23-08-2013, 21:30
Maria ma trochę racji. Nie żebym potępiał klientów prostytutek, bo ani papież, ani jakiś mufti nie jestem, coby mówić innym co dobre, a co złe. Sam miałbym jednak problem z tym, żeby z takich usług skorzystać na trzeźwo. Bo jakoś w głowie by mi cały czas siedziało, że np. ona myśli cały czas "niech już kończy, bo to dzisiaj ostatni, a śpieszę sie odebrać dziecko od babci", albo "co za frajer laski poderwać nie umie i na dziwki chodzi" itd. itp. Ja wiem, że w stałych związkach też tak bywa, że on rucha, a ona myśli co jutro na śniadanie zje i marzy żeby skończył bo spać już sie jej chce. Jednak gdy chodzi o konkubinę, narzeczoną, dziewczyną, żonę czy nawet przypadkową partnerkę poderwaną w pubie łatwiej włączyć mechanizm wyparcia :)
Swoją drogą dziwne, że nie pojawiła się w temacie głębsza refleksja dotąd. Skala handlu żywym towarem jest całkiem pokaźna w Europie. Nie twierdzę, że nie ma kobiet, którym taka praca odpowiada, bo lubią ten sport. Prostytutka, która jest zmuszana do pracy przez alfonsa, czy nawet dobrowolna, przymuszona sytuacją ekonomiczną, też będzie wykazywać "entuzjazm". Jedna bo się boi represji ze strony "opiekuna', druga, żeby nie stracić klientów. W sumie korzystanie z prostytuek ssie.
Od braci dla braci
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy