najnowsze recenzje

recenzje wyróżnione     recenzje po angielsku
  • Crucifier - "Say Your Prayers" 2022 / EP
    IRON BONEHEAD PRODUCTIONS
    USA

    Crucifier - Say Your Prayers Zdecydowanie najsłabszy materiał Crucifier jaki znam. OK, rozumiem, że wydawnictwa mniejszego formatu rządzą się często swoimi prawami, że zespoły pozwalają sobie na eksperymenty, ale mimo wszystko wciąż nie rozumiem dlaczego ekipa o takim statusie wypuszcza materiał, który nie dorasta poziomem nawet do ich pierwszych demówek. Szanuję ogólnie pojętą pogardę Crucifier dla technicznego onanizmu i aranżacyjnych kunsztowności, ale do tej pory było to ich atutem, a nie przykrywką dla kompozycyjnej i technicznej indolencji. “Say Your Prayers” to przeciętna dynamika, mdłe i dosyć przypadkowo montowane riffy, nieudolnie zaaranżowane sola z melodiami nieprzystającymi kompletnie do ich ponurego, bluźnierczego dziedzictwa i produkcja na poziomie nagrania z próby. Sytuację odrobinę tylko ratuje wciąż trzymający poziom wokal Cazza Granta, ale cała reszta wciąż jest daleka od poziomu death/black metalu do jakiego przyzwyczaili nas ci panowie. No i jeszcze ten nieszczęsny cover Carnivore na koniec, który kompletnie nie pasuje do brzmienia Crucifier. Jego wybór wydaje się być po prostu nietrafioną decyzją - ale pewnie znajdą się tacy, którzy zarzucą mi bluźnierstwo.

    weltenfeind.com/crucifier
    www.ironbonehead.de/
    www.facebook.com/IronBoneheadProductions
    ironboneheadproductions.bandcamp.com/Olo ________4posłuchaj / oglądaj
  • Mastectomy - "Supreme Art of Extermination" 2021 / EP
    ROTTEN MUSIC
    POLAND

    Mastectomy - Supreme Art of Extermination Imponująca jest cierpliwość, pracowitość i oddanie jakie Adam wkłada w swoją twórczość. W stylistyce brutal-slam-gore-czy-co-tam-sobie-dodacie-jeszcze death metalu czuje się przy tym jak pocisk z javelina w ruskim czołgu i nie ustaje w serwowaniu nam kolejnych krwawych scenariuszy muzycznych. Podoba mi się ten konsekwentnie dawkowany, niezbyt szybki groove i cedząca się sadystycznie brutalność, żonglerka aranżacyjnymi pomysłami i nurzanie się w chorej patologii naszej rzeczywistości. Nie będę Wam wciskał kitu o wybitności Mastectomy, ale będę też bronił przed sprowadzeniem go do kolejnego sztampowego brutalizera z syntetycznymi blastami, silikonowymi maskami zombie i sztuczną krwią - co powiecie w zamian na historie o dzieciach z Leningradzkiego, wnikliwą wiwisekcję psychiki różnych seryjnych zabójców, czy… pochwałę pracy policjantów? No tak, niezbyt poprawne politycznie podejście lidera Mastectomy do pewnych tematów może nie ułatwiać mu drogi do sukcesów wydawniczych, ale cóż gorszego może nas spotkać niż kiszenie się we własnej, zbiorowej jednomyślności? Odstawiając dyskusje światopoglądowe na bok - tego co dostajemy z logiem Mastectomy słucha się po prostu z przyjemnością. Słychać ciągły progres twórcy pod względem instrumentalnym i koncepcyjnym. Po raz kolejny pochwalić muszę programowanie bębnów i ich naturalny charakter - współczesna technika produkcyjna na pewno ma tu swoje znaczenie, ale wyczucie tematu i umiejętność składania wszystkiego w jedną sensowną całość to jednak zupełnie inna sprawa i Adam może być tylko dumny z tego co wychodzi spod jego ręki.

    www.rottenmusic.net
    www.facebook.com/Mastectomy666
    mastectomy1.bandcamp.comOlo ________6posłuchaj / oglądaj
  • Malignant Altar - "Realms of Exquisite Morbidity" 2021 / 1CD
    DARK DESCENT RECORDS
    USA

