the newest reviews

reviews in english
  • Morior Axis - "Sudetian Winter" 2006 / 1CD
    SELF-RELEASED
    POLSKA

    Morior Axis - Sudetian Winter Przez Morior Axis przemawia niezdecydowanie, lub chęć stworzenia dzieła nieszablonowego. W praktyce zespół rozmienił swój potencjał na drobne podpisując się pod muzyką chwilami intrygującą, kiedy indziej nużącą i bez wyjątku niespójną. Zaczyna się od niepokojących odgłosów niezidentyfikowanego pochodzenia. Smakuje industrialnie, tajemniczo, a chwilę później ciąży i niestety nudzi. Wpływ na to ma niewątpliwie przesadnie rozciągnięty czas trwania utworu otwierającego "Sudetian Winter". Ciąg dalszy stanowi huśtawkę nastrojów depczących sobie po odciskach. Melodyjne, nostalgicznie z wyraźnie zarysowanymi partiami gitar prowadzącej i rytmicznej, trochę na wzór wczesnego Paradise Lost i Amorphis. Inne oblicze Morior Axis to chwilami dynamiczny, innym razem masywny, szorstki deah/black metal. Bywa także nastrojowo za sprawą nieźle brzmiących "czystych" wokali oraz towarzyszących im stonowanych dźwięków. W między czasie powraca szumiący, zgrzytający, męczący, przydługi koszmarek. Huśtam się więc jak szalony na karuzeli, jaką przygotował Morior Axis i dochodzę do wniosku, że byłoby naprawdę dobrze, gdyby zespół zdecydował się złagodzić kontrasty i tworzyć w bardziej logiczny, uporządkowany sposób.

    www.morioraxis.comRobert Jurkiewicz ________5
  • Unexpect - "In a Flesh Aquarium" 2006 / 2CD
    THE END RECORDS
    KANADA

    Unexpect - In a Flesh Aquarium Canadian avant-garde extreme progressive metal... Jak tu się nie zakochać? Uwielbiam takie czary. Na Unexpect składa się siedem osób - w powstawaniu albumu "In a Flesh Aquarium" brało dodatkowo udział czterech muzyków sesyjnych. Oprócz klasycznych gitar, bębnów czy klawiszy zespół wspomaga się dziewięcio strunowym (!) basem, skrzypcami, altówką, klarnetem i saksofonem. O samplingu nie wspominam. Soczystość i bogactwo w połączeniu z umiejętnością zachowania równowagi jest powalającą cechą tego niezwykłego albumu. Jego groteskowość, jego surrealizm poprzeplatane, jak w luźnym warkoczu, z połamanymi solówkami i ciężkimi riffami obezwładniają. "In a Flesh Aquarium" to album dla odważnych i otwartych uszu - to, niewątpliwie, wspaniała uczta dla uszu osłuchanych i poszukujących. To także trudne wydawnictwo, bo zupełnie nieprzebojowe, dlatego traci do gatunkowo spokrewnionego Diablo Swing Orchestra, które w zeszłym roku krążkiem "The Butchers Ballroom" narobiło sporego zamieszania. Celowo wypominam tę "nieprzebojowość" - mam tu konkretnie na myśli gubienie melodii, taka intensywność dźwięków, tak potężne instrumentalne nasycenie w odpowiedni sposób nie odprowadzone wąskimi kanalikami właśnie melodii, tworzą zbyt ociężałą ścianę dźwięku, zbyt przygniatającą, męcząca niestety. Unexpect ucieka się do forteli, które nieco ratują od tego niepożądanego efektu, co jakiś czas tnąc krążek spokojnymi, bardzo klimatycznymi elektronicznymi samplami. Tylko, choć przynoszą one ulgę, nie odciążają wystarczająco tak, jak bez wątpienia zrobiłaby to porządnie pociągnięta tu i ówdzie linia melodyczna. A tak, mamy metal awangardowy o mocno free jazz'owym charakterze - momentami, niezjadliwy. Mimo tych uwag, krążek oceniam bardzo wysoko i polecam... cierpliwym.

