https://kvlt.pl/newsy/kradziez-nazwy-blood-fire-death-oskarza-gwiazdorski-tribute-band-bathory-o-wywolywanie-chaosu/ pisze:Kradzież nazwy? BLOOD FIRE DEATH oskarża gwiazdorski tribute band BATHORY o wywoływanie chaosu
W środowisku skupionym wokół twórczości Bathory narasta konflikt dotyczący nazwy Blood Fire Death. Niemiecki tribute band działający pod tym szyldem od 2010 roku opublikował oficjalne oświadczenie, w którym zarzuca znacznie młodszemu, gwiazdorskiemu projektowi wykorzystującemu tę samą nazwę wywoływanie chaosu i zamieszania wśród fanów, promotorów oraz mediów.
„Budujemy tę nazwę od 15 lat”
Zespół Blood Fire Death – A Tribute to Bathory z niemieckiego Bruchsal działa pod swoją nazwą nieprzerwanie od 2010 roku. Przez ponad piętnaście lat grupa wypracowała własną pozycję na europejskiej scenie tribute metalowej, występując na festiwalach i koncertach poświęconych spuściźnie Quorthona.
Według muzyków problem pojawił się pod koniec 2024 roku, kiedy działalność rozpoczął drugi projekt funkcjonujący pod identyczną nazwą. Chodzi o szeroko promowany skład tworzony przez muzyków związanych między innymi z Watain, Enslaved, Aura Noir, Mayhem czy Emperor. Projekt ten pojawił się na dużych festiwalach i szybko zyskał międzynarodową rozpoznawalność.
Coraz więcej pomyłek i nieporozumień
W opublikowanym stanowisku niemiecki zespół twierdzi, że od miesięcy zmaga się z konsekwencjami funkcjonowania dwóch projektów pod tą samą nazwą.
Wśród przytoczonych przykładów znajdują się między innymi zapytania od mediów dotyczące występów, których grupa nigdy nie zagrała, wiadomości trafiające do niewłaściwych bookingów czy nawet wykorzystanie zdjęć niemieckiego Blood Fire Death do promocji koncertu organizowanego przez amerykańskiego promotora.
Muzycy twierdzą również, że dochodziło do publicznych pomyłek w mediach społecznościowych, gdzie osoby związane ze sceną metalową oznaczały niewłaściwy zespół przy okazji wydarzeń organizowanych przez norweski projekt.
Kim jest drugi Blood Fire Death?
Drugi projekt funkcjonujący pod nazwą Blood Fire Death – A Tribute to Quorthon and the Music of Bathory został reaktywowany w 2024 roku z okazji 20. rocznicy śmierci Quorthona. Jego trzon tworzą między innymi Erik Danielsson (Watain), Ivar Bjørnson (Enslaved), Blasphemer, Apollyon oraz Faust. W kolejnych występach uczestniczyli również zaproszeni goście związani z Bathory, Enslaved, Gorgoroth czy Mayhem i Behemoth.
Projekt zyskał dużą popularność po występie podczas Beyond The Gates 2024 w Bergen, a następnie zaczął pojawiać się na kolejnych prestiżowych festiwalach oraz trasach koncertowych.
„Nie zamierzamy oddawać nazwy”
Stanowisko niemieckiego zespołu jest jednoznaczne. Muzycy podkreślają, że dysponują dokumentacją potwierdzającą używanie nazwy Blood Fire Death od 2010 roku i nie zamierzają rezygnować z marki budowanej przez ponad dekadę.
Jak twierdzą, wielokrotnie próbowali rozwiązać sprawę prywatnie. Według ich relacji odpowiedź ze strony drugiego projektu sprowadzała się do argumentu, że oba zespoły korzystają z różnych logotypów, co miałoby wykluczać możliwość pomyłek. Zdaniem niemieckiej grupy rzeczywistość pokazuje jednak coś zupełnie innego.
Muzycy podkreślają, że publikacja oświadczenia jest ostatecznością i ma zwrócić uwagę całej społeczności metalowej na problem, który ich zdaniem narasta od wielu miesięcy.
Czy konflikt znajdzie finał?
