Dziś koncert / Bestial March IV - Cień, Deep Desolation, Hate Them All, UR
Dziś koncert / Bestial March IV - Cień, Deep Desolation, Hate Them All, UR

najnowsze recenzje

recenzje wyróżnione     recenzje po angielsku
  • Mortuous - "Through Wilderness" 2018 / 1CD
    TANKCRIMES RECORDS
    USA

    Mortuous - Through Wilderness Fantastyczny kawał ponurej, oldskulowej mielony z masywnymi zwolnieniami, których nie powstydziłaby się nawet branża motoryzacyjna w USA w okresie kryzysu. Rzadko się zdarza żeby amerykański zespół tak udanie sięgał także do europejskich źródeł, ale kalifornijski Mortuous doskonale łączy miłość do “Onward to Golgotha”, “Mental Funeral” i “Cause of Death” z kultem “Cursed”, “The Rack”, “The Grand Leveller”, czy nawet tych absolutnie najwcześniejszych nagrań My Dying Bride. Krótko po jakże klasycznym intro z akustycznymi gitarami (kiedyś, przed erą klawiszową grane na akustykach intra/outra były przecież nieodzownym elementem każdego demo i płyty) zwala się na nas surowa, brutalna demolka w starym stylu, którą szybko równoważą zmurszałe, ciężkie koła młyńskie średnich temp, podkręconych rwącym trzewia basem i jęczącymi apokaliptycznie solami, a asortyment temp zamykają gniotące bezlitośnie doomowe płyty nagrobne. W którymś z kawałków zaczyna mi się wydawać, że słyszę znajomy głos za mikrofonem - sprawdzam line-up i okazuje się, że mamy tu kilku zacnych gości. Chris Reifert udzielił się wokalnie w dwóch utworach, jego stary znajomy - Dany Coralles do jednego z tych numerów nagrał solo, jedną z solówek nagrał też Derrel z Exhumed, a do tego śliczna gitarzystka Teresa Wallace (Dreaming Dead) zrobiła klimacik partią na flecie w potężnie przetaczającym się, funeral doom metalowym kawałku zamykającym album. Jeżeli podjarani liżecie już monitor to jest to jak najbardziej zdrowa, w pełni uzasadniona reakcja na zajebistość, którą ocieka całe “Through Wilderness”.

    www.facebook.com/mortuous/
    mortuousdeath.bandcamp.com/
    www.tankcrimes.com
    www.facebook.com/tankcrimes
    downloads.tankcrimes.com/Olo ________8,5posłuchaj / oglądaj
  • Crawl - "Rituals" 2018 / 1CD
    TRANSCENDING OBSCURITY RECORDS
    SWEDEN

    Crawl - Rituals Szwecja gra Szwecję. Może i zielone światło dla trendu na to granie już zgasło, ale jeszcze niektórzy dodają gazu żeby załapać się na końcówkę żółtego. Szansę na realne zaistnienie w gronie rekultywatorów szwedzkiego old school death metalu mają już teraz tylko ci, którzy robią to naprawdę kurewsko dobrze, ale szczęśliwie Crawl łapie się do tej grupy. W dodatku wybrali tą mniej melodyjną, a bardziej surową stronę sztokholmskiej szkoły - w stylu, który równo sympatyzuje z “Left Hand Path”, jak i “Horrified”, ze sprężystą mieloną Paganizer jak i bitką serwowaną przez Skitsystem. Ścierające się betonowe bloki riffów w wykonaniu Crawl nurzają się w crustowym syfie i idealnie zbalansowane w dynamice numery szybko zyskują sympatię swoim młodzieńczym wigorem i nieułagodzoną estetyką. Czujemy się wręcz jak na próbie zespołu - prawie za każdym razem, gdy jedna lub obydwie gitary zostają wstrzymane to ciszę skutecznie zagłusza charakterystyczne wycie sprzęgnięcia (nawet pomiędzy utworami), słyszymy co jakiś czas nabicia pałeczek przed kolejnymi wejściami bębniarza, a wokal pożera nas żywcem na jednym wdechu, ze zwierzęcym rykiem wydobywającym się z jego potężnego gardła. Znam takich, którzy w całej nowej fali staroszkolnego szwedzkiego death wyszukują właśnie tylko tak brzmiących perełek i, wbrew pozorom, nie pojawiło się ich aż tak wiele. Transcending Obscurity wyłapała wcześniej podobne Henry Kane i Crawl też charakteryzuje się uderzającą bezpośredniością i spartańskim charakterem kompozycji. Jeżeli nie przeszkadza Wam zatem, że utwory trwają po dwie i pół minuty, że nie ma w nich solówek, że okładka pasuje bardziej do randomowego, religijnego black metalu, a wszystko jest skandalicznie nieodkrywcze to Crawl potrzebuje bardzo Waszej kasy. Na struny, na paliwo, na spirytus, na kolejne songi.