    www.unexpect.com; www.myspace.com/unexpect; www.theendrecords.comPaweł Boroń ________9
  • Mistery Cold - "God Save the Guns" 2006 / 1DEMO
    CHRONOS PRODUCTIONS
    SZWAJCARIA

    Mistery Cold - God Save the Guns Być może Mistery Cold są muzycznymi wizjonerami i adresują swoją sztukę do szeroko otwartych umysłów. Być może zespół swoją muzyką przeciera szlaki dla ciężkiego grania w bliżej nieokreślonej, ale bez wątpienia odległej przyszłości. Możliwe, ale ja mam to w dupie. Szwajcarzy upichcili gniota, który w trybie natychmiastowym awansował na szczyt mojego prywatnego rankingu w kategorii "spektakularnie bolesne nieporozumienie". Obcowanie z "God Save The Guns" boli dotkliwie. W jednej szufladzie upchnięto pseudosymfoniczne historie rodem z dokonań komediantów znanych szerzej jako The Kovenant, hardcore'owe riffy, natchnioną awangardę stylizowaną na Arcturus i styl wokalny Popcorna z Acid Drinkers. Efekt przerasta bardzo śmiałe wyobrażenia na temat niestrawnej abstrakcji. Podejrzewam, że założeniem Mistery Cold jest generować dźwięki nieszablonowe i wprawiać w osłupienie niekonwencjonalnym podejściem do sztuki. W rzeczywistości zespół zamaszystym krokiem przekroczył niestrzeżoną granicę pomiędzy dobrym smakiem a szopką i odszedł w siną dal. Nie będę tęsknił.

    www.misterycold.comRobert Jurkiewicz ________
  • Enochian Crescent - "Black Church" 2006 / 3CD
    WOODCUT RECORDS
    FINLANDIA

    Enochian Crescent - Black Church Nie wiedziałem, że Enochian Crescent budzi wśród naszych krajowych fanów tyle kontrowersji. Istnieją od połowy lat dziewięćdziesiątych, "Black Church" to ich trzecia duża płyta, a niby najlepszą jest, wydana w 2000 roku, "Omega Telocvovim". Nie wiem, czy rzeczywiście najlepszą - na pewno ciekawszą od Czarnego Kościoła. Sądziłem, że polscy blackmetalowcy tak jadą Finom po rajtuzach, przede wszystkim, dlatego że ci ułagodzili i "uprzebojowili" swoje brzmienie. Wiadomo, że wtedy zawsze się po dupie dostaje. Okazuje się jednak, że ostatni krążek Enochian Crescent rzeczywiście nie sprostał oczekiwaniom. I w najmniejszym stopniu chodzi tu o modny, black`n`rockowy charakter. Chodzi o jałowość, nawet nudę. Wciąż ma się uczucie, że wie się, co będzie za chwilę. I tak jest. Niektóre motywy wręcz irytują, tak bardzo "musiały się pojawić". Cała melodyjność płyty jest melodyjnością już gdzieś słyszaną i cholernie wkurza fakt, że Enochian Crescent zrobił płytę nie, stricte, black metalową - w dodatku opartą, przynajmniej w warstwie tekstowej i graficznej, na koncepcji teatru grozy w stylu Mansona czy Deathstars i firmuje ją stwierdzeniem, że "kolejny raz, black metal jest żywy". No!... Trochę dystansu do siebie i konsekwencji w monitorowaniu własnej twórczości. Istnieją jednak również pozytywne aspekty "Black Church". Niewątpliwie należą do nich świetny wokal Wratha, spośród dziewięciu - przynajmniej trzy dobre kawałki (jak choćby "Hendekagrammaton") czy wspomniana, "psalmowa" koncepcja, czyniąca odbiór krążka na swój sposób ciekawym. Pewnie sam pomysł, żeby przyciąć pazury i grać bardziej... teatralnie nie byłby głupi, gdyby zrobić to z pomysłem, bardziej świeżo. No chyba nikt Enochian Crescent do tej płyty nie zmusił?

