najnowsze recenzje

recenzje wyróżnione     recenzje po angielsku
  • Undead - "Redemption" 2016 / MCD
    SELF-FINANCED
    SPAIN/UK

    Undead - Redemption Hiszpańsko/brytyjski kwartet Undead uraczył mnie kilka dobrych miesięcy temu swoją kolejną epką (tym razem na CD) i jestem z tego powodu równie szczęśliwy jak komisja Macierewicza ze znalezienia nowego dowodu na bombę w Tupolewie. W przypadku Undead mamy jednak prawdziwy, a nie urojony wybuch prosto w twarz czterema konkretnymi petardami, z których każda trwa niewiele ponad trzy minuty i kipi palącymi, zadziornymi riffami, intensywnie galopującą sekcją, piłującymi bezlitośnie solami i złowieszczo rozdzierającym growlem. Tak, Undead kontynuują swój obskurny death/thrashowy łomot w stylu, któremu najbliżej do szwedzkiej odmiany takiego grania - Necrovation, Unpure, Merciless, Grotesque, z charakterystycznym, autopsowatym zamiłowaniem do opisywania dźwiękiem zjadliwego fermentu rozkładających się zwłok i otoczką graficzną nawiązującą do plakatów do horrorów z lat 70-tych. Jest dla kompletnie niezrozumiałe, dlaczego Undead wciąż pozostaje bez kontraktu, ale może sam zespół nie działa zbyt aktywnie w tym kierunku - decydując się brać wszystkie sprawy w swoje ręce? Kiedy zatem pełny album?

    www.facebook.com/curseoftheundead
    undead.bandcamp.com
    soundcloud.com/curseoftheundead
    www.curseoftheundead.comOlo ________7,5posłuchaj / oglądaj
  • Rotheads - "Sewer Fiends" 2018 / 1CD
    MEMENTO MORI
    ROMANIA

    Rotheads - Sewer Fiends Rotheads powstało jako poboczny projekt trójki muzyków eksperymentalnego doom/noise/stonerowego Keeng Ra'at. Tutaj jednak ich założeniem było granie stuprocentowego old school death metalu. Po dosyć obiecującym demo "Unfazed by Death" z kwietnia 2016 (które można sprawdzić na bandcampie zespołu), po kilku zmianach personalnych i po zagraniu paru koncertów - w tym najbardziej znaczącego - jako support dla Sadistic Intent, przyszła wreszcie pora na pierwszy pełny album tej załogi z Bukaresztu zatytułowany "Sewer Fiends". I choć mamy dopiero styczeń to bez wątpienia mamy już pierwszego, bardzo mocnego kandydata do death metalowego debiutu tego roku. Na "Sewer Fiends" czuć tą samą, nieco naiwną, ale jakże autentyczną, cmentarną zgniliznę, którą charakteryzują stare nagrania Autopsy, wczesnej death metalowej sceny fińskiej, początki Funebrarum, Grave, Incantation, Crematory, Goreaphobia czy dziesiątek innych nazw, których wymienianie powoduje niekontrolowany ślinotok u każdego świra, który nad gitarową technikę i nienaturalnie mocarne brzmienia przedkłada muliście mielące się riffy w gniotących lub dziko taranujących tempach, wspaniałe, ponure melodie, trupio cuchnący growl i malujące pozagrobowe pejzaże sola na pogłosie. Niemała zasługa w tym ostatecznym efekcie leży w wybornej produkcji (miksy i mastering) spod ręki Javiera Feleza w studio Moontower, gdzie swoje brzmienia regularnie szlifują takie nazwy jak choćby Teitanblood, Graveyard, Avulsed, Nominon, Ataraxy, Necroven i cała masa innych. Prawdziwa perełka dla stękających za starymi czasami, doceniających podziemnego ducha, stetryczałych, death metalowych konserwatystów.

    www.facebook.com/rotheads
    rotheads.bandcamp.com/
    www.facebook.com/memento.mori.label
    memento-mori.esOlo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Mastectomy - "Hell on Earth" 2017 / 1CD
    ROTTEN MUSIC
    POLAND

