Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

Tematy niekoniecznie związane z metalem i muzyką...

Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Dipsychia
rozkręca się
Posty: 97
Rejestracja: 16-01-2013, 23:04
Lokalizacja: Mold Island

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

22-08-2013, 12:53

Sybir pisze:
Aron pisze:
Lykantrop pisze:W paszczu dychu w dupu piatdziesiat.
Mi raz taka jedna przedstawiła ofertę: tridsat w paszczu, sorok w piczku, za piatdziesiat wsio:)
To jest dopiero promocja poniżej pasa.
hehehe dosłownie;)
Większość przedstawicielek płci tzw. pięknej to świnki, ale każda świnka to też taka 'domowa' dama, bo w rezultacie towar sprzedają ten sam, tylko zapłata inna...co już nie raz zostało tutaj wspomniane;)
Obrazek
AdrianSmith
w mackach Zła
Posty: 961
Rejestracja: 25-12-2011, 15:29

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

22-08-2013, 12:55

oooo i pokazała sie niewiasta :-))
tylko nie uciekaj znowu :-)
Awatar użytkownika
Lykantrop
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 8015
Rejestracja: 23-12-2009, 17:51

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

22-08-2013, 12:56

Ale uprawianie seksu z tą samą kobietą już 20sty któryś rok z rzędu to... jakoś tak nieswojo się czujesz, jak kazirodca prawie :)
Only pierwsze bicia are real!
manieczki pisze:Proszę tutaj pana lykantropa nie denerwować dzisiaj już, bo wypił 5(pięć) piwek, d.o.k.u.r.w.i.l wor metalem i cisnienie jego wynosi tera 150/95
AdrianSmith
w mackach Zła
Posty: 961
Rejestracja: 25-12-2011, 15:29

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

22-08-2013, 13:26

no comments :-)))
bo jak tu komentować , no niech tu moja szanowna wife zajrzy :-)
Awatar użytkownika
Lykantrop
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 8015
Rejestracja: 23-12-2009, 17:51

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

22-08-2013, 13:39

E tam, prawda nas wyzwoli. Ale nie chciałbym być w skórze manieczki, kiedy jego stara by zinfiltrowała jego historię postów :D
Only pierwsze bicia are real!
manieczki pisze:Proszę tutaj pana lykantropa nie denerwować dzisiaj już, bo wypił 5(pięć) piwek, d.o.k.u.r.w.i.l wor metalem i cisnienie jego wynosi tera 150/95
AdrianSmith
w mackach Zła
Posty: 961
Rejestracja: 25-12-2011, 15:29

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

22-08-2013, 13:46

Lykantrop pisze:E tam, prawda nas wyzwoli. Ale nie chciałbym być w skórze manieczki, kiedy jego stara by zinfiltrowała jego historię postów :D
nie znam sprawy , ale już Mu współczuję :-)
Awatar użytkownika
Silent_Sea
weteran forumowych bitew
Posty: 1736
Rejestracja: 18-12-2006, 22:54

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

22-08-2013, 22:56

Silent_Sea pisze:http://wiadomosci.onet.pl/swiat/w-szwaj ... utek/nyd2w
wpadasz jak na hamburgera do McDrive :) ... ach ta zachodnia Europa - my możemy sobie jedynie dać zwalić zgrywuska
Obrazek
... jak zwykle komenty najlepsze:
~Gwardiusz : Każdy dojrzały facet wie, że prostytutka jest o wiele, wiele mniej kosztowna od legalnej żony. Tych zalet jest więcej, jest mniej chciwa, bardziej zadbana, uczciwie pracuje na zarabiane pieniądze, nie boli ją głowa, nie strzela fochów, nie mędzi, nie zrzędzi, nie ciosa kołków na głowie, jest młodsza, ładniejsza i nie pytana nie otwiera dzioba. Tych faktów nie zmienią głosy oburzonych matron odsądzających klientów prostytutek od czci i wiary. Nie byłoby prostytucji, gdyby nie było tych zakłamanych, pazernych matron.
są już nowe informacje
http://szwajcarskie-blabliblu.blog.pl/2 ... rski-mozg/