    Malignant Altar - Realms of Exquisite Morbidity Pochodzący z Houston Malignant Altar to stosunkowo nowa nazwa na tamtejszej scenie. Powstali w 2018 roku i zdążyli od tego czasu nagrać tylko dwa dema. W ich składzie znajdziemy jednak muzyków, którzy z niejednego pieca głośnik zjarali - zainteresowanych wszystkimi detalami odsyłam na Metal Archives, ale może wystarczy Wam fakt, że przewijają się tam takie nazwy jak choćby grindcore’owy Insect Warfare, kompletnie odmienne stylistycznie - Oceans of Slumber, czy też grające zajebisty, lovecraftowski old school death metal Church of Disgust. Ci ostatni są zdecydowanie najbliższym odnośnikiem dla Malignant Altar, ale trzeba powiedzieć, że ogólnie teksaska scena ekstremalna od zawsze charakteryzowała się specyficznym ciężarem riffów jak i ciekawym podejściem do sekcji rytmicznej i “Realms of Exquisite Morbidity” zdecydowanie wpisuje się w te standardy. Zwalające z nóg obuchy gitar przetaczają się w ponurym walcu przechodzącym w masywne mielony, a wreszcie w gęste, mordercze blasty - no tak, to w skrócie klasyczny opis sztampowego -ation death metalu, ale jednak jakość pomysłów, wykonania i brzmienia, z którą mamy tu do czynienia świadczy o tym, że Malignant Altar stawiają sobie poprzeczkę zdecydowanie ponad masowo produkowaną przeciętność. Riffy, solówki, skład tego wszystkiego do kupy - we wszystkim czuć fajny, całościowy zamysł, a na szczególne wyróżnienie zasługuje zwłaszcza praca bębnów, której aranżacyjne wyrafinowanie nadaje kompozycjom wyjątkowej gęstości i wynosi cały album na inny poziom death metalowej abstrakcji. No i produkcja - czytelna, pełna soczystego ciężaru, doskonale podkreślająca siłę tych utworów w pełnym spektrum częstotliwości. Doskonały debiut, którego nie powinno się przegapić.

    darkdescentrecords.bandcamp.com/
    www.facebook.com/DarkDescentRecords/
    www.darkdescentrecords.com/store/index.phpOlo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Anatomia - "Corporeal Torment" 2021 / 4CD
    ME SACO UN OJO RECORDS
    JAPAN

    Anatomia - Corporeal Torment Synergia brutalności z pogrzebowymi zwolnieniami to rzecz jasna nic nowego w oldskulowym death/doom, ale Anatomia (mam nadzieję, że nie muszę nikomu przypominać, że mówimy tu o muzykach z zajebistego Transgressor) przez lata doprowadzili to do dosyć oryginalnej formy, gdzie proporcje pomiędzy tymi faktorami rozłożone są już nie w obrębie pojedynczych utworów, ale CAŁEGO albumu. “Corporeal Torment” startuje więc morderczym, przegniłym buldożerem, a kolejne kompozycje zwalniają stopniowo i cierpliwie, zamieniając się coraz bardziej w powolną torturę. Coraz lepiej wypracowywane z albumu na album aranżacje, coraz odważniej wprowadzane ambientalne dodatki, rozwleczone w długie pomruki growle - to wszystko nadaje obecnie muzyce Anatomia niesamowitego, transcendentalnego charakteru. Ostatecznie to właśnie w tych grobowych interwałach złowrogi klimat gęstnieje najbardziej, wchodząc na zupełnie nowy poziom dźwiękowo zobrazowanego horroru. Narzędzia, którymi posługują się przy tym Japończycy są surowe, brudne, a ich operatorzy nie przejmują się brakiem precyzji, upatrując cel swojego działania bardziej w wydobywaniu esencji z każdej pojedynczej frazy. Ogólna atmosfera zyskuje jednak tym bardziej na autentyczności i namacalności doznań, a dźwięki ostatniego, 21-minutowego utworu wydają się już ciągnąć w nieskończoność tak bardzo, że pogrążony w kontemplacji tej powolnej kaźni umysł, po zapadnięciu ciszy wciąż nie przestaje nasłuchiwać. Czy to już naprawdę koniec? Czy oprawcy na pewno odeszli? Czy jest tu ktoś kto może już odpiąć te cholerne łańcuchy?

