TODAY IS A RELEASE DAY OF

MORBID FLESH

RITES OF THE MANGLED

the newest reviews

reviews in english
  • Upon A Burning Body - "Red White Green" 2012 / 2CD
    SUMERIAN RECORDS
    USA

    Upon A Burning Body - Red White Green I don’t know who Upon A Burning Body are, but I do know that they apparently really, really, really like Quentin Tarantino and Robert Rodriguez movies. What I also know is that this a Sumerian Records release, so that this sucks harder than the average chick on Exploited College Girls is no surprise. Neither is it a surprise that this is deathcore, the very fucken dumb and stupid kind even. I don’t even fucken know, is this deathcore? Cos half of the time this sounds like rap/hiphop with breakdowns and “heavy” riffs. The vocalist never shuts up for a second, for one, and there a fucken gang shouts too. I suppose this is all very impressive when you are a 14 year old virgin that shops at Hot Topic, but those of us who actually have good taste will avoid this like the fucken plague. Speaking of which that illiterate douche Johnny Plague from the entirely awful Winds Of Plague apparently sings on this record too. For fuck’s sake, it’s all here: the inane, self-empowering, woe-is-me lyrics, the thinly veiled hiphop beats, those stupid bouncy Meshuggah “riffs”, “Digimortal” era Dino’s Cheese Factory songwriting (a term used very loosely) and a vocalist that never ever under any circumstance shuts the fuck up for three seconds. I bet all these dumb fucks have tribal tattoos, giant earlobes, scene haircuts and wear Affliction clothing. The last time I reviewed a deathcore band around these parts it was the fucken awful Oceano, and I’m still having nightmares about that. The lack of social skills, illiteracy and collective virginity on display here is simply astounding. This is body music for trailer parks, gun-toting rednecks and basement-dwelling nitwits across the American continent. There is absolutely no fucken good reason why anybody sensible would want to listen to this. This shit sounds just like every other deathcore band (on Sumerian, or elsewhere) – but it’s just repackaged, rebranded, and stuffed with enough of a recognizable gimmick (they like dumb movies) that every fucken hipster and stupid kid from here all the way to Malaysia is jumping up and down in excitement. Since I actually have good taste, and some semblance of what classic extreme metal (death, black, grind, doom) sounds like, I fucken advise you to stay the fuck away from this as far as humanly possible. If this band plays near you, boycott their shows. If they sell their records near you, destroy them with fire. If you see band members hanging around your neighborheeds, slash their tires and insult them. Whatever the fuck you do, don’t encourage them in any shape, or form. We don’t need more of this crap, in fact – we need far LESS of it. Change starts with you…

    sumerianrecords.comFlemming Gabin ________2
  • Alchemyst - "Nekromanteion" 2012 / 1CD
    NECROSHRINE RECORDS/IRON BONEHEAD PRODUCTIONS
    NIEMCY

    Alchemyst - Nekromanteion Okultystyczny black z zatęchłych krypt z rozkosznymi, zawiesistymi nekro-ciągotami w kierunku "-ation" death metalu. To dopiero debiutancki długograj niemieckich Alchemików, ale słychać, że ich okres demówkowy nie poszedł na marne i już teraz, z doskonałym wyczuciem mieszają odpowiednie składniki, aby uzyskać przejmującą do szpiku kości, lepką, dźwiękową smołę. W ich muzycznym tyglu macerują się klawisze o barwie katedralnych organów, zjadliwe dysonanse gitarowych melodii, świdrujące powoli i złowrogo riffy, opętane wokale brzmiące niczym wrzeszczane inkantacje, chłodne, ambientalne przejścia, bulgocze tłusto-metaliczny bas, a z całości paruje kurewsko gęsta atmosfera Obecności Złego. Najważniejsze jednak, że zostało to wszystko zagrane tak, że nie czuje się w tym wszystkim chłodnej kalkulacji i nawet jeżeli religijne szmatki stały się ostatnio bardzo modne, to w przypadku Alchemyst nie wyczuwam żadnego marketingowego cwaniactwa. Jakkolwiek spusto-gimnazjalnie by to nie zabrzmiało to trzeba to powiedzieć - ten album uderza prawdziwą namiętnością mroku, wsysa w siebie wszystko co naiwnie chwali Stworzyciela, przemiela bezlitośnie i wypluwa w postaci leistej, gęstej mazi, w której ugrzązłem na dobre na kilka miesięcy. Niewierzących zapraszam na bandcamp Iron Bonehead (która wydała to na LP), gdzie obecnie można już odsłuchać "Nekromanteion" w całości.

