the newest reviews

reviews in english
  • Ataraxy - "Where All Hope Fades" 2018 / 2CD
    DARK DESCENT RECORDS
    SPAIN

    Ataraxy - Where All Hope Fades Trochę nieszczęśliwe jest według mnie opisywanie Ataraxy jako zespołu death/doom metalowego - znacznie bliższe prawdy byłoby określenie ich twórczości jako współczesny dark metal z death metalowymi korzeniami. O ile oczywiście przywiązujecie jakąkolwiek wagę do nomenklatury stylistycznej, bo sam zespół raczej nie wydaje się zawracać tym sobie głowy. Produkcje Hiszpanów są w każdym razie idealne wtedy, gdy bardziej niż gruzu i zdołowanych gitar poszukujecie pokornego obcowania z majestatyczną i eteryczną atmosferą zaświatów. Już na debiucie wydawało mi się, że żeby go nagrać musieli chyba wejść w studio w stan śmierci klinicznej, aby tak doskonale oddać dźwiękami pozagrobowe fantasmagorie. Na “Where All Hope Fades” wszystko to zyskuje jeszcze bardziej na gęstości i staje się jeszcze bardziej wielowymiarowe. A zgodnie z tym co mówią sami muzycy, także w warstwie tekstowej zanurzyli się oni znacznie głębiej w ciemne zaułki swojej świadomości. W szerokich ramach gatunkowych Ataraxy maluje ponure pejzaże opuszczonych światów, przesiąknięte zimnym, wywołującym dreszcze niepokojem i rezonujące odległymi jękami zagubionych dusz. Fragmenty wyciszenia nie oznaczają tutaj wcale wytchnienia, złowieszczo uwodzące harmonie gitar hipnotyzują i prowadzą na skraj ziejącej otchłani, w którą spycha słuchacza nacierająca ściana gęstych dźwięków, a nad wszystkim swoje panowanie roztacza rozdzierający wokal Javi’ego, którego obłędnie rozpaczliwa maniera ma w sobie zarówno coś z van Drunena jak i wczesnego Schuldinera. Ostatecznie płyta jest niesamowicie wciągająca już od pierwszego kontaktu, nawet jeżeli muzyczna narracja prowadzona jest mało dynamicznie. Jednak właśnie to nieprzerysowanie w żadnym elemencie i fakt, że Ataraxy nie sili się na odtwarzanie jakichkolwiek wzorców z przeszłości czy współczesności jest wielkim atutem tego krążka. Unikalna ekspansja ciemnej energii jakiej doświadcza słuchacz na swojej osobie staje się wkrótce uzależniająca i bardzo długo nie pozwala wyprosić się z odtwarzacza.

    www.darkdescentrecords.com
    darkdescentrecords.bandcamp.com
    www.facebook.com/ATARAXY-281047751876Olo ________9listen and enjoy!
  • Disembowel - "Plagues and Ancient Rites" 2017 / 1CD
    MUSHANTUFE PRODUCTIONS/IRON BONEHEAD PRODUCTIONS
    CHILE

    Disembowel - Plagues and Ancient Rites Fajne logo, fajna okładka, lovecraftowe tytuły kawałków i bandycko-oldskulowy wizerunek zespołu. Wydaje się, że bez słuchania można już ładować karabin pochwalnymi spustami pod adresem tej chilijskiej hordy, a tu dupa - na wspomnianych atrybutach kończą się ‘plusy dodatnie’ Disembowel, których nazwa nie powinna Was zmylić - nie jest to absolutnie stylistyczny hołd dla pewnego legendarnego zespołu z Australii. Disembowel grają wprawdzie faktycznie staroszkolny death metal, ale w wykonaniu, które moim skromnym zdaniem zaniża mocno standardy do jakich w ostatnich latach mogliśmy się już przyzwyczaić, a jakie z całą pewnością prezentowały wydawnictwa z logiem współwydającej ten album (na winylu) Iron Bonehead. Przy pobieżnym kontakcie można ich od biedy porównywać z wczesnym Grave Desecrator, Imprecation, Excruciate, Nun Slaughter, naszym Throneum i wielu im podobnym, ale jednak absolutnie NIE JEST to ten poziom. Miałkie riffy z nijaką, banalną melodyką i prostacka sekcja oparta na kilku patentach starają się udawać stuprocentowy, podziemny death metal, ale kompletnie nie ma tu na czym zawiesić ucha - no chyba, że na wyczynach gitarzysty, który uparł się na granie solówek, choć z całą pewnością nie zawracał sobie nigdy głowy przyswajaniem podstaw harmonii, skal i tym podobnych bzdur, wobec czego partie te brzmią jakby ktoś grał przypadkowe legata okraszone zabawami z wajchą, gdzie okazjonalnie zdarzy się pojedynczy, dobrze wstrzelony dźwięk. Najmocniejszym punktem całości pozostaje wokalista ze swoim klasycznym, chrapliwym growlem na pogłosie, ale nie daje to żadnych podstaw do zmiany twierdzenia, że “Plagues and Ancient Rites” to na dłuższą metę bezjajeczna dłubanina trójki zapaleńców, bardziej dbających o swój image niż umiejętności i którzy z wydawaniem oficjalnego debiutu powinni byli poczekać jeszcze kilka lat, aż ich kiełkujące słabo pomysły rozwiną się może kiedyś do ziejących prawdziwie złowrogim klimatem kompozycji.