    anatomia.bandcamp.com
    www.facebook.com/pages/ANATOMIA/166448756742258
    www.mesacounojo.com/
    www.facebook.com/mesacounojo
    mesacounojo.bandcamp.com/Olo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Sněť - "Mokvání v okovech" 2021 / 1CD
    BLOOD HARVEST RECORDS
    CZECH REPUBLIC

    Sněť - Mokvání v okovech Czeska odpowiedź na fiński death metal? Lepiej późno niż wcale, a może nawet teraz lepiej, w czasach gdy kult fińskiej sceny ponownie trafia na należne jej ołtarze. Prażanie ze Sněť grają tak, jakby po całych dniach nic nie robili tylko słuchali Demilich, Convulse, Undergang, kąpali się w bagnach i wygrzebywali stare trupy na opuszczonych cmentarzach. A nad tym ich pełnym klasycznej, death metalowej flegmy graniu wisi oczywiście potężny cień nieśmiertelnego Autopsy, przypominając komu zawdzięczamy ratunek przed plastikowymi, ultratechnicznymi blastorobami. Sněť nie grają szczególnie oryginalnie, nie chorują na usilne udziwnianie i wychodzenie poza utarte schematy, ale to co robią robią po prostu z klasą, pomysłami i produkcją godną topowych przedstawicieli gatunku - co jak na debiutujący zespół już jest bardzo dużo. Choć może źle to zabrzmiało bo w przypadku “Mokvání v okovech” w ogóle nie ma mowy o jakichś tłumaczeniach “jak na debiut…”. To jest po prostu znakomity krążek, który udowadnia, że można wciąż przyciągnąć słuchacza graniem niekoniecznie skomplikowanym, za to doskonale zbalansowanym rytmicznie, ze znakomitymi harmoniami gitar i z bardzo dojrzałym brzmieniem, świadczącym o właściwym rozumieniu obranej estetyki przez muzyków.

    snet.bandcamp.com/
    www.facebook.com/snet6666/
    www.facebook.com/BloodHarvestRecords/
    www.bloodharvest.se
    bloodharvestrecords.bandcamp.com/Olo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Thy Worshiper - "Bajki o Staruchu" 2021 / CD
    PAGAN RECORDS
    POLAND

    Thy Worshiper - Bajki o Staruchu Nawet nie będąc wielkim fanem dotychczasowej twórczości Thy Worshiper, nawet jeżeli cały folk metal, staje komuś regularnie ością w gardle, to nie można odmówić tej ekipie otwartości, oryginalności, konsekwencji i intrygującej, specyficznej tylko dla nich poetyki i pomysłu na przetwarzanie ludowych motywów. Thy Worshiper jest poza tym jednym z tych twórców, których muzyczny klucz doskonale wpasowuje się w zapadki słuchowych potrzeb jesienią, w dni dżdżyste, gdy pola i lasy zasnute szarówką i mgłami, a światło dnia bezwolnie poddaje się ciężarowi zmroku. Polskojęzyczne zespoły w ogóle potrafią bardzo dobrze zsynchronizować się z jesiennymi klimatami, co częściowo wynikać może ze specyfiki naszego języka, który często określany jest przez osoby z zachodu jako przypominający szelest suchych liści. Thy Worshiper, poprzez ten swój wiedźmiński, polski dark/folk potrafi rozszerzyć magię tej pogodowej aury na rejony wewnętrzne, poszukując gdzieś głęboko źródeł tego ponurego odczuwania - sięgając do pierwotnych, dziecięcych lęków i bajkowo-etnicznych mroków. Co do samej muzyki to generalnie nie jesteśmy tu świadkami, żadnej stylistycznej rewolucji. Znów słyszymy mariaż dzikiego, ludowego ‘spiritualis’ z metalową treścią, który w moim odczuciu dopiero od “Klechd” został wreszcie właściwie ujarzmiony, a granice stylistyczne skutecznie rozmyte. Te metalowe fragmenty nie brzmią już jak nagle wciśnięty nogą przester - co więcej, bardzo często tego przesteru nie musi w ogóle być, a intensywność materii wcale na tym nie traci. Pracujący ciężko w tle bas, zdecydowanie usprawnione w stosunku do poprzednich materiałów brzmienie gitar, zróżnicowanie technik gry, dobrze zbalansowany aranżacyjny wypas z momentami wyciszenia - tego się naprawdę słucha całkiem nieźle i z zaangażowaniem. Świetnie w tym kontekście wypada szamańska “Baba Jaga”, krótkie, ale treściwe “Cień”, “Gra w Kości”, a po iluś przesłuchaniach zaakceptowałem nawet “O Kwiatku na Grobie”, w którym partia żeńskiego refrenu z rymowanką “kocha, lubi, szanuje…” drażniła mnie z początku swoją nachalną chwytliwością, nieodzownie przywodząc na myśl folkowe chałtury Brathanków i im podobnych. Oczywiście właśnie w tej dychotomii stylistycznej, w pojedynku dziecięcej, bajkowej naiwności z 'bestią' ukrytą gdzieś w cieniu, we mgle, a czasami po prostu w głębszej warstwie tej niewinności, w tym dysonansie tkwi zarówno sedno uroku muzyki Thy Worshiper, jak i jej przekleństwo - potencjalna niestrawność dla niechętnego na zbyt zniuansowany przekaz odbiorcy. Warto jednak przekonać się samemu jak sprawnie Thy Worshiper łączy, pędzi i pichci w swym muzycznym kotle te odległe składniki. Zwłaszcza teraz, gdy aura sprzyja, staruch patrzy, a Bóg gra w kości. Najebany. Napierdolony. Sztywny w chuj. To im się udało.

