Lukass pisze: ↑21-04-2026, 21:59
Bzdura srura. Pojęcia "kobieta" i "mężczyzna" są w przewadze synonimami dla "samica" i "samiec" w odniesieniu do człowieka.
Nie sądzę, żeby można było tak powiedzieć. Nie wiem co prawda, jaką
przewagę Ty masz na myśli, ale z moich obserwacji życia Homo sapiens wynika, że kiedy używamy tych określeń w codziennym życiu robimy to zazwyczaj po to, by odnieść się do jakiegoś faktu z zakresu życia społecznego i odgrywanych w nim ról, a nie do biologii.
Lukass pisze: ↑21-04-2026, 21:59
Wyjściowo, płeć to jednak kategoria biologiczna.
Oczywiście, że płeć wywodzi się z pnia biologicznego, ale człowiek nie jest istotą jedynie biologiczną, ale też, a nawet przede wszystkim, społeczną i samoświadomą. Samookreśla siebie i jest określany przez otoczenie.
Lukass pisze: ↑21-04-2026, 21:59
Wymiary psychologiczny i społeczny są zbyt płynne, żeby można ich było użyć przy tworzeniu definicji.
Jeśli definicja ma się odnosić do człowieka i coś o nim jako istocie płciowej prawdziwego mówić, to te wymiary muszą być ujęte. Inaczej, moim zdaniem, mamy do czynienia z fałszem.
Lukass pisze: ↑21-04-2026, 21:59
Zresztą, to broń obosieczna.
Lukass pisze: ↑21-04-2026, 21:59
Przecież kulturowo w naszym społeczeństwie homoseksualista nie jest mężczyzną.
No właśnie, sam podałeś świetny przykład negujący przewagę
biologiczności w
mężczyźnie jako pojęciu. Zauważ, że takie rozumowanie odrywające
męskość od biologii ludzkiego samca nie powstało bynajmniej pod wpływem poglądów tzw. progresywnych, wręcz przeciwnie. Powiedziałbym wręcz, że to strona konserwatywna, jako bardziej przywiązana do kanonu ról, znacznie częściej produkuje komunikaty kwestionujące czyjąś męskość lub kobiecość.
Mózg powiększa się w czaszce, kiedy wody w rzece wzbierają. Wtenczas błony czerepu się wznoszą, przybliżając do czaszki.