najnowsze recenzje

recenzje wyróżnione     recenzje po angielsku
  • Sadokist - "Necrodual Dimension Funeral Storms" 2019 / 2CD
    HELLS HEADBANGERS RECORDS
    FINLAND

    Sadokist - Necrodual Dimension Funeral Storms Sadokist to niezła banda fińskich pojebańców. Zdecydowanie bardziej niż na główkowanie nad złożonością swoich utworów stawiają na podziemną autentyczność, bezkompromisowość i konserwatywny, metalowy satanizm, w którym bluźnierstwo przeciwko wszelkim świętościom i normom społecznym jest jedyną, akceptowalną formą składania hołdu dla Piekła. Ta otoczka i wyraźne, właściwe ‘czucie’ tematu sprawiają, że galopujące dziko i utrzymane w bezładnej melodyce riffy, rąbiąca wściekle sekcja rytmiczna i chaotyczne sola nie brzmią ani trochę bezsensownie i mają w sobie tę iskrę, która podpalała wczesną twórczość Sodom, Bathory, Von, Tormentor, czy później Profanatica, Deströyer 666, Bestial Mockery itp. Sami określają swoje granie jako “Satanic speed metal Hell” i wydaje się to trafnie oddawać ducha ich muzyki. I choć płytę rozpoczyna kawałek najbardziej wczesno norwesko-black metalowy, gdzie znalazło się nawet kilka klawiszowych dopełnień to później Sadokist w pełni oddają się prymitywnemu i agresywnemu zohydzaniu wszsytkiego co zawierałoby boską harmonię. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że cały zespół spada ze swoimi instrumentami ze schodów zatrzymując się na chwilę pomiędzy piętrami, aby odegrać jakiś bardziej składny riff, a zaraz potem, pchany jakimś dzikim instynktem znów leci na łeb i szyję. Muzycznie i wizerunkowo mocno kojarzy mi się to z naszym krajowym, nieodżałowanym Blasphemy Rites więc jeżeli tęsknicie za rozbijaniem sobie kufli na głowie podczas koncertów to Sadokist jest do Waszych usług.

    sadokist.bandcamp.com
    www.facebook.com/sadokistband
    shop-hellsheadbangers.com
    www.facebook.com/hellsheadbangers
    hellsheadbangers.bandcamp.com
    www.instagram.com/hellsheadbangersOlo ________7posłuchaj / oglądaj
  • Draghkar - "At The Crossroads Of Infinity" 2020 / 1CD
    UNSPEAKABLE AXE RECORDS
    USA

    Draghkar - At The Crossroads Of Infinity Reklamowany w zeszłym roku składak różnych materiałów Draghkar był atrakcyjny tylko na papierze, w notkach prasowych od Horror Pain Gore - death/doom z nawiązaniami do fińskich klasyków - to mogło rozbudzać apetyty, nawet jeżeli nie jest to ostatnio jakiś oryginalny kierunek. Niestety wydawca nie wspominał wtedy nic o tragicznym warsztacie, paździerzowatych melodiach i koncepcyjnym zagubieniu. Być może lider zespołu - Brandon Corsair (polecam przy okazji jego zina The Highway Corsair) też nie pozostawał ślepy na te ułomności bo w tym samym roku wymienił cały skład Draghkar, zatrudniając m.in. na drugie wiosło Kuciembę znanego z Drawn And Quartered. Stylistycznie i brzmieniowo zespół skręcił też w rejony bliższe… greckiemu black metalowi i teraz, w nieco bardziej dynamicznej i technicznie solidniejszej odsłonie prezentują nam swój pełnoczasowy debiut, którego wydania podjęła się cholernie rzadko myląca się w swoich decyzjach Unspeakable Axe Records. Materiał ten jest faktycznie zdecydowanie lepszy od wspomnianych wczesnych wybryków, nie brzmi to już jak twórczość ‘prawdziwych maniaków’, którzy bardziej chcą niż mogą i znajduję tu całkiem sporo momentów, na których można zawiesić ucho. Doom metalowe partie nie wyglądają już tak pokracznie, a przyspieszenia znacznie zyskały na zadziorności. Wciąż jednak jest tu zbyt dużo melodii, które w moim odczuciu nie generują ani grama jakiejkolwiek atmosfery, a podejmowane muzyczne wątki zbyt często zdają się prowadzić w ślepe zaułki. Podobny problem miałem kiedyś z jedynką Arghoslent - stylistycznie Draghkar to prawie dokładnie te rejony, ale nad ekipą związaną personalnie z Grand Belial’s Key nie wisiał jednak aż taki cień nijakości.