    www.enochian-crescent.com; www.woodcutrecords.com
    dystrybucja: www.foreshadow.plPaweł Boroń ________6
  • Thanathron / Empheris - "The Rituals of Possession in Blasphemy" 2006 / SPLIT CD
    KERZAKRAUM RECORDS
    POLSKA

    Thanathron / Empheris - The Rituals of Possession in Blasphemy "Rrrrroooooaaaaaaaarrrr!!!!!!!!" przywitał mnie na dzień dobry przeciągłym ziewnięciem lwa wokalista Thanathron. Na tym materiale ten donośny przeciągły ryk powtórzony został chyba z kilkadziesiąt razy. Mimo wszystko jest to i tak najjaśniejszy punkt tego zespołu. Mamy tutaj surowy black, który z założenia może i ma być dziki, ale, przez fatalną rytmikę, brakuje w nim dynamiki i wyrazu. Gitary świdrują jednostajnie kurewsko nijakie riffy, a pałker wydaje się nie nadążać motorycznie za swoimi i tak już prostackimi aranżacjami. Zespół ma szczere intencje i myśli "czarne jak w habicie ksiądz", ale nie przekłada się to na siłę muzyki. Szczególnie fatalnie wypada ciągłe akcentowanie na "trzy-cztery" grane równocześnie przez gitarzystów i sekcję rytmiczną. Pomijam już ciągłe rozjazdy - może poszło za dużo taniego wina podczas nagrań? Drugi na splicie Empheris poznałem jakiś czas temu za sprawą koncertowego splitu z Revelation of Doom - "poznałem" to z resztą może zbyt mocne słowo bo słychać tym było niewiele ponad wokal, szum całości i stukot (chyba) centrali. Na tym splicie jednak spokojnie można nadstawić ryj do poklepania. Po przewinięciu intra Empheris dużo przyjemniej niż ich poprzednicy dokurwił mi tradycyjnym, surowym i thrashującym black, z mocnymi pogańskimi ciągotami ujawniającymi się w pompatycznych chórkach, w których dostajemy mieszane wokale czyste + skrzek. Agresywny i wulgarny charakter, proste, ale skuteczne motywy, żadnego zbędnego kombinowania, do tego cover Venom "Lady in lust" - może nie powalający, ale pasujący do reszty. Wszystko zagrane z właściwym feelingiem, agresją i wyczuciem sedna metalowego rzemiosła. Dwa ostatnie kawałki to koncertowy numer nagrany na R'Lyeh Fest i jeden utwór z próby nagrywany jeszcze ze starym pałkerem. Czyli, przepraszam za szczerość, ale typowe wypełniacze tego typu wydawnictw. Tak czy siak, dzięki Empheris split ten jest nawet zjadliwy dzięki kilku kawałkom z demosów "Flamethorns" i "Ancient Necrostorms", ale osobiście radziłbym się raczej rozejrzeć za oboma długograjami tej kapeli, na których też te utwory znajdziecie.

    www.thanathron.tk; www.myspace.com/thanathron; www.nerbilous.orgOlo ________3/6
  • Unspoken - "Primal Revelation" 2006 / 1CD
    SELF-RELEASED
    NORWEGIA

    Unspoken - Primal Revelation Logo od Szpajdla, kozioł z pentagramem na okładce a dźwiękowo old school death metal w prostym jebliwym klimacie. Wystarczy tych kilka tanich zabiegów i już połowa z Was pewnie zaślini się myśląc o Unspoken. Momentalnie nasuwające się skojarzenia to stary amerykański Baphomet i ich nieśmiertelny "The dead shall inherit", mistrzowie z Sathanas czy szwedzcy wojowie z Unleashed - Norwedzy wykazują podobne, mało skomplikowane, ale skuteczne podejście do death metalu, które charakteryzowało z resztą masę zespołów pierwszej fali tego gatunku. Nie da się rzecz jasna zaprzeczyć, że jest to mocno kanciaste granie, które przewala się zazwyczaj w swoich średnich tempach jak wóz drabiniasty na kwadratowych kołach po kamienistej drodze, ale jednocześnie Unspoken zadbali o pięknie ohydne growle i dzięki temu materiał ma swój urok, w którym prostota grania zgrywa się z duchem prymitywnego kultu Diabła. Jeżeli czujecie tego bluesa to oszczędźcie sobie kilku browców i zamówcie od zespołu ten całkiem nawet nienajgorzej wydany krążek.

