the newest reviews

reviews in english
  • War Ripper - "Strength in Numbers" 2020 / EP
    SELF-RELEASED
    USA

    War Ripper - Strength in Numbers War Ripper to taki niedzielny projekt Joela Grinda pod którego szyldem nagrał w 2007 jedną epkę i teraz dostajemy dopiero drugi materiał z tym logo - na razie tylko w formacie cyfrowym. I znów od pierwszych dźwięków zostajemy przytłoczeni zajebistymi, oldskulowymi pogłosami i atmosferą będącą skrzyżowaniem surowej bezwzględności Hellhammer i punk-metalowej, d-beatowej energii Discharge. Teraz brzmi to zdecydowanie lepiej, głośniej, ciężej, ale utwory są jeszcze krótsze - każdy po ok. półtorej minuty poza jednym, prawie trzyminutowym wyjątkiem. To jest prawdziwy blitzkrieg nieczystych sił, gdzie Joel wydaje się przez megafon komenderować przemarszami przez moje domowe izolatorium okutej w stal i azbest Armii Zła. No, tak to można covida leczyć! Kipiące crustową lawą riffy - raz wściekle wypalające, raz gniotące napalmowym groove, wyjące w niebogłosy sola, prymitywna sekcja dyktująca bezlitośnie tempo ataku. Żadnych subtelności i finezji. Tu tak naprawdę bardziej chodzi o prezentację określonej formy niż erupcję pomysłów. Więc, choć chciałoby się po tylu latach dostać więcej niż znowu tylko te parę minut muzyki, to jednak zrozumiała jest ta oszczędność. Mała dawka, ale esencjonalna - punk-metalowe espresso!

    joelgrind.bandcamp.com/
    www.instagram.com/joelgrind/Olo ________8listen and enjoy!
  • Hostia - "Carnivore Carnival" 2020 / 2CD
    DEFORMEATHING PRODUCTION
    POLAND

    Hostia - Carnivore Carnival Hostia jaka jest, każdy widzi – mały opłatek o średnicy około pięciu centymetrów wykonany z mąki, symbolizujący.... chwila, chwila, bo chyba miałem mówić o zupełnie innej Hostii, której należy raczej słuchać niż oglądać. Właśnie moje uszy wypełnia "Carnivore carnival", druga płyta zespołu o tej sympatycznej nazwie. Jeśli jeszcze ktoś nie miał z nimi wcześniej styczności, niechaj przygotuje się na małą niespodziankę. Nazwa sugerowałaby raczej coś na wzór black metalowego projektu, które lubują się w takich polskojęzycznych szyldach, jednakże w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z death/grindową mieszanką wybuchową, która potrafi nieźle poturbować. 17 utworów zamkniętych w 23 minutach muzyki powinno być pewną wskazówką czego możemy się spodziewać. Oczywiście, więcej tutaj death metalowych elementów które stanowią szkielet każdego kawałka, szczególnie słychać to w pracy gitar, ale fani szybkości nie powinni narzekać na pracę perkusisty. Nie jest to jednak bezmyślna kanonada na zasadzie "byle szybciej", bowiem każdy utwór który znajduje się na płycie ma swój własny charakter i zauważalnie różni się od pozostałych. Jest death metalowy ciężar, grindowe wstawki, jest sporo groove albo jak kto woli, takiego muzycznego luzu, dzięki któremu czuć, że ta muzyka nie jest kolejnym produktem, ale powstała z potrzeby wyrażenia swoich emocji za pomocą takich właśnie dźwięków. Jeśli jeszcze nie potraficie sobie wyobrazić jak to wszystko może brzmieć, to najlepszą wskazówką niechaj będzie Lock Up – podobnie krótkie i energetyczne utwory, podobny klimat i ogólnie mówiąc, sporo naleciałości które kojarzą się z tą właśnie ekipą. Przydałoby się nieco więcej szorstkości w brzmieniu, takiego lekkiego przybrudzenia, które jeszcze bardziej by podniosło siłę rażenia, ale w ostatecznym rozrachunku jest to jedna z ciekawszych płyt tego roku na polskiej scenie, więc nie zamierzam dłużej marudzić. Tym bardziej, że pisząc tę krótką recenzję niepostrzeżenie płyta się skończyła i muszę wstać by załączyć ją z przyjemnością raz jeszcze.