    mushantufeproductions.bandcamp.com
    www.facebook.com/mushantufe
    www.ironbonehead.de
    www.facebook.com/IronBoneheadProductions
    ironboneheadproductions.bandcamp.comOlo ________5listen and enjoy!
  • Ectoplasma - "Cavern of Foul Unbeings" 2018 / 2CD
    MEMENTO MORI
    GREECE

    Ectoplasma - Cavern of Foul Unbeings Kolejna miodna pozycja z Memento Mori, która rzuci na kolana wszystkich, lubujących się w stylistycznej stagnacji, death metalowych purystów. Debiut tych Greków gdzieś mógł się Wam przewinąć, ale jeszcze wtedy nie uzyskali tak grobowego brzmienia, no i za bębnami nie mieli jeszcze Maelstroma (m.in. Dephosphorus, Embrace of Thorns, czy kiedyś w Ravencult, Dødsferd i wielu innych). Tutaj brzmienie jest już naprawdę głęboko ryjące w cmentarnej glebie, pokryte grubą warstwą zmurszałych szczątków, a przewalające się ciężkimi obuchami riffy z równo i motorycznie pracującą sekcją, głęboko ziejącym growlem i wijącymi się w makabrycznych paroksyzmach solami roztaczają cudowny aromat zgnilizny klasycznych przedstawicieli tego gatunku po obu stronach Oceanu - Morpheus Descends, Rottrevore, Excruciate, Wombbath, Morta Skuld, Resurrection, Demigod, Disgrace i dziesiątki innych, których z pogardą opluwali w swoich recenzjach brytyjscy dziennikarze z Metal Hammera. Po okresie względnej posuchy w takim graniu na przełomie wieków mamy znów wysyp zespołów zafascynowanych klasycznym podejściem do death metalu, jak i tym wszystkim co wpływało na nastolatków ją tworzących. Drugie życie dostały więc stare horrory, tematyka zombie, historie gore-sex, nekromanci, Conany i Hellraisery. Na “Cavern of Foul Unbeings” też dostajemy pełno wstawek z tej półki filmowej, a na sam koniec także cover Unleashed, który w wykonaniu Greków zabrzmiał świetnie, choć nieco odstaje stylistycznie od całego albumu.

    www.facebook.com/Ectoplasma-1579524392276613
    www.ectoplasma187.bandcamp.com
    www.memento-mori.es
    www.facebook.com/memento.mori.label
    www.youtube.com/channel/UChHTHjKUxwoMu9UqrABF7WAOlo ________8listen and enjoy!
  • Shambles - "Primitive Death Trance" 2018 / MCD
    BLOOD HARVEST
    THAILAND