    www.facebook.com/DraghkarBand/
    draghkar.bandcamp.com/
    www.unspeakableaxerecords.com/
    www.facebook.com/UnspeakableAxeRecords/
    unspeakableaxerecords.bandcamp.com/
    twitter.com/uarmetalOlo ________6
  • Carbonized Innocents - "Demo 2020" 2020 / 1 DEMO CDR
    ACID REDUX PRODUCTIONS
    USA / ITALY

    Carbonized Innocents - Demo 2020 Cóż za cudowne kilka minut muzyki! Żadnego intro srintro, żadnego ostrzeżenia, parental, srental advisory czy trailerów, które miałyby za zadanie przygotować metalową gawiedź na to muzyczne tornado. Żadnej reklamy, ani zapowiedzi ze strony wielkich wytwórni, które pewnie o tym zespole nawet nie wiedzą. A tu nagle, jak niezapowiedziany strzał w ryj zza rogu ciemnej uliczki, w jakiejś szemranej okolicy, wyskakują panowie z takim materiałem. Brzmi to naprawdę bardzo staro, old school pełną gębą, coś jak miks Napalm Death, Extreme Noise Terror i Death Toll 80 K. Brzmienie surowe, ale utrzymane w ryzach, z rozpoznawalnymi poszczególnymi instrumentami. Wokale nie brzmią jak jakieś świńskie pomruki, ale pełnokrwisty charkot wkurwionego buntownika. Kompozycje przelatują niczym seria z Gatlinga pozostawiając po sobie rozszarpane strzępy każdego nieostrożnego smiałka, który postanowił się z tym demo zapoznać. Zero litości, bezpośredniość jakiej brakuje w takiej muzyce, a przy okazji niesamowita chwytliwość tych numerów mówi mi, że trzeba koniecznie się rozejrzeć za tym na fizycznym nośniku. Mam nadzieję, że wkrótce uraczeni zostaniemy większą dawką, bo 6 utworów narobiło mi piekielnego smaka! Cudny strzał.

    www.facebook.com/carbonizedinnocents/
    carbonizedinnocents.bandcamp.com/Nasum ________7posłuchaj / oglądaj
  • Rattenfänger - "Geisslerlieder" 2019 / 2CD
    DARK ESSENCE
    UKRAINE

    Rattenfänger - Geisslerlieder Przyznam szczerze, że Roman Saenko, razem z resztą ekipy z Drudkh zaimponowali mi tym, że u szczytu eksplozji nowej fali old school doom/death metalu udało im się wyjść z czymś, co będzie brzmiało klasycznie, nawet antycznie, a przy tym miało jednak własny, wyjątkowy charakter. W tłumie rekultywatorów szkoły -ation death metalu, starej Finlandii i Szwecji styl Rattenfänger wyróżniała specyficzna, wypracowana już w Drudkh monotoniczność riffów i umiejętność podmalowywania ich przygnębiającymi melodiami. Podejście to musiało znaleźć swoją kontynuację na długo wyczekiwanej dwójce, a jej brzmienie nosi na sobie jeszcze większy ciężar obskurnego kurzu, zbutwiałego, trumiennego drewna i zawiesistego, morowego powietrza. W tym wszystkim, w ruchu posuwiście zgniatającym prą do przodu poszczególne elementy ponurej układanki muzyki Rattenfänger - potężnie i nisko dudniąca sekcja rytmiczna ze zmurszałymi bębnami, silne ciosy basowego obucha, wibrujące muliście ciężkie riffy i niebywale niski, złowrogi growl lidera grupy. Dodajcie sobie do tego napisane po raz kolejny w całości po łacinie teksty, fragmenty mszy w tym języku, intra rodem z filmów odtwarzających czasy “czarnej śmierci” i mamy klimat mrocznych wieków średnich na pełnej Jasnogórskiej. W kompozycjach Rattenfänger nie nastąpiła jakaś wielka progresja po tych siedmiu latach, ale wciąż jest czym się jarać.