    www.facebook.com/CRAWLSWE/,
    crawldeath.bandcamp.com/
    transcendingobscurity.bandcamp.com/
    tometal.com/
    www.facebook.com/transcendingobscurityrecords/Olo ________7,5posłuchaj / oglądaj
  • Eroded - "Necropath" 2018 / 2CD
    F.D.A. RECORDS
    ITALY

    Eroded - Necropath Drugi album włoskich death metalowców, którzy powstali w 2003 roku we włoskiej Alessandrii, ale zadebiutowali dopiero w 2012. W zespole bębni gość, który przed laty udzielał się na gitarze m.in. w Mortuary Drape i Voids of Vomit, a żeby było ciekawiej, na gitarze mamy Lorenza Opfergeist, który z kolei bębni w black metalowym Movimento d`Avanguardia Ermetico (wydawanym przez Avantgarde Music). Zostawmy jednak te instrumentalne przesiadki i przejdźmy do konkretów - zawartość "Necropath" to stuprocentowy old school death metal utrzymany bardzo mocno w skandynawskim duchu. Surowe betoniary gitar tonące nieco w studziennym brzmieniu, silny, sprężysty bas, luźne naciągi bębnów, ociekający flegmą growl i jęczące sola. Eroded całkiem nieźle brzmią, ale nie podejmują nawet najmniejszej próby łamania schematów przyjętej konwencji. Wszystko jest do bólu typowe dla licznej gromadki przedstawicieli tego typu grania z ostatnich lat i nie wybijające się ponad średnią-przyzwoitą. Dobra praca sekcji nie jest niestety w stanie zatuszować banalnej mielony riffów i w efekcie utwory przelatują w sposób praktycznie niemożliwy do zapamiętania, a nawet rozróżnienia. Jeżeli jednak łykacie wszystko w szwedzkim duchu - od Grave i Paganizer po Necrovorous, Puteraeon, Mass Burial, Oniricous, Fatalist itp. to możecie brać się też spokojnie i za Eroded nie zwracając uwagi na moje postękiwania.

    www.facebook.com/erodeditaly/
    fda-records.com/
    www.facebook.com/FDAREC/Olo ________6,5posłuchaj / oglądaj
  • Neocaesar - "11:11" 2017 / 1CD
    SELF-RELEASE/XTREEM MUSIC
    NETHERELANDS

