Trzaski, zgrzyty i skowyty.
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, ŚWIAT BEZ KOŃCA
- DST
- zahartowany metalizator
- Posty: 3444
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: Trzaski, zgrzyty i skowyty.
Taka ciekawostka.
-
K//
- starszy świeżak
- Posty: 25
- Rejestracja: 01-12-2018, 21:11
Re: Trzaski, zgrzyty i skowyty.
Atrax Morgue, już sama nazwa brzmi porażająco, atrax robustus jeden z najbardziej agresywnych pająków, atakujący nie sprowokowany, krztałt pająka zapisany w naszym sofcie, ma budzić lęk i odrazę. Kostnica, wiadomo, chłód, koniec, ludzkie ciało, jeszcze do niedawna chodzące, cieszące się, kochające, sprowadzone do formy towaru, rzeczy. We Włoszech funkcjonuje dobra scena noise/industrial, Satanismo Calibro 9, Cronaca Nera ludzi z bardziej eksperymentalnego Macelleria Mobile di Mezzanotte, Wertham, The Sodality
czy Mauthausen Orchestra.
Bardzo lubię fiński noise/pe, oni tam wyglądaja jak bohaterowie filmu Osiem Milimetrów, i wydają się równie groźni. Najstarsze i na różnych etapach wzajemnie się inspirujące Grunt, zlewający w jedną masę pe, przemysłowe dźwięki, metalowe śmieci, i ciężkie syntezatorowe ambienty, i Bizarre Upror z całym spektrum (anty)muzyki, od field recording, przez bardziej klasyczny industrial po brutalny noise, ale też jeszcze kilka innych, Gelsomina/Sick Seed, Cloama, STROM.ec, plus kilka rzeczy na liście do sprawdzenia jak Rautakymi czy Finno-Ugrian Suicide Hypothesis.
Ostatniej zimy nadrabiałem trochę amerykańską scenę di/pe, projekty z USA czerpią ze spuścizny NTT czy Ricarda Ramireza w równym stopniu co z katalogu Cold Meat Industry, dużo więcej tam dark ambientowego straszenia niż typowego harsh hałasu, przy czym amerykanie wydają się być mocno zaangażowani w kreowanie specyficznej atmosfery, często zbierając materiały z różnych tematycznych miejsc jak jaskinie, cmentarze, tunele.. Steel Hook Prostheses z obsesją na punkcie złej strony medycyny, gdzie w warstwie muzycznej ładnie pobrzmiewają echa MZ.412 i Nordvargra. Drapieżne Himukalt Ester Kärkkäinen, polecam bardziej niż 'popularne' Pharkamon jeśli chodzi o industrial tworzony przez kobiety. Gnawed, The Vomit Arsonist, Abjection Ritual, Nyodene D czy Funerary Call Harlowa MacFarlane z Sistrenatus.
Dużo dobrego dzieje się też na styku industrial/noise i black metalu, Gnaw Their Tongues/Cloak Of Altering/Aderlating, Mories to mistrz w tworzeniu ciemności przesiąkniętej strachem i cierpieniem. Kanadyjskie W.O.L.D, które brzmi jak zagubienie się w śnieżnej zamieci, pośród poruszających się gdzieś na granicy wzroku złowrogich cieni. Wrath Of The Weak, debiut i Alogon są oczywiście świetne, ale zwrócił bym tutaj uwagę na trójkę Solace, gdzie Jordan Buck genialnie połączył w jedną całość black metal, ambient i harsh noise wall. T.O.M.B. z Pensylwanii, głęboko wkręceni w cały ten satanistyczny klimat, cięcie nożami, świece, kielichy, czaszki i tak dalej, czy Sutekh Hexen którzy niedawno nagrali kolaborację z Funerary Call.
Katalogi Tesco, Old Europa Cafe czy Freak Animal wiadomo, ale w Crucial Blast czy Malignant Records też jest masa świetnych rzeczy.
czy Mauthausen Orchestra.