Na ten moment nie wiadomo, czy sprawa zakończy się porozumieniem między obiema stronami, czy też konflikt przeniesie się na drogę formalną. Jedno jest jednak pewne – sytuacja pokazuje, że nawet w świecie tribute bandów nazwa zespołu pozostaje jednym z najcenniejszych elementów jego tożsamości.
Do czasu publikacji tego materiału projekt Blood Fire Death tworzony przez muzyków Watain, Enslaved, Aura Noir, Mayhem i Emperor nie wydał publicznego oświadczenia odnoszącego się do zarzutów przedstawionych przez niemiecki zespół.
COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
- uglak
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 10344
- Rejestracja: 15-06-2012, 12:03
- Lokalizacja: ארץ ישראל
COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
Patrząc po dyskusji w https://masterful-magazine.com/forum/vi ... =8&t=19380 i kilku innych tematach może przydałby nam się zbiorczy wątek o kowerbendach. Wiem, że sam postulowałem WiP, ale z drugiej strony czy mielibyśmy wtedy takie komedie?
Guilty of being right
-
Żwirek i Muchomorek
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1095
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
Widły i piec, i pal licho czy mówimy o coverbandach BATHORY, czy PINK FLOYD, czy czegokolwiek innego.
Zgaduję jednak, że jest i będzie zapotrzebowanie na takie rzeczy, bo baza fanów się starzeje, a wraz z wiekiem rośnie nostalgia i potrzeba powrotu do czasów dawno minionej młodości - choćby za pośrednictwem jakiegoś symulakrum, jeżeli nie da się inaczej. O ile jestem w stanie zrozumieć, że ktoś świadomie nawiązuje do muzyki innych kapel i ją przepisuje na swój język, a ktoś inny tego słucha (dużo takich zespołów jest, w ogóle mam wrażenie, że na tym forum głównie takie cieszą się estymą) - to wykładanie pieniędzy na coverbandy BATHTORY, DISSECTION, PINK FLOYD albo na hologram DIO zdaje mi się być grubą przesadą. Ale co tam kto lubi.
Zgaduję jednak, że jest i będzie zapotrzebowanie na takie rzeczy, bo baza fanów się starzeje, a wraz z wiekiem rośnie nostalgia i potrzeba powrotu do czasów dawno minionej młodości - choćby za pośrednictwem jakiegoś symulakrum, jeżeli nie da się inaczej. O ile jestem w stanie zrozumieć, że ktoś świadomie nawiązuje do muzyki innych kapel i ją przepisuje na swój język, a ktoś inny tego słucha (dużo takich zespołów jest, w ogóle mam wrażenie, że na tym forum głównie takie cieszą się estymą) - to wykładanie pieniędzy na coverbandy BATHTORY, DISSECTION, PINK FLOYD albo na hologram DIO zdaje mi się być grubą przesadą. Ale co tam kto lubi.
Why can't we all just walk away?
***
Baton w krainie kangurów
***
Baton w krainie kangurów
-
Pelson
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2479
- Rejestracja: 08-09-2007, 00:55
- Lokalizacja: Jeteborie
Re: COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
Widły i jeszcze więcej pieca. Potem dół i wapno.Żwirek i Muchomorek pisze: ↑23-06-2026, 08:35Widły i piec, i pal licho czy mówimy o coverbandach BATHORY, czy PINK FLOYD, czy czegokolwiek innego.
Zgaduję jednak, że jest i będzie zapotrzebowanie na takie rzeczy, bo baza fanów się starzeje, a wraz z wiekiem rośnie nostalgia i potrzeba powrotu do czasów dawno minionej młodości - choćby za pośrednictwem jakiegoś symulakrum, jeżeli nie da się inaczej. O ile jestem w stanie zrozumieć, że ktoś świadomie nawiązuje do muzyki innych kapel i ją przepisuje na swój język, a ktoś inny tego słucha (dużo takich zespołów jest, w ogóle mam wrażenie, że na tym forum głównie takie cieszą się estymą) - to wykładanie pieniędzy na coverbandy BATHTORY, DISSECTION, PINK FLOYD albo na hologram DIO zdaje mi się być grubą przesadą. Ale co tam kto lubi.
Coverbandy są jedną z niewielu autentycznie krindżowych rzeczy, ktore powodują, że przez mój kręgosłup przechodzi z góry na dół impuls elektryczny powodujący jednoczesny szczęko- i dupościsk.