    Neocaesar - 11:11 Czterech muszkieterów znanych z Sinister powróciło zza światów. Na pokładzie Sinister nigdy co prawda nie spotkali się w komplecie, lecz to mało istotne. Wartym odnotowania jest, że każdy z nich odcisnął piętno, mniejsze lub większe, na historii tego zasłużonego zespołu. Role epizodyczne odegrali basista Michel Alderliefsten, który zagrał na "Bastard Saints" i perkusista Eric de Windt, który wokalował na "Aggressive Measures", ale już gitarzysta Bart van Wallenberg, a także wokalista Mike van Mastrigt współtworzyli kamienie milowe w dziejach swojego macierzystego zespołu. To w dużej mierze dzięki nim płyty takie jak "Cross the Styx", "Diabolical Summoning", "Hate", "Bastard Saints", czy wreszcie "Aggressive Measures" prezentują się wspaniale po dzień dzisiejszy. Niezmiernie cieszy mnie, że tak utalentowani ludzie nie złożyli broni i tym samym debiut Neocaesar ujrzał światło dzienne. Cieszy mnie tym bardziej, że jako bezkrytyczny fan Sinister z okresu gdy to właśnie Bart i Mike grali w tej kapeli pierwsze skrzypce otrzymałem płytę utrzymaną w duchu "Diabolical Summoning" i "Hate". Potężny, duszny death metal napiętnowany jedynymi w swoim rodzaju riffami Barta oraz równie pamiętnymi wokalami Mike'a. No i co z tego, że to wszystko już było? Każdorazowy odsłuch "11:11" sprawia mi równie wiele przyjemności, co obcowanie z płytami klasycznymi dla tego gatunku. Poza tym debiut Neocaesar, pomimo oczywistych skojarzeń, jest w dzisiejszych czasach płytą wyjątkową. Powód takiego stanu rzeczy jest prosty, Bart van Wallenberg gra od zawsze w swojej własnej lidze. Jego styl jest absolutnie unikatowy i niepodrabialny. Trudna do opisania wypadkowa wirtuozerii, a przy tym chwytliwości, owiana oddechem samego Diabła. To wszystko za Jego sprawą działo się na "Diabolical Summoning" i "Hate". To dzieje się także dziś, na imię ma Neocaesar.

    www.facebook.com/Neocaesar.official
    www.youtube.com/channel/UCJ-U6wvapC3i3OAPUsFibrQ
    www.xtreemmusic.comRobert Jurkiewicz ________10posłuchaj / oglądaj
  • Supreme Carnage - "Morbid Ways to Die" 2018 / 3CD
    REDEFINING DARKNESS RECORDS / RAW SKULL RECORDS
    GERMANY

    Supreme Carnage - Morbid Ways to Die Niemiecki Supreme Carnage miele death metal wg. klasycznych, europejskich przepisów - ciężko przewalające się, motoryczne riffy, wyraźne linie melodyczne, głębokie, gardłowe growle i bezlitośnie gniotąca, masywna maszyna bębnów. Skojarzenia głównie z Gorefest, Hail of Bullets, ale też Centinex, Vader, Vomitory, współczesnym Asphyx, no i oczywiście Grave, od których, jak się wydaje, zaczerpnęli pomysł na tytuł płyty. Jest to już trzeci album zespołu, i choć ciężko się u nich doszukać jakiegoś charakterystycznego, własnego pierwiastka, to zdecydowanie warto odnotować wysoki poziom wykonania, kompozycyjne zróżnicowanie i wzorową produkcję studia Soundlodge. W zasadzie wszystko jest podręcznikowo nienaganne i jeżeli nie przeszkadza Wam, że słuchając Supreme Carnage możecie pomylić ich z kilkunastoma innymi zespołami z naszego kontynentu grającymi staroszkolny death w tym stylu, to możecie sięgać po ten krążek bez cienia litości dla swojego portfela.

    www.supremecarnage.eu
    www.facebook.com/supremecarnage
    supremecarnage.bandcamp.com
    www.redefiningdarkness.com
    www.rawskullrecordz.orgOlo ________7posłuchaj / oglądaj
  • Ataraxy - "Where All Hope Fades" 2018 / 2CD
    DARK DESCENT RECORDS
    SPAIN

