Regulamin forum
Tematy związane tylko z jednym zespołem lub jedną płytą. Wszelkie zbiorcze typu "América Latina Metal" lub "Najlepsza polska płyta thrash" itp. proszę zakładać w dziale "Dyskusje o muzyce metalowej"
0ms pisze:Wrestler byl filmem o wrestlingu tak jak Rocky byl o boksie
A Czarny łabędź o baletnicach. :)
Aronofsky w ostatnich filmach intensywnie marynuje proste opowieści w sosie czegoś odwiecznego. Spróbuj zobaczyć ten film jeszcze raz, ale z nastawieniem, że oglądasz film o dobrym człowieku, który wszystko musi w swoim marnym życiu spierdolić. Tam jest tyle smaczków i inteligentnych szyderstw, że wystarczyłoby na kilka produkcji.
A sam wrestling to cyrk. Lecz jeśli kogoś to kręci - wolna wola.
A gdzie kotuś widzisz głupotę? W teorii ekonomicznej szkoły austriackiej? Mam cię zabić? Kel'Thuz - młot na parchów t(-_-t) Hvert norske ord høres ut som en gammel skog og krig i helvete!
Gore_Obsessed pisze:Przypomniałem sobie dzisiaj taką skromną, zapomnianą płytkę zespołu WARHEAD z roku '96. Fajny, bezpretensjonalny Heavy Metal, "z przytupem". Wspominam o tym wydawnictwie tutaj, ponieważ w składzie, oprócz (między innymi) panów z WARFARE i TANK znajdował się również Würzel. Mi się tego dobrze słucha. Oczywiście żaden kamień milowy to nie jest, ale fajnej muzyki nigdy za wiele.
Mort pisze:Lubicie wrestling?
Ja lubię. W latach 97 - 2002 oglądałem regularnie a i teraz czasem zajrzę poczytać newsy na attitude.pl albo objerzę fragmenty gal na youtube. A piszę o wrestlingu w temacie o MOTÖRHEAD bo zespół ma z nim coś wspólnego. Zaczęło się od nagrania w 2001 kawałka "The Game", przy którym na ring wychodzil jeden z gwiazdorow WWF*, wielki, dosłownie, fan MOTÖRHEAD - Paul Levesque, fanom lepiej znany pod pseudonimami Triple H (..)
ja pare lat temu ogladalem jak razem z HHH na ringu stawali Undertaker, Kane, Sean Austin czy The Rock
po jakims czasie mi sie znudzilo, ale niedawno na Eurosporcie powtarzali stare gale i jak bylo cos z tamtego okresu to z sentymentu ogladalem :)
maciek z klanu pisze:wrestling byl zajebisty. w latach 93-98.
O tak. Hitman, bracia Hoffman (jeden z nich kilka lat temu tragicznie zginął na ringu), undetaker, tatanka (czy jak mu tam temu indiancowi).
W chuj dobrym walk było i ciekawe zawody: wrestlemania, king of the ring i coś tam jeszcze
Do tego bam bam bigelow, lex luger, jim dogan (!!!!!!!!!!!!!!!!!!!gosc z deska i w amerykanskich portkach i flaga w rece), yokozuna, dink dong, 123 kid, razer ramon........................ i mozna by tak wymieniac i wymieniac hehe
a nie jak teraz jakies cioty jak cena i inni modele :)
A do tematu to strasznie biedny ten nowy MOTORHEAD. Na szczęście rzadko im sie zdarza nagrywać takie przeciętniaki i następna będzie pewnie dużo lepsza.
Co do wrestlingu, to w początkach lat 90. mnie to trochę bawiło. Zapewne nie dlatego, że było lepsze niż obecnie, tylko dlatego, że byłem młodszy. Takich zawodników jak: The Ultimate Warrior, Randy Savage czy Bret Hart pamiętam do dzisiaj.
0ms pisze:Wrestler byl filmem o wrestlingu tak jak Rocky byl o boksie
A Czarny łabędź o baletnicach. :)
Aronofsky w ostatnich filmach intensywnie marynuje proste opowieści w sosie czegoś odwiecznego. Spróbuj zobaczyć ten film jeszcze raz, ale z nastawieniem, że oglądasz film o dobrym człowieku, który wszystko musi w swoim marnym życiu spierdolić. Tam jest tyle smaczków i inteligentnych szyderstw, że wystarczyłoby na kilka produkcji.
Doskonale napisane.
If any man should attempt to criticize Braun's actions, he should be thoroughly patronized for his obviously Jewish behavior
Block69 pisze:A do tematu to strasznie biedny ten nowy MOTORHEAD.
Na ostatnim Cannibal Corpse czuć obniżenie formy, Motorhead biedny... Powinieneś chyba zacząć jeść więcej warzyw, albo chociaż brać witaminy. :) Oczywiście ostatnia płyta MOTORHEAD jest zajebista.
