Chwilę po tym jak weszliśmy zaczęła grać Arkona. Plotka na dzielni głosiła że z okazji 30-lecia mają grać całe „Imperium”. Okazało się że to tylko plotka, ale sporo osób w nią uwierzyło bo byli trochę zawiedzeni. Ja nie byłem, to co Arkona grała tego wieczoru, czyli głównie „Pandorę” (chyba 4 kawałki) i coś z Lunaris i AoC, bardzo mi się podobało. Ostatnia ich płyta cholernie mi się podoba, więc byłem wręcz zachwycony że mogłem jej najlepsze momenty usłyszeć na żywo. Brzmienie żyleta, zabawa pod sceną od samego początku. Co do wspomnianej „Imperium” to na końcu zagrali z tej płyty jeden kawałek…. Wiadomo jaki …. i to już był pełen amok.. koncert wykurwisty. Aha – tak, klawisze były z kąkutera
Gehenna była dla mnie głównym magnesem tego spędu. A jak jeszcze niedawno dowiedziałem się że będą grać tylko z pierwszych „speli” to już w ogóle byłem podjarany. I nie zawiodłem się. Pełen skład, dwie gitary, nawet klawisze na żywca a nie z taśmy. Koncert, rzekłbym, bardzo organiczny. Dobre brzmienie, a to że można było wysłyszeć kilka potknięć i pomyłek dodawało tylko autentyczności temu występowi. Setlista skupiona głównie na jedynce i dwójce, jak dla mnie mogli dorzucić jeszcze ze dwa numery z trójki. No ale nie można mieć wszystkiego, i tak morda mi się cieszyła przez cały koncert. Zajebioza.
Morbid rozpoczął konduktem pogrzebowym i wniesieniem trumny na scenę…. Ok, można i tak



