishment". Szczęśliwie istnieją fascynaci doprowadzający do podobnych konfrontacji, szacunek.

    www.tooh.wz.cz; www.earache.comRobert Jurkiewicz ________9
  • Arallu - "The Demon From The Ancient World" 2005 / 3CD
    EPIDEMIE RECORDS
    IZRAEL

    Arallu - The Demon From The Ancient World Pochodzą z Izraela. Ochrzcili się wyrafinowanymi pseudonimami artystycznymi pokroju "The Hell Warior", "The War Machine", czym wyzwolili mój niekłamany podziw już na wstępie muzycznej przygody. Trzeci w dorobku Arallu pełnowymiarowy album zatytułowany "The Demon From The Ancient World" zabiera nas w retrospektywną podróż szlakami przetartymi przez heavy metalowych wojowników lata temu. Czas jednak kończyć ten przydługawy wstęp, bo nam PKS ucieknie. Przemierzając czasoprzestrzeń zielonym, cuchnącym spalinami "ogórem" przenosimy się w drugą połowę lat osiemdziesiątych, gdzie na pierwszym przydrożnym przystanku czeka na nas Mille Pertozza oraz Tom Angelripper. Obaj sączą łapczywie chmielowy napój prezentując dumnie swoje wczesne płyty. Zostawmy obu panów w osiągniętym za pomocą napojów wyskokowych błogostanie i przenieśmy się cisnąc na pedał gazu do spowitej mrocznym kultem Grecji. Jest pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych, brukowaną uliczką podążają właśnie chwiejnym krokiem Efthimis Karadimas i Sakis Tolis. Obaj wracają opici czerwonym winem i dziewiczą krwią z tajemnego obrządku. Widzimy jak rozchodzą się, każdy zmierza w swoim kierunku z zamiarem dotarcia do sali prób, gdzie będą mogli tworzyć kolejne natchnione black metalowe suity. Kierowca naszego pożeracza czasoprzestrzeni wchodzi w ostry zakręt. Po chwili lądujemy w rodzimej dla muzyków Arallu krainie. Izrael ma przełomie XX i XXI wieku. Melechesh Ashmedi rozpoczyna swoją krucjatę tworząc black/thrash metal nafaszerowany orientalną melodyką. W tym momencie kierowca macha energicznie mocno sfatygowanym beretem dając sygnał do ewakuacji. Przedzierając się przez dźwięki zawarte na "The Demon From The Ancient World" napotykamy na niespodziewane utrudnienia w postaci aranżacyjnych niedociągnięć, tzw. "zamulaczy", czyli niczemu nie służących partii bez wyrazu, znacznie osłabiających siłę rażenia napotykanych tu i ówdzie energetycznych riffów. Ponadto podczas trasy podróżnych kilkukrotnie omamia senność po ustąpieniu której widoki za oknem zaczynają zwyczajnie nudzić. Tak więc mimo szlachetnych wzorców i kilku niezłych autorskich fragmentów witamy z ulgą kres naszej podróży. Udało się nie puścić pawia, ale niesmak w ustach pozostał.

    www.myspace.com/arallushell; www.epidemie.czRobert Jurkiewicz ________5
  • Cerebrum - "Bloodred" 2005 / 1CD
    SELF-FINANCED
    POLSKA

    Cerebrum - Bloodred Nazwa Cerebrum obiła się o moje słuchy w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Sporym sentymentem darzę tamten okres. Wszystko było znacznie bardziej oczywiste, dziewczyny łatwiejsze, a wzniosłe egzystencjalne porzekadła pokroju "ja pierdolę koka kolę, wolę wypić dwa jabole" nadawały sens istnieniu. Dlaczego na wstępie tej recenzji pokusiłem się o nieco żałosne biadolenie godne stetryczałego ramola? Otóż muzyka, jaką słyszę na "Bloodred" nieodparcie wiedzie moje skojarzenia ku tamtym spowitym oparami taniego tytoniu, infantylnej nieświadomości i często żałosnego spontanu czasom. Cerebrum podczas trwania ośmiu utworów składających się na zawartość "Bloodred" wycina swój mocno toporny thrash metal podrasowany chamskim rock'n'rollem, brudnym punkiem i momentami siermiężnym death metalem. Słychać, że muzycy podchodzą do swojej twórczości z dystansem i dużym poczuciem humoru. Pioseneczki są skoczne, wesoluchne, co rusz niczym diabeł z pudełka panowie wyskakują z chórkami przekrzykując głównego wokalistę wydalającego z przełyku nieco hardcore'owo zabarwione pomruki. Recenzując "Bloodred" nie zamierzam się wdawać w intelektualne dysputy. Nie zamierzam także rozmyślać nad tym, czy warto, czy debiut Cerebrum to farsa, czy też może te niespełna dwa kwadranse czasu jego trwania stanowią zbawczy wentyl bezpieczeństwa w dzisiejszej przesadnie ułożonej i nadmiernie ugrzecznionej rzeczywistości. Twórcy "Bloodred" bez wątpienia nie cierpieli na dylematy tego pokroju.

