Maruder pisze: ↑30-12-2023, 15:03
10 km na kacu to Ty brachu bez kaca Phelpsa bys upokarzal. Najwieksi ironmani moga Ci byc wdzieczni, ze jednak pozostales w branzy prawniczej kosztem plywania.
A tak bardzoej seriously przydalby mi sie jeden, dwa treningi plywackie tygodniowo - to jest ten typ ruchu Po ktorym czuje sie swietnie zarowno od strony fizycznej/wydolnosciowej jak i wplywa korzystnie na uklad kostnoszkieletowy -ALE pakowanie, jazda polgodzinna w jedna, druga itp. Tutaj bieganie+ workout z kettlami goruja, te 30+ min.z hakiem duzo zmienia a powiedzmy sobie szczerze - stac na to nawet najbardziej zapracowanych.
Bzdura. W pływaniu długodystansowym kraulem są zawodnicy co robią 3x tyle jak te 10 km. Robię coś wg swoich zamierzeń. Płynę w własnym rytmie, z nikim nie konkuruje, nie o to chodzi żeby pokazać który ma dłuższego, to taka forma jogi dla mnie. Po okołu 3 godzin płyniecia kraulem zastanawiam się jaki dystans pokonałem. Łapy popuchnięte, organizm wyziębiony, Tłuscza spalam w wodzie. Nie zastanawiam się po 3 godzinach machania łapami kraulem- gdzie jestem tylko mam przed oczyma cel nie w głab morza czy oceanu tylko wzdłuż. Moja rodzina się za bardzo wkurwia jak nie ma mnie przez 4-8 godzin . Pływanie długodystansowe jest stanem umysłu.
Czasem się człowiek pozyga w wodzie ,bo fale i do ust ta woda się dostaję.
Jestem fanatykiem. Sprawia mi to szczęście.
Chuj wie skąd to się wzięło. Pewnie jak u większość pływaków. Jestem pobudzony zbyt mocno przez bodźce i jak przypierdole tak 4 godziny pływania kraulem to się uspokajam. Forma terapi i też chyba leczenia adhd. Poczucie wolności. To na pewno.
W pływaniu jest coś co mnie wyzwala. Cięzko to określić. To taka forma spowiedzi jak dla katolika co chodzi do konfesjonału i się spowiada.
Mnie to uspokaja.
Poza tym nie ma silniejszego bodźca jak tak na 2 km wypłniesz w głab morza, oceanu tracąc kontakt z lądem, myśląc- znów to kurwa zrobiłem i spierdoli się pogoda po drodze i masz z tyłu głowy ,że jak się na skutek wzburzonych fal opijesz wody to nie dopłyniesz tylko padniesz gdzieś posrodku wód i po tobie. To takie dryfowanie jak w każdym sporcie ekstremalnym. Ja mam taką zajawkę.
Tego nie da się na chłopski rozum wytłumaczyć.
To wszytko siedzi w głowie. Płynę i zapominam o bożym świecie.
Pływanied ługotystansowe to reset mózgu, Oderwanie sie od tego wszystkiego co robię na codzień. Wolność w wodzie którą nabieram z każdym przepłyniętym kilometrem.
To stan umysłu, ducha, ciała jesteśw wodzie i tak machasz tymi rękami i masz katharsis.
Fajne też rzeczy w morzu czy ocenie można zoobserwować. Tyle zwierząt wodnych. Kiedyś w ocenie dryfowałem gdzie było miejsce żarłaczy białych. Pływałem w takim napięciu ,że mało co mi kapielówki nie pękły na dupie. Ja pierdole jak dygałem. Kurwa przejebane emocje. Z delfinami kiedyś się daleko od lądu spikłem i towarzyszyły mi prze godzinę płynięcia. Poważnie.
W Czarnogórze kiedyś wypłynałem i w takie wodne wodorośla na środku jeziora się zaplątałem.
Kiedyś odpoczywałęm na skałach na klifie w Portugali i upierdolił mnie taki jeden skurupiak- pół dupy miałem spuchniętej. Zmęczyłem się paru godzinach eskloracji wybrzeża i se siadłem. Jebany jak mi się w zad wbił - gorzej jak te igły za czasów lat 90 w ośrodkach zdrowia jak cię sczepili na ospę.
Zawsze się tak zastanawiam- jeśli nie poszedłbym w kierunku prawa i postawił na sport tj pływanie ciekawe jak moje życie by się potoczyło. Wszystko co robimy wymaga włożonego wysiłu i poświecenia. Bezwzględnego- jeśli coś chcesz znaczyć. Gdzieś tam na jakimś etapie powiedziałem sobie- będę prawnikiem, ale pływania nigdy nie porzuciłem. Pewnie jak jebnę kancelarią to pierwsze co zrobię to otworzę szkołe pływacką. Jest to bardziej jak pewne.
Nauczyłem pływania ludzi co mają dwie lewe ręce, nawet lube a to kurwa wierzcie mi sukces.