    www.facebook.com/bloodandember; www.alchemyst.bigcartel.com; www.necroshrinerecords.de; www.ironboneheadproductions.bandcamp.com/album/alchemyst-nekromanteionOlo ________9
  • The Secret - "Agnus Dei" 2012 / 4CD
    SOUTHERN LORD
    WłOCHY

    The Secret - Agnus Dei Ponoć kiedyś grali metalcore. Wierzyć się nie chce. Nie wiem, co pokierowało ich losem, jaka siła sprawcza zadziałała, gdyż ostatnie dwa krążki z powyższą stylistyką nie mają kompletnie nic wspólnego. Włoski The Secret poznałem na Assymetry, gdzie grali przed Electric Wizard. Wybuchowe połączenie black metalu, grindcore, chaotycznego hardcore, noise, na dodatek porządnie zaprezentowane na scenicznych deskach nakłoniło mnie do zakupu winylowej wersji "Solve Et Coagula". Rok bieżący przynosi premierę "Agnus Dei". Jak prezentuje się The Secret obecnie? Rewolucyjnych zmian w stosunku do poprzedniczki nie zaobserwowałem i jest mi z tym bardzo dobrze. Włosi z niesłabnącym zaangażowaniem oddają się wściekle ekstremalnej, piekielnie gęstej muzyce o apokaliptycznym wydźwięku. Na nowej płycie daje się zauważyć większą ilość dłuższych utworów, w których królują wolne partie. Nie oznacza to bynajmniej, że tym razem jest delikatniej. Co to, to nie. Siła rażenia jest w takich przypadkach równie odczuwalna jak podczas ataku skomasowanym dźwiękiem. Sprzężenia gitar, dysonanse, nieludzkie wrzaski wokalisty, tak właśnie w przypadku The Secret wygląda metalowa pościelówka. Cały materiał niezależnie od preferowanych w danym momencie środków wyrazu powoduje u słuchacza silnie wyczuwalne podskórne napięcie. Jest duszno także dzięki cofniętym do tyłu, wprasowanym w ścianę dźwięku wokalom, oraz nachodzącym na siebie bez zbędnych pauz utworom. Świetna płyta idealnie oddająca dzisiejszą niezbyt różową rzeczywistość.

    www.facebook.com/pages/The-Secret/95794903277; www.southernlord.comRobert Jurkiewicz ________8
  • Be'lakor - "Of Breath and Bone" 2012 / 3CD
    ROCKSTAR RECORDS
    AUSTRALIA

    Be'lakor - Of Breath and Bone Be’lakor to jeden z tych rzadkich klejnotów. Zespół, który pozostaje wierny potencjałowi nie wykraczającemu poza obrany przez siebie styl. Jeżeli tęsknicie za czasami, gdy zespoły takie jak Throne Of Ahaz, Soulreaper, czy Unanimated rządziły niepodzielnie, to jest to coś dla Was. Naprawdę niewiele zespołów potrafi grać melodyjny death metal w sposób tak pzekonywujący jak robią to ci Australijczycy. Gdy wiele mniejszych zespołów oddaje cześć cukierkowatym melodiom, koślawym riffom i niestrawnej, popowej budowie utworów pozbawionych ciężaru, Be’lakor robi coś zupełnie innego. Nasycili swój złowrogi, melodyjny death metal masą ciężaru, nutą heroizmu i bogactwem mrocznego klimatu silnie spowinowaconego z black metalem. Dzięki akustycznym dodatkom, pojawiającym się przelotnie klawiszom i posępnym, szeptanym wokalom muzyka staje się jeszcze mocniejsza i na dłuższą metę - jeszcze lepiej rezonująca w warstwie emocjonalnej. Odróżnia ich to wyraźnie od większości ich rówieśników, czy nawet sporej liczby weteranów tego gatunku. Przypomina mi to mocno wczesne nagrania Dark Tranqulity i Amorphis. Oba te zespoły dążyły do takich właśnie rozwiązań, ale ostatecznie, po latach, zboczyły mocno z tego kursu. Melodie są podstawą tych utworów, ale nigdy nie są zbyt słodkie. Ten materiał nie ma bezbarwnych momentów i nigdy nie kroczy po najmniejszej linii oporu. Nie, Be’lakor pozostają wierni swojej death metalowej naturze i właśnie to decyduje o ich sile. W gatunku, w którym sami mistrzowie popadają w tendencyjną łatwiznę, ewentualnie desperacko zabiegają o akceptację mainstreamu potrzebujemy więcej takich zespołów jak Be’lakor. Potrzebujemy więcej dobrych, melodyjnych death metalowych albumów i kropka. Przestań więc słuchać tej najnowszej ekipy slam-death metalowej czy tego głupiego metalcorowego zespołu, o którym tyle się ostatnio mówi. Oni się nie liczą, a Be’lakor tak. Zrób więc coś sensownego i zdobądź ten materiał. Podziękujesz mi później.

