Chaos Echœs

Mouvement ___2018
Śledzę ten zespół od samych ich początków, jeszcze pod szyldem Bloody Sign i kontakt z tymi Francuzami zawsze robił mi dobrze. Wprawdzie forma pierwszego długograja nagranego już po zmianie nazwy była dla mnie osobiście rozczarowująca, ale staram się zrozumieć zamysł; muzyków, którzy zapowiadali to jako pierwszą część z trzyczęściowego cyklu, gdzie “Transient”, jak sama ...





Betrayer

Scaregod ___2018
Wreszcie! Wreszcie w pełni godny następca genialnego “Necronomical Exmortis” - demo, które wyniosło Betrayer na top death metalowej sceny w naszym kraju i którego, w mojej ocenie nie pobili już ani na “Calamity”, ani tym bardziej powrotnym “Infernum in Terra” - obydwa skądinąd zajebiste albumy, ale albo każdemu odrobinę czegoś brakowało, albo czegoś było za dużo - nawet ...





  • Serial Killers MiniTour 2004

    2004-06-22
    Pomysł wyjazdu na trasę zrodził się na przełomie stycznia i lutego 2004 roku. W planie było wiele miast, jedak jak się później okazało nie wszycy na których liczyliśmy skorzy byli nam pomóc. Udało się załatwić pięć koncertów wspólnymi siłami wraz z chłopakami z Effect Murder. Niestety z powodu braku sponsora całe przedsięwzięcie było finansowane z naszych pieniędzy, a to czy na tym stracimy, czy zyskamy zależało od frekwencji...

    26.03.2004 - Suwałki, klub VIVA
    Zarówno my, jak i Effect Murder graliśmy w Suwałkach już wcześniej i wiedzieliśmy, że frekwencja w tym mieście zazwyczaj jest przyzwoita. Tym razem wielką niewiadomą był klub, w którym na codzień odbywają się ... dyskoteki. Tego wieczora razem z nami grał miejscowy hard-corowy zespół Instead i łomżyński Memembris. Podróż minęła bezproblemowo (nie wliczając kontroli policyjnej przed samym wjazdem do miasta). Klub niestety mieścił się dość daleko od centrum i w związku z tym zaczęły się pierwsze obawy co do frekwencji. Sam lokal typowo dyskotekowy. Jakieś palmy, dziwne światła, jaskrawe kolory, świecidełka... Na szczęście, przynajmniej scena była dosyć konkretna. Niestety opóźnienie uniemożliwiło nam zagranie próby. Frekwencja mocno średnia - jakieś 80 osób. Pierwszy na scenie zainstalował się Instead. Publiczność statyczna. Niestety, odmienność stylistyczna tegoż zespołu była wyraźnie wyczuwalna co odbiło się na przyjęciu zespołu przez publiczność. Zaraz po nich na scenie pojawili się black metalowcy z Memembris. Zespół ten widziałem już wielokrotnie więc wiedziałem czego się spodziewać. Zagrali jak zwykle na dobrym poziomie, publiczność się zaczęła rozkręcać. Zaraz po nich na scenę wkroczyli rzeźnicy z Effect Murder. Zaczęło się istne szaleństwo. Mieli zdecydowanie najlepsze przyjęcie tego wieczoru. Na koniec przyszła pora na nas. Publika już mniej entuzjastyczna. Zagraliśmy swoje i niemal natychmiast po zejściu ze sceny musielismy się zbierać do domu. Nie wtopiliśmy, wyszliśmy praktycznie na czysto. Zaskoczeniem była bardzo kulturalna obsługa klubu dbająca abyśmy mieli warunki do ucharakteryzowania i późniejszego umycia się. Uczucia mieszane...