    Band:
    www.facebook.com/hostiaband
    www.hostiametal.bandcamp.com
    www.churchofhostia.com
    www.youtube.com/hostiaband

    Label:
    www.deformeathing.com
    www.deformeathing.bandcamp.com
    www.facebook.com/deformeathingNasum ________8listen and enjoy!
  • Mental Casket - "Demo 2020" 2020 / 2 DEMO
    SELF-RELEASED
    POLAND

    Mental Casket - Demo 2020 Lubicie Death? Ten z czasów debiutu, siermiężny, toporny i co najważniejsze roztaczający woń świeżo rozkopanej cmentarnej ziemi. Jeśli tak, to bierzcie się za Mental Casket. Myślę, że ideą powołania do życia tego tworu była chęć złożenia hołdu twórcy "Scream Bloody Gore". Aby być sprawiedliwym muszę nadmienić, że od czasu ubiegłorocznego debiutanckiego demo, Mental Casket rozwinął skrzydła na tyle, by dziś nie brzmieć tak radykalnie jednoznacznie. Najbliższym prawdy będzie stwierdzenie, że "Demo 2020" jest hołdem dla death metalu, po prostu. Należy dodać, że chodzi o death metal w formie pierwotnej, nieskalanej instrumentalną wirtuozerią i strukturalną progresją. Jeśli debiutanckie demo było wyrazem ślepej miłości dla młodego Schuldinera, to utwory na nowej taśmie już tak mocno rozkochane w nim nie są. Ja tu słyszę dużo Obituary. Niech będą na to dowodem kapitalne zwolnienia i charakterystyczna rytmika w szybszych partiach. Lubicie Death Metal? Bierzcie się za Mental Casket!

    mentalcasket.bandcamp.comRobert Jurkiewicz ________8listen and enjoy!
  • Dwaal - "Gospel of the Vile" 2020 / 1CD
    DARK ESSENCE RECORDS
    NORWAY

    Dwaal - Gospel of the Vile Post metal i sludge/doom metal to modne ostatnio kierunki, ale, do cholery - koniecznie zróbcie w pierwszych rzędach jeszcze miejsce dla norweskiego Dwaal. Sam fakt, że ta płyta to debiut już robi wrażenie. To jest poziom, do którego większość zespołów dochodzi przez lata, a Dwaal mają na koncie przecież zaledwie jedną, wydaną własnym sumptem epkę, a wcześniej tylko jedno demo - wszystko na przestrzeni zaledwie kilku ostatnich lat. Skład zespołu nie jest spowinowacony z żadnym innym, większym lub mniejszym bandem, którym mogliby podeprzeć się w bio, za to, zamiast gwiazdorskiego projektu dostajemy ponad godzinę wspaniałej muzyki - pulsującej gęstym i zawiesistym, z jednej strony surowym, z drugiej monumentalnym, post-doom-metalowym klimatem. Muzyki dojrzałej melodyjnie, aranżacyjnie i koncepcyjnie mimo, że główny scenariusz nie zakłada formalnie żadnych niespodzianek - powoli narastające, masywne spiętrzenia wkręcające zwoje mózgowe rozkręcajacym się transowym charakterem, a po kulminacyjnym katharsis gasnące do minimalistycznych złagodzeń podszytych niepokojącym poczuciem obecności uśpionego tylko na chwilę niebezpieczeństwa. Im dalej w album, tym riffy, mantryczna rytmika, partie wokalne i przede wszystkim depresyjna melodyka wgniatają słuchacza w coraz głębsze pokłady beznadziei i rozpaczy, niczym ruchome piaski nieuchronnie wciągają ofiarę w swoje trzewia. Kończąca ten album suita “Descent” (płytę rozpoczyna utwór “Ascent”) więzi słuchacza w swoich powoli zaciskających się przez ponad szesnaście minut szponach pozostawiając go na koniec kompletnie wyzutego z ochoty do jakiejkolwiek innej czynności poza doczołganiem się do przycisku ‘play’, aby znów pozwolić Dwaal na topienie swojego umysłu w tym dźwiękowym grzęzawisku.