    Shambles - Primitive Death Trance Pomimo, że Shambles gra już ponad 20 lat to jest dosyć prawdopodobne, że o tym tajskim komando nigdy wcześniej nie słyszeliście. Po długim okresie demówkowym i uklepywaniu stylu, dopiero w 2016, ukazał się bowiem ich debiutancki materiał (najpierw własny sumptem, potem z pomocą kilku wytwórni), który już znamionował spory potencjał twórczy i doskonale wpisywał się w aktualne zapotrzebowanie na nisko strojony death/doom. Stylu, którego którego rodzicami byli głównie Incantation, disembowelment i w sporej mierze też i Beherit za sprawą genialnego “Drowing Down the Moon”, a kontynuuje go obecnie z powodzeniem cała masa młodszych czcicieli ultra-grobowej atmosfery, w tym też i bohaterowie tejże recenzji, którzy pod sam koniec 2017, już pod skrzydłami uznanej Blood Harvest wypuścili omawiany tu minialbum. W tych czterech masywnych mruczankach dostajemy wszystko to co w tym gatunku stało się już obowiązkowe - potężne, muliste wiry gitar na pierwszym planie, łopoczące sflaczałymi naciągami bębny z prawie niesłyszalnymi talerzami, monstrualne, jaskiniowe growle i to wszystko w klasycznym przekładańcu temp - ultra wolne z pojedynczymi akcentami sekcji, przez standardowe, średnie walce, aż po intensywniejsze ściany dźwięków z głośnymi wymiotami frontmana. Jest ciężko, jest grobowo i mrocznie i … trochę nudno. Nie da się bowiem z muzyki Shambles wyłowić nic na tyle charakterystycznego, że chciałoby się do tego nagrania wracać bardziej niż do dziesiątek innych, podobnych formą, ale jednak oferujących nieco więcej własnej inwencji. Oczywiście, jeżeli dostatecznie często urządzacie u siebie namiętne, trupie potańcówki przy dźwiękach Encoffination, Disma, Impetuous Ritual, Spectral Voice, Phrenelith, Void Meditation Cult czy Grave Miasma to być może znajdziecie też chwilę dla Shambles, ale nie oczekujcie, że rzucicie tym swoją podgniłą narzeczoną na kolana. Podobno stała się ostatnio strasznie wymagająca i nie chce już spać w wersalce?

    www.facebook.com/Shambles-635468059850975/
    shamblesdeath.bandcamp.com/
    www.bloodharvest.se
    www.facebook.com/Blood-Harvest-Records-300012152033/Olo ________6listen and enjoy!
  • Undead - "Redemption" 2016 / MCD
    SELF-FINANCED
    SPAIN/UK

    Undead - Redemption Hiszpańsko/brytyjski kwartet Undead uraczył mnie kilka dobrych miesięcy temu swoją kolejną epką (tym razem na CD) i jestem z tego powodu równie szczęśliwy jak komisja Macierewicza ze znalezienia nowego dowodu na bombę w Tupolewie. W przypadku Undead mamy jednak prawdziwy, a nie urojony wybuch prosto w twarz czterema konkretnymi petardami, z których każda trwa niewiele ponad trzy minuty i kipi palącymi, zadziornymi riffami, intensywnie galopującą sekcją, piłującymi bezlitośnie solami i złowieszczo rozdzierającym growlem. Tak, Undead kontynuują swój obskurny death/thrashowy łomot w stylu, któremu najbliżej do szwedzkiej odmiany takiego grania - Necrovation, Unpure, Merciless, Grotesque, z charakterystycznym, autopsowatym zamiłowaniem do opisywania dźwiękiem zjadliwego fermentu rozkładających się zwłok i otoczką graficzną nawiązującą do plakatów do horrorów z lat 70-tych. Jest dla kompletnie niezrozumiałe, dlaczego Undead wciąż pozostaje bez kontraktu, ale może sam zespół nie działa zbyt aktywnie w tym kierunku - decydując się brać wszystkie sprawy w swoje ręce? Kiedy zatem pełny album?

    www.facebook.com/curseoftheundead
    undead.bandcamp.com
    soundcloud.com/curseoftheundead
    www.curseoftheundead.comOlo ________7,5listen and enjoy!
  • Rotheads - "Sewer Fiends" 2018 / 1CD
    MEMENTO MORI
    ROMANIA

