Adam Małysz dostarczył więcej sportowych emocji niż 80% reszty polskiego sportu.Za każdy weekend ze skokami będe mu do końca życia wdzięczny.
MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
-
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 3150
- Rejestracja: 17-02-2018, 21:00
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1684
- Rejestracja: 06-09-2010, 23:25
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
na Ołbin się nie zapuszczalismy bo mieliśmy kosę z trójkątem po drugiej stronie fosy i formującym się kibolstwem z rynku ( ale oni napierdalali się też z naszymi kibolami) więc był wieczny rozpierdol. Jak dorzucisz do tego hordy cyganów z oficyn z Kołłątaja, handlarzy z parku sawickiej, koncerty punkowe na wzgórzu partyzantów, mafię samochodowa z reduty, meliny w każdej bramie, neonazistów, niedorozwojow, pedofilów, narciarzy, gitów, pedałów z klubu scena, i całą resztę gówna to sobie czasami myślę, że melissa, która miałem 200m od domu zapewniała mi do tego najlepszy możliwy podkład muzyczny. Chociaż jeśli mnie pamięć nie myli to wcześniej były już fajne piraty na placu wolności.Ascetic pisze: ↑18-02-2024, 22:45Ołbin here. Dokładnie rewir: klary zetkin, jaracza, < (nie pamiętam, przy której mieszkała babcia Lecha Janerki. Bramę dokładnie mam pzred oczami, jak z niej wychodzi i zasuwa z siatą do pobliskiego warzywniaka, do tzw. do Żyda) nowowiejska, wyszyńskiego sztrase.olgims pisze: ↑18-02-2024, 22:13no lata 90te to były jaja jak berety. się kurwa działo. kolega satanista prawie zapierdolil 3 nauczycielki nożem i siekiera. była krew wrzaski ewakuacja. prawdziwy blek metyl. pamiętam jak mnie kurwy katolickie ciągle strofowaly za odwrócone krzyże pentagramy i trupy na koszulkach ale żartów nie było, bo każdy zapierdalal z jakimś nożem rambo albo pistoletem w plecaku. było też dużo narkotyków, skini napierdalali się z punkami, złodzieje z psami, cyganie handlowali heroina wąchając klej, skejci dostawali wpierdol od wszystkich. Piwnice, tanie wina, rozgrywki w pile z dogrywkami na piesci, chuligaństwo i wandalizm. Patologia pełna geba, stare miasto festung breslau!
Z wyżej wymienionych, metaluchów jak na lekarstwo, właściwie, aż do LO, byłem wręcz awangardą. Jeden z niewielu z długimi włosami, jeden z pierwszych w szkole, katany, jakieś imitacje hajtopówriboków, malowane własnoręcznie ekrany, później styl mieszany, szelki, martensy. Nie wiem, czy z tytułu tego, że kasa w domu była od zawsze, to chyba miałem najwięcej kaset, kupowanych czy na dworcu głównym, czy na placu grunwaldzkim, czy w mellisie.
Właściwie to dziwne były czasy. Nie wykluczam, że to też kwestia miasta. Otaczali mnie od ludzi słuchających (chyba też grający) wrocławskiego Serpent Beat (takie polskie birthday party), hardokorowcy od Negazione czy Raw Power, sharpowcy, czy najbliższy kumpel z LO, który był depeszem. Kolejny z LO grał jass, stał się swoją drogą uznanym muzykiem dżezowym. Imprezy to już był prawdziwy miks, Bartek co produkował później Brodkę, fascynaci Jane;s Addiction, czy ci co przynosili industrial nie wiem czy nie od samego Fretta. Kopalnia doświadczeń muzycznych. Do tego pierwsza dziewczyna w klasie w LO która raczyła wszystkich kwasami, namawiała do słuchania tDoors, czy tBeatles z okresy ćpunskiego, czy druga, która miała znajomków blek metylowców, i pierwsza podsunęła mi choćby Christ Agony. Do tego skejci-modelarze-klejarza już się pojawiali, cyganów w brud, że tak powiem, i jak wyżej, gała, a sensie granie między podwórkami i napierdalanki też, w tym z Romami, którzy dobrze sobie w nią radzili. Hardkorowcy i skini, to już ekipa spod Astry i dalej z Kosmonautów. Miszung był to konkretny, do tego stopnia, że jak dziś pamiętam, że przeżyłem mocne zdziwko, że ten co mnie zabrał, z ekipą na Matalkę, przeobraził się w dżanglowego dj'a.