    dwaaldoom.bandcamp.com
    facebook.com/dwaaldoom
    dwaal.no
    karismarecords.bandcamp.com
    www.karismarecords.no
    www.darkessencerecords.no
    www.facebook.com/darkessencerecordsOlo ________8listen and enjoy!
  • Sadokist - "Necrodual Dimension Funeral Storms" 2019 / 2CD
    HELLS HEADBANGERS RECORDS
    FINLAND

    Sadokist - Necrodual Dimension Funeral Storms Sadokist to niezła banda fińskich pojebańców. Zdecydowanie bardziej niż na główkowanie nad złożonością swoich utworów stawiają na podziemną autentyczność, bezkompromisowość i konserwatywny, metalowy satanizm, w którym bluźnierstwo przeciwko wszelkim świętościom i normom społecznym jest jedyną, akceptowalną formą składania hołdu dla Piekła. Ta otoczka i wyraźne, właściwe ‘czucie’ tematu sprawiają, że galopujące dziko i utrzymane w bezładnej melodyce riffy, rąbiąca wściekle sekcja rytmiczna i chaotyczne sola nie brzmią ani trochę bezsensownie i mają w sobie tę iskrę, która podpalała wczesną twórczość Sodom, Bathory, Von, Tormentor, czy później Profanatica, Deströyer 666, Bestial Mockery itp. Sami określają swoje granie jako “Satanic speed metal Hell” i wydaje się to trafnie oddawać ducha ich muzyki. I choć płytę rozpoczyna kawałek najbardziej wczesno norwesko-black metalowy, gdzie znalazło się nawet kilka klawiszowych dopełnień to później Sadokist w pełni oddają się prymitywnemu i agresywnemu zohydzaniu wszsytkiego co zawierałoby boską harmonię. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że cały zespół spada ze swoimi instrumentami ze schodów zatrzymując się na chwilę pomiędzy piętrami, aby odegrać jakiś bardziej składny riff, a zaraz potem, pchany jakimś dzikim instynktem znów leci na łeb i szyję. Muzycznie i wizerunkowo mocno kojarzy mi się to z naszym krajowym, nieodżałowanym Blasphemy Rites więc jeżeli tęsknicie za rozbijaniem sobie kufli na głowie podczas koncertów to Sadokist jest do Waszych usług.

    sadokist.bandcamp.com
    www.facebook.com/sadokistband
    shop-hellsheadbangers.com
    www.facebook.com/hellsheadbangers
    hellsheadbangers.bandcamp.com
    www.instagram.com/hellsheadbangersOlo ________7listen and enjoy!
  • Draghkar - "At The Crossroads Of Infinity" 2020 / 1CD
    UNSPEAKABLE AXE RECORDS
    USA

    Draghkar - At The Crossroads Of Infinity Reklamowany w zeszłym roku składak różnych materiałów Draghkar był atrakcyjny tylko na papierze, w notkach prasowych od Horror Pain Gore - death/doom z nawiązaniami do fińskich klasyków - to mogło rozbudzać apetyty, nawet jeżeli nie jest to ostatnio jakiś oryginalny kierunek. Niestety wydawca nie wspominał wtedy nic o tragicznym warsztacie, paździerzowatych melodiach i koncepcyjnym zagubieniu. Być może lider zespołu - Brandon Corsair (polecam przy okazji jego zina The Highway Corsair) też nie pozostawał ślepy na te ułomności bo w tym samym roku wymienił cały skład Draghkar, zatrudniając m.in. na drugie wiosło Kuciembę znanego z Drawn And Quartered. Stylistycznie i brzmieniowo zespół skręcił też w rejony bliższe… greckiemu black metalowi i teraz, w nieco bardziej dynamicznej i technicznie solidniejszej odsłonie prezentują nam swój pełnoczasowy debiut, którego wydania podjęła się cholernie rzadko myląca się w swoich decyzjach Unspeakable Axe Records. Materiał ten jest faktycznie zdecydowanie lepszy od wspomnianych wczesnych wybryków, nie brzmi to już jak twórczość ‘prawdziwych maniaków’, którzy bardziej chcą niż mogą i znajduję tu całkiem sporo momentów, na których można zawiesić ucho. Doom metalowe partie nie wyglądają już tak pokracznie, a przyspieszenia znacznie zyskały na zadziorności. Wciąż jednak jest tu zbyt dużo melodii, które w moim odczuciu nie generują ani grama jakiejkolwiek atmosfery, a podejmowane muzyczne wątki zbyt często zdają się prowadzić w ślepe zaułki. Podobny problem miałem kiedyś z jedynką Arghoslent - stylistycznie Draghkar to prawie dokładnie te rejony, ale nad ekipą związaną personalnie z Grand Belial’s Key nie wisiał jednak aż taki cień nijakości.