    www.cerebrum.metal.plRobert Jurkiewicz ________6,5
  • Ador Dorath - "Symbols" 2005 / 2CD
    SHINDY PROD.
    CZECHY

    Ador Dorath - Symbols Niezła okładka, fajny czerpany papier, ciekawy design, a tu się okazuje, że Ador Dorath to badziewiasty gniot. Aż szkoda. Gotycki black z klimatami, z mieszanymi damsko-męskimi wokalami, z odpustowymi klawiszami i z chaotycznie dobieranymi motywami. Całość krąży wokół rejonów Cradle Of Filth z dodatkiem Theatre Of Tragedy, a na jeden kawałek Czesi skusili się na poudawanie Rammstein. Ni w pizdę ni w oko to wszystko - tzn. i rzewnie i wampirycznie. Cała "symfoniczność" tego materiału opiera się na tym, że w kawałkach panuje straszny burdel pompatycznych uniesień, żeńskich zawodzeń, śmiesznych, progresywnych syntezatorów i udających black metal pogoni za mrokiem. Wyję z rozpaczy dopiero wtedy jednak, gdy w tym wszystkim basista próbuje się wybić na pierwszy plan ze swoją wizją techniki grania klangiem. Żenua i syf. Ostatecznie nie można narzekać specjalnie tylko na brzmienie, które, gwoli ścisłości, jest wynikiem głównie nagrywania tego materiału w naszym krajowym studio MAQ w Wojkowicach (tylko bębny i willonczelę nagrali Czesi u siebie, master robiono natomiast w studio HH w Gliwicach). Za ten album Ador Dorath odebrali od czeskiej Akademii Muzyki Popularnej nagrodę za najlepszy album Hard & Heavy. Wyobrażam sobie jak paru spoconych czterdziestolatków z jury brandzlowało się oglądając nobliwą niewiastę wyjonco do księżycowych nokturnów produkcji jej kolegów. Gówno i tyle. Blasphemy lepsze.

    www.adordorath.com; www.shindy.czOlo ________2,5
  • Gathering darkness - "Beholders of the pain planet" 2005 / 1CD
    GROTESQUE PRODUCTIONS
    HISZPANIA

    Gathering darkness - Beholders of the pain planet Jak ja nienawidzę takiego werbla. Jakby ktoś stukał mokrym patykiem o patyk. Dźwięk iście głuchy i toporny. Bezgraniczny brak dynamiki w motorze jaki stanowi w death metalu perkusja to, przynajmniej dla mnie minus tak długi jak stolec po konkretnej dawce smażonej kiełbasy z cebulą. Hiszpanie łoją sobie klasycznie po amerykańsku, z lepszym i częściej gorszym skutkiem. Zapatrzeni w wczesne dokonania Dying fetus z pierwszej i drugiej płyty kompletnie owej Ameryki nie odkrywają. Mało tego zawężają jakże szerokie spektrum takiego napierdalania do death metalowych walczyków opartych na kilku, na pierwszy rzut ucha kopiących zagrań. Po kilku przesłuchaniach niestety wirtuozeria zanika i ginie w natłoku szablonów i schematów. Rwane co jakiś czas riffy mające nadać muzyce motoryki i kopa tak naprawdę rozmiękczają i wywołują odruch ziewania. Wokal ogranicza się raczej do niskich równomiernych growli, bez rewelacji, ale na całe szczęście nie poniżej przyjmowanego pułapu. No i te nieszczęśliwe bębny. Wspomniany werbel i chaotyczne plaskające stopy. Tak po prostu nie można! Nie wiem jak muzyka Gathering darkness sprawdza się na żywo, ale śmiem twierdzić, że tornada nie ma. "Beholders of the pain planet" to do bólu wtórny i na wskroś przewidywalny brutalny death metal tak mniej więcej ze środka trzeciej ligii. Ciemności tym razem nie spowiły planety bólu… Właściwie to nawet półmrok nie zapanował…

    www.grotesquemusic.com; www.gatheringdarkness.coma.p. ________4
  • Usipian - "Dead corner of the eye" 2005 / 1CD
    METAL FORTRESS ENTERTAINMENT
    DANIA