    Mastectomy - Hell on Earth Jednoosobowy hord, który ... brzmi jak profesjonalny band w pełnym składzie. Patrząc na zdjęcia Adama - lidera Mastectomy jestem naprawdę zdumiony, że tak niepozorny gość, stoi za tą brutalną i rozbudowaną sieczkarnią. Ten człowiek naprawdę wie o co kaman w brutalnym biznesie i niesamowite jak doskonale ogarnia temat aranżacji wszystkich instrumentów na tym poziomie. Może nie jest to jeszcze drugie Putrid Pile, czy Insidious Decrepancy, ale za tymi zespołami stoją przecież ludzie-instytucje, a “Hell on Earth” to dopiero debiut, który już na samym starcie zaskakuje równie niebywałym jak na jednoosobowy projekt zorganizowaniem całości. Olbrzymi plus należy się zwłaszcza za ogarnięcie sekcji rytmicznej bo, choć jestem osobą raczej wyczuloną na nienaturalne brzmienia automatów perkusyjnych, tak tutaj naprawdę nie widzę najmniejszych mankamentów. Bębny brzmią bardzo organicznie, selektywnie i bardzo, podkreślam BARDZO naturalnie pod względem aranżacyjnym. Z początku byłem przekonany, że spora część tych partii nie jest programowana, ale jest dogrywana na żywo tak, jak robi to choćby właśnie Shaun LaCanne we wspomnianym Putrid Pile, ale lider Mastectomy wyprowadził mnie z błędu - wszystko jest aranżowane na automacie i są to zdecydowanie jedne z najlepiej zaprogramowanych partii perkusji jakie usłyszycie w tym gatunku. Same utwory, jak na ten konkretny gatunek są bardzo słuchalne dzięki właściwemu zróżnicowaniu i doborze motoryki - od morderczej wiwisekcji blastami, przez typowe, death metalowe mielony, aż po gniotące, pojedyncze jebnięcia, zostawiające na moim ośrodku słuchowym głębokie sińce. Mocno wysunięty bas bombarduje bezlitośnie trzewia swoją metaliczną sprężyną, gitary wżynają się w czaszkę krwawymi toporami riffów, a mały Adam ryczy jak jakiś jebany potwór o wszystkich zwyrodniałych urokach naszego świata, dodatkowo zobrazowując je masą wstawek z filmów i różnych jutubowych hitów. Tak, to prawda, że nie ma w tym wszystkim niczego odkrywczego, ale 50 minut tego materiału z całą pewnością nie znuży żadnego konesera sadystycznych zabaw w teksaskim stylu brutal slam death. Jest groove, jest odpowiednio dawkowana energia, jest ładunek gore’owej patologii, a to wszystko w bardzo czytelnym, selektywnym wydaniu. O to chodzi.

    www.facebook.com/Mastectomy666
    www.mastectomy666.com
    www.rottenmusic.net
    www.facebook.com/rottenmusic.net
    rottenmusic.bandcamp.comOlo ________6,5posłuchaj / oglądaj
  • In Twilight’s Embrace - "Vanitas" 2017 / 4CD
    ARACHNOPHOBIA RECORDS
    POLAND

