30-11-2025, 13:13
Spojrzałem na ten temat przypadkiem i zachęcony recenzjami słucham teraz pełniaka. To nie jest do końca muzyka jakiej słucham na co dzień, to nie jest nisza w której czuję się najlepiej, ale może zimowa, ponura aura za oknem, albo kac który mnie z lekka męczy wpłynęły na odbiór tej płyty. Największą rewelacją ostatnich miesięcy bym ich nie nazwał, ale jako całość płyta broni się dość dobrze i najzwyczajniej w świecie dobrze mi się jej słucha.
Płusem jest tutaj przede wszystkim unosząca się niczym gęste opary mgły nad starym cmentarzem aura grozy . Ten posępny klimat który wyziera z głośników sprawia, że kolejne utwory nie nużą, co w przypadku zespołów grających wolno jest nader częste. Tutaj gitary a także sekcja rytmiczna mielą słuchacza bardzo powoli, pozwalają mu wczuć się w tą chłodną, trupią atmosferę, sprawiają, że oblepia ona słuchacza niczym cuchnąca maż wydobywająca się z otwartych, starych grobowców. Brzmienie ciężkie, walcowate, wokal niski, dobrze wpleciony między pozostałe instrumenty. To co sprawia, że muzyka jest bardziej wciągająca, bardziej przejrzysta, to melodie, przemykające jak cienie gdzieś za ścianą gitar.
Te melodie nie są jednak cukierkowe, słodkie, bardziej podkręcają ogólny, ponury wydźwięk nadając charakteru poszczególnym utworom. Brakuje tutaj tylko jakichś smaczków jak bijące dzwony poukrywane gdzieś pomiędzy poszczególnymi kawałkami. W zasadzie, wszystko tutaj jest dobrze przygotowane. Jest gęsto, ponuro, ciężkie riffy przyozdobione melodyjnymi, aczkolwiek nie nachalnymi ozdobnikami, oszczędna perkusja i grobowy wokal. Klimat całości wyjątkowo sprawdza się w takie chłodne, mroczne dni, w pełni słońca raczej się nie sprawdzą. Jesienno zimowa płyta, depresyjna, odbierająca nadzieję, zapatrzona w lata 90-te. Trzeba ją poczuć, by polubić. Mi przypasowała, zobaczymy czy przetrzyma próbę czasu.