"Kierowca wjeżdża do dobrze oznakowanej i udekorowanej świątecznymi lampkami strefy, gdzie przejeżdża pomiędzy 30 – 40 pracownicami. Z każdą może porozmawiać i ponegocjować stawkę. Po wybraniu swojej królowej wieczoru kierowca udaje się do jednego z dziewięciu boksów..." PADŁEM, a teraz idę do mojej królowej wieczoru ;)

Obrazek

słabo - rowerzysta ani piechur nie porucha :( to nie jest proekologiczne !
Marzyłem, żeby to było miejsce spotkań kulturalnych ludzi.
Awatar użytkownika
COFFIN
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 7964
Rejestracja: 23-11-2005, 21:28

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

22-08-2013, 23:03

Rolnik tez nie, traktor nie wejdzie - zaraz będzie, że dyskryminacja pewnych środowisk itd.:D
'Come the Blessed Madness'
Awatar użytkownika
Silent_Sea
weteran forumowych bitew
Posty: 1736
Rejestracja: 18-12-2006, 22:54

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

22-08-2013, 23:07

COFFIN pisze:Rolnik tez nie, traktor nie wejdzie - zaraz będzie, że dyskryminacja pewnych środowisk itd.:D
Rolników nie obsługują z założenia, bo nie myją dupy i zębów :D ... chujowo, bo w tą regułę łapie się większość cebulaków :(
Marzyłem, żeby to było miejsce spotkań kulturalnych ludzi.
Awatar użytkownika
COFFIN
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 7964
Rejestracja: 23-11-2005, 21:28

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

22-08-2013, 23:14

Silent_Sea pisze: Rolników nie obsługują z założenia, bo nie myją dupy i zębów :D
W tym momencie warto byłoby poczekać na przedstawienie opinii i ustosunkowanie sie do tematu przedstawiciela wsi polskiej Dariusza P..., tfu Mariusza, wel Długopisa. To może być pamiętne, o ile ma jeszcze trochę weny w sobie:D:D
'Come the Blessed Madness'
majeku
postuje jak opętany!
Posty: 395
Rejestracja: 25-12-2010, 21:37

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

23-08-2013, 01:52

Maria Konopnicka pisze:
yossarian84 pisze: Analna Malinka :-) Ja nie korzystam, bo szkoda mi kasy na pierdoły, ale jak mówię - jesteś samotny, chcesz sobie poruchać bez bajerowania, stawiania drinków itd, to idź do dobrej dziwki, która bierze kasy tyle, że menela i żula na nią nie stać. Gumka, prysznic przed i po, kulturka i zrozumienie... Nie widzę w tym nic złego ani obciachowego. .
Dla mnie to trochę jak słuchanie muzyki ściągniętej z netu w formie mp3 - pewnie tańsze i mniej czasochłonne, ale pozbawione okładki, zapachu farby w książeczce, połyskującego krążka i folijki, którą zdzierasz przed pierwszym przesłuchaniem traci swoją magię :)
Ważny jest smak potrawy, ale nie mniej ważne okoliczności i czas jej spożycia.
Kawałek kurczaka ma dla mnie inny smak, gdy zjem go w dobrej restauracji, posługując się srebrnymi sztućcami niż gdy go wepchnę do gęby na dworcu kolejowym, siedząc na połamanej ławce pomiędzy Rumunką grającą na akordeonie, a drzemiącym, spoconym pijanym starcem, który właśnie popuścił w spodnie.
Ale oczywiście nie potępiam - jeśli wizyta u dziwki zaspakaja czyjeś zapotrzebowania to dobrze, że jest ktoś taki kto te zapotrzebowania potrafi spełnić.
Dziwne myślenie to twoje. Jeżeli ktoś chce prze godzinę mieć pałę objebywaną i w tym momencie wyzywać laskę od chuj wie czego i mówić per lachociągu, obciągaro, spermopijko, etc. ewentualnie kazać jej ssać jaja przez 37 minut bo "nikt tak pięknie nie ssie jaj" to raczej jest normalne i pachnie farbą i ma folijkę. Gratulacje dla tych "kolekcjonerów", którzy mają takie kobiety pozwalające na to w domu. Ciekawe ilu gości ma to wszystko (wliczając i wyłączając zarazem choroby weneryczne) co oferują te szmaty, kurwy, prostytutki, etc w domu. Ktoś napisał, że black metal to chrześcijaństwo minus przewinienia chierarchów. I to jest sedno tej błazenady z czarnobiałym pajacowatym makijarzem na ryju i z przygłupiastym gitarkowym tremolo 230 bpm. Dziękuję.
majeku
postuje jak opętany!
Posty: 395
Rejestracja: 25-12-2010, 21:37