Sama w sobie droga metalowa była względnie samotna. Nie wiem czemu ale było więcej tych słuchającyhc wszystkiego tylko nie metalu. Ci co nie słuchali metalu, sporo swojego dorzucili. Do dziś mam dawane kasety, płyty, czy jakieś nagrywki od znajomków. Od skinowskich spraw, po włoskie hc, czy Janes Addiction. Zajebiście dobrze te czasy wspominam. Melanże, koncerty, imprezy, wspólne słuchanie muzyki. Bo właściwie moi główni znajomi to Ci od muzyki. Albo gdzieś grali, albo się jarali muzyką.
Ostatnio zmieniony 18-02-2024, 23:07 przez olgims, łącznie zmieniany 1 raz.
Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
I laugh as I cast the first stones at Christ
- Ascetic
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 16410
- Rejestracja: 10-01-2015, 15:54
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
To dużo wyjaśnia. Od zawsze mam bekę z wąsaczy co się ustawiają pod krokwią i żyją sentymentem do małyszomani xD Nigdy tego gówna nie oglądałem, zawsze mam nakładkę, że tylko sielanka na meczach siatkówki jest bardziej żałosna. Model, uśmiechnięta polska rodzinka, flagi, zapiekanka, ewentualnie rozwodniony browar w kubeczku LOL
Jak sport to żużel na Olimpijskim, nożna na Polarze, i czasem wypad na stary stadion Śląska.
lys på slutten av lys
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1684
- Rejestracja: 06-09-2010, 23:25
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ot to, stara dobra oporowskaAscetic pisze: ↑18-02-2024, 23:03To dużo wyjaśnia. Od zawsze mam bekę z wąsaczy co się ustawiają pod krokwią i żyją sentymentem do małyszomani xD Nigdy tego gówna nie oglądałem, zawsze mam nakładkę, że tylko sielanka na meczach siatkówki jest bardziej żałosna. Model, uśmiechnięta polska rodzinka, flagi, zapiekanka, ewentualnie rozwodniony browar w kubeczku LOL
Jak sport to żużel na Olimpijskim, nożna na Polarze, i czasem wypad na stary stadion Śląska.

Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
I laugh as I cast the first stones at Christ
- Ascetic
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 16410
- Rejestracja: 10-01-2015, 15:54
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Romów to my mieliśmy swoich (przy Nowowiejskiej, w kierunku Rychtalalskiej Łukaszuny zamieszkiwały) xD no i tych tam przy jednostce koło mojego LO. Nie powiem, człowiek się trochę bał. Co ja co ale nie pierdolili się w tańcu a ci boneheadzi z 7LO, co później posadzili po IPNach to kurwa fraszka igraszka była. Łysi to ewentualnie koszem na śmieci rzucali, cygnowi nigdy nie było wiadomo, co do łba strzeli.olgims pisze: ↑18-02-2024, 23:01na Ołbin się nie zapuszczalismy bo mieliśmy kosę z trójkątem po drugiej stronie fosy i formującym się kibolstwem z rynku ( ale oni napierdalali się też z naszymi kibolami) więc był wieczny rozpierdol. Jak dorzucisz do tego hordy cyganów z oficyn z Kołłątaja, handlarzy z parku sawickiej, koncerty punkowe na wzgórzu partyzantów, mafię samochodowa z reduty, meliny w każdej bramie, neonazistów, niedorozwojow, pedofilów, narciarzy, gotów, pedałów z klubu scena, i całą resztę gówna to sobie czasami myślę, że melissa, która miałem 200m od domu zapewniała mi do tego najlepszy możliwy podkład muzyczny. Chociaż jeśli mnie pamięć nie myli to