    www.unspoken.tk; www.myspace.com/unspokennorwayOlo ________7
  • The Frost - "Damned and Forgotten" 2006 / 2DEMO
    KERZAKRAUM RECORDS
    CHORWACJA

    The Frost - Damned and Forgotten Chorwacki The Frost to projekt niejakiego Gorgora, którego w tej chwili sesyjnie wspiera dwóch muzyków, ale obie pierwsze demówki nagrywał jeszcze on sam z automatem. Muzyka utrzymana ściśle według nordyckich standardów black metalu starej szkoły, przypominająca mi pierwsze nagrania Satyricon, Enslaved, Forgotten Woods czy kilkudziesięciu innych mniej lub bardziej znanych wszystkim nazw. Typowy materiał w tych klimatach, z monotonnymi, mało zróżnicowanymi w tempach motywami i klasycznie skrzeczącym wokalem z pogłosem. Rażącą nieco nienaturalność brzmienia automatu równoważy przynajmniej dosyć roztropne potraktowanie tego urządzenia w formie, która daje jakąś namiastkę pracy żywego bębniarza. Gorgor oszczędza także uszy słuchacza nie waląc typowym dla amatorskich produkcji szklistym piachem, ale dosyć czytelną warstwą grząskich riffów, w których czuć zamiłowanie do form tradycyjnych - prostych, ale skutecznych, typu np. gęściej piórkowany w wyższych tonach bas wysuwający się raz na jakiś czas bardziej do przodu. Kawałki mają swoją typową dla takich produkcji aurę, która solidnie odtwarza chlubne początki fali skandynawskiej euforii i z pewnością parę osób znajdzie u siebie miejsce na półce na jeszcze jeden krążek w tym duchu. Ostatnie trzy numery to dołożone na wydaniu z Kerzakraum trzy numery z pierwszej demówki, które różnią się głównie brzmieniem mniej przesterowanych gitar.

    www.the-frost.tk; www.nerbilous.orgOlo ________6
  • Qrujhuk - "Triumph Of The Glorious Blasphemy" 2006 / 1CD
    KERZAKRAUM RECORDS
    KOREA POłUDNIOWA

    Qrujhuk - Triumph Of The Glorious Blasphemy Krujchuj to kolejny jednoosobowy projekt Helnakstav'a, który tworzy również m.in. jako Infinite Hatred (patrz recenzja poniżej) i który, co warto może wreszcie wspomnieć - jest też głównodowodzącym wytwórnią Nerbilous i jednocześnie jej pododdziału Kerzakraum. Oczywiście nie ma co oczekiwać, że w drugim projekcie ten sam muzyk będzie prezentował inne umiejętności, ale trzeba uczciwie przyznać, że w tym wypadku jego prymitywna gra wypada mniej żałośnie. Tym razem jedzie dużo wyraźniej starym Burzum ale są numery, gdzie mamy próbę sięgnięcia nawet po coś bliskiego tradycyjnemu metalowi z wczesnych lat 80-tych w okolicach Venom czy Hellhammer. Wszystko ponownie zrobione jest jednak w sposób nudny, nieumiejętny, bezpłciowy i z dokładnie takim samym kraczącym wokalem jak w Infinite Hatred. Dodatkowym urozmaiceniem instrumentarium jest tutaj (niestety rozstrojony) bas i trochę lepiej zaprogramowane zostały bębny, ale wciąż ich sample brzmią fatalnie miękko i syntetycznie. Istnieją oczywiście zatwardziali maniacy gatunku, którzy wygrzebują z lubością wszelkie egzotyczne kąski i takie osoby za 13$ mogą stać się szczęśliwymi posiadaczami twórczości tego Koreańczyka.

    www.nerbilous.orgOlo ________3
  • Infinite Hatred - "Hateful Spell" 2006 / 1CD
    KERZAKRAUM RECORDS
    KOREA POłUDNIOWA