    Usipian - Dead corner of the eye Udała się Duńczykom płyta, oj udała. Usipian uprawia wciąż żyzne death metalowe poletko, hołdując raczej starszej odmianie gatunku. Poletko, którego eksploatacją parają się głównie karki z Vomitory, kiedyś też Centurian, czy na swoich dwóch pierwszych płytach odszczepieńcy z Hypocrisy. Mozolne i chlastające niemiłosiernie cięcia. Razy zadawane powolnie i z wyrafinowaniem. Bez pośpiechu, dokładnie i sadystycznie rozpychając i rozciągając niezabliźnione jeszcze rany. Cele ze smakiem ozdobione dusznym smrodem zatęchłej piwnicy. Usipian sięgnął po wypróbowany, ale jakże skuteczny sposób gniecenia dźwiękiem. Rzeź odbywa się raczej w średnich tempach, nikt się nigdzie nie spieszy. Jednak skuteczność razów powali zapewne niejednego twardziela. "Dead corner of the eye" dużo zawdzięcza również swojej melodyce. Posępne, wręcz grobowe pasaże doskonale wpasowane są w ciężki death metalowy monolit. Jest coś w tych melodiach, coś co sprawia, że słuchając debiutu Usipian co jakiś czas oglądam się z lekkim przestrachem za siebie sprawdzając czy nie czai się gdzieś jakieś złe... Duńczycy prochu nie wynaleźli, ale armata jaką dzierżą w swojej dłoni potrafią zdziałać niemało i pozostawić na oprawianym słuchaczu niejedną paskudnie ślimaczącą się ranę...

    www.usipian.dk; www.metalfortress.coma.p. ________8
  • Waklevoren - "Brutal agenda" 2005 / MCD
    NESEBLOD RECORDS
    NORWEGIA

    Waklevoren - Brutal agenda Dziewczyny z tego boysbandu oprócz systematycznego wlewania w siebie hektolitrów piwska oddają, bądź oddawali się jakże trudnemu i pracochłonnemu procederowi rzępolenia w takich remizach jak Red harvest, Khold, Aura noir, Immortal, Dodheimsgard i sam diabeł raczy wiedzieć ilu jeszcze. By Szatan był z nich jeszcze bardziej dumny zmontowali sobie Waklevoren. Twór tak brudny jak niemyte przez tydzień zęby i tak ohydny jak oddech skundlonego mendla. Zresztą na tym jednym mendlu się nie kończy. Waklevoren raczy nas zapitym i cuchnącym thrash metalem. Prostym, kwadratowym i chlastającym po pyskach jak wasze księżniczki, kiedy wracacie z suto zakrapianej imprezy ze starymi kumplami. Prymitywny thrash jaki jest każdy wie, a muzycy (hehe) Waklevoren sroce spod ogona nie wyskoczyli, więc o "jakość" ich wypocin i rzygowin możecie być spokojni. "Brutal agenda" sumiennie atakuje bębenki, a smaku plwocinom Norwegów dodaje nieco punkowych czy jak kto woli old schoolowych wpływów przemyconych na płytkę. Nic wyborniej nie smakuje niż agresywny thrashowy riff wzmocniony punkowym biciem rytmu. Zatem, jeśli telewizor na twojej katanie jeszcze doszczętnie nie wypłowiał i nie skruszał, oddaj do skupu część zapasów pustych butelek, uzbieraj kilka ojro i kombinuj jak zdobyć ten, niestety krótki, soundtrack do serii zgonów na kolejnej imprezie z kolegami z koncertów. Może, jeśli wrócisz nad ranem z "Brutal agenda" w brudnych łapskach, księżniczka uwierzy, że nie uczestniczyłeś w polowaniu na dzikie baby, tyko oddawałeś hołd jedynej słusznej sprawie...

    www.neseblodrecords.com; www.myspace.com/waklevorena.p. ________7
  • Krv - "Silna Volja Srebra" 2005 / 1CD
    WALK RECORDS
    BOśNIA I HERCEGOWINA

