Chaos Echœs

Mouvement ___2018
Śledzę ten zespół od samych ich początków, jeszcze pod szyldem Bloody Sign i kontakt z tymi Francuzami zawsze robił mi dobrze. Wprawdzie forma pierwszego długograja nagranego już po zmianie nazwy była dla mnie osobiście rozczarowująca, ale staram się zrozumieć zamysł; muzyków, którzy zapowiadali to jako pierwszą część z trzyczęściowego cyklu, gdzie “Transient”, jak sama ...





Betrayer

Scaregod ___2018
Wreszcie! Wreszcie w pełni godny następca genialnego “Necronomical Exmortis” - demo, które wyniosło Betrayer na top death metalowej sceny w naszym kraju i którego, w mojej ocenie nie pobili już ani na “Calamity”, ani tym bardziej powrotnym “Infernum in Terra” - obydwa skądinąd zajebiste albumy, ale albo każdemu odrobinę czegoś brakowało, albo czegoś było za dużo - nawet ...





Fetor / Crepitation

Onset of Horrendosity ___2019
Niezmordowany Wojtek z Deformeathing całkiem niedawno wypuścił na rynek kolejną porcję mielonki przeznaczoną dla wielbicieli tego przysmaku przygotowaną według najlepszych przepisów kuchni amerykańskiej. Złaknionym fanom świńskich podrobów rzucił na żer króciutki split po brzegi wypełniony slamming / brutal death metalem, gdzie swoje umiejętności prezentują brytyjski Crepitati...





Entropia

Vacuum ___2018
Klimatyczny jogging metal. Absurdalna szuflada? A do diabła z tym. Ta płyta naprawdę zmusza do fizycznej aktywności, zmiany przerzutki na szybszą, skakania przez kaniony i wbiegania na ośmiotysięczniki. To jest dosłownie godzinna reklama energetyków w okołometalowej oprawie. Króliczek Alcatela eksploduje w spazmach przeładowania, Lion odgryza głowę próbującego go zjeść dziecka, d...





  • Doom Over London vol.6 (uk)

    2016-06-14


    Doom Over London, impreza, która przez licznych uzyskała miano 'najmroczniejszego weekendu w Londynie' w końcu rozrosła się do gabarytów trzydniowego festiwalu. To już szósta edycja, która pod jednym dachem zdołała zgromadzić największe tuzy, tych, którzy nigdzie się nie spieszą, a im wolniej tym lepiej. Piątek stylistycznie odbiegał od tego co miałem przyjemność doświadczyć w sobotę i niedzielę - od transowego Bathsheba czy Mourning Beloveth po wyjadaczy, którzy spieszyć się lubią, w postaci Undergang, aż po miłośników Nazarejczyka w postaci Impaled Nazarene. Bathsheba, belgijski walec z kobietą na wokalu, który znam głównie z epki 'The sleepless god'. Muzyczna magia i doom metalowy walec zbalansowany przez żenski wokal, 'The sleepless god', 'Ain soph', 'Conjuration of fire' oraz 'Demon 13' taki oto zestaw przywitał mnie na poczatku festiwalu. Mourning Beloveth - nie znam tego zespołu dosyć dobrze. To co pokazali na deskach The Dome było wręcz podręcznikowym, dobrze wywarzonym doom metalem. Czas na Duńczyków z Undergang. Po małej wycieczce w kierunku baru moje zmysły doznały euforii. Ultra niskie strojenie, ciężkie przesterowane brzmienie, ropa i zgnilizna pierwszej kategorii (tego mi było trzeba i to na doom'owej imprezie, sic!). 'Forkullede rester', 'Nar bornene dor', czy inne hymny ku czci zombicznej patologii. Słyszałem wiele opinii od fanów, iż zespoły pokroju duńskich zwyrodnialców, czy fińskich semi-alkoholików nie powinny występować w ramach tego festiwalu - cóż 'metal' niejedno ma imię, więc wyluzujmy. Czas na klimaty z nie tak dalekiej Finlandii. Dla mnie zespół wręcz kultowy, przywołujący wspomnienia z młodości. Panowie z Impaled Nazarene nie zawiedli. Totalne luzackie granie w semi punk'owej stylistyce, zero spiny, tylko czyste oddanie dźwiękom. Nie wiem czy organizator celowo zaprosił ten zespoł w Wielki Piątek, czy jak to wolą Anglicy 'good friday', ale misja znęcania się nad Nazarejczykiem była udana. 'Flaming sword of Satan', czy 'Armageddon death squad' oraz pewna ballada, której to nagranie Mikka tak bardzo przeklinał swego czasu na łamach tzw prasy metalowej. Nie zabrakło również hitów z jakże ukochanej przeze mnie 'Tol cormpt norz norz norz' oraz 'Morbid fate' z dawnych demówek z kserowanymi okładkami do kaset. Klasyka, dzicz i radość grania metalu - nic więcej do dodania. Wieczór wyborny i udany. Czas pożegnać klub i udać się w celu zakupu 'promocyjki' w pobliskim sklepiku.