    rattenfanger.bandcamp.com
    www.darkessencerecords.no
    www.facebook.com/darkessencerecords
    twitter.com/DarkEssenceRec
    www.instagram.com/karisma_darkessence
    karismarecords.bandcamp.comOlo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Deiphago - "I, The Devil" 2019 / 5CD
    HELLS HEADBANGERS RECORDS
    PHILIPPINES / COSTA RICA

    Deiphago - I, The Devil Uwielbiam ten zespół zwłaszcza od czasów, gdy ich płyty przestały tonąć w zalewie pogłosów i postawili na bardziej zbite brzmienie. Na “I, The Devil” ewolucja tego podejścia postąpiła jeszcze dalej zabierając nas wręcz bardzo blisko innych rejonów muzycznych. Chaotyczny war/black? To już jest bardziej bestialski, bezwzględny, sataniczny powerviolence. Utwory, na crustowy wzór odarte z wszelkiej łagodzącej estetyki, muszą przez dobrych kilka przesłuchań przyzwyczaić mózg do intensywności doznań i abstrakcyjnej amelodyjności, ale opłaca się przetrwać ten okres dostosowywania swojej percepcji. Za tymi surowymi, wściekłymi do nieprzytomności kompozycjami z obłąkanymi solami brzmiącymi niczym topienie stada kwiczących słonic w rozległym wirze palącej lawy kryje się bowiem niezmącone powierzchownością codzienności doświadczenie naszej surowej natury, sensu naszej kreacji - nasze, ani mroczne, ani jasne ‘ja’ - po prostu prawdziwa, odarta z niewoli fizycznych pragnień tabula rasa naszego Ducha. “I, The Devil”, przez swoją destrukcję wszystkiego co muzycznie mogłoby być słuchaczowi przyjazne, zrzuca z rzeczywistości jej ulotną, materialną maskę. Ujawniają się tłumione instynkty - źródło niekończących się wojen, źródło cierpienia przez które dopiero poznajemy nasze pragnienie życia, a w konsekwencji - ujawnia się nasze ułomne postrzeganie sensu naszej kreacji. To co odczuwamy jako walkę Dobra ze Złem, walkę absolutnego Chaosu z pierwotnym Porządkiem jest w istocie procesem - przepływem (być może cyklicznym) od jednego stanu do drugiego. Ja, Diabeł i Ja, Bóg to tylko skrajne bieguny na amplitudzie ewolucji zmian, w których nieświadomi bierzemy udział. Uwięzieni w pułapce czasu postrzegamy je jako skonfliktowane byty, a nie nie jako dualną jedność i w naszej sytuacji możemy się co najwyżej zastanawiać nad aktualnym stanem ‘pomiędzy’ - ale ten jest tylko pozorny, jak i pozorny jest sam czas. Nawet jeżeli odrobinę przefilozofowałem, to zdecydowanie nie da się konceptu Deiphago sprowadzić tylko do bluźnierczego nakurwu do granic fizycznej wytrzymałości podlanego antykosmicznym bełkotem. Jest w tym wszystkim coś, co pomaga rozwinąć w nas skrzydła Temu Który Widzi, otworzyć ezoteryczne ‘trzecie oko’, czy jak to tam sobie nazwiecie. Ostatecznie, jest to przynajmniej świetna muzyka kontemplacyjna na cholernie ekstremalnym poziomie doznań. Deiphago (jako kapeli) niby wybiły już trzy dychy na karku, ale ich twórczość wciąż tchnie świeżym spojrzeniem i bezkompromisowym docieraniem do Sedna Sprawy. I, pomimo ich wieku, chyba nie chciałbym z nimi imprezować. Podejrzewam, że kilka piw plus joint dla relaksu to zdecydowanie nie jest to, czym te filipińskie świry zadowalają się w piątkowy wieczór.