    www.facebook.com/DraghkarBand/
    draghkar.bandcamp.com/
    www.unspeakableaxerecords.com/
    www.facebook.com/UnspeakableAxeRecords/
    unspeakableaxerecords.bandcamp.com/
    twitter.com/uarmetalOlo ________6
  • Carbonized Innocents - "Demo 2020" 2020 / 1 DEMO CDR
    ACID REDUX PRODUCTIONS
    USA / ITALY

    Carbonized Innocents - Demo 2020 Cóż za cudowne kilka minut muzyki! Żadnego intro srintro, żadnego ostrzeżenia, parental, srental advisory czy trailerów, które miałyby za zadanie przygotować metalową gawiedź na to muzyczne tornado. Żadnej reklamy, ani zapowiedzi ze strony wielkich wytwórni, które pewnie o tym zespole nawet nie wiedzą. A tu nagle, jak niezapowiedziany strzał w ryj zza rogu ciemnej uliczki, w jakiejś szemranej okolicy, wyskakują panowie z takim materiałem. Brzmi to naprawdę bardzo staro, old school pełną gębą, coś jak miks Napalm Death, Extreme Noise Terror i Death Toll 80 K. Brzmienie surowe, ale utrzymane w ryzach, z rozpoznawalnymi poszczególnymi instrumentami. Wokale nie brzmią jak jakieś świńskie pomruki, ale pełnokrwisty charkot wkurwionego buntownika. Kompozycje przelatują niczym seria z Gatlinga pozostawiając po sobie rozszarpane strzępy każdego nieostrożnego smiałka, który postanowił się z tym demo zapoznać. Zero litości, bezpośredniość jakiej brakuje w takiej muzyce, a przy okazji niesamowita chwytliwość tych numerów mówi mi, że trzeba koniecznie się rozejrzeć za tym na fizycznym nośniku. Mam nadzieję, że wkrótce uraczeni zostaniemy większą dawką, bo 6 utworów narobiło mi piekielnego smaka! Cudny strzał.

    www.facebook.com/carbonizedinnocents/
    carbonizedinnocents.bandcamp.com/Nasum ________7listen and enjoy!
  • Rattenfänger - "Geisslerlieder" 2019 / 2CD
    DARK ESSENCE
    UKRAINE

    Rattenfänger - Geisslerlieder Przyznam szczerze, że Roman Saenko, razem z resztą ekipy z Drudkh zaimponowali mi tym, że u szczytu eksplozji nowej fali old school doom/death metalu udało im się wyjść z czymś, co będzie brzmiało klasycznie, nawet antycznie, a przy tym miało jednak własny, wyjątkowy charakter. W tłumie rekultywatorów szkoły -ation death metalu, starej Finlandii i Szwecji styl Rattenfänger wyróżniała specyficzna, wypracowana już w Drudkh monotoniczność riffów i umiejętność podmalowywania ich przygnębiającymi melodiami. Podejście to musiało znaleźć swoją kontynuację na długo wyczekiwanej dwójce, a jej brzmienie nosi na sobie jeszcze większy ciężar obskurnego kurzu, zbutwiałego, trumiennego drewna i zawiesistego, morowego powietrza. W tym wszystkim, w ruchu posuwiście zgniatającym prą do przodu poszczególne elementy ponurej układanki muzyki Rattenfänger - potężnie i nisko dudniąca sekcja rytmiczna ze zmurszałymi bębnami, silne ciosy basowego obucha, wibrujące muliście ciężkie riffy i niebywale niski, złowrogi growl lidera grupy. Dodajcie sobie do tego napisane po raz kolejny w całości po łacinie teksty, fragmenty mszy w tym języku, intra rodem z filmów odtwarzających czasy “czarnej śmierci” i mamy klimat mrocznych wieków średnich na pełnej Jasnogórskiej. W kompozycjach Rattenfänger nie nastąpiła jakaś wielka progresja po tych siedmiu latach, ale wciąż jest czym się jarać.