    Sobota - kolejny dzień festiwalu i to dzień na lekkim kacu (niestety, starość nie radość). Dzień w kontekście muzycznym stanowczo stonowany i oddający to, czym jest doom metal w swej istocie - aczkolwiek nie do końca. Bossk, brytyjski awangardowy metal z dużymi wpływami sludge z Kent. Dobry początek dla zdezorientowanej duszy po dniu poprzednim. Tak zwanych 'bujańców' nie było końca, sama kwintesencja tego z czego tzw 'brodaci' mogą być dumni. Kolejmnym tworem który zwrócił moją uwagę był Ohhms, intensywny rock - sludge przypominający mi z lekka Rosetta. Charyzma wokalisty i sposób w jaki wczuwał się w swoją rolę na scenie był niesamowity - stąd być może moje skojarzenia z tym zespołem. Koncert ich odbywał się na jednej z trzech scen festiwalu i niestety najgorszej. Klub Ace of Spades niestety ma tragiczną 'scenę' i wredną obsługę. Czym można nazwać mini salkę na góra dwadzieścia osób plus scenę mniejszą od celi - porażka. Podobno na tej scenie odbywają się tzw ukryte koncerty gwiazd tzw. mainstreamu. Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, ale cóż, cała Anglia = improwizacja. Esoteric - projekt, który od zawsze chciałem zobaczyć na żywo. Czysty i bardzo klarowny ultra doom metal, który w tym wypadku potrzebował o wiele lepszego nagłośnienia albo sensownej sali, której klub nie był stanie zaoferować. Do dzisiaj nie jestem też w stanie skumać plusów używania mikrofonu przyczepionego do zestawu sluchawek. Nie rozumiem pomysłu Macabre na używanie tego gadget'u jak i Esoteric. Tak czy siak muzyka zrobiłaby swoje, ale nie w tej sali, którą był Boston. Hooded Menace - stabilnie i bardzo wolno i nic poza tym - pomijając ich image jako ekipy grającej w kapturach. Gwiazdą wieczoru był zespół szczególnie ukochany przez niewiasty, co można było zauważyć wśró publiki i strojów prezentowanych przez owe istoty. Tak, tak - mówię tu o Moonspell. Dosyć sceptycznie podchodziłem do ich wsytępu, będąc już od lat bardziej na nie w stosunku do tej grupy. Poleciały 'Breathe (Until we are none)', 'Extinct', 'Night eternal' czy kultowy w pewnych kręgach 'Opium' - panowie tym razem pokazali klasę oraz bardzo, ale to bardzo luźne podejście do tego co robią (woda sodowa przez lata jednak im nie uderzyła do głów). 'Awake', 'Everything invaded', 'The future is dark', 'Malignia', 'En nome do medo' i powrót do starych klimatów w postaci 'Mefisto'.'A dying breed' i wisienki na torcie (to dla starych fanów) w postaci 'Alma mater' i 'Fullmoon madness'.



    Niedziela - ostatni dzień festiwalu. Z lekka zmęczony udałem się do klubu oczekując tylko na jeden jedyny zespół czyli In The Woods. Jako pierwszy tego wieczoru ukazał się mym oczętom Coltsblood, doom metal z wręcz idealnym brzmieniem i kobietą w składzie jako gitarzystą. Ich muzyka była mieszaniną ultra wolnego doom metalu z lekką, domieszką sludge'a. Kolejnym projektem występującym na głównej scenie był portugalski Sinistro. Bardzo klimatyczna, wręcz hipnotyczną muzyką, z jakże charyzmatyczną wokalistką w postaci Patricii Andrade.



    Tuż po nich na mniejszej scenie zainstalował się Black Moth. Dobrze zagrany rock'n'roll określany przez panów z magazynu Terrorizer jako sludgey, grungey, NWOBHM-ey, Riot Grrly. Coś w tym jest i w sumie zgadzam się z takim określeniem ich twórczości. Radosne podejście do tematu i zabawa tym co potrafią najlepiej - czyli grac rocka. Powrót na główną scenę i oczekiwanie na dwie główne gwiazdy szóstej edycji Doom Over London. Swallow The Sun, Finowie pokazali jak grać bardzo dobre i profesjonalne koncerty. Potężne brzmienie i materiał odegrany po mistrzowsku, tak jak to słychać na płytach, '10 Silver bullets', 'These woods breathe evil' czy mój ulubiony z ich londyńskiego występu - 'Rooms and shadows'. In The Woods, na ich koncert czekałem od 1995 roku, kiedy to po raz pierwszy usłyszałem 'Heart of the ages'. Intro z jedynki i ten moment niedowierzania, że słyszę to na żywo. 'Yearning the seeds of a new dimension', po którym kolejny cios w postaci 'Heart of the ages' oraz nowy utwór - 'Pure'. Przyznam się, moim marzeniem byłby set składający się tylko i wyłącznie z utworów z debiutu oraz części 'Omnio', którym to był dla przykładu '299 796 km/s'. Dobry występ, bardzo dobre brzmienie, aczkolwiek zespół nie wydaje się być do końca zgranym na scenie i mam nadzieję, że uda im się to po serii letnich festiwali.



    Szóstą edycję Doom Over London uważam za udaną i gratuluję organizatorom odwagi, tak trzymać Paula i spółka oby do następnego roku. Chciałbym dodać iż stanowczo według mnie zabrakło na tym festiwalu Inverloch, który to praktycznie w tym samym czasie był na trasie po Europie. Może w przyszłym roku?



    www.facebook.com/doomoverlondon

    Tekst: Pawel Migal
    Foto: Ina Fliegel
    Foto: Pawel Migaladded by: Olo

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.

Ulcer

Może dzięki uwielbieniu Dissection jest na Heading Below więcej melodii? Może za sprawą Testimony of Ancients znalazły się klawiszowe podkłady? Być może dlatego, że kochamy Autopsy jest więcej tłustych zwolnień? Jakoś tak to wszystko naturalnie przyszło.