    In Twilight’s Embrace - Vanitas In Twilight's Embrace to zespół, któremu wyjątkowo łatwo przychodzi wekslowanie swojego stylu na nowe tory. Nie chcę, aby zostało to odebrane jako zarzut, zwłaszcza, że to właśnie obecne oblicze tej kapeli uważam za zdecydowanie najlepsze i najdojrzalsze, a ostatecznie z przyjemnością przyjąłem fakt, że z melodyjnego death z elementami black In Twilight's Embrace przesunęli gatunkowy nacisk w stronę szwedzkiego black z naleciałościami death metalu. I choć nasuwają się skojarzenia z Dissection, Watain, Naglfar, czy nawet Mgła, to nie śmiałbym zarzucić chłopakom z Poznania niczego więcej ponad bardzo naturalne i intuicyjne skłanianie się w procesie tworzenia w kierunku podobnych rejonów emocjonalnych i warsztatowych. Zdecydowanie ważniejsze od gatunkowych szufladek wydaje się zresztą być w przypadku In Twilight's Embrace przede wszystkim bardzo umiejętne i coraz bardziej świadome posługiwanie się melodią - znajdowanie złotego środka między uzyskiwaniem chwytliwego charakteru ich muzyki i nie popadaniem przy tym w płytką, cukierkową popelinę, która kiedyś im się zdarzała. Pod tym szczególnym względem, grono godnych konkurentów na polu muzyki ekstremalnej w naszym kraju wydaje się być obecnie bardzo wąskie. Ten właściwy balans i mistrzowskie kierowanie przepływem energii w każdym utworze, z kilkoma polskimi frazami wyśpiewywanymi w ostatniej, kulminacyjnej fazie utworu, jakby już w momencie euforycznego zapomnienia, powodują, że utwory na “Vanitas” są bardzo porywcze, angażujące słuchacza emocjonalnie i wyzwalające w nim za każdym razem głód uczestnictwa w każdej kolejnej odsłonie tego muzycznego przedsięwzięcia. Przedsięwzięcia spójnego koncepcyjnie i klimatycznie, pomimo osadzenia każdego kolejnego utworu w innym zestawie temp i nawet innym zabarwieniu klimatycznym i gdzie nieco surowsza, ale bardzo ‘ludzka’ produkcja wspaniale skleja to wszystko w gorący, emocjonalny strumień - co rzecz jasna samo w sobie odległe jest od mroźnych, ortodoksyjnych korzeni black metalu, ale też i nie do black metalowych radykałów jest ten album kierowany.

    intwilightsembrace.bandcamp.com
    www.facebook.com/intwilightsembrace
    www.facebook.com/arachnophobiarecs
    www.arachnophobia.plOlo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Dakhma - "Passageways to Daena (The Concomitant Blessings of Putrescing Impurity)" 2016 / 1CD
    GODZ OV WAR PRODUCTIONS
    SWITZERLAND

    Dakhma - Passageways to Daena (The Concomitant Blessings of Putrescing Impurity) Mawiają, że metal to nie rurki z kremem. Ponoć metal to wojna. Dakhma na swojej debiutanckiej płycie zdecydowanie staje po stronie zwolenników takich poglądów. „Passageways to Daena (The Concomitant Blessings of Putrescing Impurity)” to płyta skrajnie radykalna niemal pod każdym względem. Na dodatek równie zawiła i złożona. Czegóż my tu nie mamy! Na pierwszy rzut ucha dominuje bezlitosny black/death’owy łomot opatrzony trumiennym brzmieniem, mogący kojarzyć się z wyczynami piewców złej nowiny rodem z Kanady. Tyle tylko, że w przypadku Dakhma nic nie jest proste i oczywiste. Gwałtowne, zakręcone riffy i spowijająca je atmosfera grozy, mrocznej tajemnicy kierują skojarzenia także ku Australii, gdzie dźwiękiem kaleczy Portal. Tak, bohater naszej recenzji tworzy muzykę w równym stopniu złowrogą i nieokiełzaną jak panowie z zegarami na głowie. Napiętą atmosferę Dakhma podkreśla jeszcze gitarowymi motywami, które emanują zdradliwą i jadowitą melodyką. W takich chwilach muzyka schodzi na wolniejsze obroty, lecz spadek napięcia jest tylko pozorny. Choroba ciągle przemawia przez te dźwięki, tyle że inny, bardziej zawoalowany sposób. Długie, wielominutowe utwory mieszczą także instrumentalne pasaże rodem z filmów o rozmaitych potwornościach. Zbudowane na mocno przetworzonym dźwięku motywy, a także i całe utwory, wprowadzają w głęboki trans. To bardzo uwierająca, lecz równocześnie chorobliwie intrygująca podróż. W ramach swojego debiutanckiego albumu Dakhma stworzyła monstrualnych rozmiarów potwora. Około godzinne, boleśnie ekstremalne, złowieszcze dzieło noszące na dodatek znamiona własnego, unikalnego stylu. Tak, metal to wojna. Dakhma to obraz jej opłakanych skutków.

