21-05-2023, 13:51
Jako fan komiksów stwierdzam, że seria Thorgal była jedną z najlepszych serii jaka powstała na tym łez padole. Były również inne ciekawe, jak Yans ( ale z naciskiem że tylko do "Prawa Ardelii", kiedy Valsary zginął, później seria jakoś wyparowała z postapokaliptycznego, przytłaczajacego klimatu ), Rork ( tu pierwsze dwa zeszyty były tak gęste pod kątem klimatu mroku, grozy że wręcz gniotły, później poziom był utrzymany, ale czegoś brakowało, być może dlatego, że Andreas wrócił do serii po latach); Hellboy ( dobry w całości, ale niektóre zeszyty ciut słabsze ), Sto nabojów ( całość, choć później już coraz bardziej zagmatwali sprawę, ale bardzo dobre to było ), Kaznodzieja ( dobrze się zapowiadał, ale później nieco stracił impet ) Sin City ( mroczne, ale późniejsze odcinki też już nie tak mocne jak pierwsze ).....
Natomiast Thorgal.... moim skromnym zdaniem to inksza inkszość. Przede wszystkim fabuła. Historia wikinga, który okazuje się być potomkiem ludzi z gwiazd, doskonałe połącznie wierzeń, legend nordyckich, z elementami zagłady Atlantydy, próbą wyjaśnienia powstania i upadku cywilizacji indian w Ameryce Południowej.... Wszystko tutaj spina się w jedną całość, Nawet pojedyncze epizody były ze sobą splecione, czasem pojawiały się w kolejnych odcinkach, szczególnie gdy chodziło o postacie. Sama Kriss de Valnor która pojawiła się w "Łucznikach" musiała rozpalić wyobraźnię fanów, skoro zaczęła się notorycznie przewijać przez pozostałe odcinki. Kreska Rosińskiego doskonała, bardzo lubię jego styl.
No i to co odróżniało go od innych serii - kolejne odcinki które sprawiały, że ta saga, powieść rysunkowa czy jak to chcecie nazwać, sprawiały, że cały czas czekało się na kolejną. Do "Miasta zaginionego boga" ta seria to kult, późniejsze, mimo, że mogły wydać się słabsze, nadal bardzo dobre. I to jest właśnie ten fenomen - cały czas ta seria trzymała poziom..... Później coś jednak mi zabrakło. Może brak Rosińskiego? Może fakt, że coraz nowsi rysownicy podnosili rękawicę i mierzyli się z talentem Rosińskiego? Może nie sama kreska już była tu powodem do narzekania, co pewne mielizny w scenariuszu. Serie poboczne w uniwersum Thorgala przypominają mi te wszystkie filmy stworzone w uniwersum gwiezdnych wojen - niby ok, ale gdyby ich nie było, nie odczułbym jakoś wielkiej straty.
Historia życia Thorgala Aegirsonna to jedna z najlepszych rzeczy jakie mogły pzytrafić się komiksowi.