    Rotheads - Sewer Fiends Rotheads powstało jako poboczny projekt trójki muzyków eksperymentalnego doom/noise/stonerowego Keeng Ra'at. Tutaj jednak ich założeniem było granie stuprocentowego old school death metalu. Po dosyć obiecującym demo "Unfazed by Death" z kwietnia 2016 (które można sprawdzić na bandcampie zespołu), po kilku zmianach personalnych i po zagraniu paru koncertów - w tym najbardziej znaczącego - jako support dla Sadistic Intent, przyszła wreszcie pora na pierwszy pełny album tej załogi z Bukaresztu zatytułowany "Sewer Fiends". I choć mamy dopiero styczeń to bez wątpienia mamy już pierwszego, bardzo mocnego kandydata do death metalowego debiutu tego roku. Na "Sewer Fiends" czuć tą samą, nieco naiwną, ale jakże autentyczną, cmentarną zgniliznę, którą charakteryzują stare nagrania Autopsy, wczesnej death metalowej sceny fińskiej, początki Funebrarum, Grave, Incantation, Crematory, Goreaphobia czy dziesiątek innych nazw, których wymienianie powoduje niekontrolowany ślinotok u każdego świra, który nad gitarową technikę i nienaturalnie mocarne brzmienia przedkłada muliście mielące się riffy w gniotących lub dziko taranujących tempach, wspaniałe, ponure melodie, trupio cuchnący growl i malujące pozagrobowe pejzaże sola na pogłosie. Niemała zasługa w tym ostatecznym efekcie leży w wybornej produkcji (miksy i mastering) spod ręki Javiera Feleza w studio Moontower, gdzie swoje brzmienia regularnie szlifują takie nazwy jak choćby Teitanblood, Graveyard, Avulsed, Nominon, Ataraxy, Necroven i cała masa innych. Prawdziwa perełka dla stękających za starymi czasami, doceniających podziemnego ducha, stetryczałych, death metalowych konserwatystów.

    www.facebook.com/rotheads
    rotheads.bandcamp.com/
    www.facebook.com/memento.mori.label
    memento-mori.esOlo ________8listen and enjoy!
  • Mastectomy - "Hell on Earth" 2017 / 1CD
    ROTTEN MUSIC
    POLAND

    Mastectomy - Hell on Earth Jednoosobowy hord, który ... brzmi jak profesjonalny band w pełnym składzie. Patrząc na zdjęcia Adama - lidera Mastectomy jestem naprawdę zdumiony, że tak niepozorny gość, stoi za tą brutalną i rozbudowaną sieczkarnią. Ten człowiek naprawdę wie o co kaman w brutalnym biznesie i niesamowite jak doskonale ogarnia temat aranżacji wszystkich instrumentów na tym poziomie. Może nie jest to jeszcze drugie Putrid Pile, czy Insidious Decrepancy, ale za tymi zespołami stoją przecież ludzie-instytucje, a “Hell on Earth” to dopiero debiut, który już na samym starcie zaskakuje równie niebywałym jak na jednoosobowy projekt zorganizowaniem całości. Olbrzymi plus należy się zwłaszcza za ogarnięcie sekcji rytmicznej bo, choć jestem osobą raczej wyczuloną na nienaturalne brzmienia automatów perkusyjnych, tak tutaj naprawdę nie widzę najmniejszych mankamentów. Bębny brzmią bardzo organicznie, selektywnie i bardzo, podkreślam BARDZO naturalnie pod względem aranżacyjnym. Z początku byłem przekonany, że spora część tych partii nie jest programowana, ale jest dogrywana na żywo tak, jak robi to choćby właśnie Shaun LaCanne we wspomnianym Putrid Pile, ale lider Mastectomy wyprowadził mnie z błędu - wszystko jest aranżowane na automacie i są to zdecydowanie jedne z najlepiej zaprogramowanych partii perkusji jakie usłyszycie w tym gatunku. Same utwory, jak na ten konkretny gatunek są bardzo słuchalne dzięki właściwemu zróżnicowaniu i doborze motoryki - od morderczej wiwisekcji blastami, przez typowe, death metalowe mielony, aż po gniotące, pojedyncze jebnięcia, zostawiające na moim ośrodku słuchowym głębokie sińce. Mocno wysunięty bas bombarduje bezlitośnie trzewia swoją metaliczną sprężyną, gitary wżynają się w czaszkę krwawymi toporami riffów, a mały Adam ryczy jak jakiś jebany potwór o wszystkich zwyrodniałych urokach naszego świata, dodatkowo zobrazowując je masą wstawek z filmów i różnych jutubowych hitów. Tak, to prawda, że nie ma w tym wszystkim niczego odkrywczego, ale 50 minut tego materiału z całą pewnością nie znuży żadnego konesera sadystycznych zabaw w teksaskim stylu brutal slam death. Jest groove, jest odpowiednio dawkowana energia, jest ładunek gore’owej patologii, a to wszystko w bardzo czytelnym, selektywnym wydaniu. O to chodzi.