    dakhmacavern.bandcamp.com
    www.facebook.com/dakhmacavern/
    www.godzovwar.com Robert Jurkiewicz ________9posłuchaj / oglądaj
  • Warfist - "Metal to the Bone" 2016 / 2CD
    GODZ OV WAR PRODUCTIONS
    POLAND

    Warfist - Metal to the Bone Jeśli lubisz metal, to polubisz Warfist. To proste. Niezależnie od tego, czy jesteś zwolennikiem starego speed, thrash, death, black metalu. Warfist gra metal ponad podziałami. "Metal to the Bone" w perfekcyjny sposób łączy niemal wszystko to, co w ekstremalnej muzyce najlepsze. Owszem, słychać że muzyków interesuje głównie "stara szkoła". Równocześnie doskonale słychać, że kapeli udał się manewr, który nie wychodzi wszystkim chętnym. Grać staroszkolną muzykę i równocześnie nie brzmieć anachronicznie, to nie jest w brew pozorom taka łatwa sztuka. Warfist tworzy muzykę, która zwarzywszy na źródła inspiracji, brzmi zaskakująco świeżo i żywotnie. Proste, zaraźliwie nośne riffy, energiczne tempa, nieprzeintelektualizowane aranże. Do tego nieodzowna warstwa brudu zalegająca na brzmieniu gitary i bezproblemowo wyczuwalna punkowa zadziorność. Tak grał stary Venom, Bathory, Kreator. Tak gra Warfist, tyle że w XXI wieku. To wszystko sprawia, że "Metal to the Bone" nie jest płytą adresowaną tylko i wyłącznie do starych zgredów pamiętających Czarnobyl i pierwszomajowe pochody. "Metal to the Bone" to METAL, a ten jest ponadczasowy.

    warfist.bandcamp.com
    godzovwar.comRobert Jurkiewicz ________8posłuchaj / oglądaj
  • Mussorgski - "Creatio Cosmicam Bestiae" 2016 / 3CD
    GODZ OV WAR PRODUCTIONS
    POLAND

    Mussorgski - Creatio Cosmicam Bestiae Ktoś powie, że tak się już nie gra. Przecież klawisze, gitary, black metalowy kontekst, to wszystko już było lata temu i dziś jest już niemodne. Pewnie i było, lecz w konfrontacji z "Creatio Cosmicam Bestiae" przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenie. Mussorgski za pomocą swojej najnowszej płyty ilustruje kosmiczną przestrzeń i tylko to się liczy. Efekt jest taki że mam ciary, choć nie tylko. Chwilami, gdy uzmysłowię sobie jak daleko mnie poniosło, miewam i zawroty głowy. Mussorgski zabrał mnie hen daleko, poza ziemską grawitację. Zabrał mnie tam, gdzie króluje nieograniczona niczym przestrzeń, a wraz z nią bezsilność, samotność, rozgoryczenie i inne mało przyjemne aspekty naszej egzystencji. "Creatio Cosmicam Bestiae" to bardzo ilustracyjna płyta. Za pomocą względnie prostych środków i rozwiązań, bo twórca nie sili się tu na żadną stylistyczną woltę, udało się osiągnąć iście kosmiczny efekt. Tak, na przykładzie Mussorgski można po raz kolejny stwierdzić, że siła muzyki leży w jej prostocie. To właśnie proste, chwytliwe, kilkudźwiękowe klawiszowe motywy robią największe wrażenie. Chwilami dochodzę do wniosku, że "Creatio Cosmicam Bestiae" stanowiłaby niezwykle atrakcyjną ścieżkę dźwiękową do filmu science fiction pokroju "Interstellar". Gdy słyszę klawiszowy motyw rozpoczynający "Sabbathum in Perpetuum", to momentalnie staję się międzygalaktycznym żeglarzem. Podobnych stanów świadomości doświadczam niejednokrotnie, choć nie zawsze muzyka Mussorgski zawiesza moją jaźń w próżni. Bywa, że niemal fizycznie czuć buzującą tu podskórnie agresję. Pojawiają się ciężkie gitary, kiedy indziej iście wariackie tempa osiąga automat perkusyjny. Tak więc "Creatio Cosmicam Bestiae" to nie jedynie międzygwiezdna zaduma. To także sporo gniewu, frustracji, rezygnacji. Typowo przyziemnych i bardzo ludzkich przypadłości. W końcu to muzyka stworzona przez człowieka.