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

23-08-2013, 01:54

Makijarzem przez ż kurwa
Awatar użytkownika
Hatefire
mistrz forumowej ceremonii
Posty: 11172
Rejestracja: 21-12-2010, 12:19
Lokalizacja: Katowice - miasto wielkich wydarzeń ;)

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

23-08-2013, 21:30

Maria ma trochę racji. Nie żebym potępiał klientów prostytutek, bo ani papież, ani jakiś mufti nie jestem, coby mówić innym co dobre, a co złe. Sam miałbym jednak problem z tym, żeby z takich usług skorzystać na trzeźwo. Bo jakoś w głowie by mi cały czas siedziało, że np. ona myśli cały czas "niech już kończy, bo to dzisiaj ostatni, a śpieszę sie odebrać dziecko od babci", albo "co za frajer laski poderwać nie umie i na dziwki chodzi" itd. itp. Ja wiem, że w stałych związkach też tak bywa, że on rucha, a ona myśli co jutro na śniadanie zje i marzy żeby skończył bo spać już sie jej chce. Jednak gdy chodzi o konkubinę, narzeczoną, dziewczyną, żonę czy nawet przypadkową partnerkę poderwaną w pubie łatwiej włączyć mechanizm wyparcia :)

Swoją drogą dziwne, że nie pojawiła się w temacie głębsza refleksja dotąd. Skala handlu żywym towarem jest całkiem pokaźna w Europie. Nie twierdzę, że nie ma kobiet, którym taka praca odpowiada, bo lubią ten sport. Prostytutka, która jest zmuszana do pracy przez alfonsa, czy nawet dobrowolna, przymuszona sytuacją ekonomiczną, też będzie wykazywać "entuzjazm". Jedna bo się boi represji ze strony "opiekuna', druga, żeby nie stracić klientów. W sumie korzystanie z prostytuek ssie.
Od braci dla braci
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy
majeku
postuje jak opętany!
Posty: 395
Rejestracja: 25-12-2010, 21:37

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

24-08-2013, 15:19

Czyli monogamia rulezzzz! :-) A jednak.
Awatar użytkownika
yossarian84
rasowy masterfulowicz
Posty: 3285
Rejestracja: 24-07-2010, 12:16

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

24-08-2013, 15:30

no pewnie że rulezz, przecież tylko podludzie zdradzają
Awatar użytkownika
manieczki
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 12171
Rejestracja: 25-07-2010, 03:07

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

10-06-2015, 01:38

Beka z kogo? No chyba, że nie ze mnie :D Przeczytałem temat od początku i najwięcej do powiedzenia w sprawie dziwek ma stulejarz Jossi :D
Pozwólcie, że scharakteryzuje kieleckiego mitomana: tłuste włosy, piczkodrap, zapadła klata. Dodatkowo puzzle do lat pięciu(5) ułożył w dwa(2) lata - cała rodzina w ogromnym szoke i zarazem dumna :D

Metodami znanymi tylko mi dotarłem do tematu Jossiego założonego na pewnym forum. Oto on:

Zawsze bylem twardy i w sumie nie mialem jakichstam zasad.Mialem duzo kobiet w swoim zyciu a mam dopiero 32 lata.Mieszkam we wlasnym m3 za granica,jestem swoim wlasnym szefem,mam auto i jakos mi sie uklada.Gdybym chcial to juz dawno mialbym zone ale jakos mi sie do tego nie spieszy.Pare miesiecy temu polecialem do Polski na slub kuzyna.Nie mialem osoby towarzyszacej.Jakos tak wyszlo,ze jadac samochodem na trasie Warszawa-Kielce zabralem autostopowiczke.Rozmawialismy cala droge,byla bardzo ladna.Wymienilismy sie numerami telefonow.Po paru dniach spotkalismy sie znowu.Ona sie pierwsza odezwala,spotkalismy sie na kawie,znowu bardzo milo nam sie rozmawialo.Zaprosilem ja na to wesele kuzyna jako osobe towarzyszaca.Poszlismy tam razem.Zauroczylem sie nia,byla piekna,wszyscy na nia zwracali uwage.Spedzilismy razem noc,bylo super.Ale potem wrocilem z Polski do Irlandii i tak jakos utrzymywalismy kontakt telefoniczny.Czulem,ze zakoch*je sie w niej.A ona po jakims czasie wyznala mi,ze jest prostytutka i ze pracuje wlasnie na tej trasie,skad ja zabralem wtedy.Zalamalem sie ale chcialem nadal mimo wszystko utzymywac ta znajomosc,docenilem jej szczerosc i to,ze mi powiedziala prawde.Po jakims czasie kupilem jej bilet i poprosilem zeby do mnie przyleciala.Najpierw mialy to byc tylko odwiedziny,zabrala ubrania na caly tydzien,miala swoje pieniadze i nic ode mnie nie chciala.Nalegalem zeby zostala.Obecnie mieszkamy razem.Nie wiem co dalej bedzie.Marze o tym zeby zostala moja zona.Zrobilem sie cholernie romantyczny.Jednak wiem jaka jest jej praca i przeszlosc.Ona ma plany nadal wrocic do Polski i pracowac jako prostytutka.Nawet wspominala o tym,ze moze to tez robic tutaj.Ona traktuje mnie jak przyjaciela,nie wie o moim uczuciu.Co mam zrobic?Powiedziec jej co do niej czuje?Nie chce zeby odeszla.POMOZCIE!


I retrospekcyjne, bo po to tego tematu szukałem (wiem, że mi nie uwierzycie ale trudno się mówi i już)

Nocna zmiana

Sobotni wieczór. Wysiadam na stacji Leicester Square i ruchomymi schodami posuwam się w stronę wyjścia. Różnojęzyczny i różnokolorowy tłum wysypuje się na zatłoczoną ulicę. Pomimo chłodu ludzi nie jest wcale dużo mniej niż w letnie miesiące wakacji, kiedy Londyn odwiedzają tabuny turystów z całego świata. Wśród otaczających mnie ludzi łatwo wyławiam polskie twarze, dochodzi także do mnie dźwięk polskiej nie zawsze parlamentarnej mowy. Kieruję się w stronę londyńskiej dzielnicy uciech, czyli Soho.

Przyznam szczerze, że kiedy byłem tam pierwszy raz, rozczarowało mnie ono nieco. W porównaniu z podobnymi miejscami w Hamburgu, Berlinie czy Amsterdamie przedstawia się Soho raczej skromnie. Żadnych "panieniek" wystających na rogach, siedzących w ogromnych oknach w zachęcających strojach i pozach. Kluby i kabarety, a także sex shopy mają pozasłaniane lub zamalowane szyby, Tylko napisy, neony i reklamy wskazują na naturę "biznesu", jaki dominuje w tej dzielnicy. Jest jeszcze jednak charakterystyczna, londyńska specjalność. Spacerujące po uliczkach Soho, mimo dość późnej godziny, rodziny z dziećmi. Widać ich rodzice traktują tę część miasta jako taką samą atrakcję turystyczną jak, ZOO czy muzeum historii naturalnej. Trudno nie przyznać im racji, że to także jest część życia. Na wielu pubach i restauracjach widać charakterystyczny znak tęczy. Zaglądam do jednego z nich. Towarzystwo w nim jest jednak mieszane. Zamawiam " pint of Guinness". Piwo nalewa mi chłopak. Strzelam na oślep. Ile płacę? Pytam po polsku. Trzy funty dwadzieścia odpowiada mi bez zmrużenia okiem. Kiedy wydaje mi resztę z "dziesiątki" zagaduję go skąd jest i jak długo w Londynie. Michał jest z Brzeska, a na wyspach 10 miesięcy. W tym pubie pracuje od pół roku. Przedtem był na budowie, ale zrezygnował. Nie ma serca i kwalifikacji na budowlańca. W Polsce pracował w restauracji jako kelner. Pytam o zarobki tutaj. Suma, którą wymienia brzmi nieźle. Z napiwkami wyciąga do 80 funtów za noc. Jego dziewczyna też tu pracuje, ale dziś ma wolne. Mieszkają w Hounslow. Pytam go jeszcze o polskie dziewczyny, czy zna jakieś, które w tej okolicy pracują. Jest ich tutaj sporo, czasem przychodzą do pubu. Ale można je też spotkać na ulicy i w "peep show" Dopijam "guinnessa", żegnam się z Michałem i wychodzę.