    thyworshiper.bandcamp.com
    www.facebook.com/thyworshiper
    www.thyworshiper.com
    pagan-records.com
    www.facebook.com/paganrecords
    www.youtube.com/user/paganrecordsOlo ________8posłuchaj / oglądaj
  • David Vincent - "Uwolnić furię. I am Morbid" 2021 / AUTOBIOGRAFIA
    WYDAWNICTWO VESPER
    USA

    David Vincent - Uwolnić furię. I am Morbid David Vincent, chyba każdy z czytających ten tekst wie o kogo chodzi. Dużo można by pisać o tym człowieku, mocno wyróżniającemu się na tle sceny death metalowej i nie tylko. Tymczasem David Vincent postanowił oszczędzić nam tego trudu i napisał sam o sobie. Napisał w bardzo dobrym stylu, gdyż autobiografię czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Wszyscy, którzy oczekiwali po tej książce ciekawych faktów z działalności najważniejszego zespołu z jakim związany był Vincent, czyli Morbid Angel, znajdą je. Czytelnik dowie się, jak to się wszystko zaczęło, skąd wziął się w kapeli Pete "Commando" Sandoval, jak plotły i rozplatały się ścieżki Vincenta i Morbid Angel. Poza tym sporo chwilami pikantnych wspomnień z tras koncertowych, jak i codziennego życia zespołu. Osobiście bardzo liczyłem na przybliżenie bodaj najbardziej kontrowersyjnego okresu w dziejach Morbid Angel, gdy Vincent powrócił na jego łono i w efekcie tego powstał "Illud Divinum Insanus". Moje oczekiwania zostały sowicie wynagrodzone. Do tej pory byłem pewien, że to właśnie nasz bohater odpowiada za, delikatnie mówiąc, niezbyt trafione eksperymenty. Jakże się myliłem! Ale, tyle w temacie, nie chcę psuć zabawy czytelnikom. Oczywiście życie Davida Vincenta to nie tylko Morbid Angel. Autobiografia zaczyna się tam, gdzie zaczyna się życie każdego z nas i biegnie jego wyboistymi śladami. Vincent pisze o swoim dzieciństwie, szkole, dorastaniu i bardzo ciekawych epizodach z życia w którym nie było już Morbid Angel. David Vincent to bardzo oryginalny typ człowieka. Nawet, gdy podejmuje się pracy zawodowej niezwiązanej z muzyką, to nie ma mowy by wybrał pospolite zajęcie. A gdy już do muzyki wraca, to zdarza mu się zostać piosenkarzem country. "Uwolnić furię. I am Morbid" to nie tylko opowieść o uciechach ziemskich. To także podróż w duchowy świat Vincenta. Autor sporo pisze tu o swoich poglądach, przekonaniach. Z książki wyłania się postać człowieka bardzo pewnego siebie, mocno zakorzenionego w swoim "ja". On sam pisze o sobie miejscami bardzo krytycznie uderzając w refleksyjny ton, zdaje sobie sprawę ze swego wybujałego ego. Oczywiście jest przede wszystkim bardzo pewny siebie, przekonany o swoich racjach i wartości swych osiągnięć. W końcu to David Vincent, jedna z najbardziej charakterystycznych postaci na death metalowej scenie. Książka powstała w czasach zarazy i zapewne dzięki wirusowi, który sparaliżował cały świat David Vincent znalazł czas, by spisać historię swojego dotychczasowego życia. Warto znaleźć czas, by się z nią zapoznać.