    Infinite Hatred - Hateful Spell Jednoosobowe black metalowe projekty to zawsze dobry przykład na to w jakim stopniu jednostka ludzka może posunąć się w swojej mizantropii - względnie patrząc na to - jak daleko ktoś posuwa się do zapadnięcia się w swoje własne kompleksy i obwiniania całego świata o wszystko co tak naprawdę wynika z jego nieudolności życiowej. Helnakstav zamiast udać się ze swoim problemem do psychologa postanowił oddać się, dosyć osobliwemu jak na jego kraj, graniu samemu ze sobą muzyki, którą, jeżeli muszę z obowiązku do czegokolwiek porównywać, najbliżej do Darkthrone (gdzieś z "Transilvanian..."). Podobny pogłos gitary, podobna surowość i prymitywizm, ale niestety, w wykonaniu Infinite Hatred zrobione w całkowicie niepodniecający, wręcz tępy sposób. Docelowo krążek ociekać miał zapewne chłodnym jak sutki bogini Hekate mrokiem, ale z całości wyziera tylko miernota jakichś pseudoriffów, brzmiących jak uparcie powtarzane motywy starającego się przyswoić jakieś podstawy gry na instrumencie siedmiolatka. Sekcję rytmiczną parodiuje totalnie nonsensownie tłuczona perka a na wokalu zły gawron grozi, że nasra mi na samochód jeżeli zaparkuję pod jego drzewem. Nie mam niestety nic więcej do powiedzenia na temat tego CD. Kiepścizna.

    www.nerbilous.orgOlo ________2
  • Berserk - "Cries Of Blood And Hate" 2006 / 5CD
    UNEXPLODED RECORDS
    HISZPANIA

    Berserk - Cries Of Blood And Hate Berserkowie byli, podług nordyckich podań, wojownikami. Ale wojownikami nie byle jakimi. Wiking, co by stać się berserkiem, przywdziewał na się zwierzęcą skórę - najlepiej wilczą - następnie odurzał się wywarem z halucynogennych grzybów i tak przygotowany stawał się nieustraszoną maszyną wojenną, która w ustawieniach panelu sterowania za priorytet obraną ma opcję: a m o k. Po bitwie, berserk, spędzał kilka dni w domu i odpoczywał - kompletnie oczadziały po grzybach. Liczy się skuteczność. "Cries Of Blood And Hate" jest piątym wydawnictwem w ogóle i czwartym dużym albumem hiszpańskiego Berserk. Płyta ukazała się w 2006 roku, premierę europejską miała w 2007. To, co na niej, to osiem (włączając instrumentalne, nastrojowe intro) utworów utrzymanych w konwencji epickiego, melodyjnego black metalu. Teksty oraz tęskliwie-wojenne riffy konkretnie zioną pogańszczyzną. Trochę czyściej i technicznie sprytniej niż Graveland, nieco tylko bardziej black metalowo klasycznie niż Primordial. Utwory urozmaicone, z przewagą średnich i wolnych temp niekiedy przechodzących agresywnie w czarny początek lat dziewięćdziesiątych. W każdym kawałku tempa zmieniają się bardzo często, to okazuje się głównym czynnikiem urozmaicenia i to z pewnością wyróżnia Berserk spośród innych hord skupionych pod sztandarem Epic Pagan. Urzeka jadowity wokal Nazaka - mocny, brudny, wściekły. Przy tym, na swój sposób, wyraźny. Z rzadka wtórują mu bathorowe, melancholijne chóry. Entuzjaści takich czarów nie będą się nudzić. Bardzo dobra płyta - zyskuje przy każdym kolejnym słuchaniu. Może, gdyby jeszcze jakieś ludowe instrumentarium,…ale, nieważne. Polecam.

    www.berserkhorde.com; www.unexploderecords.comPaweł Boroń ________8
  • Sothoth - "From Deformity Till Homicide" 2006 / 1CD
    MAGIK ART ENTERTAINMENT
    POLSKA