    Ataraxy - Where All Hope Fades Trochę nieszczęśliwe jest według mnie opisywanie Ataraxy jako zespołu death/doom metalowego - znacznie bliższe prawdy byłoby określenie ich twórczości jako współczesny dark metal z death metalowymi korzeniami. O ile oczywiście przywiązujecie jakąkolwiek wagę do nomenklatury stylistycznej, bo sam zespół raczej nie wydaje się zawracać tym sobie głowy. Produkcje Hiszpanów są w każdym razie idealne wtedy, gdy bardziej niż gruzu i zdołowanych gitar poszukujecie pokornego obcowania z majestatyczną i eteryczną atmosferą zaświatów. Już na debiucie wydawało mi się, że żeby go nagrać musieli chyba wejść w studio w stan śmierci klinicznej, aby tak doskonale oddać dźwiękami pozagrobowe fantasmagorie. Na “Where All Hope Fades” wszystko to zyskuje jeszcze bardziej na gęstości i staje się jeszcze bardziej wielowymiarowe. A zgodnie z tym co mówią sami muzycy, także w warstwie tekstowej zanurzyli się oni znacznie głębiej w ciemne zaułki swojej świadomości. W szerokich ramach gatunkowych Ataraxy maluje ponure pejzaże opuszczonych światów, przesiąknięte zimnym, wywołującym dreszcze niepokojem i rezonujące odległymi jękami zagubionych dusz. Fragmenty wyciszenia nie oznaczają tutaj wcale wytchnienia, złowieszczo uwodzące harmonie gitar hipnotyzują i prowadzą na skraj ziejącej otchłani, w którą spycha słuchacza nacierająca ściana gęstych dźwięków, a nad wszystkim swoje panowanie roztacza rozdzierający wokal Javi’ego, którego obłędnie rozpaczliwa maniera ma w sobie zarówno coś z van Drunena jak i wczesnego Schuldinera. Ostatecznie płyta jest niesamowicie wciągająca już od pierwszego kontaktu, nawet jeżeli muzyczna narracja prowadzona jest mało dynamicznie. Jednak właśnie to nieprzerysowanie w żadnym elemencie i fakt, że Ataraxy nie sili się na odtwarzanie jakichkolwiek wzorców z przeszłości czy współczesności jest wielkim atutem tego krążka. Unikalna ekspansja ciemnej energii jakiej doświadcza słuchacz na swojej osobie staje się wkrótce uzależniająca i bardzo długo nie pozwala wyprosić się z odtwarzacza.

    www.darkdescentrecords.com
    darkdescentrecords.bandcamp.com
    www.facebook.com/ATARAXY-281047751876Olo ________9posłuchaj / oglądaj
  • Disembowel - "Plagues and Ancient Rites" 2017 / 1CD
    MUSHANTUFE PRODUCTIONS/IRON BONEHEAD PRODUCTIONS
    CHILE

    Disembowel - Plagues and Ancient Rites Fajne logo, fajna okładka, lovecraftowe tytuły kawałków i bandycko-oldskulowy wizerunek zespołu. Wydaje się, że bez słuchania można już ładować karabin pochwalnymi spustami pod adresem tej chilijskiej hordy, a tu dupa - na wspomnianych atrybutach kończą się ‘plusy dodatnie’ Disembowel, których nazwa nie powinna Was zmylić - nie jest to absolutnie stylistyczny hołd dla pewnego legendarnego zespołu z Australii. Disembowel grają wprawdzie faktycznie staroszkolny death metal, ale w wykonaniu, które moim skromnym zdaniem zaniża mocno standardy do jakich w ostatnich latach mogliśmy się już przyzwyczaić, a jakie z całą pewnością prezentowały wydawnictwa z logiem współwydającej ten album (na winylu) Iron Bonehead. Przy pobieżnym kontakcie można ich od biedy porównywać z wczesnym Grave Desecrator, Imprecation, Excruciate, Nun Slaughter, naszym Throneum i wielu im podobnym, ale jednak absolutnie NIE JEST to ten poziom. Miałkie riffy z nijaką, banalną melodyką i prostacka sekcja oparta na kilku patentach starają się udawać stuprocentowy, podziemny death metal, ale kompletnie nie ma tu na czym zawiesić ucha - no chyba, że na wyczynach gitarzysty, który uparł się na granie solówek, choć z całą pewnością nie zawracał sobie nigdy głowy przyswajaniem podstaw harmonii, skal i tym podobnych bzdur, wobec czego partie te brzmią jakby ktoś grał przypadkowe legata okraszone zabawami z wajchą, gdzie okazjonalnie zdarzy się pojedynczy, dobrze wstrzelony dźwięk. Najmocniejszym punktem całości pozostaje wokalista ze swoim klasycznym, chrapliwym growlem na pogłosie, ale nie daje to żadnych podstaw do zmiany twierdzenia, że “Plagues and Ancient Rites” to na dłuższą metę bezjajeczna dłubanina trójki zapaleńców, bardziej dbających o swój image niż umiejętności i którzy z wydawaniem oficjalnego debiutu powinni byli poczekać jeszcze kilka lat, aż ich kiełkujące słabo pomysły rozwiną się może kiedyś do ziejących prawdziwie złowrogim klimatem kompozycji.