    www.facebook.com/Mastectomy666
    www.mastectomy666.com
    www.rottenmusic.net
    www.facebook.com/rottenmusic.net
    rottenmusic.bandcamp.comOlo ________6,5listen and enjoy!
  • In Twilight’s Embrace - "Vanitas" 2017 / 4CD
    ARACHNOPHOBIA RECORDS
    POLAND

    In Twilight’s Embrace - Vanitas In Twilight's Embrace to zespół, któremu wyjątkowo łatwo przychodzi wekslowanie swojego stylu na nowe tory. Nie chcę, aby zostało to odebrane jako zarzut, zwłaszcza, że to właśnie obecne oblicze tej kapeli uważam za zdecydowanie najlepsze i najdojrzalsze, a ostatecznie z przyjemnością przyjąłem fakt, że z melodyjnego death z elementami black In Twilight's Embrace przesunęli gatunkowy nacisk w stronę szwedzkiego black z naleciałościami death metalu. I choć nasuwają się skojarzenia z Dissection, Watain, Naglfar, czy nawet Mgła, to nie śmiałbym zarzucić chłopakom z Poznania niczego więcej ponad bardzo naturalne i intuicyjne skłanianie się w procesie tworzenia w kierunku podobnych rejonów emocjonalnych i warsztatowych. Zdecydowanie ważniejsze od gatunkowych szufladek wydaje się zresztą być w przypadku In Twilight's Embrace przede wszystkim bardzo umiejętne i coraz bardziej świadome posługiwanie się melodią - znajdowanie złotego środka między uzyskiwaniem chwytliwego charakteru ich muzyki i nie popadaniem przy tym w płytką, cukierkową popelinę, która kiedyś im się zdarzała. Pod tym szczególnym względem, grono godnych konkurentów na polu muzyki ekstremalnej w naszym kraju wydaje się być obecnie bardzo wąskie. Ten właściwy balans i mistrzowskie kierowanie przepływem energii w każdym utworze, z kilkoma polskimi frazami wyśpiewywanymi w ostatniej, kulminacyjnej fazie utworu, jakby już w momencie euforycznego zapomnienia, powodują, że utwory na “Vanitas” są bardzo porywcze, angażujące słuchacza emocjonalnie i wyzwalające w nim za każdym razem głód uczestnictwa w każdej kolejnej odsłonie tego muzycznego przedsięwzięcia. Przedsięwzięcia spójnego koncepcyjnie i klimatycznie, pomimo osadzenia każdego kolejnego utworu w innym zestawie temp i nawet innym zabarwieniu klimatycznym i gdzie nieco surowsza, ale bardzo ‘ludzka’ produkcja wspaniale skleja to wszystko w gorący, emocjonalny strumień - co rzecz jasna samo w sobie odległe jest od mroźnych, ortodoksyjnych korzeni black metalu, ale też i nie do black metalowych radykałów jest ten album kierowany.

    intwilightsembrace.bandcamp.com
    www.facebook.com/intwilightsembrace
    www.facebook.com/arachnophobiarecs
    www.arachnophobia.plOlo ________8listen and enjoy!
  • Dakhma - "Passageways to Daena (The Concomitant Blessings of Putrescing Impurity)" 2016 / 1CD
    GODZ OV WAR PRODUCTIONS
    SWITZERLAND

