No to tak.
KRÓLÓWCZANA SMUGA - totalnie nie czaję o co temu typowi chodzi, wyglądało i brzmiało jak średnio udany miks klimatów LICHO/GRUZJA/WTZ skrzyżowanego z AJKS (… a jezusowi kazali spać - kto to jeszcze pamięta?) i zabawami oczepinowymi na weselu. Umiem sobie wyobrazić, że to może mieć sens, ale na pewno nie w kontekście pierwszego suportu w klubie. Doceniam za odwagę, trzeba mieć jaja żeby z czymś takim wyjść do ludzi, nawet w tak tolerancyjnych czasach jak obecne.
ASTRAL INFERNO - generyczny melodeath ze Świdnika, który brzmiał jak generyczny melodeath ze Świdnika. Kapela z cyklu "przychodzę najebany na spęd trzecioligowych kapel ze Świdnika i coś gra jako pierwsze". Wokal minimalnie powyżej przeciętności całej reszty.
INDIGNITY - bdb. Produkt z zakładu przetwórstwa mięsnego "Ryjek"; mielonka w puszce, trochę przetłuszczona, ale... ale dobra! Podobało mi się, chociaż od takich rzeczy raczej stronię. Skoczny brutal death metal, prosiaki na wokalu, nic odkrywczego, ale sympatyczne. Widać, że chłopaki się dobrze bawią i granie przychodzi im z łatwością, więc to sie udziela słuchaczowi, znaczy mnie. Basista miał dziwną mimikę twarzy i to też mi się udzielało.
TOUGHNESS - również bardzo dobrze, zdecydowany skok jakościowy względem poprzednich. Muzycznie trochę DEMILICH, trochę MORBID ANGEL, zagrane z sercem i z wygarem, w sumie niczego im nie brakowało. Może być to kiedyś zespół wielki, chociaż jeśli czegoś mi tam brakuje to wyraźnie własnej tożsamości. Ale szczerze - który niszowy death metal ją dziś posiada? Mieli dziwnie ukręcone brzmienie perkusji, werbel siekał po uszach okrutnie, ale poza tym bdb piwnica.
PURTENANCE - koncert wieczoru i jedyny, na który IMO naprawdę warto było przyjść. Pierwsze uderzenie w struny i wszyscy poprzednicy zniknęli; doskonały dźwięk, doskonałe granie, nie mam nic mądrego do powiedzenia. Byli niemal tak dobrzy jak RIPPIKOULU rok temu w tym samym miejscu. Walcowate momenty najlepsze, rozsmarowywały całe towarzystwo po ścianach. Dla mnie bomba. Poza tym, mimo ewidentnie rozrywkowej atmosfery na scenie (browar lał się szeroką strugą), kreowali naprawdę
mroczną aurę. No było to w jakiś sposób niebezpieczne, czego o nikim innym wczoraj nie dało się powiedzieć - cokolwiek to określenie miałoby znaczyć. Dla mnie bdb. Słyszałem, że koncertowo są tacy sobie, więc albo wczoraj zaliczyli występ życia, albo ludzie są kompletnie głusi. Zło, metal, szatan, blasty i ciężar taki, że jelita same się opróżniały
CADAVER - pierwsze zdziwienie: na scenie tylko trzech gości. Drugie zdziwienie: basista, przebrany za śmierć w kapturze, grał na kontrabasie elektrycznym z doczepionym gumowym ostrzem od kosy. Wyglądało to jeszcze bardziej idiotycznie niż KRÓLÓWCZANA SMUGA, a to spore osiągnięcie. Brzmiało natomiast bardzo dobrze i gdybym był większym fanem ich muzyki, to niewątpliwie robiłbym pod siebie jak niektórzy w tłumie. Przyjęcie mieli znakomite, zresztą PURTENANCE i TOUGHNESS także. No ale ja jestem wielce kurde wysublimowany i taki toporny, ciosany siekierą, krzyczany death metal mi jakoś średnio wchodzi. I koncert tego nie zmienił, niemniej jednak, do niczego nie mogę się przyczepić bo nie mam do czego. Grali najdłużej ze wszystkich - dostali 40 minut, zakończyli po mniej więcej 50 i to było absolutnie maksimum tego, co by to miało sens, bo zbyt ta rąbanka była dla mnie jednostajna. Ale narzekał nie będę, bo mogę się czuć członkiem niewątpliwej elyty jaką są ludzie, którzy widzieli na żywo CADAVER w Polszcze.
Ludzi dużo, ale nie komplet. Brzmienie w większość bardzo dobre. Ceny na stoisku z merchem przyzwoite, chociaż na nic się ostatecznie nie skusiłem. Dobra impreza i liczę na to, że będą kolejne Blast Festy.