    rattenfanger.bandcamp.com
    www.darkessencerecords.no
    www.facebook.com/darkessencerecords
    twitter.com/DarkEssenceRec
    www.instagram.com/karisma_darkessence
    karismarecords.bandcamp.comOlo ________8listen and enjoy!
  • Deiphago - "I, The Devil" 2019 / 5CD
    HELLS HEADBANGERS RECORDS
    PHILIPPINES / COSTA RICA

    Deiphago - I, The Devil Uwielbiam ten zespół zwłaszcza od czasów, gdy ich płyty przestały tonąć w zalewie pogłosów i postawili na bardziej zbite brzmienie. Na “I, The Devil” ewolucja tego podejścia postąpiła jeszcze dalej zabierając nas wręcz bardzo blisko innych rejonów muzycznych. Chaotyczny war/black? To już jest bardziej bestialski, bezwzględny, sataniczny powerviolence. Utwory, na crustowy wzór odarte z wszelkiej łagodzącej estetyki, muszą przez dobrych kilka przesłuchań przyzwyczaić mózg do intensywności doznań i abstrakcyjnej amelodyjności, ale opłaca się przetrwać ten okres dostosowywania swojej percepcji. Za tymi surowymi, wściekłymi do nieprzytomności kompozycjami z obłąkanymi solami brzmiącymi niczym topienie stada kwiczących słonic w rozległym wirze palącej lawy kryje się bowiem niezmącone powierzchownością codzienności doświadczenie naszej surowej natury, sensu naszej kreacji - nasze, ani mroczne, ani jasne ‘ja’ - po prostu prawdziwa, odarta z niewoli fizycznych pragnień tabula rasa naszego Ducha. “I, The Devil”, przez swoją destrukcję wszystkiego co muzycznie mogłoby być słuchaczowi przyjazne, zrzuca z rzeczywistości jej ulotną, materialną maskę. Ujawniają się tłumione instynkty - źródło niekończących się wojen, źródło cierpienia przez które dopiero poznajemy nasze pragnienie życia, a w konsekwencji - ujawnia się nasze ułomne postrzeganie sensu naszej kreacji. To co odczuwamy jako walkę Dobra ze Złem, walkę absolutnego Chaosu z pierwotnym Porządkiem jest w istocie procesem - przepływem (być może cyklicznym) od jednego stanu do drugiego. Ja, Diabeł i Ja, Bóg to tylko skrajne bieguny na amplitudzie ewolucji zmian, w których nieświadomi bierzemy udział. Uwięzieni w pułapce czasu postrzegamy je jako skonfliktowane byty, a nie nie jako dualną jedność i w naszej sytuacji możemy się co najwyżej zastanawiać nad aktualnym stanem ‘pomiędzy’ - ale ten jest tylko pozorny, jak i pozorny jest sam czas. Nawet jeżeli odrobinę przefilozofowałem, to zdecydowanie nie da się konceptu Deiphago sprowadzić tylko do bluźnierczego nakurwu do granic fizycznej wytrzymałości podlanego antykosmicznym bełkotem. Jest w tym wszystkim coś, co pomaga rozwinąć w nas skrzydła Temu Który Widzi, otworzyć ezoteryczne ‘trzecie oko’, czy jak to tam sobie nazwiecie. Ostatecznie, jest to przynajmniej świetna muzyka kontemplacyjna na cholernie ekstremalnym poziomie doznań. Deiphago (jako kapeli) niby wybiły już trzy dychy na karku, ale ich twórczość wciąż tchnie świeżym spojrzeniem i bezkompromisowym docieraniem do Sedna Sprawy. I, pomimo ich wieku, chyba nie chciałbym z nimi imprezować. Podejrzewam, że kilka piw plus joint dla relaksu to zdecydowanie nie jest to, czym te filipińskie świry zadowalają się w piątkowy wieczór.


    deiphago.bandcamp.com/
    www.facebook.com/deiphago
    shop-hellsheadbangers.comOlo ________9listen and enjoy!
  • Devouror - "Slay for Satan" 2019 / EP
    METAL ZONE RECORDS
    SINGAPORE