    29.04.2004 - Warszawa, klub PROGRESJA
    Przerwa pomiędzy tymi dwoma koncertami niestety była konieczna z powodu niemożliwości zgrania terminów. Jako organizatorzy przekonaliśmy się, jak trudno jest wszystko zapiąć na ostatni guzik. 29 kwiecień - dzień przemarszu antyglobalistów w stolicy. Obawy przed owym wydarzeniem były spore. Doszło nawet do tego, że myśleliśmy o odwołaniu koncertu. Tak jednak się nie stało. Do Progresji dojechaliśmy bez najmniejszych problemów co było dla nas niemałym zaskoczeniem. W mieście wiało pustkami, co zwiastowało najgorsze. Przyszli jednak Ci, którym na prawde zależało na tym koncercie, więc na pewno nie graliśmy dla przypadkowych osób. Warszawski koncert otworzył miejscowy zespół Method. Nagłośnienie średnie, sam koncert dobry, jednak dziwne zachowanie wokalisty na koniec występu zostawiło pewien niesmak. Zaraz po nich na scenie zainstalował się Effect Murder. Dwóch mosherów pod sceną, dość przykro to wyglądało... Po nich zagrała Pyorrhoea, których widziałem już parokrotnie wcześniej i wiedziałem, że oni grania złych koncertów w zwyczaju nie mają. I jak zwykle nie zawiedli. Zniszczyli, wgnietli w ziemie! Miodzio! Publiczność bardzo entuzjastycznie reaguje na ten zespół w stolicy. Widać, że mają wyrobioną pozycję na tych ziemiach. Było nawet odśpiewane 'Sto lat' dla Pieza (wokalisty), który tego dnia miał urodziny. Po nich przyszła pora na nas. Sprawnie się rozstawiliśmy i urządziliśmy szybką charakteryzację. Koncert się ponoć podobał. Nieliczna publiczność dość żywo reagowała na nasze dźwięki. Po raz pierwszy też zagraliśmy cover Limbonic Art 'Darkzone Martyrium', który odśpiewany razem z publiką okazał się bardzo trafnym wyborem z naszej strony. Generalnie koncert dobry. Zespoły zgrały na niezłym poziomie, nagłośnienie z czasem nabrało lepszego kształtu. Po koncercie miała być integracyjna flaszka z kilkoma ludźmi, jednak wszyscy pouciekali na ostatnie autobusy. Szkoda, ale jak wiadomo, flaszka nie zając... Porozjeżdżaliśmy się po noclegowniach. Effect Murder spali u Pieza, który zrobił ponoć niezłą najebę z okazji urodzin. My natomiast zaszyliśmy się w mieszkaniu naszej znajomej i spożywaliśmy różnego rodzaju trunki do rana. Nie spaliśmy zbyt długo, gdyż już o 9:00 mieliśmy wyjazd do Wrocławia. Warszawa jak najbardziej na plus - wrażenia pozytywne.

