4m pisze:
Hmmm, a Ty stawiasz Rambo II wysoko ponad Blue Velvet? Jeżeli tak to dalsza dyskusja nie ma najmniejszego sensu. Jeżeli nie to po co się pytasz, jeżeli wiesz dlaczego.
Jeśli chodzi o mój subiektywny odbiór, to "Blue Velvet" jest jednym z moich ulubionych filmów, natomiast "Rambo II" kiczowatym produktem, który lubię czasem obejrzeć dla własnej perwersyjnej przyjemności. Wiem dlaczego jeden jest
dla mnie lepszy od drugiego, nie wiem tylko dlaczego miałby być
obiektywnie lepszy.
4m pisze:
A The Mission? W tej kwestii jak uważałem kiedyś tak uważam teraz i nie ma to żadnego związku z zaspokajaniem potrzeb, bo to zajebisty film po prostu. Dlaczego więc przestałem uważać, że Rambo II jest równie zajebistym filmem? Bo nie jest zajebistym filmem po prostu

Nie posiada tych cech, nie spełnia obiektywnych kryteriów (
nadrzędnych w stosunku do gustu jednostki - jak to Drone ujął). I nie chciałbym tego upraszczać tylko i wyłącznie do próby czasu.
Odpowiedź masz w artykule(?) do którego linka wkleiłeś. Film składa się z wielu elementów i chyba nie trudno zrozumieć, że niektóre z nich są w stanie przemówić do różnych grup wiekowych czy społecznych. Czy jednak to ma być kryterium wartościowania? Jeżeli tak to możemy śmiało przyjąć, że Abba jest najwspanialszą grupą, jaka kiedykolwiek powstała. Swoją drogą The Mission podobał mi się bardziej kiedy byłem młodszy
4m pisze:
Owszem, my się zmieniamy, gust się zmienia, ale są rzeczy, które bez względu na to czy masz lat 10, 20 czy jesteś stary i masz 30-stkę, są ciągle wybitne i długo pewnie będą, dopóki nie minie ileś tam pokoleń i nie zgasną naturalną śmiercią.
Bez urazy, ale mam wrażenie, że nie rozróżniasz "są wybitne" od "są postrzegane jako wybitne". Poza tym jeśli są "obiektywnie" wybitne, to w jaki sposób mogą zgasnąć naturalna śmiercią? Chyba, że obiektywna wartość jest przypisana do konkretnej daty i zmienia się wraz z upływem czasu.
4m pisze:
Rzecz taka nie musi być wcale zgodna z Twoim subiektywnym JA, nie musi Ci się podobać, ale przy kontakcie z nią doświadczasz jej nadrzędnej nad JA, obiektywnej wartości.
Wybacz, ale tak po prostu nie jest. Czy jako młodzian doświadczyłeś "nadrzędnej wartości" "Blue Velvet"? Nie sądzę, raczej stwierdziłeś, że to gówniany, nudny film, w którym nie wiadomo o co właściwie chodzi. Można "obiektywnie" ocenić, ze coś jest dobrze zrobione, że wymaga od twórcy pewnych umiejętności i może mieć dla kogoś innego wartość, ale nie nazwałbym tego "doświadczaniem obiektywnej wartości".