W małej bocznej uliczce, przed drzwiami siedzi ładna dziewczyna. Obok niej napis na szybie, show 5 funtów. Tu uwaga dla niewtajemniczonych. Interes ten polega na tym, że klient może na 5 funtów obejrzeć sobie trwający 2 minuty striptease w wykonaniu znudzonej Rosjanki, Ukrainki albo Polki. Są też dziewczyny kolorowe, jak kto woli. Trzeba jednak uważać. Kiedy bowiem zaprowadzeni zostaniemy na dół i posadzeni w fotelu, przysiądzie się do nas inna miła dziewczyna i zacznie nas zagadywać. Jeszcze przed stripteasem. Na ścianie pokoiku albo na stoliku stoi mała tabliczka z jeszcze mniejszymi literkami. Zupełnie tak jak słynne " małe literki" na wszelkiego rodzaju "zdrapkach", loteriach "pułapkach" dla naiwnych albo umowach kredytowych. Pisze tam, że za tzw. "escort", czyli towarzystwo dziewczyny płaci się 150 funtów za pół godziny. Ten "escort" to właśnie pół godziny banalnej rozmowy o niczym z przeciętną jak się okazuje dziewczyną. Trzeba, więc od razu stanowczo odmówić towarzystwa a domagać się tego, za co już ( z góry) zapłaciliśmy, czyli stripteasu. Taki " escort" jest oczywiście nielegalny, ale odmowa zapłacenia za towarzystwo może być problemem. Z reguły, bowiem w lokalu dyżurują silni panowie. W razie, czego powiedzą, że klient był agresywny w stosunku do dziewcząt. Najlepiej jednak nie korzystać z 5 funtowego stripteasu wychodząc ze słusznego założenia, że masz to, za co płacisz. A co można w tym wypadku mieć za 5 funtów?

Nie wchodzę do peep show. Kilka uliczek dalej podchodzi do mnie ciemnawy typ. Pyta czy szukam towarzystwa. Zbywam go. Jeszcze dalej mały lokalik. Obok otwarte drzwi ze schodami do góry. Na dole schodów strzałka z napisem "models" Tego szukam. Idę w górę. Naciskam dzwonek. Otwiera mi sporych rozmiarów facet. Wstęp 5 funtów, mówi. Płacę. Wpuszcza mnie na korytarzyk. Obmacuje czy nie mam ostrych przedmiotów. Kilka mikroskopijnych pokoików. Niektóre drzwi uchylone. Siedzące tam dziewczyny są wolne. Nic tylko, wybierać.

Wybieram więc. Dziewczyna zamyka drzwi. Ładna, dobrze zbudowana brunetka. Obcisła czarna sukienka i takież pantofelki na wysokim obcasie, to wszystko, co ma na sobie. Dość oszczędny makijaż. Pyta, co chcę robić? Jej akcent natychmiast ją zdradza. Pytam, więc z kolei ja, co i za ile. Wymienia mi zakres " usług" i ceny. Nie są oszałamiające. Ceny oczywiście, bo usługi jak najbardziej. Stawiam sprawę jasno. Chcę tylko porozmawiać, za czas zapłacę jak za usługę. Mówię jej, kim jestem, przedstawiam się także prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Godzi się pod warunkiem, że zachowam dyskrecję. To oczywiste.