    Krv - Silna Volja Srebra Krv to nie żaden skrót - to po prostu serbskie słowo oznaczające 'krew'. Muzycznie oznacza to natomiast surowy i prosty black metal, który sami muzycy z sobie tylko znanych powodów przyrównują do starego jugosłowiańskiego thrash metalowego Bombarder (chyba tylko dlatego, że grają cover ich kawałka "Pakao") oraz, już znacznie odrobinę rozsądniej do Darkthrone. Słabe, płaskie brzmienie z bzyczącymi nosowo i chyba trochę rozstrojonymi gitarami, po tysiąckroć już przerabiane rozwiązania aranżacyjne i do tego ratująca jeszcze jako tako całość nienajgorsza praca perkusji - szczególnie dobrze wypadająca w najszybszych momentach. W tekstach Krv mieszają się pooć wpływy słowiańskiej mitologii jak i tematy polityczne na temat obecnej sytuacji w Bośni, ale pozostaje mi tylko wierzyć na słowo notce na Metal Archives, bowiem sama wkładka nie zawiera liryków. Już na dniach dostępny powinien być kolejny krążek zespołu - "Ukleta Zemljo". Mam nadzieję, że gitary zostały zrobione na nowym nagraniu znacznie lepiej. Surowizna i prymitywizm mają bowiem swoje granice poza którymi jest już tylko żenujące prostactwo a bośniaccy black metalowcy z Krv zbyt często eksplorują właśnie te tereny twórczej mielizny. Nadmienię tylko, że ostatnie dwa kawałki to koncertowe odpowiedniki dwóch utworów z płyty i tu małe zaskoczenie - brzmią lepiej niż nagranie studyjne!

    www.krvpropaganda.com; www.walkrec.tkOlo ________4
  • Scars - "The Nether Hell" 2005 / EP
    SELF-FINANCED
    BRAZYLIA

    Scars - The Nether Hell Scars wskazują na swój początek rok 1991. Dorobek nagraniowy z 15 lat istnienia mają jednak gorzej niż mierny - przed recenzowanym tu materiałem mają bowiem na koncie jeszcze tylko jedną epkę wydaną w 1994 przez Encore records. W międzyczasie zaliczyli sześcioletnią przerwę w graniu i teraz znów wracają na panteon brazylijskiej sceny. Kolesie wymiatają wzorcowo klasyczny thrash w stylu starego Testament, Death Angel czy Exodus, tak jakby urodzili się nie w Ameryce Południowej a w rejonie Bay Area i zatrzymali się na końcu, złotych dla tego gatunku lat 80-tych. Jak z rękawa magika sypią się kolejne zadziorne riffy, wirtuozerskie solówki i mistrzowskie kombinacje sekcji rytmicznej. Potrafią jednak pojechać też nieco bardziej współcześnie, w bardzo intensywne partie, z bębnami na dwie stopy i prawie death metalowym wokalem. Scars stawiają na agresję, silną dynamikę i do tego ze swobodą operują szerokim wachlarzem technicznych artefaktów. Jakby tego było mało, wydając sobie sami ten krążek, zadbali o powalającą oprawę graficzną, która sama w sobie jest już warta posłania im kilku zielonych na ten pyszny kawałek thrashowej uczty.

    www.scars.com.brOlo ________9
  • IC Rex - "Sielun Kadotuksen Sinfonia" 2005 / 1CD
    HAMMER OF HATE
    FINLANDIA

    IC Rex - Sielun Kadotuksen Sinfonia Ja pierdolę. Pierwsze wrażenie jest takie, jakby jedyny twórca IC Rex - tajemniczy Cinatas, przesterowywał dosłownie wszystkie nagrywane instrumenty z programowaną perkusją włącznie. Muzycznie mamy tu do czynienia z surowym, ale dosyć awangardowo potraktowanym black metalem, który z racji niszczącego wysokotonowe głośniki brzmienia, wydaje się czasami ocierać o noise. Zło przeokrutne, żyletki w uszach i samobójcze myśli za każdym razem, gdy muszę włączyć play, aby przesłuchać ten materiał ponownie. Większość kawałków osadzona jest w klasycznie majestatycznych, powtarzających się monotonicznie frazach. Kilka razy jednak Cinatas porywa się na wściekłe i intensywne generowanie black metalowego hałasu. Okultystycznego smrodu i nieco oddechu w długich numerach wnoszą różne klawiszowe przerywniki, ale zawsze jednak wraca ten fatalny przester sypiący niemiłosiernie piachem, przez który słuchanie tego krążka staje się po kilkunastu minutach absolutną katorgą jeżeli nie używacie kolumn lub słuchawek z dużą ilością środka. Nie jest naprawdę głupi ten album, ma w sobie jakąś dozę intrygującego szaleństwa, czasami objawiającego się w dziwnych dysharmoniach, czasami właśnie w tak przerysowanym, przesterowanym brzmieniu, które ja osobiście muszę sobie redukować pokrętłem od wysokich tonów, bo inaczej ocipiałbym w połowie płyty. Każde kolejne przesłuchanie tego krążka wypada jednak coraz bardziej na korzyść IC Rex.

    www.icrex.cjb.net; Olo ________6
  • Arkona / Besatt / Thirst 2005 / SPLIT CD
    ALLES STENAR
    POLSKA

