Po 1h57min zszedlem na 23km z trasy i po 300m zameldowalem sie w wannie. Znam swoj organizm i podatnosc na warunki - bylo zdecydowanie za goraco jak dla mnie. Tak wiec zlamanie 3:50 nie wchodzilo w rachube, nie bylo sensu tego przedluzac.Żwirek i Muchomorek pisze: ↑27-09-2026, 17:26Straciłem dzisiaj dziewictwo!
Było tak:
Mimo nieprzewidzianych problemów z nogą udało mi się skończyć netto w czasie 4h18m, więc się cieszę, bo w trakcie to miałem wątpliwości czy dam radę w ogóle dotrzeć do mety - noga mi zesztywniała jak u herr Flicka z "Allo Allo" i od 34 kilometra wzwyż to był marszobieg przerywany truchcikiem a nie bieganie. Dalej nie bardzo się zgina, no ale chuj, przynajmniej mnie nie ściągali karetką jak jakiegoś kolesia przede mną, któremu chyba serce jebło (chociaż w necie o tym nie piszą, więc najwyraźniej skończyło się dobrze). W ogóle słońce dało do pieca konkretnie, przypadków leżenia krzyżem na betonie naliczyłem kilkanaście, w tym jeden niecały kilometr od mety.
@ggfh, ile wykręciłeś?
Na wysokosci ZOO udzielano pomocy jakiejs dziewczynie. Znajoma opowiadala, ze wlasnie na 26 27km z ogrodkach dzialkowych jakis dramat sie rozgrywal.
Gratulacje i jak masz ochote to zachecam do wziecia udzialu w Love'lasie w drugiej polowie listopada. (25km po lesie, chlod, snieg zdarzaja sie regularnie, okolice Mielca)