Marta (imię zmienione) pochodzi z małej miejscowości koło Wrocławia. Do Londynu przyjechała trzy lata temu. Pracowała różnie, jako cleanerka, kelnerka, nawet w biurze. Z tej ostatniej zrezygnowała, kiedy boss zaczął się do niej dobierać. Dwa lata już w tym miejscu. Czemu, tutaj? Namówiła ją poznana w Londynie koleżanka Ukrainka - Luba. Pracuje w sąsiednim pokoju. Marta pracuje tylko, co drugą noc. Uczy się i odkłada pieniądze na własny interes w Polsce. Pieniądze niezłe, choć kokosy to nie są. Na początku było lepiej. Teraz większa konkurencja. Nie masz pojęcia ile tu teraz dziewczyn z Polski, Czech, Słowacji, Rosji, Bałkanów. Praktycznie cała wschodnia Europa. Zaniżają ceny, szczególnie te, które tu są nielegalnie. Praca oczywiście jest na czarno. Ryzyko spore, bo różni są klienci. Nie chodzi nawet o agresywnych, bo tych szybko uspokoi ochroniarz. Trzeba się jednak pilnować, żeby nie załapać czegoś brzydkiego. A złapałaś już coś? Nie pilnuję bardzo higieny, no i oczywiście bez prezerwatywy nie ma mowy? Jakoś nie chce mi się w tą prezerwatywę wierzyć w kontekście zakresu proponowanych przez Martę usług. Wątpliwości jednak chowam dla siebie. Jakich masz klientów? Różnych, zależy od dnia. Polaków jednak mało. Jak dotychczas jesteś drugi. No nie jestem tak do końca klientem. Jesteś, płacisz za rozmowę, a to też usługa. A gdybym chciał skorzystać teraz z innych twoich usług? Nie ma problemu. Płacisz i masz. Ale teraz nie jestem już dla ciebie anonimowy, czy to ci nie przeszkadza? Nie. Zresztą wyglądasz na normalnego faceta. W jakim sensie? A jak wygląda nienormalny? No, często są podpici, cuchną. Różnie. Czy pieniądze to jedyna motywacja do tego, co robisz? Oczywiście wypala bez namysłu Marta. Nie jestem przecież "dziwką". No tak nie jesteś, potwierdzam skwapliwie. A czego się uczysz? Marketingu i zarządzania. Boże! Jakiż ja jestem niedomyślny. To przecież oczywiste. Wszyscy teraz się tego uczą. Marta nie wyczuwa ironii, a może tylko udaje. Patrzy na zegarek. Uspokajam ją, że jeżeli przekroczymy czas to zapłacę za następną "turę". Pukanie do drzwi. Wszystko w porządku? Pyta głos. It’s OK. odpowiada moja rozmówczyni. Next round! Wracamy do rozmowy. Pytam o rodzinę w Polsce. Nikt oczywiście nie wie, co Marta robi. Kiedy w zeszłym roku odwiedziła ją siostra z mamą, Marta udawała że chodzi do pracy na noc sprzątać biura. Zresztą książki i skrypty z college’u to dobre alibi. Pytam czy wie coś o dziewczynach siłą zmuszanych do tego, co ona robi dobrowolnie. Tak, słyszała, ale nie zna żadnej. Tu nie ma takich. Same wolontariuszki, dodaje ze śmiechem. Wiesz gdzie takie mogę spotkać? Nie. Chyba nie. Chyba, czy nie? Naciskam ją nieco mocniej. Podobno tu niedaleko w innym domu, Albańczycy trzymają dziewczyny, ale nie wiem, w którym dokładnie. Zresztą one i tak nie przyznają się do tego. Boją się. Ci faceci to bandziory. Dla nich zabić dziewczynę to jak splunąć- dodaje. Kilka z nich już zniknęło. Skąd wiesz? Mówiłaś, że nie znasz żadnej z nich? Bo nie znam. Słyszałam tylko. Ludzie mówią tu różne rzeczy. Lepiej jednak nie wiedzieć. Chcę spokojnie pracować. Zmieniam temat, bo Marta wyraźnie zaczyna się niepokoić. Jak długo jeszcze tak zamierzasz pracować? Dwa trzy lata. Aż skończę szkołę i zbiorę więcej kasy. Wrócisz do swojej miejscowości? Nie, tam nie ma nic do roboty. Założę firmę we Wrocławiu albo Warszawie. Mogę wiedzieć co to będzie za firma? Agencja modelek, ale takich prawdziwych od mody, a nie jak tutaj pisze na dole.