    Arkona / Besatt / Thirst - Split trzech kapel, wzbudzających różne, zazwyczaj skrajne emocje, ale przyznać im trzeba, że konsekwentnie robiących swoje od paru lat i mających swoją wierną publikę. Set rozpoczynają pogańscy mistrzowie rozpierdalających tytułów - Arkona z materiałem "Holokaust zniewolonych mas", który otwiera cover Besatt. Nosowo i płasko brzmiące gitary, gęste bębny, agresywny black metalowy wyziew na wokalu i standardowe nienachalne klawiszowe podkreślniki - nienajgorzej by to rozpierdalało, gdyby nie to zbyt rozmiękczone jak na mój gust brzmienie przyjęte przez zespół. Część Arkony kończy tytułowy kawałek stylizowany na marszowy hymn industrialno-black metalowy z wojennymi odgłosami, przy którym zespół zapewne przeprowadza musztrę na zakończenie swoich koncertów hehe. Przez kolejne kilkanaście minut przewalają się trzy numery Besatt z materiału "Diabolus Perfectus". Klasyczny, zadziorny, surowy black metalowy napierdalator trzymający się mocno starych wypróbowanych skandynawskich standardów i utrzymany głównie w średnich epickich tempach. Wszyscy z resztą powinni wiedzieć jakiego rodzaju smoły można spodziewać się po tej ekipie, z której zdjęć podśmiechują się czasami niewtajemniczeni w arkana elitarnego mroku internetowi mądrale. Ostatnie trzy kawałki to proponujący rozbudowany w formie symfoniczny black metal stary przasnyski Thirst, którego jest to jak na razie najnowsza i zdecydowanie najlepsza propozycja. Rzecz idealna dla fanów debiutanckiego krążka Emperor - o czym wspomina dosłownie każdy piszący o tym zespole. Patetyczny ton, bogactwo gitarowych i oczywiście klawiszowych smaczków, wielowątkowe aranże i zupełnie odjechany od tego obrazu, podany na sam koniec, cover Bathory. Podsumowując - życia bym za cały ten split nie oddał, ale każdy szanujący się kolekcjoner polskiej sceny black nie powinien spać spokojnie dopóki go nie zdobędzie.

    www.allesstenar.za.pl; www.arkonahorde.pl; linuxpl.com/~besatt/Olo ________5,5/7/7
  • The Cherry Point - "Night of the bloody tapes" 2005 / CD
    TRONIKS
    USA

    The Cherry Point - Night of the bloody tapes No wreszcie dostałem coś dla prawdziwych postmodernistycznych zjebów-ekstremistów. Zajmująca się głównie sceną noise amerykańska Troniks przysłała zestaw płyt, których zawartość porazi każde niewprawione w tego typu dźwiękach ucho. The Cherry Point to projekt, za którym stoi Phil Blakenship - płodzący kilometry ścieżek artysta, który łączy miażdżącą stylistykę harsh noise z otoczką psychodelicznego horroru. Na tym CD znalazły się zebrane z trzech lat nagrania z kaset. Nagrania, które dosłownie rozczesują mi zwoje w mózgu swoim chorym klimatem, który Phil produkuje w sobie tylko znany sposób posługując się najprzerózniejszymi generatorami szumów, pisków, sprzężeń i innych sygnaów doprowadzających do skraju wytrzymałości moje trąbki Eustachiusza. Bez żadnej, nawet śladowej rytmiki, stuprocentowa antymuzyka, szara ściana dżwiękowej magmy ścierająca wszelkie pojęcia muzyczne jakie kiedykolwiek powstały i docierająca do rdzenia, pierwotnego sposobu emisji i odbierania dźwięków. Wrażenie jest takie jakby dwa nieskończenie potężne stalowe tankowce załadowane betonowym miałem mijały się ze sobą na morzu trąc o siebie burtami generując przy tym paraliżujący zmysły hałas. Chore jest zatapianie się w coś takiego, oj jak kurwa pięknie chore.

    www.bloodmania.com; www.iheartnoise.comOlo ________8

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.

Echoes of Yul

Granie w pojedynkę, miksowanie, itp. to trochę wymóg sytuacji w jakiej jestem kiedy trudno jest znaleźć kogoś nadającego na podobnych falach, ale są plusy: gram kiedy chcę, muzyka ma spójną wizję i nie idę na żadne kompromisy.

Fat Ass Records

Każda dupa może się podobać, czy to mała, czy w rozmiarze XXL. Na pewno znajdzie się ktoś komu taka też przypadnie do gustu, np. w Anglii z tego co zauważyłem to XXL ma największe branie ...