Nie rozumiem idei, udawania kogoś kim się nie jest, sztuczności, przyjmowania pozy danego muzyka, ktorym się nie jest, a wszystko to w imię forsy. Jest to dla mnie zaprzeczenie idei sztuki, a zamiast tego stania się czystym, wyfiltrowanym z własnej osobowości i kreatywności produktem. W osobistej hierarchii nawet popowe boysbandy, składane z klocków niczym lego, stoją wyżej, bo grają własną* muzykę i mają własny* image.
*własny- stworzony przez producentów pod potrzeby widowni, ale ciągle nie 100% odtwórczy.
- ŚWIAT BEZ KOŃCA
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 12525
- Rejestracja: 27-08-2018, 10:24
-
Pelson
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2479
- Rejestracja: 08-09-2007, 00:55
- Lokalizacja: Jeteborie
Re: COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
Wyjaśnij mi proszę skąd ten pomysł?
-
Żwirek i Muchomorek
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1095
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
To zupełnie nie to samo, ani przez moment. Aktor nie udaje czegoś 1:1. Właściwie w ogóle niczego i nikogo nie udaje - po prostu wytwarza iluzję, że jest kimś innym niż jest. I jeśli jest dobry, to zrobi to tak, że trudno uwierzyć, że w rzeczywistości nie jest tym, kogo udaje. Dobrze też widać różnice jak się porówna kilku aktorów w tej samej roli. Nie ma dwóch takich samych Hamletów, chociaż jedni bywają podobni do innych i bywają też lepsi/gorsi. Zdarza się, że aktor udaje jakiegoś prawdziwego człowieka - niektórzy robią to doskonale - ale tu i tak jest różnica. Kryszak udający Wałęsę nie odtwarza czegoś, co jest dziełem Wałęsy. Osobowość Wałęsy jest faktem, nie dziełem sztuki. Natomiast Kryszak naśladujący Wałęsę już się jakoś tam do sztuki przybliża, bo coś faktycznie tworzy (trochę na takiej zasadzie jak malarz malujący martwą naturę - martwa natura z Wałęsą).
Teoretycznie można wyciągnąć tu argument z muzyki klasycznej/poważnej, że wykonawca to jedno a kompozytor drugie - co sprawia, że wielkim artystą byli Bach komponujący swoje fugi i Glenn Gould, który tylko utwory Bacha odgrywał. Analogicznie, pewnie są lepsze coverbandy PINK FLOYD i gorsze, ale różnica jest taka, że w muzyce rockowej/metalowej granica między kompozytorem i wykonawcą jest całkowicie zatarta, a na pierwszy plan wysunięty jest indywidualizm muzyka. Nawet covery cudzych utworów zwykle są lepsze/lepiej oceniane, gdy nie brzmią jak pierwowzory. Tymczasem idea coverbandów jest taka, żeby możliwie jak najdokładniej odtworzyć sceniczną prezencję cudzego zespołu po to, żeby słuchacze mieli namiastkę kontaktu z oryginałem (a muzycy profit). Wydaje mi się, że można z tego zrobić sztukę samą w sobie, ale mimo wszystko jest to tak obce mojemu systemowi wartości estetycznych przyłożonych do rocka/metalu, że mówię temu procederowi wypierdalać.
edit: Jedyny argument za, taki na poważnie, jaki widzę to ten, że muzyki pewnych kapel nie da się już doświadczyć na żywo, więc wycieczka na koncert coverbandu jest jakoś tam uzasadniona. Przy czym znowu - dla mnie idea wykonawcy i kompozytora w takiej akurat muzyce jest tak zrośnięta w jedno, że nie wydałbym pieniędzy na tribute band BATHORY czy czegokolwiek innego. Dysonans poznawczy byłby zbyt duży. Słuchając Bacha mam to w trąbie. Słuchając, nie wiem, LED ZEPPELIN jednak ma znaczenie czy gra to faktycznie Jimmy Page czy autystyczny dwunastoletni Chińczyk, którego po zamknięciu oczu nawet Page nie odróżniłby od samego siebie.