    30.04.2004 - Wrocław, klub DIABOLIQUE
    Koncert we Wrocławiu od początku z góry skazany był na klęskę. Załatwiony został na przysłowiowego wariata, na 6 dni przed datą imprezy (!!!). Niestety, upór Effect Murder dał się nam we znaki i pomimo tego, że za cholere nie chcieliśmy tam jechać tylko po to, aby zagrać dla czterech ścian i dorzucić do tego jeszcze kupę kasy, niestety byliśmy zmuszeni się na to zgodzić (nigdy więcej Johny, nigdy więcej!!!!). Jak się okazało na miejscu, promocja która nas kosztowała 60zl była albo lekko zawalona, albo ludzie po prostu nie mieli czasu aby się dowiedzieć, że tego typu koncert się odbędzie w ich mieście. Zero supportów. Gramy tylko my i Effect. Najpierw krótka drzemka na ławkach w klubie, potem postój na bramce i wypatrywanie kogoś, kto może zechciałby przyjść na ten cholerny koncert. Sprzedaliśmy chyba 25 biletów. Niestety, pomimo tego, iż wcale nie chcieliśmy tam grać odpowiedzialność zbiorowa rzuciła się także na nas. Nastroje tragiczne! Koncert miał się zacząć o 18, jednak dowiedzielismy się od miejscowych ludzi, że nie ma sensu zaczynać tak wcześnie i lepiej poczekać do 20, bo wtedy już powinien być komplet. Przeszliśmy się więc na starówkę, pozwiedzaliśmy, odbyliśmy bardzo kreatywną rozmowę z jakimś lumpem szukającym zaczepki i wróciliśmy do lokalu. Zbliżała się dwudziesta, więc się wybieraliśmy na scenę. Tym razem my otwieraliśmy imprezę. Zagraliśmy na powiedzmy 70% - bez makijaży, bez przebierania się... W bardzo kiepskich nastrojach rozpoczęliśmy set. Od początku miałem jakieś techniczne problemy z bębnami, co tym bardziej wpłynęło na niekorzyść całego występu. Garstka (dosłownie) ludzi, którzy stawili się na tenże koncert przyjęła nas naprawdę entuzjastycznie. Ponownie cover został odśpiewany przez maniaków wraz z Halem, co poprawiło nam nieco nastroje. Skończyliśmy, odświeżyliśmy się i poszliśmy się napić, bo nic innego nam nie pozostało. Tonęliśmy w długach... Spożywając browczyki zaczęli nas zaczepiać ludzie, którzy dzielnie bawili się pod sceną. Dziękowali za dobry koncert, kupili kilka kaset... To było miłe i nieco podniosło nas na duchu. Oprowadzili nas nawet nocą po starówce, gdzie w związku z wejściem Polski do Unii Europejskiej odbywała się jakaś impreza z udziałem Kayah i Stachurskyego. Czyli sam miód, hehe. Ludzi ogrom. Zakupiliśmy zapojeczkę i kierowaliśmy się spowrotem do Diabolique, gdzie czekały na nas 2 flaszeczki. Niestety na miejscu się okazało, że została już tylko jedna. No ale dobre i to. Podszedł do mnie i Hala pan Młody z Dissenter, pogratulował kontraktu z Empire, no i jako że dzień wcześniej nie udała się flacha z Siegmarem z Vesania, to tym razem nic nie mogło nam stanąć na przeszkodzie. No i we trójke spożyliśmy co nieco, po czym Młody niechcąco spadł ze schodów, hehehe. W związku z obchodem po Wrocławiu, nie obejrzałem koncertu Effect Murder. Jednak z tego co wiem było dość wesoło. Konrad (wokalista) wypił za dużo przez co narobił sobie trochę wiochy spadając ze sceny i dziękując Warszawie będąć we Wrocławiu. Chwilę później okazało się, że obiecanego noclegu nie będzie. Przykra niespodzianka. Poprawione nastroje znów się pogorszyły. Spakowaliśmy sprzęt do busa i wyruszyliśmy w nocną podróż do Bydgoszczy.

    01.05.2004 - Bydgoszcz, klub WIATRACZEK
    Na miejsce dotarliśmy o 6 nad ranem. Wykonałem telefon do Lestatha z Sammath Naur, który to miał się nami zająć. Ku naszemu zdziwieniu chłop już nie spał. Przyszedł po nas i pokierował do naszej noclegowni, którą była ... sala prób. Na dzień dobry strzeliliśmy porannego browczyka i po kiepsko przespanej nocy położyliśmy się jeszcze na trochę, aby odzyskać siły przed wieczornym występem. Po południu, pojechaliśmy do lokalu, który po prostu zabił swoim wyglądem. Był wstrętny, ochydny, brudny, smierdzący. Ale nie sam lokal się liczy tylko atmosfera, publiczność i dobry występ. Na szczęście, pomimo wielu niedogodności mieliśmy dość spore zaplecze. Koncert rozpoczął miejscowy zespół Unborn Suffer, których niestety nie obejrzałem. Potem na scenie zainstalował się bydgoski Sammath Naur. Zagrali bardzo długi set (może nawet przydługi). Zostali bardzo dobrze przyjęci przez publiczność, co wcale nie dziwi, ponieważ wypadli na prawdę doskonale. Zaraz po nich przyszła pora na Effect Murder. Konrad tym razem grzeczny ... bo trzeźwy, hehe. Nie obejrzałem całego ich występu, ponieważ musiałem powoli przygotowywać się do naszego wyjścia na scenę. Z tego co wiem, ich koncert podobał się ludziom. Potem przyszła pora na nas. Szybko się przygotowaliśmy i zaczęliśmy koncert. Uważam, że był to nasz najlepszy występ podczas Serial Killers. Publiczność dopisała, nagłośnienie również. Tym razem Maar (gitarzysta, wokalista) sieknął gafę i w Bydgoszczy podziękował Wrocławowi, hehe. Po nas grał jeszcze jakiś jeden zespół ze Stanów, ale to był jakiś dziwny punk rock, i tak na prawdę nikt nie wiedział skąd oni się tam wzięli. Jako że nasz dźwiękowiec nagłaśniał również ich, byliśmy zmuszeni czekać aż skończą. Oni niestety grali w nieskończoność pomimo tego, że mało kto chciał ich słuchać. Gdy w końcu zeszli ze sceny zaczęliśmy się zbierać, bo zapowiadała się na prawdę wielka impreza w sali prób chłopaków z Sammath Naur. Dotarliśmy na miejsce, po drodze zakupiliśmy '4 bułki i 24 piwa', i w szampańskich nastrojach udaliśmy się na balety. Jak się okazało, piwo szybko się skończyło i parokrotnie wysyłane delegacje dostarczały to flaszeczke, to zgrzweczke. Balowaliśmy do 5 nad ranem. W nocy chłopakom udało się nawet przestawić Tico na jednokierunkowej ulicy stawiając go w poprzek, tak więc właściciel zapewne z rana miał niemałą niespodziankę, hehe. Z rana zjedliśmy jakieś pseudośniadanie i pożegnaliśmy się z jakże gościnnymi ludzmi z Bydgoszczy. Kolejny i jednocześnie ostatni przystanek - Olsztyn.