    mushantufeproductions.bandcamp.com
    www.facebook.com/mushantufe
    www.ironbonehead.de
    www.facebook.com/IronBoneheadProductions
    ironboneheadproductions.bandcamp.comOlo ________5posłuchaj / oglądaj
  • Ectoplasma - "Cavern of Foul Unbeings" 2018 / 2CD
    MEMENTO MORI
    GREECE

    Ectoplasma - Cavern of Foul Unbeings Kolejna miodna pozycja z Memento Mori, która rzuci na kolana wszystkich, lubujących się w stylistycznej stagnacji death metalowych purystów. Debiut tych Greków gdzieś mógł się Wam przewinąć, ale jeszcze wtedy nie uzyskali tak grobowego brzmienia, no i za bębnami nie mieli jeszcze Maelstroma (m.in. Dephosphorus, Embrace of Thorns, czy kiedyś w Ravencult, Dødsferd i wielu innych). Tutaj brzmienie jest już naprawdę głęboko ryjące w cmentarnej glebie, pokryte grubą warstwą zmurszałych szczątków, a przewalające się ciężkimi obuchami riffy z równo i motorycznie pracującą sekcją, głęboko ziejącym growlem i wijącymi się w makabrycznych paroksyzmach solami roztaczają cudowny aromat zgnilizny klasycznych przedstawicieli tego gatunku po obu stronach Oceanu - Morpheus Descends, Rottrevore, Excruciate, Wombbath, Morta Skuld, Resurrection, Demigod, Disgrace i dziesiątki innych, których z pogardą opluwali w swoich recenzjach brytyjscy dziennikarze z Metal Hammera. Po okresie względnej posuchy w takim graniu na przełomie wieków mamy znów wysyp zespołów zafascynowanych klasycznym podejściem do death metalu, jak i tym wszystkim co wpływało na nastolatków ją tworzących. Drugie życie dostały więc stare horrory, tematyka zombie, historie gore-sex, nekromanci, Conany i Hellraisery. Na “Cavern of Foul Unbeings” też dostajemy pełno wstawek z tej półki filmowej, a na sam koniec także cover Unleashed, który w wykonaniu Greków zabrzmiał świetnie, choć nieco odstaje stylistycznie od całego albumu.

    www.facebook.com/Ectoplasma-1579524392276613
    www.ectoplasma187.bandcamp.com
    www.memento-mori.es
    www.facebook.com/memento.mori.label
    www.youtube.com/channel/UChHTHjKUxwoMu9UqrABF7WAOlo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Shambles - "Primitive Death Trance" 2018 / MCD
    BLOOD HARVEST
    THAILAND

    Shambles - Primitive Death Trance Pomimo, że Shambles gra już ponad 20 lat to jest dosyć prawdopodobne, że o tym tajskim komando nigdy wcześniej nie słyszeliście. Po długim okresie demówkowym i uklepywaniu stylu, dopiero w 2016, ukazał się bowiem ich debiutancki materiał (najpierw własny sumptem, potem z pomocą kilku wytwórni), który już znamionował spory potencjał twórczy i doskonale wpisywał się w aktualne zapotrzebowanie na nisko strojony death/doom. Stylu, którego którego rodzicami byli głównie Incantation, disembowelment i w sporej mierze też i Beherit za sprawą genialnego “Drowing Down the Moon”, a kontynuuje go obecnie z powodzeniem cała masa młodszych czcicieli ultra-grobowej atmosfery, w tym też i bohaterowie tejże recenzji, którzy pod sam koniec 2017, już pod skrzydłami uznanej Blood Harvest wypuścili omawiany tu minialbum. W tych czterech masywnych mruczankach dostajemy wszystko to co w tym gatunku stało się już obowiązkowe - potężne, muliste wiry gitar na pierwszym planie, łopoczące sflaczałymi naciągami bębny z prawie niesłyszalnymi talerzami, monstrualne, jaskiniowe growle i to wszystko w klasycznym przekładańcu temp - ultra wolne z pojedynczymi akcentami sekcji, przez standardowe, średnie walce, aż po intensywniejsze ściany dźwięków z głośnymi wymiotami frontmana. Jest ciężko, jest grobowo i mrocznie i … trochę nudno. Nie da się bowiem z muzyki Shambles wyłowić nic na tyle charakterystycznego, że chciałoby się do tego nagrania wracać bardziej niż do dziesiątek innych, podobnych formą, ale jednak oferujących nieco więcej własnej inwencji. Oczywiście, jeżeli dostatecznie często urządzacie u siebie namiętne, trupie potańcówki przy dźwiękach Encoffination, Disma, Impetuous Ritual, Spectral Voice, Phrenelith, Void Meditation Cult czy Grave Miasma to być może znajdziecie też chwilę dla Shambles, ale nie oczekujcie, że rzucicie tym swoją podgniłą narzeczoną na kolana. Podobno stała się ostatnio strasznie wymagająca i nie chce już spać w wersalce?