    www.belakorband.com; www.facebook.com/belakorband; www.kolonyrecords.comWouter ________8
  • Cult Of Fire - "Triumvirat" 2012 / 1CD
    IRON BONEHEAD
    CZECHY

    Cult Of Fire - Triumvirat Cult Of Fire to jest dokładnie ten strzał w dziesiątkę jakiego potrzebowała zdegradowana już dawno do odległej ligi black metalowa scena z Czech. Pozwolę sobie nawet śmiało zaproponować tezę, że to najlepszy zespół naszych południowych sąsiadów, w tym gatunku od czasu pierwszych dwóch płyt Master’s Hammer - i pamiętam tu oczywiście o istnieniu Maniac Butcher, Inferno, Dark Storm czy zawsze wzbudzających uśmiech na twarzy, niczym kolejny odcinek Krecika - Stíny Plamenů czy Trollech. Cult Of Fire mają w sobie ten pierwiastek nieco przerysowanej i teatralnej, ale za to bardzo wciągającej rytualizacji i namiętności zła jaką miało Master’s Hammer czy Root. Potrafią umiejętnie dobierać chłodne, motywy, które świetnie sprawdzają się w monotonicznie przeciąganych, transowych dłużyznach. Mają podpartą świetnymi klawiszami, wzniosłą atmosferę nasączoną jasnymi, post-black metalowymi melodiami, które za chwilę potrafią przejść w cedzone powoli raz za razem, proste, celtic frostowe riffy. Jest to generalnie muzyka zakorzeniona mocno w tradycjach czeskiej sceny black, ale wychodząca mocno naprzeciw słuchacza doświadczonego nowocześniejszymi, także tymi post-metalowymi produkcjami. Cult Of Fire mają po prostu doskonałe kawałki, które są w stanie kupić słuchacza już od pierwszego kontaktu i co raczej rzadkie na scenie czeskiej - mają też zajebisty image, którym potrafią zaintrygować zanim zdążycie usłyszeć pierwsze dźwięki “Triumvirat”. Na jesieni możemy oczekiwać już kolejnego długograja Cult Of Fire i jeżeli będzie to rozwinięcie tego co zaserwowali na debiucie to szykujcie gromnice i kaptury na celebrację miodów i ciar.

    www.cultoffire.com; www.facebook.com/pages/Cult-Of-Fire/101579073262511; www.ironbonehead.deOlo ________8,5
  • Bulletbelt - "Down In the Cold Of the Grave" 2012
    HEADLESS HORSEMAN RECORDS
    NEW ZEALAND

    Bulletbelt - Down In the Cold Of the Grave Every now and then as a reviewer you come across bands you just want to kick in the teeth. Not because their music isn’t good enough, or because they don’t master their instruments. No. Sometimes I just want to whack bands across the head and scream to them: “be more metal, goddammit”. Not that anybody ever listens to what I say or write. Bulletbelt is a side-project, or rather parallel band of Wellington, New Zealand based heavy metal outfit Red Dawn. I’ve never heard of either band before this release, so I’m not going to make comparisons between the two. Before being in any of those two bands, drummer Stephen Francis was in Karnage, whose guitarist Sam Totman would later make a name for himself in the rather overrated, vacuous power metal band DragonForce. Now before all you sexually confused and closeted homosexuals start sending me hatemails, I have no bones to pick with DragonForce, cos I don’t care about them. They are stupid, which is probably what attracted you to them in the first place. In a lot of ways this is stylistically similar to Virginia black/thrashers The Day Of the Beast, who have this particular niche cornered. The biggest difference is that The Day Of the Beast does this thing just plainly better, and has more interesting lyrical subjects to boot. New Zealand has better things to offer than this band. Unless Bulletbelt transforms itself into a more violent, aggressive and more ambitious unit by its next release, they will no doubt be overshadowed by regional acts that are just plainly better and hungry than they are. Now, I’m not going to wait for that to happen. I have better stuff to do. Hey! Look there, another record. I shall listen to what is in it and tell you whether it was better than this fluffy and inconsequential record. Then again, I just could watch “Bad Taste” as well...