Mój czas się kończy. Żegnam się z Martą. Pyta czy na pewno nie chcę innych usług. Może, kiedy indziej. Dziś byłoby mi trochę niezręcznie. Zapisz sobie mój telefon, mówi Marta. Mogę cię odwiedzić w domu jak zechcesz. Oczywiście dojdą do tego koszty podróży. Wszystkich tak odwiedzasz? Nie, tylko niektórych. Czuje się wyróżniony, ale jej tego nie mówię. W gruncie rzeczy to sympatyczna dziewczyna, jak większość z nich. Ciężko pracują i nie mam nic przeciwko temu, że tak a nie inaczej zarabiają na życie. To jest prywatna sprawa każdej z nich. Podaję jej także swój telefon, tak na wszelki wypadek. Murzyn na korytarzu, obdarza mnie szerokim uśmiechem. See You next time! Sure- odpowiadam i wychodzę na ulicę. Do końca nocnej zmiany jeszcze trochę czasu. Nocny autobus zawozi mnie do miejsca gdzie zaparkowałem samochód.


http://wiadomosci.onet.pl/prasa/nocna-zmiana/x4lcq" onclick="window.open(this.href);return false;
http://krucjatarozancowazaojczyzne.pl" onclick="window.open(this.href);return false;
Awatar użytkownika
Only_True_Believers
zahartowany metalizator
Posty: 3337
Rejestracja: 31-05-2006, 08:55
Lokalizacja: planeta małp

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

10-06-2015, 08:45

Generalnie to jest tak, że jeżeli ktoś nie jest upośledzony/zdeformowany/stary i dopłaca za seks to jest zwykłą pizdą i tyle. Można zamknąć temat ;)
Black metal is the last bastion of white people culture. Everything else has been degenerated.
Awatar użytkownika
booshee
postuje jak opętany!
Posty: 661
Rejestracja: 22-03-2004, 16:36

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

10-06-2015, 09:32

Jak ktoś jest singlem i inaczej naprawdę nie ma jak, to czemu nie i raczej wskazane, jak jest żonaty i chodzi na dziwki, to po chuj się żenił, znam rozpierdolone rodziny i skrzywione dzieci. Nigdy nie byłem na dziwkach bo szkoda hajsu, ale znam "fanów" tego sportu z dużym przerobem i tak czy siak skumać nie mogę jak można dać czasem zjebaną ilość pieniędzy za wsadzenia chuja, chociaż bardziej podobno podnosi chuja wizja płacenia i świadomość kontroli nad laską bo dało jej się kilka stów. Wolał bym pójść na koncert, kupić płytę, książkę, grę, odłożyć na coś konkretnego. Nawet jak byłem singlem to wizja płacenia za seks jakoś mnie odstręczała ( i nie chodzi tu o jakieś moralne hamulce ale bardziej o relację hajs i produkt). No chyba że ktoś ma ochotę na trójkąt, gdzie wszyscy poprzebierani są za gazowników i srają na siebie. Wtedy trudno pewnie za darmo zebrać zespół :]
Awatar użytkownika
manieczki
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 12171
Rejestracja: 25-07-2010, 03:07

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

10-06-2015, 20:46

Jossi - ja Ciebie prowokuję nocą, a Ty nie raczysz mnie potyrać troszeczkę? Co te narkotyki...
http://krucjatarozancowazaojczyzne.pl" onclick="window.open(this.href);return false;
Awatar użytkownika
manieczki
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 12171
Rejestracja: 25-07-2010, 03:07

Re: Najstarszy zawód świata (nie , nie złodziej)

12-06-2015, 23:58

http://www.ultimate-guitar.com/news/ent ... finds.html" onclick="window.open(this.href);return false;
Zgadzacie się, smyki?
http://krucjatarozancowazaojczyzne.pl" onclick="window.open(this.href);return false;
ODPOWIEDZ