    www.facebook.com/Shambles-635468059850975/
    shamblesdeath.bandcamp.com/
    www.bloodharvest.se
    www.facebook.com/Blood-Harvest-Records-300012152033/Olo ________6posłuchaj / oglądaj
  • Undead - "Redemption" 2016 / MCD
    SELF-FINANCED
    SPAIN/UK

    Undead - Redemption Hiszpańsko/brytyjski kwartet Undead uraczył mnie kilka dobrych miesięcy temu swoją kolejną epką (tym razem na CD) i jestem z tego powodu równie szczęśliwy jak komisja Macierewicza ze znalezienia nowego dowodu na bombę w Tupolewie. W przypadku Undead mamy jednak prawdziwy, a nie urojony wybuch prosto w twarz czterema konkretnymi petardami, z których każda trwa niewiele ponad trzy minuty i kipi palącymi, zadziornymi riffami, intensywnie galopującą sekcją, piłującymi bezlitośnie solami i złowieszczo rozdzierającym growlem. Tak, Undead kontynuują swój obskurny death/thrashowy łomot w stylu, któremu najbliżej do szwedzkiej odmiany takiego grania - Necrovation, Unpure, Merciless, Grotesque, z charakterystycznym, autopsowatym zamiłowaniem do opisywania dźwiękiem zjadliwego fermentu rozkładających się zwłok i otoczką graficzną nawiązującą do plakatów do horrorów z lat 70-tych. Jest dla kompletnie niezrozumiałe, dlaczego Undead wciąż pozostaje bez kontraktu, ale może sam zespół nie działa zbyt aktywnie w tym kierunku - decydując się brać wszystkie sprawy w swoje ręce? Kiedy zatem pełny album?

    www.facebook.com/curseoftheundead
    undead.bandcamp.com
    soundcloud.com/curseoftheundead
    www.curseoftheundead.comOlo ________7,5posłuchaj / oglądaj
  • Rotheads - "Sewer Fiends" 2018 / 1CD
    MEMENTO MORI
    ROMANIA

    Rotheads - Sewer Fiends Rotheads powstało jako poboczny projekt trójki muzyków eksperymentalnego doom/noise/stonerowego Keeng Ra'at. Tutaj jednak ich założeniem było granie stuprocentowego old school death metalu. Po dosyć obiecującym demo "Unfazed by Death" z kwietnia 2016 (które można sprawdzić na bandcampie zespołu), po kilku zmianach personalnych i po zagraniu paru koncertów - w tym najbardziej znaczącego - jako support dla Sadistic Intent, przyszła wreszcie pora na pierwszy pełny album tej załogi z Bukaresztu zatytułowany "Sewer Fiends". I choć mamy dopiero styczeń to bez wątpienia mamy już pierwszego, bardzo mocnego kandydata do death metalowego debiutu tego roku. Na "Sewer Fiends" czuć tą samą, nieco naiwną, ale jakże autentyczną, cmentarną zgniliznę, którą charakteryzują stare nagrania Autopsy, wczesnej death metalowej sceny fińskiej, początki Funebrarum, Grave, Incantation, Crematory, Goreaphobia czy dziesiątek innych nazw, których wymienianie powoduje niekontrolowany ślinotok u każdego świra, który nad gitarową technikę i nienaturalnie mocarne brzmienia przedkłada muliście mielące się riffy w gniotących lub dziko taranujących tempach, wspaniałe, ponure melodie, trupio cuchnący growl i malujące pozagrobowe pejzaże sola na pogłosie. Niemała zasługa w tym ostatecznym efekcie leży w wybornej produkcji (miksy i mastering) spod ręki Javiera Feleza w studio Moontower, gdzie swoje brzmienia regularnie szlifują takie nazwy jak choćby Teitanblood, Graveyard, Avulsed, Nominon, Ataraxy, Necroven i cała masa innych. Prawdziwa perełka dla stękających za starymi czasami, doceniających podziemnego ducha, stetryczałych, death metalowych konserwatystów.