Bardzo lubię fiński noise/pe, oni tam wyglądaja jak bohaterowie filmu Osiem Milimetrów, i wydają się równie groźni. Najstarsze i na różnych etapach wzajemnie się inspirujące Grunt, zlewający w jedną masę pe, przemysłowe dźwięki, metalowe śmieci, i ciężkie syntezatorowe ambienty, i Bizarre Upror z całym spektrum (anty)muzyki, od field recording, przez bardziej klasyczny industrial po brutalny noise, ale też jeszcze kilka innych, Gelsomina/Sick Seed, Cloama, STROM.ec, plus kilka rzeczy na liście do sprawdzenia jak Rautakymi czy Finno-Ugrian Suicide Hypothesis.
Ostatniej zimy nadrabiałem trochę amerykańską scenę di/pe, projekty z USA czerpią ze spuścizny NTT czy Ricarda Ramireza w równym stopniu co z katalogu Cold Meat Industry, dużo więcej tam dark ambientowego straszenia niż typowego harsh hałasu, przy czym amerykanie wydają się być mocno zaangażowani w kreowanie specyficznej atmosfery, często zbierając materiały z różnych tematycznych miejsc jak jaskinie, cmentarze, tunele.. Steel Hook Prostheses z obsesją na punkcie złej strony medycyny, gdzie w warstwie muzycznej ładnie pobrzmiewają echa MZ.412 i Nordvargra. Drapieżne Himukalt Ester Kärkkäinen, polecam bardziej niż 'popularne' Pharkamon jeśli chodzi o industrial tworzony przez kobiety. Gnawed, The Vomit Arsonist, Abjection Ritual, Nyodene D czy Funerary Call Harlowa MacFarlane z Sistrenatus.
Dużo dobrego dzieje się też na styku industrial/noise i black metalu, Gnaw Their Tongues/Cloak Of Altering/Aderlating, Mories to mistrz w tworzeniu ciemności przesiąkniętej strachem i cierpieniem. Kanadyjskie W.O.L.D, które brzmi jak zagubienie się w śnieżnej zamieci, pośród poruszających się gdzieś na granicy wzroku złowrogich cieni. Wrath Of The Weak, debiut i Alogon są oczywiście świetne, ale zwrócił bym tutaj uwagę na trójkę Solace, gdzie Jordan Buck genialnie połączył w jedną całość black metal, ambient i harsh noise wall. T.O.M.B. z Pensylwanii, głęboko wkręceni w cały ten satanistyczny klimat, cięcie nożami, świece, kielichy, czaszki i tak dalej, czy Sutekh Hexen którzy niedawno nagrali kolaborację z Funerary Call.
Katalogi Tesco, Old Europa Cafe czy Freak Animal wiadomo, ale w Crucial Blast czy Malignant Records też jest masa świetnych rzeczy.
- SODOMOUSE
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11727
- Rejestracja: 21-06-2006, 20:27
- Lokalizacja: POSERSnań
Re: Trzaski, zgrzyty i skowyty.
witamy na mf, dziękuję. Rzeczowy, trafny, post. 666.K// pisze: ↑30-08-2026, 17:29Atrax Morgue, już sama nazwa brzmi porażająco, atrax robustus jeden z najbardziej agresywnych pająków, atakujący nie sprowokowany, krztałt pająka zapisany w naszym sofcie, ma budzić lęk i odrazę. Kostnica, wiadomo, chłód, koniec, ludzkie ciało, jeszcze do niedawna chodzące, cieszące się, kochające, sprowadzone do formy towaru, rzeczy. We Włoszech funkcjonuje dobra scena noise/industrial, Satanismo Calibro 9, Cronaca Nera ludzi z bardziej eksperymentalnego Macelleria Mobile di Mezzanotte, Wertham, The Sodality
czy Mauthausen Orchestra.
Bardzo lubię fiński noise/pe, oni tam wyglądaja jak bohaterowie filmu Osiem Milimetrów, i wydają się równie groźni. Najstarsze i na różnych etapach wzajemnie się inspirujące Grunt, zlewający w jedną masę pe, przemysłowe dźwięki, metalowe śmieci, i ciężkie syntezatorowe ambienty, i Bizarre Upror z całym spektrum (anty)muzyki, od field recording, przez bardziej klasyczny industrial po brutalny noise, ale też jeszcze kilka innych, Gelsomina/Sick Seed, Cloama, STROM.ec, plus kilka rzeczy na liście do sprawdzenia jak Rautakymi czy Finno-Ugrian Suicide Hypothesis.