wcześniej były już fajne piraty na placu wolności.Ascetic pisze: ↑18-02-2024, 22:45Ołbin here. Dokładnie rewir: klary zetkin, jaracza, < (nie pamiętam, przy której mieszkała babcia Lecha Janerki. Bramę dokładnie mam pzred oczami, jak z niej wychodzi i zasuwa z siatą do pobliskiego warzywniaka, do tzw. do Żyda) nowowiejska, wyszyńskiego sztrase.olgims pisze: ↑18-02-2024, 22:13no lata 90te to były jaja jak berety. się kurwa działo. kolega satanista prawie zapierdolil 3 nauczycielki nożem i siekiera. była krew wrzaski ewakuacja. prawdziwy blek metyl. pamiętam jak mnie kurwy katolickie ciągle strofowaly za odwrócone krzyże pentagramy i trupy na koszulkach ale żartów nie było, bo każdy zapierdalal z jakimś nożem rambo albo pistoletem w plecaku. było też dużo narkotyków, skini napierdalali się z punkami, złodzieje z psami, cyganie handlowali heroina wąchając klej, skejci dostawali wpierdol od wszystkich. Piwnice, tanie wina, rozgrywki w pile z dogrywkami na piesci, chuligaństwo i wandalizm. Patologia pełna geba, stare miasto festung breslau!
Z wyżej wymienionych, metaluchów jak na lekarstwo, właściwie, aż do LO, byłem wręcz awangardą. Jeden z niewielu z długimi włosami, jeden z pierwszych w szkole, katany, jakieś imitacje hajtopówriboków, malowane własnoręcznie ekrany, później styl mieszany, szelki, martensy. Nie wiem, czy z tytułu tego, że kasa w domu była od zawsze, to chyba miałem najwięcej kaset, kupowanych czy na dworcu głównym, czy na placu grunwaldzkim, czy w mellisie.
Właściwie to dziwne były czasy. Nie wykluczam, że to też kwestia miasta. Otaczali mnie od ludzi słuchających (chyba też grający) wrocławskiego Serpent Beat (takie polskie birthday party), hardokorowcy od Negazione czy Raw Power, sharpowcy, czy najbliższy kumpel z LO, który był depeszem. Kolejny z LO grał jass, stał się swoją drogą uznanym muzykiem dżezowym. Imprezy to już był prawdziwy miks, Bartek co produkował później Brodkę, fascynaci Jane;s Addiction, czy ci co przynosili industrial nie wiem czy nie od samego Fretta. Kopalnia doświadczeń muzycznych. Do tego pierwsza dziewczyna w klasie w LO która raczyła wszystkich kwasami, namawiała do słuchania tDoors, czy tBeatles z okresy ćpunskiego, czy druga, która miała znajomków blek metylowców, i pierwsza podsunęła mi choćby Christ Agony. Do tego skejci-modelarze-klejarza już się pojawiali, cyganów w brud, że tak powiem, i jak wyżej, gała, a sensie granie między podwórkami i napierdalanki też, w tym z Romami, którzy dobrze sobie w nią radzili. Hardkorowcy i skini, to już ekipa spod Astry i dalej z Kosmonautów. Miszung był to konkretny, do tego stopnia, że jak dziś pamiętam, że przeżyłem mocne zdziwko, że ten co mnie zabrał, z ekipą na Matalkę, przeobraził się w dżanglowego dj'a.
Sama w sobie droga metalowa była względnie samotna. Nie wiem czemu ale było więcej tych słuchającyhc wszystkiego tylko nie metalu. Ci co nie słuchali metalu, sporo swojego dorzucili. Do dziś mam dawane kasety, płyty, czy jakieś nagrywki od znajomków. Od skinowskich spraw, po włoskie hc, czy Janes Addiction. Zajebiście dobrze te czasy wspominam. Melanże, koncerty, imprezy, wspólne słuchanie muzyki. Bo właściwie moi główni znajomi to Ci od muzyki. Albo gdzieś grali, albo się jarali muzyką.