    deiphago.bandcamp.com/
    www.facebook.com/deiphago
    shop-hellsheadbangers.comOlo ________9posłuchaj / oglądaj
  • Devouror - "Slay for Satan" 2019 / EP
    METAL ZONE RECORDS
    SINGAPORE

    Devouror - Slay for Satan Nie wiem ile jeszcze muzycznych wizualizacji armagedonu i zagłady ludzkości w wykonaniu Shyaithana jesteście w stanie znieść po kilkunastu wydawnictwach Impiety, ale jemu samemu najwyraźniej wciąż jest za mało. W zasadzie mamy tu najbardziej istotną część składu wspomnianych, singapurskich diabłów (Shyaithan i Dizazter) plus Antichristo Xul z rewelacyjnego Infernal Execrator na wokalach oraz nikomu zapewne nieznany, niejaki Asura na drugim wiośle. Pod szyldem Devouror ekipa ta pruje w nas war/black/death metalowymi pociskami dokładnie o tej samej sile rażenia co w macierzystych kapelach. Jest piekielnie szybko, z naszprycowaną sterydami sekcją rytmiczną, szlachtującymi niemiłosiernie riffami, wymiotującym bluźnierczą nienawiścią wokalem i solówkami smakującymi jak wychylane kolejno literatki czystego spirytusu. Być może to tylko kwestia długości materiału, ale pomimo ekstremalnych prędkości udaje się Shyaithanowi i jego towarzyszom nie popaść w nudny, niestrawny kloc, a najbardziej rozbudowany kompozycyjnie i jednocześnie najdłuższy “Atomic Crossfire” brzmi wręcz przebojowo jak na te apokaliptyczne standardy. Czuć w tym wszystkim ducha starych klasyków - od Sarcofago i Sodom, po Bestial Warlust i Blasphemy, ale dopiero wieńczący epkę cover “INRI” jasno pokazuje jak ten klasyczny, diaboliczny sztorm zmienia się w mordercze tornado dzięki większemu skomasowaniu i współczesnym możliwościom produkcyjnym. Jeżeli ktoś mógł mieć jakieś wątpliwości co do zasadności powoływania Devouror do życia to, po wybrzmieniu dobitnego “Fuck you, fuck you, fuck you Jesus Christ” na sam koniec pozostaje z nich jedynie kupka popiołu. Oczywiście, pewnie mógł to być po prostu kolejny, rewelacyjny minialbum Impiety, ale wtedy nie mielibyśmy za mikrofonem Antichristo, a tutaj brzmi on naprawdę dziko, władczo, znacznie niżej niż Shyaithan, a przy tym stosunkowo zrozumiale. W playerze już kręci się z resztą nowe Impiety, ale ja wciąż z entuzjazmem wracam do czterech utworów z tej epki.

    devouror.bandcamp.com/
    www.facebook.com/Devouror666/Olo ________8,5posłuchaj / oglądaj
  • Mortiferum - "Disgorged from Psychotic Depths" 2019 / 1CD
    PROFOUND LORE RECORDS
    USA

