
Wysłane z mojego SM-S928B przy użyciu Tapatalka
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed

Można Hanka lubić albo nie, ale zarzut o braku autentyczności jest kuriozalny. Zakładam, że nie masz szesnastu lat, kręconych włosów i wąsów na przedzie.
Przeczytaj jeszcze raz to co napisałem. Z mojej strony nie było zarzutu braku autentyczności, ale jej mniejszej zawartości.NoGodsNoMasters pisze: ↑04-07-2026, 11:05Można Hanka lubić albo nie, ale zarzut o braku autentyczności jest kuriozalny. Zakładam, że nie masz szesnastu lat, kręconych włosów i wąsów na przedzie.Przemyśl to sobie jeszcze.
To znaczy, że co? Jeżeli Demo Valhall miało tytuł Castle Of Death to tytuł Return To Castle Death jest mniej, czy bardziej autentyczny? Co to jest w ogóle za niewygodna figura? Jak to chcesz mierzyć? Na wagę? Czy na siwe włosy muzyków?Alter Ego pisze: ↑04-07-2026, 11:44Przeczytaj jeszcze raz to co napisałem. Z mojej strony nie było zarzutu braku autentyczności, ale jej mniejszej zawartości.NoGodsNoMasters pisze: ↑04-07-2026, 11:05Można Hanka lubić albo nie, ale zarzut o braku autentyczności jest kuriozalny. Zakładam, że nie masz szesnastu lat, kręconych włosów i wąsów na przedzie.Przemyśl to sobie jeszcze.
Ludzie zmieniają się każdego dnia, czasem mniej, czasem bardziej. To nie tak, że człowiek rodzi się z jedną osobowością, i potem idzie jedną ścieżką, i manifestuje się to u muzyków tym, że grają konsekwentnie w jednym stylu. Mogą, ale nie muszą. Można równie dobrze powiedzieć, że zmieniające się hobby to oznaka, że poprzednie hobby nie było autentyczne. Może wynikało z autentycznej potrzeby, ale rok czy pięć później te potrzeby są już inne, i stare hobby odchodzi w niepamięć. Kiedyś uwielbiałem czytać Thorgala. By powrócić do tego uczucia dziecięcej niesamowitości, kupiłem znowu Thorgale. Niestety, okazało się, że nie mam już tej wyobraźni, która pozwala zatopić się w komiksie, jakby to działo się naprawdę. Czy przez to można wyciągnąć wniosek, że w wieku 10 lat nie byłem autentyczny, jarając się nimi? Raczej nikt tak nie powie. Tak samo i muzycy - ich płyty, dzieła sztuki, są zapisem tego, kim są w danej chwili, a nie kim są w ogóle. Na świecie nic nie jest stałe, wszystko się zmienia, co roku wyrasta nowa trawa, a Darkthrone mieliby nagrywać znowu coś podobnego? Mogą, ale nie muszą. O wiele gorzej wypadają właśnie zespoły, które, zamiast iść do przodu w zgodzie z własnym obecnym duchem, próbują nagrywać coś podobnego do swoich albumów z lat 80-tych, kiedy mieli 17 lat, podczas gdy są już facetami, których dzieci kończą studia. To jest właśnie udawanie i brak autentyczności.




Otóż to. Czy Fenriz i Ted byliby autentyczni nagrywając w 2026 coś w stylu Soulside Journey lub, co gorsza Transilvanian Hunger? Już widzę te spazmy, że "chamski skok na siano" i "żerowanie na sentymencie". Teraz wyobraźmy sobie , że Gylve zamiast wideł ma wymalowany pysk. Przecież trzask pękających tu i ówdzie żył uniemożliwiłby premierowy odsłuch opatrzonego taką okładką materiału. To co obecnie proponują Ted i Fenriz jest najbardziej autentyczne i naturalne zarówno dla nich jak i dla wiernych słuchaczy, a że trąci piosenką pana Koracza? Kto po pięćdziesiątce choć raz nie pomyślał o zdrowiu, niech pierwszy rzuci pojemnikiem na mocz.ŚWIAT BEZ KOŃCA pisze: ↑04-07-2026, 16:34Ludzie zmieniają się każdego dnia, czasem mniej, czasem bardziej. To nie tak, że człowiek rodzi się z jedną osobowością, i potem idzie jedną ścieżką, i manifestuje się to u muzyków tym, że grają konsekwentnie w jednym stylu. Mogą, ale nie muszą. Można równie dobrze powiedzieć, że zmieniające się hobby to oznaka, że poprzednie hobby nie było autentyczne. Może wynikało z autentycznej potrzeby, ale rok czy pięć później te potrzeby są już inne, i stare hobby odchodzi w niepamięć. Kiedyś uwielbiałem czytać Thorgala. By powrócić do tego uczucia dziecięcej niesamowitości, kupiłem znowu Thorgale. Niestety, okazało się, że nie mam już tej wyobraźni, która pozwala zatopić się w komiksie, jakby to działo się naprawdę. Czy przez to można wyciągnąć wniosek, że w wieku 10 lat nie byłem autentyczny, jarając się nimi? Raczej nikt tak nie powie. Tak samo i muzycy - ich płyty, dzieła sztuki, są zapisem tego, kim są w danej chwili, a nie kim są w ogóle. Na świecie nic nie jest stałe, wszystko się zmienia, co roku wyrasta nowa trawa, a Darkthrone mieliby nagrywać znowu coś podobnego? Mogą, ale nie muszą. O wiele gorzej wypadają właśnie zespoły, które, zamiast iść do przodu w zgodzie z własnym obecnym duchem, próbują nagrywać coś podobnego do swoich albumów z lat 80-tych, kiedy mieli 17 lat, podczas gdy są już facetami, których dzieci kończą studia. To jest właśnie udawanie i brak autentyczności.
To co chciałem przekazać, to raczej to, że mogliby i nagrać w 2026 Soulside Journey i to też mogłoby być identyczne, bo płyną rzeki do źródeł, a my nie znając ludzi osobiście a tym bardziej nie siedząc im w głowach nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy wyrażają autentyczne uczucia, czy nie.NoGodsNoMasters pisze: ↑04-07-2026, 23:41
Otóż to. Czy Fenriz i Ted byliby autentyczni nagrywając w 2026 coś w stylu Soulside Journey lub, co gorsza Transilvanian Hunger? Już widzę te spazmy, że "chamski skok na siano" i "żerowanie na sentymencie". Teraz wyobraźmy sobie , że Gylve zamiast wideł ma wymalowany pysk. Przecież trzask pękających tu i ówdzie żył uniemożliwiłby premierowy odsłuch opatrzonego taką okładką materiału. To co obecnie proponują Ted i Fenriz jest najbardziej autentyczne i naturalne zarówno dla nich jak i dla wiernych słuchaczy, a że trąci piosenką pana Koracza? Kto po pięćdziesiątce choć raz nie pomyślał o zdrowiu, niech pierwszy rzuci pojemnikiem na mocz.