    Dakhma - Passageways to Daena (The Concomitant Blessings of Putrescing Impurity) Mawiają, że metal to nie rurki z kremem. Ponoć metal to wojna. Dakhma na swojej debiutanckiej płycie zdecydowanie staje po stronie zwolenników takich poglądów. „Passageways to Daena (The Concomitant Blessings of Putrescing Impurity)” to płyta skrajnie radykalna niemal pod każdym względem. Na dodatek równie zawiła i złożona. Czegóż my tu nie mamy! Na pierwszy rzut ucha dominuje bezlitosny black/death’owy łomot opatrzony trumiennym brzmieniem, mogący kojarzyć się z wyczynami piewców złej nowiny rodem z Kanady. Tyle tylko, że w przypadku Dakhma nic nie jest proste i oczywiste. Gwałtowne, zakręcone riffy i spowijająca je atmosfera grozy, mrocznej tajemnicy kierują skojarzenia także ku Australii, gdzie dźwiękiem kaleczy Portal. Tak, bohater naszej recenzji tworzy muzykę w równym stopniu złowrogą i nieokiełzaną jak panowie z zegarami na głowie. Napiętą atmosferę Dakhma podkreśla jeszcze gitarowymi motywami, które emanują zdradliwą i jadowitą melodyką. W takich chwilach muzyka schodzi na wolniejsze obroty, lecz spadek napięcia jest tylko pozorny. Choroba ciągle przemawia przez te dźwięki, tyle że inny, bardziej zawoalowany sposób. Długie, wielominutowe utwory mieszczą także instrumentalne pasaże rodem z filmów o rozmaitych potwornościach. Zbudowane na mocno przetworzonym dźwięku motywy, a także i całe utwory, wprowadzają w głęboki trans. To bardzo uwierająca, lecz równocześnie chorobliwie intrygująca podróż. W ramach swojego debiutanckiego albumu Dakhma stworzyła monstrualnych rozmiarów potwora. Około godzinne, boleśnie ekstremalne, złowieszcze dzieło noszące na dodatek znamiona własnego, unikalnego stylu. Tak, metal to wojna. Dakhma to obraz jej opłakanych skutków.

    dakhmacavern.bandcamp.com
    www.facebook.com/dakhmacavern/
    www.godzovwar.com Robert Jurkiewicz ________9listen and enjoy!
  • Warfist - "Metal to the Bone" 2016 / 2CD
    GODZ OV WAR PRODUCTIONS
    POLAND

    Warfist - Metal to the Bone Jeśli lubisz metal, to polubisz Warfist. To proste. Niezależnie od tego, czy jesteś zwolennikiem starego speed, thrash, death, black metalu. Warfist gra metal ponad podziałami. "Metal to the Bone" w perfekcyjny sposób łączy niemal wszystko to, co w ekstremalnej muzyce najlepsze. Owszem, słychać że muzyków interesuje głównie "stara szkoła". Równocześnie doskonale słychać, że kapeli udał się manewr, który nie wychodzi wszystkim chętnym. Grać staroszkolną muzykę i równocześnie nie brzmieć anachronicznie, to nie jest w brew pozorom taka łatwa sztuka. Warfist tworzy muzykę, która zwarzywszy na źródła inspiracji, brzmi zaskakująco świeżo i żywotnie. Proste, zaraźliwie nośne riffy, energiczne tempa, nieprzeintelektualizowane aranże. Do tego nieodzowna warstwa brudu zalegająca na brzmieniu gitary i bezproblemowo wyczuwalna punkowa zadziorność. Tak grał stary Venom, Bathory, Kreator. Tak gra Warfist, tyle że w XXI wieku. To wszystko sprawia, że "Metal to the Bone" nie jest płytą adresowaną tylko i wyłącznie do starych zgredów pamiętających Czarnobyl i pierwszomajowe pochody. "Metal to the Bone" to METAL, a ten jest ponadczasowy.

    warfist.bandcamp.com
    godzovwar.comRobert Jurkiewicz ________8listen and enjoy!
  • Mussorgski - "Creatio Cosmicam Bestiae" 2016 / 3CD
    GODZ OV WAR PRODUCTIONS
    POLAND