    mussorgski.bandcamp.com
    godzovwar.comRobert Jurkiewicz ________9posłuchaj / oglądaj
  • Helheim - "landawarijaR" 2017 / 9CD
    DARK ESSENCE RECORDS
    NORWAY

    Helheim - landawarijaR Dziewiąty duży album płodnych Norwegów, do których, jak mało do kogo, pasuje slogan, że na żadnym albumie dupy nie dali. Osobiście najbardziej cenię ich za fakt, że w dziedzinie zakorzenionej w viking metalu, nigdy nie zamienili się w rubaszną parodię wojów północy jak to często ma niestety miejsce w pogańskiej niszy. Ale do rzeczy. Pomimo podobieństwa tytułów, nowy album nie wydaje się być bezpośrednią (w rozumieniu stylistycznym) kontynuacją swego poprzednika. Wciąż jest to oczywiście najwyższej klasy połączenie folkowego, skandynawskiego ducha i runicznej filozofii z progresywną nieoczywistością, wciąż usłyszeć tu możemy takie instrumenty jak róg, czy kotły, ale o ile "raunijaR" podążał bardziej epicką ścieżką wyznaczoną na "Asgards Fall", to "landawarijaR" można powiedzieć, że stylistycznie bliższy jest "Heiðindómr ok mótgangr". Black/viking metal jest tu żyzną podstawą, na której wyrastają utwory pełne ciemnych melodii, przeszyte duchem surowej, skandynawskiej natury, ale zanurzone w ciężkim, progresywnym sosie, w którym czasami czuć posmak psychodelii, a kiedy indziej, coraz chętniej odkrywanego ostatnio przez metalową publikę alternatywnego country.
    Dużo mówi się o podobieństwach Helheim do Enslaved i pewnie nigdy tego piętna się nie pozbędą, ale decydujące jest w tym przypadku umiejętne inkorporowanie tradycyjnych form i dziedzictwa do obecnej, pędzącej w szalonym tempie współczesności - bez odgrywania roli konserwatywnych troglodytów. Nie ma albumu Helheim, który pozostawiał by mnie obojętnym, ale gęsta, wciągająca atmosfera “landawarijaR” i odważne łączenie określonych pierwiastków lokują ten album bardzo wysoko w rankingu ich dyskografii i w ogóle całym współczesnym, norweskim black metalu.

    www.facebook.com/helheimnorway
    helheim.bandcamp.com
    www.helheim.com
    www.darkessencerecords.no
    www.facebook.com/darkessencerecords
    karismarecords.bandcamp.comOlo ________9posłuchaj / oglądaj
  • Sentient Horror - "Ungodly Forms" 2016 / 1CD
    TESTIMONY RECORDS
    USA