    vesper.pl/zapowiedzi/779-uwolnic-furie-i-am-morbid-david-vincent-joel-mciver-oprawa-twarda-9788364373725Robert Jurkiewicz ________
  • War Ripper - "Strength in Numbers" 2020 / EP
    SELF-RELEASED
    USA

    War Ripper - Strength in Numbers War Ripper to taki niedzielny projekt Joela Grinda pod którego szyldem nagrał w 2007 jedną epkę i teraz dostajemy dopiero drugi materiał z tym logo - na razie tylko w formacie cyfrowym. I znów od pierwszych dźwięków zostajemy przytłoczeni zajebistymi, oldskulowymi pogłosami i atmosferą będącą skrzyżowaniem surowej bezwzględności Hellhammer i punk-metalowej, d-beatowej energii Discharge. Teraz brzmi to zdecydowanie lepiej, głośniej, ciężej, ale utwory są jeszcze krótsze - każdy po ok. półtorej minuty poza jednym, prawie trzyminutowym wyjątkiem. To jest prawdziwy blitzkrieg nieczystych sił, gdzie Joel wydaje się przez megafon komenderować przemarszami przez moje domowe izolatorium okutej w stal i azbest Armii Zła. No, tak to można covida leczyć! Kipiące crustową lawą riffy - raz wściekle wypalające, raz gniotące napalmowym groove, wyjące w niebogłosy sola, prymitywna sekcja dyktująca bezlitośnie tempo ataku. Żadnych subtelności i finezji. Tu tak naprawdę bardziej chodzi o prezentację określonej formy niż erupcję pomysłów. Więc, choć chciałoby się po tylu latach dostać więcej niż znowu tylko te parę minut muzyki, to jednak zrozumiała jest ta oszczędność. Mała dawka, ale esencjonalna - punk-metalowe espresso!

    joelgrind.bandcamp.com/
    www.instagram.com/joelgrind/Olo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Hostia - "Carnivore Carnival" 2020 / 2CD
    DEFORMEATHING PRODUCTION
    POLAND