Na Wzgórzu Partyzantów też sie bywało na gigach. Ale chyba w jakimś dziwnym stanie, bo za chiny ludowe nie pamiętam jakie gigi tam zaliczyłem. Zresztą musiałem notorycznie najebany chodzić, bo prawie wcale koncertów we Wr nie pamiętam xD
Tutaj kiedy o Mellisie, czy Pałacyku było sporo (tam też byłem kilka razy na koncertach, i też nie pamiętam na jakich). Tak, to była mekka. Do tej pory mam bootalongsliwa Napalów od nich. Ekhh ... No i miałeś dwa kroki do świątyni rozpusty. Tam w bramie, w kierunku dworca, po tej samej stronie, najlepszy burdel we Wr był. Przy szkole muzycznej też. Dużo się tam potu i nie tylko wylało LOL
lys på slutten av lys
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1684
- Rejestracja: 06-09-2010, 23:25
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Pałacyk to był przez pewien czas obstawiany przez ekipę z mojej parafii i jakiś armencow albo innych albańczyków, tam wszyscy ćpali, a później się napierdalali czym popadnie. A naprzeciwko dokładnie komenda w podwórku, a w przejazdowce heroina handlują. No i racja, zaraz obok dworcowa i kurwy stoją a po bramach burdele. No i słynny klub sportowy burza. Jak sobie pomyślę, to był generalnie niezły sajgon w samym centrum - zresztą w hotelu sajgon na dominikańskim też się działo. Ale w sumie wszędzie we Wrocku była rozjebunda, stare miasto, rynek, kosmos, tgg, bema/jedności, nowy dwór, gaj, oporów i grabiszyńska, oporowska, rondo, hallera. Pożoga!Ascetic pisze: ↑18-02-2024, 23:12Romów to my mieliśmy swoich xD no i tych tam przy jednostce koło mojego LO. Nie powiem, człowiek się trochę bał. Co ja co ale nie pierdolili się w tańcu a ci boneheadzi z 7LO, co później posadzili po IPNach to kurwa fraszka igraszka była. Łysi to ewentualnie koszem na śmieci rzucali, cygnowi nigdy nie było wiadomo, co do łba strzeli.olgims pisze: ↑18-02-2024, 23:01na Ołbin się nie zapuszczalismy bo mieliśmy kosę z trójkątem po drugiej stronie fosy i formującym się kibolstwem z rynku ( ale oni napierdalali się też z naszymi kibolami) więc był wieczny rozpierdol. Jak dorzucisz do tego hordy cyganów z oficyn z Kołłątaja, handlarzy z parku sawickiej, koncerty punkowe na wzgórzu partyzantów, mafię samochodowa z reduty, meliny w każdej bramie, neonazistów, niedorozwojow, pedofilów, narciarzy, gotów, pedałów z klubu scena, i całą resztę gówna to sobie czasami myślę, że melissa, która miałem 200m od domu zapewniała mi do tego najlepszy możliwy podkład muzyczny. Chociaż jeśli mnie pamięć nie myli to wcześniej były już fajne piraty na placu wolności.Ascetic pisze: ↑18-02-2024, 22:45
Ołbin here. Dokładnie rewir: klary zetkin, jaracza, < (nie pamiętam, przy której mieszkała babcia Lecha Janerki. Bramę dokładnie mam pzred oczami, jak z niej wychodzi i zasuwa z siatą do pobliskiego warzywniaka, do tzw. do Żyda) nowowiejska, wyszyńskiego sztrase.
Z wyżej wymienionych, metaluchów jak na lekarstwo, właściwie, aż do LO, byłem wręcz awangardą. Jeden z niewielu z długimi włosami, jeden z pierwszych w szkole, katany, jakieś imitacje hajtopówriboków, malowane własnoręcznie ekrany, później styl mieszany, szelki, martensy. Nie wiem, czy z tytułu tego, że kasa w domu była od zawsze, to chyba miałem najwięcej kaset, kupowanych czy na dworcu głównym, czy na placu grunwaldzkim, czy w mellisie.