    02.05.2004 - Olsztyn, klub ANDERGRANT
    Do Olsztyna jechaliśmy w dość niepewnych nastrojach. Człowiek, który zajmował się organizacją koncertu w tym mieście zobowiązał się załatwić nam jakiś lokalny support, jednak tego nie zrobił. Zapowiadała się więc powtórka z Wrocławia... I tak też się niestety stało. Niby zaprzyjaźniony z nami człowiek, ale jak nie robi czegoś dla siebie to robi to na odpierdol. Przykre... Na koncert przyszła może nieco większa garstka osób niż we Wrocławiu, z czego połowa to nasi znajomi z Ad Noctum i Non Opus Dei. Zdecydowanie najgorszy dzień całej trasy. Pomimo udanych koncertów i ze strony Effect Murder (z którymi dla jaj zagrałem jeden numer - 'Where Is Da Piggy?!') i z naszej, zakończenie Serial Killers należało do raczej mało przyjemnych. Zwalaliśmy to po części na fakt, iż nasz debiut jeszcze się nie ukazał, na zawaloną promocję, na konkurencyjną imprezę pare dni wcześniej...

    PODSUMOWANIE

    Nastały bardzo ciężkie czasy na naszym metalowym rynku muzycznym. Ludzie nie kupują płyt, spada zainteresowanie koncertami. Nie liczyliśmy na miażdżącą frekwencję, ale jednak fakt dokładania do własnych koncertów na prawdę ogromnych pieniędzy jest dosyć smutny i daje wiele do myślenia. Sama atmosfera między nami a innymi zespołami uczestniczącymi w koncertach była wspaniała. Po koncercie w Olsztynie padały nawet głosy, że fajnie by było zagrać gdzieś jeszcze... Ta trasa wiele nas nauczyła. Wiemy już jak ciężko jest sypiać po góra 4 godziny dziennie i jednocześnie co wieczór grać dobrą sztukę. Myślę, że to był dla nas naprawdę dobry sprawdzian. Nie dopisała frekwencja - trudno. Nabraliśmy kolejnych doświadczeń i teraz już wiemy na co można sobie pozwolić, a na co nie, jak postępować w różnych niemiłych sytuacjach... Kolejny podobny sprawdzian zbliżał się wielkimi krokami, gdyż już tydzień później zarówno my, jak i Effect Murder w towarzystwie Crionics, Mutilation, Via Mistica i Cemetery Of Scream ruszaliśmy na objazdowy 3-dniowy mini festival 'Three Days Of Metal Madness'.


    Icanraz / Abused Majesty


    added by: Olo

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.