    Hostia - Carnivore Carnival Hostia jaka jest, każdy widzi – mały opłatek o średnicy około pięciu centymetrów wykonany z mąki, symbolizujący.... chwila, chwila, bo chyba miałem mówić o zupełnie innej Hostii, której należy raczej słuchać niż oglądać. Właśnie moje uszy wypełnia "Carnivore carnival", druga płyta zespołu o tej sympatycznej nazwie. Jeśli jeszcze ktoś nie miał z nimi wcześniej styczności, niechaj przygotuje się na małą niespodziankę. Nazwa sugerowałaby raczej coś na wzór black metalowego projektu, które lubują się w takich polskojęzycznych szyldach, jednakże w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z death/grindową mieszanką wybuchową, która potrafi nieźle poturbować. 17 utworów zamkniętych w 23 minutach muzyki powinno być pewną wskazówką czego możemy się spodziewać. Oczywiście, więcej tutaj death metalowych elementów które stanowią szkielet każdego kawałka, szczególnie słychać to w pracy gitar, ale fani szybkości nie powinni narzekać na pracę perkusisty. Nie jest to jednak bezmyślna kanonada na zasadzie "byle szybciej", bowiem każdy utwór który znajduje się na płycie ma swój własny charakter i zauważalnie różni się od pozostałych. Jest death metalowy ciężar, grindowe wstawki, jest sporo groove albo jak kto woli, takiego muzycznego luzu, dzięki któremu czuć, że ta muzyka nie jest kolejnym produktem, ale powstała z potrzeby wyrażenia swoich emocji za pomocą takich właśnie dźwięków. Jeśli jeszcze nie potraficie sobie wyobrazić jak to wszystko może brzmieć, to najlepszą wskazówką niechaj będzie Lock Up – podobnie krótkie i energetyczne utwory, podobny klimat i ogólnie mówiąc, sporo naleciałości które kojarzą się z tą właśnie ekipą. Przydałoby się nieco więcej szorstkości w brzmieniu, takiego lekkiego przybrudzenia, które jeszcze bardziej by podniosło siłę rażenia, ale w ostatecznym rozrachunku jest to jedna z ciekawszych płyt tego roku na polskiej scenie, więc nie zamierzam dłużej marudzić. Tym bardziej, że pisząc tę krótką recenzję niepostrzeżenie płyta się skończyła i muszę wstać by załączyć ją z przyjemnością raz jeszcze.

    Band:
    www.facebook.com/hostiaband
    www.hostiametal.bandcamp.com
    www.churchofhostia.com
    www.youtube.com/hostiaband

    Label:
    www.deformeathing.com
    www.deformeathing.bandcamp.com
    www.facebook.com/deformeathingNasum ________8posłuchaj / oglądaj
  • Mental Casket - "Demo 2020" 2020 / 2 DEMO
    SELF-RELEASED
    POLAND

    Mental Casket - Demo 2020 Lubicie Death? Ten z czasów debiutu, siermiężny, toporny i co najważniejsze roztaczający woń świeżo rozkopanej cmentarnej ziemi. Jeśli tak, to bierzcie się za Mental Casket. Myślę, że ideą powołania do życia tego tworu była chęć złożenia hołdu twórcy "Scream Bloody Gore". Aby być sprawiedliwym muszę nadmienić, że od czasu ubiegłorocznego debiutanckiego demo, Mental Casket rozwinął skrzydła na tyle, by dziś nie brzmieć tak radykalnie jednoznacznie. Najbliższym prawdy będzie stwierdzenie, że "Demo 2020" jest hołdem dla death metalu, po prostu. Należy dodać, że chodzi o death metal w formie pierwotnej, nieskalanej instrumentalną wirtuozerią i strukturalną progresją. Jeśli debiutanckie demo było wyrazem ślepej miłości dla młodego Schuldinera, to utwory na nowej taśmie już tak mocno rozkochane w nim nie są. Ja tu słyszę dużo Obituary. Niech będą na to dowodem kapitalne zwolnienia i charakterystyczna rytmika w szybszych partiach. Lubicie Death Metal? Bierzcie się za Mental Casket!

    mentalcasket.bandcamp.comRobert Jurkiewicz ________8posłuchaj / oglądaj
  • Dwaal - "Gospel of the Vile" 2020 / 1CD
    DARK ESSENCE RECORDS
    NORWAY