Teoretycznie można wyciągnąć tu argument z muzyki klasycznej/poważnej, że wykonawca to jedno a kompozytor drugie - co sprawia, że wielkim artystą byli Bach komponujący swoje fugi i Glenn Gould, który tylko utwory Bacha odgrywał. Analogicznie, pewnie są lepsze coverbandy PINK FLOYD i gorsze, ale różnica jest taka, że w muzyce rockowej/metalowej granica między kompozytorem i wykonawcą jest całkowicie zatarta, a na pierwszy plan wysunięty jest indywidualizm muzyka. Nawet covery cudzych utworów zwykle są lepsze/lepiej oceniane, gdy nie brzmią jak pierwowzory. Tymczasem idea coverbandów jest taka, żeby możliwie jak najdokładniej odtworzyć sceniczną prezencję cudzego zespołu po to, żeby słuchacze mieli namiastkę kontaktu z oryginałem (a muzycy profit). Wydaje mi się, że można z tego zrobić sztukę samą w sobie, ale mimo wszystko jest to tak obce mojemu systemowi wartości estetycznych przyłożonych do rocka/metalu, że mówię temu procederowi wypierdalać.
edit: Jedyny argument za, taki na poważnie, jaki widzę to ten, że muzyki pewnych kapel nie da się już doświadczyć na żywo, więc wycieczka na koncert coverbandu jest jakoś tam uzasadniona. Przy czym znowu - dla mnie idea wykonawcy i kompozytora w takiej akurat muzyce jest tak zrośnięta w jedno, że nie wydałbym pieniędzy na tribute band BATHORY czy czegokolwiek innego. Dysonans poznawczy byłby zbyt duży. Słuchając Bacha mam to w trąbie. Słuchając, nie wiem, LED ZEPPELIN jednak ma znaczenie czy gra to faktycznie Jimmy Page czy autystyczny dwunastoletni Chińczyk, którego po zamknięciu oczu nawet Page nie odróżniłby od samego siebie.
Why can't we all just walk away?
***
Baton w krainie kangurów
***
Baton w krainie kangurów
- ŚWIAT BEZ KOŃCA
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 12525
- Rejestracja: 27-08-2018, 10:24
Re: COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
Cala istota bycia aktorem jest udawanie kogos, kim sie nie jest
Find your flow
- ŚWIAT BEZ KOŃCA
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 12525
- Rejestracja: 27-08-2018, 10:24
Re: COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
Tribute band tez ma na celu stworzenie iluzji, ze jest tak naprawde tym innym zespolem, zeby mozna bylo sie poczuc, jakby to moglo byc, gdyby to naprawde gralo Bathory, i jesli jest dobry, to zrobi to tak, ze trudno uwierzyc, ze w rzeczywistosci to nie jest Bathory. To taka sama magia. Tutaj tak samo sa dwa coverbandy i mozna porownac kilku ,,aktorow" w tej samej roli. I nie bedzie dwoch takich samych "Quortonow", i jedni beda lepsi a inni gorsi. Reszta tego akapitu OK, sa roznice, oczywiscie, ale nie az tak kategoryczne, jak przedstawiasz. To bardziej niuanse i przesuwanie suwaka po spektrum, niz cos zupelnie innego. Poza tym jest masa zespolow, ktore graja na dokladnie tych samych patentach i imidzu co, dajmy na to, Darkthrone (zbyt wiele, by wymienic), Bathory (Ereb Altor), Mgla (Uada) itp.
W sumie to w tym przypadku it's in the eye of the beholder - tego, w jaki sposob dany zespol dokladnie udaje Bathory - czy przyjmuje tez wizerunek, maniere itd - czy tez tylko odgrywa muzyke. W roznych sytuacjach mozna wysunac rozne argumenty, na podstawie tego rowniez, jak podchodzi do tego indywidualny sluchacz - czy potrafi chociaz na chwile zapomniec, ze to nie jest to prawdziwe Bathory, i po prostu dac sie poniesc muzyce.
Troche podobnie jest z zespolami, w ktorych jest juz tylko 1 oryginalny czlonek, ale muzyka grana jest juz troche inna - patrz Venom, ktore poszlo w strone jaskiniowego lupania na nowych plytach, ale graja kawalki bardziej wymyslne ze starych plyt.