    www.facebook.com/HeadlessHorsemannz Wouter ________5
  • Decayed - "The Ancient Brethren" 2012
    BLACKSEED PRODUCTIONS
    PORTUGAL

    Decayed - The Ancient Brethren Moonspell may be the most popular export from Portugal as far as metal is concerned, but they certainly aren’t representative for the Lusitian metal scene. I don’t care what you scenesters, Hot Topic dwelling tweens and douchebag hipsters decide is hot this week, I will always defend Decayed. “The Ancient Brethren” is this band’s ninth full-length release since forming in 1990, and while the line-ups may have changed, Decayed’s sound never strayed too much from the path of devastatingly heavy and utterly relentless death/black metal. Much like 2008’s “The Black Metal Flame” this record emphasizes the band’s death metal aspect more, and like that record there is a current of Australian war-metal and early European death metal that runs through out this record. Like many of the earlier black metal formations Decayed is ultimately a ripping thrash metal band with an occult paintjob. It also helps that bass guitar can be heard plucking and popping away. Most of the time the bassist is quite happy to just double the guitars, but it’s good that the bass guitar can be heard in the background. For one it is a naturally warm sounding production, retaining that organic crunch so often lost in today’s habitually flat and sterile sounding digital production jobs. If you, like me, are of the opinion that too much black – and death metal has descended in becoming a parody and caricature of itself, you’ll probably love this record a whole lot more. The early black (and death) metal bands didn’t care about who wrote the most difficult song, who had the most strings on their guitar or who could blast the fastest. No. They just wrote incredible songs and had no other ulterior motive but that one objective. Unfortunately, Decayed are a lone beacon in a sea of mediocrity, hero-worship and bedroom projects gone horribly and incredibly wrong. I don’t care what you faggots think about this record, or its production or anything else. This stuff rocks and it is leagues better than the latest signing of Sumerian Records, Sevared, Unique Leader, Victory Records or whatever stupid label is ‘in’ this week. Sometimes I wish you’d just leave me alone. Unless you are a pretty girl from Portugal, then I’d love to hear from you...

    www.blackseedprod.comWouter ________8
  • Intractable - "Inner Decay" 2012
    SELF-FINANCED
    SWITZERLAND

    Intractable - Inner Decay What exactly is intractable here? The conclusion that you can’t have your cake and eat it too – but apparently can’t decide what said cake is, in the first place? Whenever something is described as modern metal, I usually tend to stuff my ears and run for cover. For good reason, I think, since most of what comes out of that genre is utterly terrible, but for some unfathomable reason remains popular with the casuals. Anyway, Intractable hail from Switzerland and play a hybrid of neo-thrash/groove and straight-up hardcore. The vocals are somewhere between Gary Meskil (Crumbsuckers, Pro-Pain) and Jan-Chris de Koeijer (Gorefest), which are surprisingly effective. I have no idea which audience this band aims at because this sounds as a compromise between the two genres leaving out the ‘hard’ parts of each individual style. The riffing is mostly the straightforward, no-frills type you expect in hardcore, but the song construction clearly is of a neo-thrash/groove metal architecture. Since the neo-thrash/groove is the prevailing stylistic choice I will judge it upon those merits. As such it is a fairly typical exercise of the genre. The dynamics are exactly what you’d expect, it has a nice groove and the rhythm sections are meaty and crushing enough. Does it ever reach the lofty heights of a “Burn My Eyes”? Fuck, no! Overall, this is another underground band doing their thing for their local fanbase. Within that context it is an okay release, but aspiring to greater goals just isn’t going to happen based upon “Inner Decay”. Now, when you look at it from a hardcore perspective, it is pretty serviceable. The songs waste no time and get to the point fairly quick. There’s enough variation between slow and fast songs and some of the drumming is quite good. As a hardcore variant it is pretty good, as a neo-thrash record it is utterly pedestrian. So, a little piece of advice for when you sent me your next record. Decide what you want to be: hardcore or neo-thrash, and then run with it, hard. I have no patience for bands as confused as the average 14 year-old girl. Nor should you. Until that time, I will continue to sit back and throw stones at random passersby. They knew not what hit them, but you very well did when you decided to send this in for review.