    Mortiferum - Disgorged from Psychotic Depths Wyrobioną opinię dzięki świetnej demówce z 2017 przyszedł czas zweryfikować na pierwszym pełnoczasowym materiale. I choć brzmienie zostało teraz nieco odarte z wczesnej surowości to, w ostatecznym rozrachunku dostajemy jak najbardziej godną kontynuację dotychczasowej wizji studziennego death/doom metalu z mocnym piętnem fińskich wzorców. Zwraca uwagę telepiący bebechami i zdecydowanie lepiej dopracowany bas, uwodzą skandynawskie aranże gitar, a wokal, brzmiący niczym bagno bulgoczące na pogłosie dopełnia tę pozagrobową atmosferę. Wszystko to, na zmianę - albo potężnie walcuje, albo bezlitośnie tratuje w średnich tempach, albo przejeżdża się brutalnym buldożerem finiszującym często w odrealnionym, solówkowym spaghetti. Mortiferum wprowadzili teraz nieco więcej kombinatoryki w pracę gitar, ale widzę w tym obszarze jeszcze więcej pola do popisu dla ich kreatywności, a może będzie można w niedalekiej przyszłości mówić o wyklarowaniu się ich własnego stylu. Z całą pewnością udaje im się już w tej chwili eksplorować bardzo głębokie pokłady posuwistego ciężaru w death/doom metalu, za co w dużej mierze odpowiada rewelacyjne brzmienie sekcji rytmicznej, nagrywanej podobno gdzieś w jakiejś stodole obok domu bębniarza. Ja jestem w stanie nawet uwierzyć, że nagrywali to wszystko w brzuchu martwego wieloryba spoczywającego na dnie Styksu, a produkcję robił Jabba z Gwiezdnych Wojen. Serio, tak to masywnie brzmi i taki ma klimat.

    mortiferum.bandcamp.com
    open.spotify.com/artist/6vhs1oAtSyMHsn9en6BaMD?si=xVsWVUf0SbKavVIpL2RSeA
    www.profoundlorerecords.com/
    www.facebook.com/profoundlorerecords/Olo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Straight Hate - "Black Sheep Parade" 2019 / 2CD
    DEFORMEATHING PRODUCTION
    POLAND

    Straight Hate - Black Sheep Parade Jeżeli przebieraliście nerwowo nogami wypatrując premiery nowego krążka Straight Hate i z pewnym niepokojem czekaliście na to, jak zabrzmią najnowsze numery, w których, wedle zapowiedzi, miały pojawić się nawet elementy black metalu, to możecie odetchnąć z ulgą i bez najmniejszych obaw wrzucić płytę do odtwarzacza. Podobnie jak w przypadku debiutu, tak i tym razem mamy do czynienia z wysokiej klasy grind core’m, który wcale nie jest tak przewidywalny i prosty jakby się mogło wydawać, a całość brzmi jak Entombed na sterydach podlana typowo polskim sosem. To nie wszystko, bowiem materiał zawarty na "Black sheep parade" jest rozwinięciem formuły znanej z pierwszej płyty - od razu słychać, że muzyka jest dojrzalsza a w samych utworach sporo się dzieje, począwszy od zmian tempa aż do wspomnianych powyżej eksperymentów. Bądźcie spokojni, panowie nie pomalowali twarzy w barwy wojenne i nie grają bzyczącego leśnego blacku, nie mają też zamiaru grać czegoś na wzór stonera, bo i takie fragmenty można usłyszeć w "Cribe contest". To nadal jest typowa młócka, pełna czadu i agresji, zagrana na niebywałym luzie i z jajem, to nadal mocny cios w potylicę, z tym że zespół cały czas się rozwija i szuka nowych form wyrazu. Zaowocowało to naprawdę ciekawymi zagrywkami, dzięki którym słuchając tego albumu słuchacz nie ma prawa się nudzić. Nie uświadczycie tutaj jednostajności przy której zaczniecie ziewać, znajdziecie natomiast całą masę dynamicznych, szybkich, ciekawie zaaranżowanych utworów, których po prostu chce się słuchać. To cały czas mieszanka grind core’a, który nie popada w skrajności oraz masywnego death metalu, który nadaje mu nieco ogłady. Wszystko podane w odpowiednich proporcjach, dzięki którym każdy może odnaleźć tutaj coś dla siebie; nie jest to aż takie ekstremum, która przeznaczone będzie tylko dla najtwardszych z najtwardszych, ale wystarczająco ciężka dawka dźwięków, by po podkręceniu mocy wzmacniacza zadrżały szyby. Jeśli szukacie muzyki, która ma w sobie ten natychmiast rozpoznawalny, szwedzki pierwiastek, i która ma was porządnie poturbować, to nie musicie szukać zbyt daleko, bo "Black sheep parade" spełnia oba te warunki już na starcie. Zaopatrzcie się w ten krążek, a zaręczam, że spędzicie przy nim naprawdę miłe chwile.