    Sentient Horror - Ungodly Forms Powstanie tego zespołu to taka prawie filmowa historia - niejaki Matt Moliti, nauczyciel gry na gitarze w Szkole Rocka i mający już swoje lata fan death metalu zbiera do kupy swoich uczniów i montuje z nimi kapelę, w której oddają hołd starej szwedzkiej scenie. Wisienką na torcie jest fakt, że mastering tego materiału zrobił im sam guru skandynawskiej sceny - Dan Swanö, który określił Sentient Horror jako jeden z najlepszych szwedzkopodobnych projektów ostatnich 20 lat. No cóż, Swanö mogło się to faktycznie spodobać bo podobieństw do Edge Of Sanity nie sposób tutaj nie zauważyć - głównie w znajomo brzmiących melodiach gitar i natarczywym biciu werbla. W dodatku udało się amerykańskiej grupie uzyskać ten specyficzny, sprężysty ciężar właściwy szwedzkim tuzom (ale i np. Gorefest), a w warstwie instrumentalnej, poza wzorową pracą rytmiczną, dostajemy też z dużą klasą pociągnięte solówki. No właśnie - wszystko jest tutaj trochę aż za bardzo podręcznikowe. “Ungodly Forms” spełniłoby doskonale swoją rolę jako zaliczenie projektu ze szwedzkiego death metalu na Uniwersytecie Muzyki Ekstremalnej - gdyby tylko taki istniał oczywiście. Nie usatysfakcjonuje jednak poszukiwaczy muzycznych unikatów. I nie chodzi rzecz jasna o całkiem nową jakość - chodzi o brak nawet drobnych, indywidualnych subtelności (może nawet pozornych wad), które sprawiałyby, że muzykę Sentient Horror odławiałoby się, w miarę wprawnym uchem od całej tłumnej reszty jadącej na staroszwedzkich sentymentach. Tutaj natomiast nawet okładka wygląda jakby grafik sklejał powycinane fragmenty z obrazków Dana Seagrave’a. Wszystko jest ściśle ograniczone ramami przyjętego kanonu i opisane mocno prześwietlonymi już kliszami. Najbardziej pozytywne wrażenie pozostawia po sobie utwór zamykający płytę. Ruszający w walcowatym tempie, rozwijający się do brutalnej mielony w środku i kończący się długim, epickim, instrumentalnym postludium. Przez taką końcówkę może się zdarzyć, że zechce się Wam wcisnąć play na odtwarzaczu więcej niż jeden raz.

    www.facebook.com/sentienthorrorofficial
    testimonyrecords.bandcamp.com
    redefiningdarknessrecords.bandcamp.com/album/sentient-horrorOlo ________6,5posłuchaj / oglądaj
  • Mentor - "Guts, Graves and Blasphemy" 2016 / 1CD
    ARACHNOPHOBIA RECORDS
    POLAND

    Mentor - Guts, Graves and Blasphemy Rozrywka nie musi być "tania". Mentor gra rock'n'rolla, który świetnie sprawdzi się w wielu sytuacjach. Na przykład w aucie. Wysoce energetyczne, chwytliwe granie, klejące się do ucha refreny, to wszystko sprawi że w każdym z nas obudzi się demon motoryzacji. Ale, no właśnie, klasyfikowanie "Guts, Graves and Blasphemy" jako "płyty do auta" byłoby dla Mentor bardzo krzywdzące. Dla tego właśnie na wstępie wyraziłem opinię, że rozrywka nie musi być "tania". "Guts, Graves and Blasphemy" jest czymś zdecydowanie więcej, niż tylko akompaniamentem do deptania pedału gazu. Mentor instrumentalnie błyszczy. Rozpędzone riffy cechuje wysoka precyzja wykonawcza. Warto zwrócić uwagę, że nie ma tu mowy o kanciastych, tandetnych zagrywkach, stanowiących jedynie tło dla wypocin wokalisty. Gitarzyści bardzo umiejętnie balansują na styku dobrze pojmowanej przebojowości i instrumentalnego zaangażowania. Jest czego słuchać. Zwłaszcza że każdy utwór skrywa niespodziankę, zaskakujący zwrot akcji. W jednym zespół niespodziewanie zwalnia stawiając na doomowy ciężar, w innym z kolei ustalony porządek burzą blasty. Pojawia się stoner, black metal, a wszystko to pięknie, zgodnie i radośnie bulgocze w rock'n'rollowym sosie. Brawa należą się także wokaliście, który zachowując rockową zadziorność kreuje wyraźnie zarysowane linie melodyczne i uwypukla przebojowość "Guts, Graves and Blasphemy". Tak, debiut Mentor to wysokich lotów rozrywka.

    www.facebook.com/MENTORrock
    arachnophobia.plRobert Jurkiewicz ________8,5posłuchaj / oglądaj
  • Hellspawn - "There Has Never Been A Son Of Me" 2016 / 3CD
    OLD TEMPLE
    POLAND