Ostatniej zimy nadrabiałem trochę amerykańską scenę di/pe, projekty z USA czerpią ze spuścizny NTT czy Ricarda Ramireza w równym stopniu co z katalogu Cold Meat Industry, dużo więcej tam dark ambientowego straszenia niż typowego harsh hałasu, przy czym amerykanie wydają się być mocno zaangażowani w kreowanie specyficznej atmosfery, często zbierając materiały z różnych tematycznych miejsc jak jaskinie, cmentarze, tunele.. Steel Hook Prostheses z obsesją na punkcie złej strony medycyny, gdzie w warstwie muzycznej ładnie pobrzmiewają echa MZ.412 i Nordvargra. Drapieżne Himukalt Ester Kärkkäinen, polecam bardziej niż 'popularne' Pharkamon jeśli chodzi o industrial tworzony przez kobiety. Gnawed, The Vomit Arsonist, Abjection Ritual, Nyodene D czy Funerary Call Harlowa MacFarlane z Sistrenatus.
Dużo dobrego dzieje się też na styku industrial/noise i black metalu, Gnaw Their Tongues/Cloak Of Altering/Aderlating, Mories to mistrz w tworzeniu ciemności przesiąkniętej strachem i cierpieniem. Kanadyjskie W.O.L.D, które brzmi jak zagubienie się w śnieżnej zamieci, pośród poruszających się gdzieś na granicy wzroku złowrogich cieni. Wrath Of The Weak, debiut i Alogon są oczywiście świetne, ale zwrócił bym tutaj uwagę na trójkę Solace, gdzie Jordan Buck genialnie połączył w jedną całość black metal, ambient i harsh noise wall. T.O.M.B. z Pensylwanii, głęboko wkręceni w cały ten satanistyczny klimat, cięcie nożami, świece, kielichy, czaszki i tak dalej, czy Sutekh Hexen którzy niedawno nagrali kolaborację z Funerary Call.
Katalogi Tesco, Old Europa Cafe czy Freak Animal wiadomo, ale w Crucial Blast czy Malignant Records też jest masa świetnych rzeczy.
NYCHTS
https://www.youtube.com/watch?v=0aItxEaNx4o
Zygmunt Konieczny - Jańcio Wodnik (1994)
https://www.youtube.com/watch?v=TFDS5dh ... rt_radio=1
https://www.youtube.com/watch?v=0aItxEaNx4o
Zygmunt Konieczny - Jańcio Wodnik (1994)
https://www.youtube.com/watch?v=TFDS5dh ... rt_radio=1
-
K//
- starszy świeżak
- Posty: 25
- Rejestracja: 01-12-2018, 21:11
Re: Trzaski, zgrzyty i skowyty.
Dzięki, piszę tu kilka postów co parę lat 
- SODOMOUSE
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11727
- Rejestracja: 21-06-2006, 20:27
- Lokalizacja: POSERSnań
Re: Trzaski, zgrzyty i skowyty.
^przypuszczam, kto pisze.....wszak, świat ten muzyczny, dość ograniczony...
W moim wypadku, niestety (?), dość rzadko sięgam obecnie w te rewiry muzyczne. A dość często kiedyś, od pocz. lat 90tych, mimo polaryzacji na metal, zawsze haczyłem o Taint, Con-Dom, Mania, Sutcliffe Jugend, Atrax Morgue, Macronympha, Cloama, Storm.e.c., Grunt, czy później Mz412, MelekTha, czy Abruptum itp. Chyba, tym zwrotnym, ostatecznym opus, wewnętrznym, świadomym kontaktem dla mnie, z tym nurtem PE/noise, był ostatni album Con-Dom z 2016 "How Welcome Is Death To I Who Have Nothing More To Do But Die". Ostatni dla Mike Dando i dla mnie.
Apogeum śmierci, cierpienia, kulminacji, miało podobny charakter. Zostałem przy metalu, Mike nie wiem, może zbiera znaczki.
Krótko, dla nieświadomych, emocjonalnych niedorozwojów ksześcijańskiego patyka chrusta. Con-Dom (od 1984 roku) bada/ł napięcia społeczne i kontrolę, we wszystkich ich formach, od społeczno-politycznego do indywidualnego.