    Sothoth - From Deformity Till Homicide Niemal trzy kwadranse death metalu i nic. Nie wydarzyło się nic, co sprowokowałoby wyraziste emocje, grymas na facjacie, czy w końcu mocne postanowienie przeżycia przygody z "From Deformity Till Homicide" ponownie. Nie wydarzyło się, a powinno. Zespół gra sprawnie, w poczynaniach instrumentalistów zauważalny jest niewymuszony luz, słychać, że tajniki operowania rockowym instrumentarium zgłębione zostały kompleksowo. Nie jest to bynajmniej równoznaczne z odpustowym szpanerstwem, przerośniętym ego i pakietem wybujałych kompleksów. Sothoth nie szarżuje, wykorzystuje umiejętności w oszczędny, acz wyrazisty sposób. Nie szarżuje także perkusista konsekwentnie unikający częstych kontaktów z werblem. "From Deformity Till Homicide" to twór rzetelny, przystępny i przyjazny dla ucha. Niestety jednocześnie ponad miarę zachowawczy i przesadnie ułożony. Muzyka podana została na lśniącej, wypolerowanej i wychuchanej tacy, jest stonowana i schematycznie skrojona. Wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, że kelner pomylił przyjęcia. Pobłądził i omyłkowo zmaterializował się na pijackiej burdzie. Pechowo nie wziął ze sobą zapałek, a biesiadnicy domagają się ognia.

    www.sothoth.metal.pl; www.myspace.com/magikartentertainmentRobert Jurkiewicz ________6,5
  • Kehlvin - "The Mountain Daylight Time" 2006 / 3CD
    DIVISION RECORDS
    SZWAJCARIA

    Kehlvin - The Mountain Daylight Time Jako "Loaf A" rozpoczęli działalność w 1999 roku. Po wydaniu dwóch materiałów demo (2000 oraz 2002) przemianowali się na Kehlvin i prezentują światu pełny album o kojąco brzmiącym tytule "The Mountain Daylight Time". Trudno jasno określić styl Kehlvin. Muzyka projektu osadzona jest na filarach doom metalu, HC, screamo - a nawet noise. Jest monumentalna i pełna emocji. Mocno przeżywana. Wydłużone partie instrumentalne łamane są przez potężne, ciężkie riffy, co buduje mięsiście mroczną atmosferę. To, że wydłużone - nie oznacza, że nudne, choć przy pierwszym słuchaniu takimi mnie się wydały. Zbyt niecierpliwie podszedłem do tej płyty. Ostrzegam przed tym, gdyż może nam wiele umknąć. A szkoda by było, naprawdę. Należy wstrzymać oddech i przekręcić klucz w drzwiach z napisem "trans", by to, co z pozoru nużące okazało się - właśnie transowo - kojącym. Zwracam na ten aspekt uwagę, gdyż, "The Mountain Daylight Time" to dobre 73 minuty muzyki. Faktycznie, sporo i dobrze wiedzieć, jak się do niej zabrać, żeby się po kwadransie nie zniechęcić. Szwedzi umiejętnie kontrolują rozłożenie ciężkości i napięcia na całej powierzchni swojej połamanej twórczości. Jeżeli wyjdzie im się naprzeciw, to spotkanie okaże się wyjątkowo przyjemnym dla naszych uszu, umysłów i dusz. I niech HC/screamo/noisowe nawiązania nie odstraszają co radykalniejszych fanów metalu, bo materiał z "The Mountain Daylight Time", za względu na bardzo mroczną atmosferę, z pewnością przypadnie im do biustu. Tj. - gustu.

    www.kehlvin.ch; www.myspace.com/kehlvin; www.divisionrecords.comPaweł Boroń ________9

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.

Echoes of Yul

Granie w pojedynkę, miksowanie, itp. to trochę wymóg sytuacji w jakiej jestem kiedy trudno jest znaleźć kogoś nadającego na podobnych falach, ale są plusy: gram kiedy chcę, muzyka ma spójną wizję i nie idę na żadne kompromisy.

Fat Ass Records

Każda dupa może się podobać, czy to mała, czy w rozmiarze XXL. Na pewno znajdzie się ktoś komu taka też przypadnie do gustu, np. w Anglii z tego co zauważyłem to XXL ma największe branie ...