    www.intractable.chWouter ________5
  • Von - "Satanic Blood" 2012 / 1CD
    VON RECORDS/EARSPLIT
    USA

    Von - Satanic Blood Cry me a fucken river, build a bridge and get over it already, you sad sack of shit. It’s not my fault it took you two decades to get your stupid band finally operational. Von, for whatever unfathomable reason, is spoken of in hushed tones of reverence in some circles. Out in the real world however there are people who are able look at things and recognize them for what they are. I don’t care how ‘cult’ or influential you were ‘back in the day’, when your first release in nearly 20 years consists almost entirely of previously released archive material you’re just coasting of whatever little reputation you had. There is no other way of putting it. Von formed back in the late ‘80s, and while it is probably true that they were the first US black metal band, let us not forget that Von’s first recorded output only arrived in 1992. Nunslaughter and Sathanas both formed in the same year (or a year later as is the case with Sathanas, to be truthful) and both carried a heavy black metal vibe in more ways than one, and both had demos out long before Von. I don’t know what it sounds like to you, but this whole reformation sounds like somebody being nostalgic of past glories and very much willing to relive the past through what can only be reasonably described as somebody having one hell of a midlife crisis. Yes, “Satanic Blood” compiles all of the band’s prior demos, EPs and assorted recordings in one package - with a few new songs to boot. There’s this little thing called getting your money’s worth, and this is where this package falls particularly short. Of course nobody in the right mind is waiting for 20 years old recordings culled off dusty audio tapes two people have heard, there has to be another incentive to justify this sorry compilation’s pathetic existence. Well, since splitting up in 1992 this band has been sitting on its hands doing nothing. Now almost two decades later they decide to re-record the very material that made them famous and plaster a couple of sorry excuses of new songs in the beginning to justify the existence of this release in the first place. I don’t know what’s more insulting, the fact that there’s no evolution whatsoever between the new songs and the older ones, or the fact that this release is being hyped as the next big thing – when it’s obviously not. What we have here is a band two decades late and a couple of dollars short to a party they weren’t welcome at to begin with. Thinking yourself to be influential and actually being influential are two different matters altogether, and they shouldn’t be conflated because that’s the easiest thing to do. Now excuse me, I got better stuff to do than listening to some washed up has-been’s extended midlife crisis.

    www.vonrecords.comWouter ________5
  • Rattenfänger - "Epistolae Obscurorum Virorum" 2012 / 1CD
    DARK ESSENCE RECORDS
    UKRAINA

    Rattenfänger - Epistolae Obscurorum Virorum Rattenfänger (z niem. "łapacz szczurów") to kolejny projekt dobrze wszystkim znanych muzyków Drudkh, w którym dla odmiany postanowili grać death metal z doomowymi zwolnieniami zgodny z duchem starej szkoły - tej bliższej Incantation, Winter, Darkthrone z jedynki, czy sięgając jeszcze głębiej - Hellhammer/Celtic Frost. Jeżeli już spluwacie w ich kierunku z oskarżeniem o skok na aktualne trendy to przestrzegam - najpierw posłuchajcie jak Roman Saenko ze swoją kompanią kruszą krypty tym debiutanckim albumem, a dopiero potem ich sądźcie. Nisko strojona glebogryzarka gitar pozostawia za sobą grubo ciosane, surowe i gniotące riffy z mocnym wsparciem masywnego, stalowego basu, które doskonale komponują się z ryczącym niczym głodny niedźwiedź Grizzly, głębokim growlem i łopoczącymi luźnymi naciągami bębnami o brzmieniu bardzo podobnym do tego znanego z produkcji Blood Of Kingu. Dodajcie do tego oszczędnie zastosowane, ale bardzo umiejętnie wykorzystane klawisze o brzmieniu kościelnych organów, intra nawiązujące do mrocznych chorałów i fakt, że wszystkie teksty i tytuły utrzymane są w całości w łacinie. Nie bałbym się nawet stwierdzenia, że, biorąc pod uwagę tylko drugą falę na takie granie to jest to tak dobre jak Dead Congregation, wczesne Necros Christos czy greckie Embrace of Thorns. Pozornie proste i surowe utwory o ziemistym brzmieniu, szybko wciągają genialnym klimatem średniowiecznych katakumb i wspaniałą produkcyjną zgnilizną i bez żadnego naciągania można ulokować ten album w ścisłym gronie najlepszych death metalowych produkcji zeszłego roku.