Pan Mike Dando w swoim projekcie CON-DOM (na swoim ostatnim alubumme 2016 "How Welcome Is Death To I Who Have Nothing More To Do But Die", wydanym przez Tesco Organisation), ukazuje w świadomym, koncepcyjnym, kronikarskim przekazie, powolną, postępującą chorobę i ostateczną śmierć swojej matki.
Wielu z nas spędzi ostatnie dni w domu lub domu opieki. Większość z tych dni spędzimy w przegrzanym pokoju komunalnym, który pachnie mocno środkiem dezynfekującym i moczem, ściennym telewizorem ryczącym reklamy, przepracowanym i niedostatecznie opłacanym personelem, który robi wszystko, co w ich mocy, w tych okolicznościach rozdając słabą herbatę w plastikowych zlewkach. Może piętrowe łóżko, z barierkami na bokach, guma pod kocem do ochrony materaca, bleeper na szyi, zdjęcia bliskich ułożone na pobliskim stole, nieświadome świata, zależny od innych i oczekując nieuniknionego.
Jeśli kiedykolwiek byłeś w domu opieki, będziesz wiedział, że nie są to warunki jak w lokalnym SPA. To miejsce gdzie ludzie umierają. Ludzie, ludzkość, nie są zbyt dobrzy w śmierci, umieraniu i radzeniu sobie z nią. Śmierć polega na tym, że inni ludzie martwią się, kiedy rzeczywistość jest dokładnie odwrotna. Żartujemy z tego i wymyślamy religie, aby nadać temu znaczenie, ale tak naprawdę staramy się nie myśleć o tym zbyt często. Dopóki nie przypomina nam o tym umierający krewny, przyjaciel lub wiadomość w komórce. Długo mamy nadzieję, że odchodzenie, śmierć, nas nie dotyczy. To kwestia czasu. Dopadnie cię, kurviu także.
Power Electronics często zajmuje się śmiercią, ale nie sądzę, aby jakikolwiek artysta kiedykolwiek posunął się tak daleko, aby wziąć śmierć własnej matki na inspirację. Wynik to odważne i ostateczne wstrząsające uwolnienie, które bez wątpienia będzie miało głęboki wpływ na tych, którzy dobiegają swojego i bliskich końca. Power Electronics i śmierć wydają się być równe jak Country & Western i zagubione konie, Pop i miłość, House and dance, Punk i bunt. Czy jakikolwiek inny gatunek muzyczny mógłby nieść przesłanie z taką siłą i taką uczciwą brutalnością?
Takie wydawnictwa, przesłanie, przypominają nam, że nasz czas tutaj jest ograniczony. Najlepiej wykorzystać to jak najlepiej.
CON-DOM (control-domination). Geniusz.
Innych fotek oszczędzę, dla wzroku, wrażliwych konfedoruskich/pisowskich óczów.



W moim wypadku, niestety (?), dość rzadko sięgam obecnie w te rewiry muzyczne. A dość często kiedyś, od pocz. lat 90tych, mimo polaryzacji na metal, zawsze haczyłem o Taint, Con-Dom, Mania, Sutcliffe Jugend, Atrax Morgue, Macronympha, Cloama, Storm.e.c., Grunt, czy później Mz412, MelekTha, czy Abruptum itp. Chyba, tym zwrotnym, ostatecznym opus, wewnętrznym, świadomym kontaktem dla mnie, z tym nurtem PE/noise, był ostatni album Con-Dom z 2016 "How Welcome Is Death To I Who Have Nothing More To Do But Die". Ostatni dla Mike Dando i dla mnie.
Apogeum śmierci, cierpienia, kulminacji, miało podobny charakter. Zostałem przy metalu, Mike nie wiem, może zbiera znaczki.
Krótko, dla nieświadomych, emocjonalnych niedorozwojów ksześcijańskiego patyka chrusta. Con-Dom (od 1984 roku) bada/ł napięcia społeczne i kontrolę, we wszystkich ich formach, od społeczno-politycznego do indywidualnego.
Pan Mike Dando w swoim projekcie CON-DOM (na swoim ostatnim alubumme 2016 "How Welcome Is Death To I Who Have Nothing More To Do But Die", wydanym przez Tesco Organisation), ukazuje w świadomym, koncepcyjnym, kronikarskim przekazie, powolną, postępującą chorobę i ostateczną śmierć swojej matki.