    Dwaal - Gospel of the Vile Post metal i sludge/doom metal to modne ostatnio kierunki, ale, do cholery - koniecznie zróbcie w pierwszych rzędach jeszcze miejsce dla norweskiego Dwaal. Sam fakt, że ta płyta to debiut już robi wrażenie. To jest poziom, do którego większość zespołów dochodzi przez lata, a Dwaal mają na koncie przecież zaledwie jedną, wydaną własnym sumptem epkę, a wcześniej tylko jedno demo - wszystko na przestrzeni zaledwie kilku ostatnich lat. Skład zespołu nie jest spowinowacony z żadnym innym, większym lub mniejszym bandem, którym mogliby podeprzeć się w bio, za to, zamiast gwiazdorskiego projektu dostajemy ponad godzinę wspaniałej muzyki - pulsującej gęstym i zawiesistym, z jednej strony surowym, z drugiej monumentalnym, post-doom-metalowym klimatem. Muzyki dojrzałej melodyjnie, aranżacyjnie i koncepcyjnie mimo, że główny scenariusz nie zakłada formalnie żadnych niespodzianek - powoli narastające, masywne spiętrzenia wkręcające zwoje mózgowe rozkręcajacym się transowym charakterem, a po kulminacyjnym katharsis gasnące do minimalistycznych złagodzeń podszytych niepokojącym poczuciem obecności uśpionego tylko na chwilę niebezpieczeństwa. Im dalej w album, tym riffy, mantryczna rytmika, partie wokalne i przede wszystkim depresyjna melodyka wgniatają słuchacza w coraz głębsze pokłady beznadziei i rozpaczy, niczym ruchome piaski nieuchronnie wciągają ofiarę w swoje trzewia. Kończąca ten album suita “Descent” (płytę rozpoczyna utwór “Ascent”) więzi słuchacza w swoich powoli zaciskających się przez ponad szesnaście minut szponach pozostawiając go na koniec kompletnie wyzutego z ochoty do jakiejkolwiek innej czynności poza doczołganiem się do przycisku ‘play’, aby znów pozwolić Dwaal na topienie swojego umysłu w tym dźwiękowym grzęzawisku.

    dwaaldoom.bandcamp.com
    facebook.com/dwaaldoom
    dwaal.no
    karismarecords.bandcamp.com
    www.karismarecords.no
    www.darkessencerecords.no
    www.facebook.com/darkessencerecordsOlo ________8posłuchaj / oglądaj
  • Sadokist - "Necrodual Dimension Funeral Storms" 2019 / 2CD
    HELLS HEADBANGERS RECORDS
    FINLAND

    Sadokist - Necrodual Dimension Funeral Storms Sadokist to niezła banda fińskich pojebańców. Zdecydowanie bardziej niż na główkowanie nad złożonością swoich utworów stawiają na podziemną autentyczność, bezkompromisowość i konserwatywny, metalowy satanizm, w którym bluźnierstwo przeciwko wszelkim świętościom i normom społecznym jest jedyną, akceptowalną formą składania hołdu dla Piekła. Ta otoczka i wyraźne, właściwe ‘czucie’ tematu sprawiają, że galopujące dziko i utrzymane w bezładnej melodyce riffy, rąbiąca wściekle sekcja rytmiczna i chaotyczne sola nie brzmią ani trochę bezsensownie i mają w sobie tę iskrę, która podpalała wczesną twórczość Sodom, Bathory, Von, Tormentor, czy później Profanatica, Deströyer 666, Bestial Mockery itp. Sami określają swoje granie jako “Satanic speed metal Hell” i wydaje się to trafnie oddawać ducha ich muzyki. I choć płytę rozpoczyna kawałek najbardziej wczesno norwesko-black metalowy, gdzie znalazło się nawet kilka klawiszowych dopełnień to później Sadokist w pełni oddają się prymitywnemu i agresywnemu zohydzaniu wszsytkiego co zawierałoby boską harmonię. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że cały zespół spada ze swoimi instrumentami ze schodów zatrzymując się na chwilę pomiędzy piętrami, aby odegrać jakiś bardziej składny riff, a zaraz potem, pchany jakimś dzikim instynktem znów leci na łeb i szyję. Muzycznie i wizerunkowo mocno kojarzy mi się to z naszym krajowym, nieodżałowanym Blasphemy Rites więc jeżeli tęsknicie za rozbijaniem sobie kufli na głowie podczas koncertów to Sadokist jest do Waszych usług.

    sadokist.bandcamp.com
    www.facebook.com/sadokistband
    shop-hellsheadbangers.com
    www.facebook.com/hellsheadbangers
    hellsheadbangers.bandcamp.com
    www.instagram.com/hellsheadbangersOlo ________7posłuchaj / oglądaj

Hostia

Na nowej płycie znajdziecie numer "Krasnodar Kitchen", opowiada on o zakochanych ptaszkach – Dmitry i Natalii Baksheevy z Rosji. Para przyznała się do kilkunastu morderstw od 1999. Podczas przeszukania znaleziono zdjęcia przedstawiające świąteczną kolację, gdzie dekoracjami stołu były ludzkie części ciała.