    Devouror - Slay for Satan Nie wiem ile jeszcze muzycznych wizualizacji armagedonu i zagłady ludzkości w wykonaniu Shyaithana jesteście w stanie znieść po kilkunastu wydawnictwach Impiety, ale jemu samemu najwyraźniej wciąż jest za mało. W zasadzie mamy tu najbardziej istotną część składu wspomnianych, singapurskich diabłów (Shyaithan i Dizazter) plus Antichristo Xul z rewelacyjnego Infernal Execrator na wokalach oraz nikomu zapewne nieznany, niejaki Asura na drugim wiośle. Pod szyldem Devouror ekipa ta pruje w nas war/black/death metalowymi pociskami dokładnie o tej samej sile rażenia co w macierzystych kapelach. Jest piekielnie szybko, z naszprycowaną sterydami sekcją rytmiczną, szlachtującymi niemiłosiernie riffami, wymiotującym bluźnierczą nienawiścią wokalem i solówkami smakującymi jak wychylane kolejno literatki czystego spirytusu. Być może to tylko kwestia długości materiału, ale pomimo ekstremalnych prędkości udaje się Shyaithanowi i jego towarzyszom nie popaść w nudny, niestrawny kloc, a najbardziej rozbudowany kompozycyjnie i jednocześnie najdłuższy “Atomic Crossfire” brzmi wręcz przebojowo jak na te apokaliptyczne standardy. Czuć w tym wszystkim ducha starych klasyków - od Sarcofago i Sodom, po Bestial Warlust i Blasphemy, ale dopiero wieńczący epkę cover “INRI” jasno pokazuje jak ten klasyczny, diaboliczny sztorm zmienia się w mordercze tornado dzięki większemu skomasowaniu i współczesnym możliwościom produkcyjnym. Jeżeli ktoś mógł mieć jakieś wątpliwości co do zasadności powoływania Devouror do życia to, po wybrzmieniu dobitnego “Fuck you, fuck you, fuck you Jesus Christ” na sam koniec pozostaje z nich jedynie kupka popiołu. Oczywiście, pewnie mógł to być po prostu kolejny, rewelacyjny minialbum Impiety, ale wtedy nie mielibyśmy za mikrofonem Antichristo, a tutaj brzmi on naprawdę dziko, władczo, znacznie niżej niż Shyaithan, a przy tym stosunkowo zrozumiale. W playerze już kręci się z resztą nowe Impiety, ale ja wciąż z entuzjazmem wracam do czterech utworów z tej epki.

    devouror.bandcamp.com/
    www.facebook.com/Devouror666/Olo ________8,5listen and enjoy!
  • Mortiferum - "Disgorged from Psychotic Depths" 2019 / 1CD
    PROFOUND LORE RECORDS
    USA

    Mortiferum - Disgorged from Psychotic Depths Wyrobioną opinię dzięki świetnej demówce z 2017 przyszedł czas zweryfikować na pierwszym pełnoczasowym materiale. I choć brzmienie zostało teraz nieco odarte z wczesnej surowości to, w ostatecznym rozrachunku dostajemy jak najbardziej godną kontynuację dotychczasowej wizji studziennego death/doom metalu z mocnym piętnem fińskich wzorców. Zwraca uwagę telepiący bebechami i zdecydowanie lepiej dopracowany bas, uwodzą skandynawskie aranże gitar, a wokal, brzmiący niczym bagno bulgoczące na pogłosie dopełnia tę pozagrobową atmosferę. Wszystko to, na zmianę - albo potężnie walcuje, albo bezlitośnie tratuje w średnich tempach, albo przejeżdża się brutalnym buldożerem finiszującym często w odrealnionym, solówkowym spaghetti. Mortiferum wprowadzili teraz nieco więcej kombinatoryki w pracę gitar, ale widzę w tym obszarze jeszcze więcej pola do popisu dla ich kreatywności, a może będzie można w niedalekiej przyszłości mówić o wyklarowaniu się ich własnego stylu. Z całą pewnością udaje im się już w tej chwili eksplorować bardzo głębokie pokłady posuwistego ciężaru w death/doom metalu, za co w dużej mierze odpowiada rewelacyjne brzmienie sekcji rytmicznej, nagrywanej podobno gdzieś w jakiejś stodole obok domu bębniarza. Ja jestem w stanie nawet uwierzyć, że nagrywali to wszystko w brzuchu martwego wieloryba spoczywającego na dnie Styksu, a produkcję robił Jabba z Gwiezdnych Wojen. Serio, tak to masywnie brzmi i taki ma klimat.