Wielu z nas spędzi ostatnie dni w domu lub domu opieki. Większość z tych dni spędzimy w przegrzanym pokoju komunalnym, który pachnie mocno środkiem dezynfekującym i moczem, ściennym telewizorem ryczącym reklamy, przepracowanym i niedostatecznie opłacanym personelem, który robi wszystko, co w ich mocy, w tych okolicznościach rozdając słabą herbatę w plastikowych zlewkach. Może piętrowe łóżko, z barierkami na bokach, guma pod kocem do ochrony materaca, bleeper na szyi, zdjęcia bliskich ułożone na pobliskim stole, nieświadome świata, zależny od innych i oczekując nieuniknionego.
Jeśli kiedykolwiek byłeś w domu opieki, będziesz wiedział, że nie są to warunki jak w lokalnym SPA. To miejsce gdzie ludzie umierają. Ludzie, ludzkość, nie są zbyt dobrzy w śmierci, umieraniu i radzeniu sobie z nią. Śmierć polega na tym, że inni ludzie martwią się, kiedy rzeczywistość jest dokładnie odwrotna. Żartujemy z tego i wymyślamy religie, aby nadać temu znaczenie, ale tak naprawdę staramy się nie myśleć o tym zbyt często. Dopóki nie przypomina nam o tym umierający krewny, przyjaciel lub wiadomość w komórce. Długo mamy nadzieję, że odchodzenie, śmierć, nas nie dotyczy. To kwestia czasu. Dopadnie cię, kurviu także.
Power Electronics często zajmuje się śmiercią, ale nie sądzę, aby jakikolwiek artysta kiedykolwiek posunął się tak daleko, aby wziąć śmierć własnej matki na inspirację. Wynik to odważne i ostateczne wstrząsające uwolnienie, które bez wątpienia będzie miało głęboki wpływ na tych, którzy dobiegają swojego i bliskich końca. Power Electronics i śmierć wydają się być równe jak Country & Western i zagubione konie, Pop i miłość, House and dance, Punk i bunt. Czy jakikolwiek inny gatunek muzyczny mógłby nieść przesłanie z taką siłą i taką uczciwą brutalnością?
Takie wydawnictwa, przesłanie, przypominają nam, że nasz czas tutaj jest ograniczony. Najlepiej wykorzystać to jak najlepiej.
CON-DOM (control-domination). Geniusz.
Innych fotek oszczędzę, dla wzroku, wrażliwych konfedoruskich/pisowskich óczów.



NYCHTS
https://www.youtube.com/watch?v=0aItxEaNx4o
Zygmunt Konieczny - Jańcio Wodnik (1994)
https://www.youtube.com/watch?v=TFDS5dh ... rt_radio=1
https://www.youtube.com/watch?v=0aItxEaNx4o
Zygmunt Konieczny - Jańcio Wodnik (1994)
https://www.youtube.com/watch?v=TFDS5dh ... rt_radio=1
-
K//
- starszy świeżak
- Posty: 25
- Rejestracja: 01-12-2018, 21:11
Re: Trzaski, zgrzyty i skowyty.
Nigdy nie słuchałem tej płyty Con-dom, chyba bałem się tej okładki. Ostatnio kupiłem wznowionego w tym roku digibooka Shards Of Ordnance, ładnie to wydane, lubię takie rzeczy, i w ogóle lubię różnego rodzaju kompilacje, czekam trochę aż się pogoda bardziej popsuje żeby mocniej się w to wgryźć, jestem trochę sfiksowany na tym punkcie, do power electronics musi być szaro i ponuro 
- Żwirek i Muchomorek
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1287
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: Trzaski, zgrzyty i skowyty.
Zapisuję do sprawdzenia, brzmi... zajebiście?SODOMOUSE pisze: ↑30-08-2026, 21:29^przypuszczam, kto pisze.....wszak, świat ten muzyczny, dość ograniczony...