    www.darkessencerecords.noOlo ________8,5
  • Mandibula - "Sacrificial Metal of Death" 2012 / 1DEMO
    CAVERNA ABISMAL RECORDS / ETHEREAL SOUND WORKS
    PORTUGALIA

    Mandibula - Sacrificial Metal of Death Z Portugalii nadeszło demo jednoosobowego projektu niejakiego Mandibuli, który deklaruje się być oddanym miłośnikiem prostych, ale jakże skutecznych do dziś form metalowych z lat 80-tych w klimacie Celtic Frost/Hellhammer, Bathory, niemieckiej sceny thrash i brazylijskich staroci, ale też i nie odżegnuje się od starych wpływów punkowych - zwłaszcza Amebix i Discharge. Ja sam do opisu zawartości tego demo pozostawiłbym z tego zestawu tylko Hellhammer i Amebix i dodałbym jeszcze do tego, niepokojącą zimnofalową atmosferę, która emanuje z tych utworów dzięki powolnej, mechanicznej rytmice i specyficznemu brzmieniu automatu perkusyjnego. I to chyba właśnie dziwne na pierwszy rzut oka połączenie skrajnie obskurnych, mantrycznie katowanych, kilkudźwiękowych riffów, chłodnej, prawie industrialnej rytmiki, utrzymanych w języku portugalskim, nieco desperackich wokaliz i do tego długich, ambientalnych wypełnień pomiędzy kolejnymi, właściwymi kompozycjami, decyduje o tym, że nie jest to kolejny, zwykły oldskulowo rzężący projekt, ale dosyć ciekawa i nieoczywista interpretacja tych przedpotopowych wpływów. Pierwotnie materiał ten ukazał się w 2010 roku na limitowanej do 200 sztuk taśmie, a dopiero w zeszłym roku, wspólnym nakładem Caverna Abismal Records i Ethereal Sound Works został wtłoczony na CD i opatrzony bardzo przyjemną dla oka książeczką.

    www.myspace.com/mandibula666; www.cavernaabismal.blogspot.com; www.etherealsoundworks.comOlo ________
  • Morbid Execution - "Vulgar Darkness" 2012 / 1CD
    DEATHGASM RECORDS
    POLSKA

    Morbid Execution - Vulgar Darkness Być chamem to też trzeba jednak umieć. Bo jest różnica między drącym o byle co mordę idiotą, a celnie ścinającym z nóg swoim bezpośrednim podejściem, pozbawionym empatii skurwielem. Morbid Execution, którymi jarałem się już przy okazji jakiejś ich wcześniejszej siedmiocalówki, to właśnie ten lepszy model chama, który sprawia, że masz ochotę napić się z ich debiutanckim długograjem wódki i zadzwonić po dziwki. Wulgarny, prostacki, do bólu prawdziwy metal, z przedpotopowymi rozwiązaniami rytmicznymi i obskurnymi riffami w klimacie Hellhammer i wczesnego Bathory, które nie rozpieszczą Cię chwytliwą melodią i nie zadziwią nakoksowanymi blastami, ale to przecież nie wycieczka all-inclusive na Gran Canaria, żeby sączyć pod hotelem drinki z parasolką tylko wyprawa do piwnicy po spiryt, ogórki i zakopaną jeansową katanę z naszywkami. Cholernie odpowiada mi ta, powoli tocząca się przegniła surowizna, którą produkują Tomasz i Morbid (przypomnę - chodzi o tych samych oldskulowych wyjadaczy, którzy romansują ze sobą też w Throneum), wybitnie cieszy regresja brzmieniowa, radykalna forma i nie owijająca w zbędną bawełnę argumentacja muzyczna. Nie są to żadne chaotyczne piardy, ale autentyczny, mozolnie toczący się, bestialski kołowrót, który mógłby dostać angaż w metalowym skansenie, gdyby taki istniał, ale na dzień dzisiejszy pozostaje nam urządzać sobie wycieczki dydaktyczne o prymitywnych, starometalowych rytuałach we własnych czterech ścianach za sprawą wybornego "Vulgar Darkness".

    www.myspace.com/sodomywiththedevil; www.deathgasm.comOlo ________7,5

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.

Echoes of Yul

Granie w pojedynkę, miksowanie, itp. to trochę wymóg sytuacji w jakiej jestem kiedy trudno jest znaleźć kogoś nadającego na podobnych falach, ale są plusy: gram kiedy chcę, muzyka ma spójną wizję i nie idę na żadne kompromisy.