Maria Konopnicka pisze:
Obituary w połowie lat 90-tych, gdy wydali czwarty album w moim środowisku stali się bardzo popularni - w koszulkach i bluzach z tej płyty chodzili nawet Ci, którzy na co dzień słuchali Pro-Pain, Pantera, Prong i Biohazard.
Właściwie to chyba nie pamiętam żadnej kapeli death metalowej, która radykalnie nie odeszła od gatunku, a jednocześnie zaskarbiła sobie fanów na co dzień niemających nic wspólnego z death metalem. Ten hardcorowy sznyt i przebojowość World Demise zrobiły swoje.
World demise lubię do dziś, ten album ma w sobie coś przebojowego, jest łatwo przyswajalny, a jednocześnie nie traci ducha Obituary. Nie rozumiem jedynie outra z tej płyty, ale to szczegół - w sumie jakby na to nie patrzeć, dość oryginalne, wyprzedzili Sepulturę ;-) Prawdą też jest że Obituary w latach 90-tych było naprawdę rozpoznawalną kapelą, byli na świeczniku, byli wymieniani jednym tchem jako kapela, która kojarzy się od razu z terminem death metal. A wokale Johna były i w zasadzie nadal są niesamowite. Słychać to szczególnie na koncertach.