    www.facebook.com/sthtpl
    www.straighthatepl.bandcamp.com
    www.facebook.com/Deformeathing
    deformeathing.com
    deformeathing.bandcamp.comNasum ________8posłuchaj / oglądaj
  • Chaos Echœs - "Mouvement" 2018 / 2CD
    NUCLEAR WAR NOW! PRODUCTIONS
    FRANCE

    Chaos Echœs - Mouvement Śledzę ten zespół od samych ich początków, jeszcze pod szyldem Bloody Sign i kontakt z tymi Francuzami zawsze robił mi dobrze. Wprawdzie forma pierwszego długograja nagranego już po zmianie nazwy była dla mnie osobiście rozczarowująca, ale staram się zrozumieć zamysł; muzyków, którzy zapowiadali to jako pierwszą część z trzyczęściowego cyklu, gdzie “Transient”, jak sama nazwa wskazuje, miała być chyba czysto transowa. Dla mnie osobiście - trochę za bardzo transowa. Można było w jej trakcie zdjąć słuchawki na 10 minut i po ponownym ich założeniu okazywało się, że praktycznie nic nie straciliśmy. Biorąc pod uwagę, że w muzyce tego ansamblu zawsze działo się bardzo dużo, na bardzo małej przestrzeni, to był to dosyć nietypowy ruch z ich strony. “Mouvement”, ku, nie ukrywam, mojemu zadowoleniu przynosi nam już jednak taki Chaos Echœs, który znacznie bliższy jest klaustrofobicznemu szaleństwu jakiemu zespół ten oddawał się przed zmianą szyldu - gdy słuchacz mógł się czuć jak na przyspieszonym rollercoasterze w niekończącej się galerii sonicznych osobliwości. Już od samego początku niepokojąco wibrujące, gęste kaskady dźwięków wkręcają się mocno, drenując najciemniejsze zakamarki świadomości, aby kilka-kilkanaście minut później, w ciężkich psychodelicznych mantrach wtłoczyć w nie hektolitry nowej, mrocznej magmy. Płynne przejścia pomiędzy utworami sprawiają, że mamy wrażenie słuchania nie oddzielnych, oderwanych od siebie kompozycji, ale jednej długiej, praktycznie czysto-instrumentalnej suity, nieustannie morfującej w nowatorskim, stylistycznym kalejdoskopie, gdzie wzajemnie przenikają się dark/death metal z buzującą, psychoaktywną magmą gitar, około-jazzowe labirynty sekcji rytmicznej z bardzo aktywnym wykorzystaniem werbla i gęsto spowity rytualnymi dymami, szamański dark ambient. Francuzi potrafią świetnie, bez pretensjonalnego, hipsterskiego nadęcia odnaleźć się w tej gęstej sieci pokrętnych ścieżek. Prowadzą skomplikowane abstrakcyjne wątki w sposób absolutnie wciągający i nie gubiąc przy tym koncepcji całości. No i jeszcze ta niebanalna okładka idealnie wpasowująca się w klimat płyty. Wszystko się tu ładnie ze sobą zazębia i choć słucham już tego albumu dobry rok, to znudzenia nie stwierdziłem.

    www.facebook.com/chaosechoes
    chaosechoes.bandcamp.com/
    www.nwnprod.comOlo ________9,5posłuchaj / oglądaj
  • Betrayer - " Scaregod" 2018 / 3CD
    MYSTIC PRODUCTION
    POLAND

    Betrayer -  Scaregod Wreszcie! Wreszcie w pełni godny następca genialnego “Necronomical Exmortis” - demo, które wyniosło Betrayer na top death metalowej sceny w naszym kraju i którego, w mojej ocenie nie pobili już ani na “Calamity”, ani tym bardziej powrotnym “Infernum in Terra” - obydwa skądinąd zajebiste albumy, ale albo każdemu odrobinę czegoś brakowało, albo czegoś było za dużo - nawet jeżeli tylko w sferze produkcyjnej. I choć chyba najlepszym numerem wydaje się być wciąż nagrany tutaj ponownie “Acrid Blood” to cała reszta materiału idealnie oddaje ten klimat opętanego, wczesno-morbidowego riffowania z twardym bluźnierstwem jedynki Deicide. Betrayer był zespołem, który jak mało kto umiał połączyć ze sobą te boskie pierwiastki, a Malta jest jednym z tych producentów, który potrafi nadać temu właściwą formę brzmieniową. Dzięki temu “Scaregod” uderza w nas wspaniałym, staromodnie zjadliwym bluzgiem, ale brzmiąc przy tym świeżo, ‘bogato’, z pełnym, death metalowym pejzażem temp, wijących się i wyjących na tremolach solówek, no i z genialnym growlem Beriala, którego gardłowy wyziew może uchodzić za wzorzec idealnie “mokrego i chrapliwego” i - co istotne - czytelnego. Płyta zdecydowanie bardziej zasługująca na uwagę niż masa współczesnych, zamulonych gniotów brzmiących jak przesterowany, rozgotowany makaron. I jeżeli ktoś sapnie tylko coś o “kolejnym niepotrzebnym powrocie” to przysięgam - wyzwę na solo, jak przystało na internetowego wojownika!

    www.facebook.com/BetrayerOfficial
    www.mystic-production.comOlo ________9posłuchaj / oglądaj
  • Fetor / Crepitation - "Onset of Horrendosity" 2019 / SPLIT CD
    DEFORMEATHING PRODUCTION
    POLAND / UK

    Fetor / Crepitation - Onset of Horrendosity Niezmordowany Wojtek z Deformeathing całkiem niedawno wypuścił na rynek kolejną porcję mielonki przeznaczoną dla wielbicieli tego przysmaku przygotowaną według najlepszych przepisów kuchni amerykańskiej. Złaknionym fanom świńskich podrobów rzucił na żer króciutki split po brzegi wypełniony slamming / brutal death metalem, gdzie swoje umiejętności prezentują brytyjski Crepitation oraz nasz rodzimy, mysłowicki Fetor. Zacznę może nieco przewrotnie, od nieco słabszej strony tego splitu, czyli Crepitation. Muzycznie nikt nie będzie zdziwiony, kiedy usłyszy ścianę dźwięku tak charakterystyczną dla tego rodzaju muzyki, urozmaiconą wokalem, który momentami bardziej groteskowy, przypomina odgłosy wydawane przez urocze zwierzątka z gniazdkiem na nosie. Może właśnie te bardziej groteskowe wokale psują nieco odbiór całości, ale całość ma przepisową dawkę brutalności i ekstremalne tempa. Fani tej formacji nie powinni być raczej zawiedzeni. O wiele lepiej ma się sprawa z Fetor – doskonale pamiętam jak mnie rozjechali podczas Silesian Grindfest i jaką mocą dysponują na żywo. Niestety, na ten split dostaliśmy tylko jeden nowy utwór, w którym gościnnie wystąpił Angel Ochoa znany co poniektórym z Disgorge i Cephalotripsy. Nowy numer to po prostu doskonały przedsmak nowego albumu, który mam taką nadzieję, wyjdzie niebawem, bo to co można usłyszeć, napawa optymizmem jeśli chodzi o kierunek który obrał zespół. Ciężkie brzmienie, dobre umiejętności techniczne muzyków, a także znakomite partie wokalne nie pozostawią miłośników tego typu dźwięków obojętnymi. Możemy także usłyszeć wersję live zagraną bodajże na wspomnianym Silesian Grindfest, więc jak ktoś był, to będzie miał doskonałą pamiątkę z tego jakże zacnego koncertu. Trudno oceniać tak krótki materiał, fani ekstremum zawiedzeni na bank nie będą, apetyt na pełno wymiarowe wydawnictwo zaostrzony, więc nie pozostaje nic innego jak wypatrywać go w distro, a czas oczekiwania umilać sobie wspomnianym splitem.