    mortiferum.bandcamp.com
    open.spotify.com/artist/6vhs1oAtSyMHsn9en6BaMD?si=xVsWVUf0SbKavVIpL2RSeA
    www.profoundlorerecords.com/
    www.facebook.com/profoundlorerecords/Olo ________8listen and enjoy!
  • Straight Hate - "Black Sheep Parade" 2019 / 2CD
    DEFORMEATHING PRODUCTION
    POLAND

    Straight Hate - Black Sheep Parade Jeżeli przebieraliście nerwowo nogami wypatrując premiery nowego krążka Straight Hate i z pewnym niepokojem czekaliście na to, jak zabrzmią najnowsze numery, w których, wedle zapowiedzi, miały pojawić się nawet elementy black metalu, to możecie odetchnąć z ulgą i bez najmniejszych obaw wrzucić płytę do odtwarzacza. Podobnie jak w przypadku debiutu, tak i tym razem mamy do czynienia z wysokiej klasy grind core’m, który wcale nie jest tak przewidywalny i prosty jakby się mogło wydawać, a całość brzmi jak Entombed na sterydach podlana typowo polskim sosem. To nie wszystko, bowiem materiał zawarty na "Black sheep parade" jest rozwinięciem formuły znanej z pierwszej płyty - od razu słychać, że muzyka jest dojrzalsza a w samych utworach sporo się dzieje, począwszy od zmian tempa aż do wspomnianych powyżej eksperymentów. Bądźcie spokojni, panowie nie pomalowali twarzy w barwy wojenne i nie grają bzyczącego leśnego blacku, nie mają też zamiaru grać czegoś na wzór stonera, bo i takie fragmenty można usłyszeć w "Cribe contest". To nadal jest typowa młócka, pełna czadu i agresji, zagrana na niebywałym luzie i z jajem, to nadal mocny cios w potylicę, z tym że zespół cały czas się rozwija i szuka nowych form wyrazu. Zaowocowało to naprawdę ciekawymi zagrywkami, dzięki którym słuchając tego albumu słuchacz nie ma prawa się nudzić. Nie uświadczycie tutaj jednostajności przy której zaczniecie ziewać, znajdziecie natomiast całą masę dynamicznych, szybkich, ciekawie zaaranżowanych utworów, których po prostu chce się słuchać. To cały czas mieszanka grind core’a, który nie popada w skrajności oraz masywnego death metalu, który nadaje mu nieco ogłady. Wszystko podane w odpowiednich proporcjach, dzięki którym każdy może odnaleźć tutaj coś dla siebie; nie jest to aż takie ekstremum, która przeznaczone będzie tylko dla najtwardszych z najtwardszych, ale wystarczająco ciężka dawka dźwięków, by po podkręceniu mocy wzmacniacza zadrżały szyby. Jeśli szukacie muzyki, która ma w sobie ten natychmiast rozpoznawalny, szwedzki pierwiastek, i która ma was porządnie poturbować, to nie musicie szukać zbyt daleko, bo "Black sheep parade" spełnia oba te warunki już na starcie. Zaopatrzcie się w ten krążek, a zaręczam, że spędzicie przy nim naprawdę miłe chwile.

    www.facebook.com/sthtpl
    www.straighthatepl.bandcamp.com
    www.facebook.com/Deformeathing
    deformeathing.com
    deformeathing.bandcamp.comNasum ________8listen and enjoy!

Hostia

Na nowej płycie znajdziecie numer "Krasnodar Kitchen", opowiada on o zakochanych ptaszkach – Dmitry i Natalii Baksheevy z Rosji. Para przyznała się do kilkunastu morderstw od 1999. Podczas przeszukania znaleziono zdjęcia przedstawiające świąteczną kolację, gdzie dekoracjami stołu były ludzkie części ciała.

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.