Jasna sprawa, bo te treści były wytwarzane przez nastolatków, którzy czerpali inspiracje z tego co mieli pod ręką - czyli głównie z komiksów i filmów w telewizji, plus trochę popularnych książek. Warto zwrócić uwagę, że pojawia się tam Tolkien (pozdro Burzum), obecny pewnie w każdej norweskiej bibliotece, ale już niekoniecznie Lovecraft, który był znacznie trudniejszy do zdobycia, a treściowo, to się raczej zgodzimy, o wiele bardziej działający na blackmetalową wyobraźnię. Muzycy się po prostu postarzeli, przybyło im zyciowych doświadczeń i w związku z tym nastąpiło przesunięcie treści w kierunku "poważniejszych" rzeczy, czego finałem jest DsO cytujące Hegla i Bataille'a. Mówiąc krótko, blackmetalowcy doroślihcpig pisze: ↑14-02-2026, 11:38to wyszło, jak wiele tematów było w BM popularnych a zostało porzuconych jako dziecinne i niepoważne w porównaniu do świadomych i ukształtowanych tworów jak np. DsO czy Mgła a były to - gotyckość, Tolkien, fantasy, papierowe rpg, wampiry, wilkołaki, orki, ogry i inne gówna.
W Mayhem też to widać, gdy się przestudiuje ich teksty.
A Mgła to jest w ogóle bardzo ciekawy przypadek. Bo treściowo to jest coś bardzo podobnego do wczesnego norweskiego bm - świat jest okrutny, ciemnośc, zło, osamotnienie och och - ale wyrażone w sposób charakterystyczny raczej dla człowieka po trzydziestce niż dla nastolatka. Dlatego zamiast płaczącego orka (pozdro Burzum x2) mamy tam inspiracje egzystencjalizmem Sartre'a czy innego Camusa - nihilizm, samotność i tak dalej. Kawiarniany egzytencjalizm, wygłaszany z patosem nad kuflem kraftowego piwa, niewiele się IMO różni od płaczącego orka. Ork jest po prostu starszy i robi karierę, ale dalej jest mu smutno i roni łzy na myśl o tym, że cały wszechświat to jedna wielka nicość.
Tak - i to pasuje do mojej jakże odkrywczej i rewolucyjnej (lol) teorii o tym, że teksty często są tylko ilustracjami do muzyki, bez większej głębi. Muzyka robi większość roboty - teksty tylko "dodają klimatu". Na DMDS wszystko jest ze sobą spójne - grafiki, muzyka, teksty. Jest to skrojone na mocno nastoletnią wrażliwość - trudno żeby miało być inaczej - ale jednocześnie zrealizowane z takim poziomem intensywności emocjonalnej, że da się z tą muzyką połączyć nawet w znacznie późniejszym wieku. Gdy jakiś koleś z Norwegii śpiewa o tym, że miał sen, w tym śnie było ciemno i straszno, i był Lodowaty czy tam Mrożący Księżyc - to jak tego słucham, to autentycznie wierzę, że to było straszne i okropne, i czuję grozę. Muzyka uwiarygadnia tekst, bez względu na to jak infantylny by nie był. Natomiast gdy na tej nowej Attila głosi, że największą łaską jest się w ogóle nie urodzić, to ja mam to, mówiąc klasykiem, w piździe.
Bardzo ciekawy temat ogólnie, aż mnie swędzi, żeby sięgnąć po książeczki i przestudiowac chronologicznie teksty wszystkich głównych blackmetalowych kapel, żeby z tego wyciągnąć jakieś wnioski




