ŚWIAT BEZ KOŃCA pisze: ↑29-05-2026, 21:15
mistrzsardu pisze: ↑29-05-2026, 13:30
W sumie ciekawe czy artyści cyrkowi też są w większosci lewicowcami?
Myślę, że pytasz o to w złym i złośliwym tonie, ale odpowiem serio: tak, prawdopodobieństwo skłania się w tę stronę, wyrzutki społeczne to generalnie strefa liberalna.
O dziwo chyba znam odpowiedź na pytanie mistrzusardu, a że to ciekawszy temat niż prawactwo, to sie naprodukuję.
Z uwagi na kwestie zawodowe gdzieś tam się kiedyś o nich otarłem, tzn o jakieś polskie grupy związane z tzw. nowym cyrkiem. Ogólne wrażenie było takie, że to są bardzo rozrywkowi ludzie (trudno żeby mogło być inaczej): skrajnie ekstrawertyczni, weseli, którzy uwielbiają dobrą zabawę w dużym gronie, gdzie można się popisywać przed sobą i tak dalej. Zero spinania pośladów i przejmowania się sztywnymi regułami, w granicach rozsądku oczywiśce, bo wszyscy się mają dobrze bawić, a nie tylko ten co żongluje na scenie płonącymi dildosami. No i z uwagi na fakt, że to czym się zajmują wymaga dużej dyscypliny i lat trudnego treningu, są też chyba bardzo zawzięci i uparci, a to sprzyja otwartości na ludzi i świat, ale także wkurwianiu się na to, co w tym świecie jest niefajne (np. na to, że cyrkowcy mają zawsze pod górę i nikt ich nie traktuje serio). W sumie nic dziwnego, bo sztuka cyrkowa od zarania dziejów była ekstremalnie outsiderska i związana z brakiem pewności co do jutra (albo i dzisiejszego dnia). No a stąd to już krótka droga do lewicy i to bynajmniej nie umiarkowanej. Obstawiam, że większość cyrkowców taka jest.
Chyba nie umiem sobie wyobrazić prawicowego cyrkowca, chociaż może tacy istnieją. To są goście, którzy kulturowo są spadkobiercami żonglerów tańczących na średniowiecznych jarmarkach i błaznów opowiadających gówniane dowcipy na dworskich ucztach. Tacy ludzie mogą umieć dogadać się z władzą, hierarchią i tradycją, ale nigdy nie będą ich szanować ani się z nimi w pełni utożsamiać z tego prostego powodu, że nie są ich częścią i gardzą nimi tak samo, jak one gardzą nią. Sądzę, że do dzisiaj tak jest. Zresztą można to sprawdzić na prostym eksperymencie myślowym: gdzie jakiś hipotetyczny dobrze sytuowany mieszczanin z Krakowa albo Warszawy poszedłby się obnosić ze swoim kulturalnym obyciem i zawodową pozycją - do opery, czy na pokaz akrobatów?
Pamiętam, że szefowa grupy cyrkowej z którą współpracowało moje wspaniałe miejsce pracy to była taka ekstremalnie wkurwiona punkówa z epizodami mieszkania na niemieckich i holenderskich squotach - i uwielbiała o tym mówić jeśli ktoś nieopatrznie zadał jej jakieś pytanie okołoświatopoglądowe. Jakby Pacjent z tabalugą jej posłuchali, to by padli sobie nawzajem w objęcia, zaczęli głaskać się po głowach i szeptać do uszu cytaty z Bosaka na uspokojenie skołatanych nerwów.
ŚWIAT BEZ KOŃCA pisze: ↑29-05-2026, 21:20
Ale jak się kiedyś spotkamy przy jakimś grillu czy stole albo ognisku i spędzimy przy nim ze cztery godziny, to myślę, że obaj wyjdziemy zadowoleni.
Sporo jeżdże po kraju, więc wszystko jest możliwe, who knows.
It's a Kafka high. You feel like a bug.
***
Przygody Batona na czarnym lądzie