    Mussorgski - Creatio Cosmicam Bestiae Ktoś powie, że tak się już nie gra. Przecież klawisze, gitary, black metalowy kontekst, to wszystko już było lata temu i dziś jest już niemodne. Pewnie i było, lecz w konfrontacji z "Creatio Cosmicam Bestiae" przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenie. Mussorgski za pomocą swojej najnowszej płyty ilustruje kosmiczną przestrzeń i tylko to się liczy. Efekt jest taki że mam ciary, choć nie tylko. Chwilami, gdy uzmysłowię sobie jak daleko mnie poniosło, miewam i zawroty głowy. Mussorgski zabrał mnie hen daleko, poza ziemską grawitację. Zabrał mnie tam, gdzie króluje nieograniczona niczym przestrzeń, a wraz z nią bezsilność, samotność, rozgoryczenie i inne mało przyjemne aspekty naszej egzystencji. "Creatio Cosmicam Bestiae" to bardzo ilustracyjna płyta. Za pomocą względnie prostych środków i rozwiązań, bo twórca nie sili się tu na żadną stylistyczną woltę, udało się osiągnąć iście kosmiczny efekt. Tak, na przykładzie Mussorgski można po raz kolejny stwierdzić, że siła muzyki leży w jej prostocie. To właśnie proste, chwytliwe, kilkudźwiękowe klawiszowe motywy robią największe wrażenie. Chwilami dochodzę do wniosku, że "Creatio Cosmicam Bestiae" stanowiłaby niezwykle atrakcyjną ścieżkę dźwiękową do filmu science fiction pokroju "Interstellar". Gdy słyszę klawiszowy motyw rozpoczynający "Sabbathum in Perpetuum", to momentalnie staję się międzygalaktycznym żeglarzem. Podobnych stanów świadomości doświadczam niejednokrotnie, choć nie zawsze muzyka Mussorgski zawiesza moją jaźń w próżni. Bywa, że niemal fizycznie czuć buzującą tu podskórnie agresję. Pojawiają się ciężkie gitary, kiedy indziej iście wariackie tempa osiąga automat perkusyjny. Tak więc "Creatio Cosmicam Bestiae" to nie jedynie międzygwiezdna zaduma. To także sporo gniewu, frustracji, rezygnacji. Typowo przyziemnych i bardzo ludzkich przypadłości. W końcu to muzyka stworzona przez człowieka.

    mussorgski.bandcamp.com
    godzovwar.comRobert Jurkiewicz ________9listen and enjoy!
  • Helheim - "landawarijaR" 2017 / 9CD
    DARK ESSENCE RECORDS
    NORWAY

    Helheim - landawarijaR Dziewiąty duży album płodnych Norwegów, do których, jak mało do kogo, pasuje slogan, że na żadnym albumie dupy nie dali. Osobiście najbardziej cenię ich za fakt, że w dziedzinie zakorzenionej w viking metalu, nigdy nie zamienili się w rubaszną parodię wojów północy jak to często ma niestety miejsce w pogańskiej niszy. Ale do rzeczy. Pomimo podobieństwa tytułów, nowy album nie wydaje się być bezpośrednią (w rozumieniu stylistycznym) kontynuacją swego poprzednika. Wciąż jest to oczywiście najwyższej klasy połączenie folkowego, skandynawskiego ducha i runicznej filozofii z progresywną nieoczywistością, wciąż usłyszeć tu możemy takie instrumenty jak róg, czy kotły, ale o ile "raunijaR" podążał bardziej epicką ścieżką wyznaczoną na "Asgards Fall", to "landawarijaR" można powiedzieć, że stylistycznie bliższy jest "Heiðindómr ok mótgangr". Black/viking metal jest tu żyzną podstawą, na której wyrastają utwory pełne ciemnych melodii, przeszyte duchem surowej, skandynawskiej natury, ale zanurzone w ciężkim, progresywnym sosie, w którym czasami czuć posmak psychodelii, a kiedy indziej, coraz chętniej odkrywanego ostatnio przez metalową publikę alternatywnego country.
    Dużo mówi się o podobieństwach Helheim do Enslaved i pewnie nigdy tego piętna się nie pozbędą, ale decydujące jest w tym przypadku umiejętne inkorporowanie tradycyjnych form i dziedzictwa do obecnej, pędzącej w szalonym tempie współczesności - bez odgrywania roli konserwatywnych troglodytów. Nie ma albumu Helheim, który pozostawiał by mnie obojętnym, ale gęsta, wciągająca atmosfera “landawarijaR” i odważne łączenie określonych pierwiastków lokują ten album bardzo wysoko w rankingu ich dyskografii i w ogóle całym współczesnym, norweskim black metalu.

    www.facebook.com/helheimnorway
    helheim.bandcamp.com
    www.helheim.com
    www.darkessencerecords.no
    www.facebook.com/darkessencerecords
    karismarecords.bandcamp.comOlo ________9listen and enjoy!

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.

Echoes of Yul

Granie w pojedynkę, miksowanie, itp. to trochę wymóg sytuacji w jakiej jestem kiedy trudno jest znaleźć kogoś nadającego na podobnych falach, ale są plusy: gram kiedy chcę, muzyka ma spójną wizję i nie idę na żadne kompromisy.