W sumie to w tym przypadku it's in the eye of the beholder - tego, w jaki sposob dany zespol dokladnie udaje Bathory - czy przyjmuje tez wizerunek, maniere itd - czy tez tylko odgrywa muzyke. W roznych sytuacjach mozna wysunac rozne argumenty, na podstawie tego rowniez, jak podchodzi do tego indywidualny sluchacz - czy potrafi chociaz na chwile zapomniec, ze to nie jest to prawdziwe Bathory, i po prostu dac sie poniesc muzyce.
Troche podobnie jest z zespolami, w ktorych jest juz tylko 1 oryginalny czlonek, ale muzyka grana jest juz troche inna - patrz Venom, ktore poszlo w strone jaskiniowego lupania na nowych plytach, ale graja kawalki bardziej wymyslne ze starych plyt.
Find your flow
- uglak
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 10344
- Rejestracja: 15-06-2012, 12:03
- Lokalizacja: ארץ ישראל
Re: COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
Zespoły w których został jeden członek mają ten pierwiastek prawdziwości, idzie za tym jakiś koncept, który pozwala na zatopienie się w muzyce, a nie posłuchanie jak Stefan z Matim lepiej czy gorzej odgrywają kawałki kogo innego.
Guilty of being right
-
Żwirek i Muchomorek
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1095
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
Nie wydaje mi się, że taka sama, bo Quothon nie dawał koncertówŚWIAT BEZ KOŃCA pisze: ↑23-06-2026, 12:02Tribute band tez ma na celu stworzenie iluzji, ze jest tak naprawde tym innym zespolem, zeby mozna bylo sie poczuc, jakby to moglo byc, gdyby to naprawde gralo Bathory, i jesli jest dobry, to zrobi to tak, ze trudno uwierzyc, ze w rzeczywistosci to nie jest Bathory. To taka sama magia.
Tak, to jest właśnie ten przypadek, gdy granica się zaciera. Niby grają swoją muzykę, mają swoją nazwę, teksty itp., ale tak naprawdę nie wnoszą nic swojego, po prostu mówią cudzym językiem i to jakoś nie wzbudza kontrowersji. Ale już coverband DISSECTION grający tylko muzykę DISSECTION to robi, a hologram Dio podnosi kwik pod niebiosa.ŚWIAT BEZ KOŃCA pisze: ↑23-06-2026, 12:02Poza tym jest masa zespolow, ktore graja na dokladnie tych samych patentach i imidzu co, dajmy na to, Darkthrone (zbyt wiele, by wymienic), Bathory (Ereb Altor), Mgla (Uada) itp.
To są takie autocoverbandy - szyld się zgadza, ktoś ze składu też, ale w zasadzie jest to symulacja zespołu a nie on sam. I to też jest balansowanie na granicy. Dobry przypadek, obok VENOM, to obecne wcielenie ATHEIST, które zresztą koncertowo morduje. I w ogóle takich kapel gdzie został jeden członek, a wokół chmara wyrobników grających cudze, jest dużo. Na nieco podobny przypadek, czyli na CAVALERA CONSPIRACY grające "Chaos AD", wybieram się w niedzielę. I chociaż to jest w zasadzie coverband, to obecność Cavalerów sprawia, że w mojej głowie to nie jest symulacja SEPULTURY, tylko to jest SEPULTURA - ino taka z alternatywnego wszechświata, w którym Max wyjebał Kissera, a Paolo Jr przeszedł na emeryturę albo zginął w wypadku motocyklowym. Tak czy inaczej, takie przypadki akceptuję, chociaż nawet wtedy mam poczucie, że to nie jest dokładnie to. To pewnie tak samo jak wtedy, gdy z zespołu o dejdzie jeden muzyk i niby kapela dalej gra, większość muzyków się zgadza, muzyka jest ta sama, a jednak ma się poczucie, że coś się zmieniło.ŚWIAT BEZ KOŃCA pisze: ↑23-06-2026, 12:02Troche podobnie jest z zespolami, w ktorych jest juz tylko 1 oryginalny czlonek, ale muzyka grana jest juz troche inna - patrz Venom, ktore poszlo w strone jaskiniowego lupania na nowych plytach, ale graja kawalki bardziej wymyslne ze starych plyt.