W moim wypadku, niestety (?), dość rzadko sięgam obecnie w te rewiry muzyczne. A dość często kiedyś, od pocz. lat 90tych, mimo polaryzacji na metal, zawsze haczyłem o Taint, Con-Dom, Mania, Sutcliffe Jugend, Atrax Morgue, Macronympha, Cloama, Storm.e.c., Grunt, czy później Mz412, MelekTha, czy Abruptum itp. Chyba, tym zwrotnym, ostatecznym opus, wewnętrznym, świadomym kontaktem dla mnie, z tym nurtem PE/noise, był ostatni album Con-Dom z 2016 "How Welcome Is Death To I Who Have Nothing More To Do But Die". Ostatni dla Mike Dando i dla mnie.
Apogeum śmierci, cierpienia, kulminacji, miało podobny charakter. Zostałem przy metalu, Mike nie wiem, może zbiera znaczki.
Krótko, dla nieświadomych, emocjonalnych niedorozwojów ksześcijańskiego patyka chrusta. Con-Dom (od 1984 roku) bada/ł napięcia społeczne i kontrolę, we wszystkich ich formach, od społeczno-politycznego do indywidualnego.
Pan Mike Dando w swoim projekcie CON-DOM (na swoim ostatnim alubumme 2016 "How Welcome Is Death To I Who Have Nothing More To Do But Die", wydanym przez Tesco Organisation), ukazuje w świadomym, koncepcyjnym, kronikarskim przekazie, powolną, postępującą chorobę i ostateczną śmierć swojej matki.
Wielu z nas spędzi ostatnie dni w domu lub domu opieki. Większość z tych dni spędzimy w przegrzanym pokoju komunalnym, który pachnie mocno środkiem dezynfekującym i moczem, ściennym telewizorem ryczącym reklamy, przepracowanym i niedostatecznie opłacanym personelem, który robi wszystko, co w ich mocy, w tych okolicznościach rozdając słabą herbatę w plastikowych zlewkach. Może piętrowe łóżko, z barierkami na bokach, guma pod kocem do ochrony materaca, bleeper na szyi, zdjęcia bliskich ułożone na pobliskim stole, nieświadome świata, zależny od innych i oczekując nieuniknionego.
Jeśli kiedykolwiek byłeś w domu opieki, będziesz wiedział, że nie są to warunki jak w lokalnym SPA. To miejsce gdzie ludzie umierają. Ludzie, ludzkość, nie są zbyt dobrzy w śmierci, umieraniu i radzeniu sobie z nią. Śmierć polega na tym, że inni ludzie martwią się, kiedy rzeczywistość jest dokładnie odwrotna. Żartujemy z tego i wymyślamy religie, aby nadać temu znaczenie, ale tak naprawdę staramy się nie myśleć o tym zbyt często. Dopóki nie przypomina nam o tym umierający krewny, przyjaciel lub wiadomość w komórce. Długo mamy nadzieję, że odchodzenie, śmierć, nas nie dotyczy. To kwestia czasu. Dopadnie cię, kurviu także.
Power Electronics często zajmuje się śmiercią, ale nie sądzę, aby jakikolwiek artysta kiedykolwiek posunął się tak daleko, aby wziąć śmierć własnej matki na inspirację. Wynik to odważne i ostateczne wstrząsające uwolnienie, które bez wątpienia będzie miało głęboki wpływ na tych, którzy dobiegają swojego i bliskich końca. Power Electronics i śmierć wydają się być równe jak Country & Western i zagubione konie, Pop i miłość, House and dance, Punk i bunt. Czy jakikolwiek inny gatunek muzyczny mógłby nieść przesłanie z taką siłą i taką uczciwą brutalnością?
Takie wydawnictwa, przesłanie, przypominają nam, że nasz czas tutaj jest ograniczony. Najlepiej wykorzystać to jak najlepiej.
CON-DOM (control-domination). Geniusz.
Innych fotek oszczędzę, dla wzroku, wrażliwych konfedoruskich/pisowskich óczów.
długopisyyyyy pisze:]odezwał się największy black metalowiec. Miastowy krawaciarz co chodzi na 8 godzin do budynku z rurami i rozmawia w przerwach z grubymi dziewczynami na papierosa i sie tam hihoczą wszyscy do ziebie jakby kartofla mieli w dupie
- KKK
- postuje jak opętany!
- Posty: 524
- Rejestracja: 29-07-2010, 19:01
Re: Trzaski, zgrzyty i skowyty.
Jest to genialny album i doskonałe wydanie a także dowód na to, że pewne granice da się jeszcze w sztuce przekroczyć.