    Hellspawn - There Has Never Been A Son Of Me Jeden z moich ulubionych polskich zespołów z półki klasycznego death metalu. Nie robią wokół siebie zbędnego szumu, są cierpliwi, wierni obranemu kierunkowi i regularni, ale przede wszystkim - grają kawał naprawdę wciągającego death metalu, którego formułę wytrwale rozwijają, ale nie udziwniają. Brzmi to pewnie jak opis kolejnej tzw. 'zacnej, solidnej kapeli', którymi wybrukowane jest piekło z frajerskimi zespołami, które nigdy nie przebiją się do szerokiego frontu odbiorców, ale Hellspawn gra mimo wszystko w innej lidze i przede wszystkim mają w sobie to złowieszcze coś, co sprawia, że z przyjemnością sięgam po praktycznie wszystkie ich materiały. "There Has Never Been A Son Of Me" nie jest pod tym względem wyjątkiem choć sukcesywnie muzyka Wielunian ewoluuje w kierunku mniej fizycznych rozwiązań. Oczywiście wciąż nie brakuje w niej, znanych z wcześniejszych materiałów brutalnych, precyzyjnych nawałnic, ale jednak w ogólnym rozrachunku tempa są nieznacznie stonowane. Zrobiło się więcej miejsca dla choćby klawiszowych ścieżek, rozbudowanych, pociągłych solówek, czy po prostu ociężałego, death metalowego majestatu. O ile wcześniej często padały pod ich adresem porównania do m.in. Hate Eternal o tyle teraz bardzo mocno czuć klimat Morbid Angel - głównie chyba ze względu na odmienioną manierę wokalną Mariusza, która teraz wydaje się momentami jakby żywcem wyjęta z "Covenant". Najbardziej jednak w nowej odsłonie Hellspawn podobać się może bardzo dojrzałe podejście do obrazu całych kompozycji. O ile jeszcze na "The Great Red Dragon" można było odnieść wrażenie, że każdy instrument chce wręcz rozsadzić i zdominować całe nagranie, o tyle na nowym albumie każdy jakby znał swoje miejsce w szeregu, a same kawałki to już nie tylko opasłe wory z riffami i perkusyjną rzeźnią, ale, nie boję się tego powiedzieć, wciągające, death metalowe opowieści, w których stopniowo odkrywamy całą historię. Częściowo jest to też na pewno zasługa bardzo dobrze wyważonej produkcji, ale i sami muzycy wreszcie wydają się razem dążyć do jednego celu zamiast szarżować każdy w swoim kierunku. Trochę to śmieszne, że mankamenty dotychczasowej twórczości różnych zespołów odkrywamy często dopiero konfrontując ją z najświeższym materiałem. Na opowieść o wadach "There Has Never Been A Son Of Me" musicie zatem poczekać do recenzji kolejnego długograja Hellspawn ;)

    www.facebook.com/Hellspawn.Metal
    www.oldtemple.com
    www.facebook.com/eryk.templeOlo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Murg - "Gudatall" 2016 / 2CD
    NORDVIS PRODUKTIONEN
    SWEDEN

    Murg - Gudatall Ukrywający swoje personalia szwedzki duet kontynuuje zapoczątkowaną na debiucie ortodoksyjną krucjatę przeciwko nowomodnym trendom serwując chyba jeszcze bardziej agresywny, jeszcze bardziej surowy i anty-postępowy, skandynawski black. Bezlitośnie wżynające się w uszy, rozmazane, piórkowane riffy, intensywnie szlachtująca perkusja i tradycyjnie zdarty wokal brzmiący jak stado obdzieranych z upierzenia kruków. Pojawiające się zwolnienia z rozwlekłymi, folkowo majaczącymi melodiami są jedynie okazją do poszerzenia tego siarczystego ataku w wykonaniu Murg o nieco bardziej majestatyczne, ale wciąż skute mrozem ostępy. Bez problemu odnajdą się tutaj czciciele klasyki w stylu starego Gorgoroth, Taake, Horna itp. i trudno oczywiście doszukiwać się w muzyce tych Szwedów innowacji na tle dokonań całej skandynawskiej sceny, ale nie można odmówić im kurewsko udanego pogodzenia transowej, ascetycznej formy ze zwierzęcym, krwiożerczym instynktem.

    nordvis.bandcamp.com
    www.nordvis.com
    murg.bandcamp.comOlo ________7posłuchaj / oglądaj

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.