Jak można nie kochać takich kawałków?
...jak Lemmy śpiewa: Rock n Roll music is the true religion to ja nie mam żadnych wątpliwości, że to jest prawda. Mam nadzieję, że gość dożyje 120 lat i nagra jeszcze kilkanaście tak wspaniałych krążków.
Zaznaczam, że wielkim fanem MOTORHEAD nie jestem i ich nowa płyta nie zrobiła na mnie wrażenia. Jest wyraźnie słabsza w porównaniu z "Motorizer". Z ostatnich najbardziej cenie "Inferno".
Gore_Obsessed pisze:Co do wrestlingu, to w początkach lat 90. mnie to trochę bawiło. Zapewne nie dlatego, że było lepsze niż obecnie, tylko dlatego, że byłem młodszy. Takich zawodników jak: The Ultimate Warrior, Randy Savage czy Bret Hart pamiętam do dzisiaj.
Tak jest! Plus Sting, Randy Savage, Giant, Kevin Nash i masa innych sympatycznych mord. Disco Inferno je je je je
Block69 pisze:A do tematu to strasznie biedny ten nowy MOTORHEAD.
Na ostatnim Cannibal Corpse czuć obniżenie formy, Motorhead biedny... Powinieneś chyba zacząć jeść więcej warzyw, albo chociaż brać witaminy. :) Oczywiście ostatnia płyta MOTORHEAD jest zajebista.
Dla fanów MOTORHEAD ich każda płyta jest zajebista. Ja fanem nie jestem. Oczywiście bardzo lubię, doceniam, ale na dłuższą metę jest to dla mnie męczący zespół i szybko mnie nudzi. Na "Inferno" czy "Motorizer" dokopali solidnie, a ta nowa jakaś taka nijaka. Takie byle co mnie nie rusza. Dla mniej wymagających na pewno zajebista.
Identycznie jest z ostatnią płytą CANNIBAL CORPSE. Chyba nie trzeba mieć jakiegoś super słuchu i obeznania (tak mi się przynajmniej wydaje) by stwierdzić, że "Evisceration Plague" jest słabszą płytą od "Kill". Za kilka lat zobaczysz, że miałem rację, a tymczasem marchewka z groszkiem na obiad. :)
ostatni motorhead jest zajebisty i wcale nie uważam, żebym był "mniej wymagającym" fanem.powiem więcej, miałem spore obawy i długo zwlekałem z zakupem tej płyty, bo motorizer lekko mnie zawiódł, ale jak już to zrobiłem... słuchałem 2 tygodnie non stop. "nijaka"!? nie wiem, mam kurwa wrażenie, że o innej płycie rozmawiamy :)) Blocku, posłuchaj może uważniej :)
IRONMIL pisze:...jak Lemmy śpiewa: Rock n Roll music is the true religion to ja nie mam żadnych wątpliwości, że to jest prawda. Mam nadzieję, że gość dożyje 120 lat i nagra jeszcze kilkanaście tak wspaniałych krążków.
Block69 pisze:Dla fanów MOTORHEAD ich każda płyta jest zajebista. Ja fanem nie jestem. Oczywiście bardzo lubię, doceniam, ale na dłuższą metę jest to dla mnie męczący zespół i szybko mnie nudzi. Na "Inferno" czy "Motorizer" dokopali solidnie, a ta nowa jakaś taka nijaka. Takie byle co mnie nie rusza. Dla mniej wymagających na pewno zajebista.
Identycznie jest z ostatnią płytą CANNIBAL CORPSE. Chyba nie trzeba mieć jakiegoś super słuchu i obeznania (tak mi się przynajmniej wydaje) by stwierdzić, że "Evisceration Plague" jest słabszą płytą od "Kill". Za kilka lat zobaczysz, że miałem rację, a tymczasem marchewka z groszkiem na obiad. :)
Rzecz gustu - dla mnie ostatni Motorhead jest najlepszy od czasów "Inferno". Poprzednie dwie płyty są słabsze. Natomiast "Evisceration Plague" jest dla mnie płytą zdecydowanie lepszą niż "Kill" - bardziej ascetyczną, dziką i agresywną. Kontynuacja "Kill" byłaby drogą donikąd - oni zrobili krok w bok i przemówili w trochę inny, bardziej bezpośredni, dosadny i przekonywujący sposób. Tak to widzę i oczywiście jestem pewien, że upływ czasu utwierdzi mnie w tym przekonaniu :) (Jak za 10 lat ukażą się recenzje wszystkich płyt we wkładce o Cannibal Corpse w Teraz Rock to się rozstrzygnie :)))))) ...szczególnie jeśli to ja będę autorem tych recenzji ;)
Ostatnio zmieniony 16-08-2011, 19:20 przez Maria Konopnicka, łącznie zmieniany 1 raz.