    www.facebook.com/rotheads
    rotheads.bandcamp.com/
    www.facebook.com/memento.mori.label
    memento-mori.esOlo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Mastectomy - "Hell on Earth" 2017 / 1CD
    ROTTEN MUSIC
    POLAND

    Mastectomy - Hell on Earth Jednoosobowy hord, który ... brzmi jak profesjonalny band w pełnym składzie. Patrząc na zdjęcia Adama - lidera Mastectomy jestem naprawdę zdumiony, że tak niepozorny gość, stoi za tą brutalną i rozbudowaną sieczkarnią. Ten człowiek naprawdę wie o co kaman w brutalnym biznesie i niesamowite jak doskonale ogarnia temat aranżacji wszystkich instrumentów na tym poziomie. Może nie jest to jeszcze drugie Putrid Pile, czy Insidious Decrepancy, ale za tymi zespołami stoją przecież ludzie-instytucje, a “Hell on Earth” to dopiero debiut, który już na samym starcie zaskakuje równie niebywałym jak na jednoosobowy projekt zorganizowaniem całości. Olbrzymi plus należy się zwłaszcza za ogarnięcie sekcji rytmicznej bo, choć jestem osobą raczej wyczuloną na nienaturalne brzmienia automatów perkusyjnych, tak tutaj naprawdę nie widzę najmniejszych mankamentów. Bębny brzmią bardzo organicznie, selektywnie i bardzo, podkreślam BARDZO naturalnie pod względem aranżacyjnym. Z początku byłem przekonany, że spora część tych partii nie jest programowana, ale jest dogrywana na żywo tak, jak robi to choćby właśnie Shaun LaCanne we wspomnianym Putrid Pile, ale lider Mastectomy wyprowadził mnie z błędu - wszystko jest aranżowane na automacie i są to zdecydowanie jedne z najlepiej zaprogramowanych partii perkusji jakie usłyszycie w tym gatunku. Same utwory, jak na ten konkretny gatunek są bardzo słuchalne dzięki właściwemu zróżnicowaniu i doborze motoryki - od morderczej wiwisekcji blastami, przez typowe, death metalowe mielony, aż po gniotące, pojedyncze jebnięcia, zostawiające na moim ośrodku słuchowym głębokie sińce. Mocno wysunięty bas bombarduje bezlitośnie trzewia swoją metaliczną sprężyną, gitary wżynają się w czaszkę krwawymi toporami riffów, a mały Adam ryczy jak jakiś jebany potwór o wszystkich zwyrodniałych urokach naszego świata, dodatkowo zobrazowując je masą wstawek z filmów i różnych jutubowych hitów. Tak, to prawda, że nie ma w tym wszystkim niczego odkrywczego, ale 50 minut tego materiału z całą pewnością nie znuży żadnego konesera sadystycznych zabaw w teksaskim stylu brutal slam death. Jest groove, jest odpowiednio dawkowana energia, jest ładunek gore’owej patologii, a to wszystko w bardzo czytelnym, selektywnym wydaniu. O to chodzi.

    www.facebook.com/Mastectomy666
    www.mastectomy666.com
    www.rottenmusic.net
    www.facebook.com/rottenmusic.net
    rottenmusic.bandcamp.comOlo ________6,5posłuchaj / oglądaj

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.