    www.deformeathing.com
    www.facebook.com/Deformeathing/
    deformeathing.bandcamp.com/
    fetor.bandcamp.com
    www.facebook.com/fetorofficial/
    crepitation.bandcamp.com
    www.facebook.com/crepitationNasum ________6,5 / 10posłuchaj / oglądaj
  • Entropia - "Vacuum" 2018 / 3CD
    ARACHNOPHOBIA RECORDS
    POLAND

    Entropia - Vacuum Klimatyczny jogging metal. Absurdalna szuflada? A do diabła z tym. Ta płyta naprawdę zmusza do fizycznej aktywności, zmiany przerzutki na szybszą, skakania przez kaniony i wbiegania na ośmiotysięczniki. To jest dosłownie godzinna reklama energetyków w okołometalowej oprawie. Króliczek Alcatela eksploduje w spazmach przeładowania, Lion odgryza głowę próbującego go zjeść dziecka, dziadek podnosi dwoje wnucząt naraz i nie napierdalają go plecy, Chodakowska zaczyna się pocić, a korzeń płonie jak Rzym Nerona. Energia. Dynamika. Ciśnienie. Uwolnienie. Entropia serwuje nam utwory rozwijające się, a w dużej części też brzmiące niczym klasyczne dj-ejskie sety. O ile jednak trance’owe dłużyzny w czysto elektronicznym wydaniu na dłuższą metę strawne są jedynie po odpowiednich zakupach u dilującego kumpla, o tyle Entropia nie babrze się nadmiernie w jednym motywie, nie pozwala nam popadać w katatoniczny stupor - zostajemy zabrani w płynną i dynamiczną przejażdżkę po rozległych obszarach stylistycznych i szerokiej amplitudzie poziomów energetycznych. Godny podziwu jest dokonany przez Entropia postęp w posługiwaniu się coraz bardziej rozwiniętym i zróżnicowanym językiem muzycznym. Na “Vaccum” wije się on niczym wielowymiarowa wstęga Mobiusa co chwilę ukazując inne oblicze zespołu. I to znane do tej pory - post-metal, sludge, blasty i ciężar, i to nowe dla nich, które, jak już wspomniałem, mocno nawiązuje do charakteru muzyki klubowej. Entropia otwiera się na nowe ścieżki, nowe możliwości, robi to z dużą swobodą i pewnością siebie. Narzucają sobie tym materiałem jeszcze bardziej wyśrubowane wymagania na przyszłość i miejmy nadzieję, że nie będzie ich to w żaden sposób paraliżowało.

    entropia.bandcamp.com
    www.facebook.com/mourningentropia
    sklep.arachnophobia.pl
    www.facebook.com/arachnophobiarecs
    arachnophobiarecords.bandcamp.comOlo ________9posłuchaj / oglądaj

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.