O to, tak. Ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, czy najwyżej cenimy sobie autentyzm, czy może coś innego, np. kwestie wykonawcze, prezencję koncertową itp. Ja jednak w takie ścisłe coverbandy wejść mentalnie nie jestem w stanie - autentyczność/prawdziwość jest tak wpisana w etos rocka/metalu (a szerzej: w sztukę Zachodu z ostatnich 150 lat mniej więcej, od impresjonizmu zaczynając), że nie dałbym rady przekroczyć siebie i dobrze się bawić na koncercie BLOOD FIRE DEATH czy czegoś w ten deseń. Zresztą nawet w jakieś trzecioligowe granie, niby oryginalne, a tak naprawdę maksymalnie odtwórcze, wchodzić nie lubię bo mam poczucie straconego czasu. To zabrzmi okrutnie pretensjonalnie w kontekście takiej muzyk jak metal, ale jest różnica między rozrywką a sztuką. Koncert coverbandu może być rozrywkowy, ale w takiej optyce w której autentyzm jest wartością, nie ma nic wspólnego ze sztuką.
Why can't we all just walk away?
***
Baton w krainie kangurów
***
Baton w krainie kangurów
- ŚWIAT BEZ KOŃCA
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 12525
- Rejestracja: 27-08-2018, 10:24
Re: COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
No Quorthon nie dawal koncertow, ale jesli uznamy to za wazne, to w jaki sposob rozni sie to od przykladu z aktorem odgrywajacym Walese?
Nie wydaje mi sie, zeby rock stawal sie muzyka muzealna (koncerty rockowe zespolow powstalych, gdy bylismy juz pelnoletni, wciaz przyciagaja ludzi na stadiony), ale to rozdzielenie mentalne kompozytor vs wykonawca nalezy traktowac jako krok ewolucyjny. A to ze nam sie ta ewolucja nie podoba, to inna sprawa, kazda zmiana niesie ze soba opor starszego pokolenia. Wez takie gatunki jak vaporwave np, ktore polegaja na tym, ze bierzesz muzyke innego zespolu, zwalniasz ja, dodajesz warstwy i tworzysz z tego jakiegos rodzaju ambientowa, rozwodniona wersje. Dla ludzi naszej daty cos takiego wydaje sie niedorzeczne, a jednak istnieje i mlodsi ludzie tego sluchaja.
Coverband Dissection to jedno, a zespoly grajace zupelnie jak Dissection - przeciez mamy taki jeden na wlasnym podworku, Stellar Blight.
Fakt, ze w Cavalera Conspiracy czujesz autentycznosc, swiadczy o tym, ze ta autentycznosc to jest jednak dosc szerokie spektrum i tylko od indywidualnego sluchacza zalezy, gdzie postawi znak "stop". Dlatego tez Mayhem skonczyl sie dla mnie wraz z Deadem
Nie wydaje mi sie, zeby rock stawal sie muzyka muzealna (koncerty rockowe zespolow powstalych, gdy bylismy juz pelnoletni, wciaz przyciagaja ludzi na stadiony), ale to rozdzielenie mentalne kompozytor vs wykonawca nalezy traktowac jako krok ewolucyjny. A to ze nam sie ta ewolucja nie podoba, to inna sprawa, kazda zmiana niesie ze soba opor starszego pokolenia. Wez takie gatunki jak vaporwave np, ktore polegaja na tym, ze bierzesz muzyke innego zespolu, zwalniasz ja, dodajesz warstwy i tworzysz z tego jakiegos rodzaju ambientowa, rozwodniona wersje. Dla ludzi naszej daty cos takiego wydaje sie niedorzeczne, a jednak istnieje i mlodsi ludzie tego sluchaja.
Coverband Dissection to jedno, a zespoly grajace zupelnie jak Dissection - przeciez mamy taki jeden na wlasnym podworku, Stellar Blight.
Fakt, ze w Cavalera Conspiracy czujesz autentycznosc, swiadczy o tym, ze ta autentycznosc to jest jednak dosc szerokie spektrum i tylko od indywidualnego sluchacza zalezy, gdzie postawi znak "stop". Dlatego tez Mayhem skonczyl sie dla mnie wraz z Deadem
Find your flow
- ŚWIAT BEZ KOŃCA
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 12525
- Rejestracja: 27-08-2018, 10:24
Re: COVERBANDY, TRIBUTEBANDY i inni udawacze
Jeden rabin powie ,,pierwiastek prawdziwosci", drugi rabin powie "listek figowy".
Find your flow