Właściwie to dziwne były czasy. Nie wykluczam, że to też kwestia miasta. Otaczali mnie od ludzi słuchających (chyba też grający) wrocławskiego Serpent Beat (takie polskie birthday party), hardokorowcy od Negazione czy Raw Power, sharpowcy, czy najbliższy kumpel z LO, który był depeszem. Kolejny z LO grał jass, stał się swoją drogą uznanym muzykiem dżezowym. Imprezy to już był prawdziwy miks, Bartek co produkował później Brodkę, fascynaci Jane;s Addiction, czy ci co przynosili industrial nie wiem czy nie od samego Fretta. Kopalnia doświadczeń muzycznych. Do tego pierwsza dziewczyna w klasie w LO która raczyła wszystkich kwasami, namawiała do słuchania tDoors, czy tBeatles z okresy ćpunskiego, czy druga, która miała znajomków blek metylowców, i pierwsza podsunęła mi choćby Christ Agony. Do tego skejci-modelarze-klejarza już się pojawiali, cyganów w brud, że tak powiem, i jak wyżej, gała, a sensie granie między podwórkami i napierdalanki też, w tym z Romami, którzy dobrze sobie w nią radzili. Hardkorowcy i skini, to już ekipa spod Astry i dalej z Kosmonautów. Miszung był to konkretny, do tego stopnia, że jak dziś pamiętam, że przeżyłem mocne zdziwko, że ten co mnie zabrał, z ekipą na Matalkę, przeobraził się w dżanglowego dj'a.
Sama w sobie droga metalowa była względnie samotna. Nie wiem czemu ale było więcej tych słuchającyhc wszystkiego tylko nie metalu. Ci co nie słuchali metalu, sporo swojego dorzucili. Do dziś mam dawane kasety, płyty, czy jakieś nagrywki od znajomków. Od skinowskich spraw, po włoskie hc, czy Janes Addiction. Zajebiście dobrze te czasy wspominam. Melanże, koncerty, imprezy, wspólne słuchanie muzyki. Bo właściwie moi główni znajomi to Ci od muzyki. Albo gdzieś grali, albo się jarali muzyką.
Na Wzgórzu Partyzantów też sie bywało na gigach. Ale chyba w jakimś dziwnym stanie, bo za chiny ludowe nie pamiętam jakie gigi tam zaliczyłem. Zresztą musiałem notorycznie najebany chodzić, bo prawie wcale koncertów we Wr nie pamiętam xD
Tutaj kiedy o Mellisie, czy Pałacyku było sporo (tam też byłem kilka razy na koncertach, i też nie pamiętam na jakich). Tak, to była mekka. Do tej pory mam bootalongsliwa Napalów od nich. Ekhh ... No i miałeś dwa kroki do świątyni rozpusty. Tam w bramie, w kierunku dworca, po tej samej stronie, najlepszy burdel we Wr był. Przy szkole muzycznej też. Dużo się tam potu i nie tylko wylało LOL
Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
I laugh as I cast the first stones at Christ
-
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 3150
- Rejestracja: 17-02-2018, 21:00
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ale mnie pierdolą kibice pod Krokwią, ja oglądałem z domu i oprócz meczów ligi mistrzów z lat 90 skoki za Małysza to były dla mnie niesamowite emocje.Ja oglądałem to dla rywalizacji która wtedy była zajebista.Nigdy nie zwracałem uwagi na kibiców tak jak Ty to robisz co zresztą wyjaśniłeś. Siatkówka mnie w ogóle nie rusza. Żużel kiedyś oglądałem ale został wyparty przez nogę. Ja mowie o polskim sporcie, oprócz Małysza chyba jeszcze tylko Andrzej o 5rano robił mi tak dobrzeAscetic pisze: ↑18-02-2024, 23:03To dużo wyjaśnia. Od zawsze mam bekę z wąsaczy co się ustawiają pod krokwią i żyją sentymentem do małyszomani xD Nigdy tego gówna nie oglądałem, zawsze mam nakładkę, że tylko sielanka na meczach siatkówki jest bardziej żałosna. Model, uśmiechnięta polska rodzinka, flagi, zapiekanka, ewentualnie rozwodniony browar w kubeczku LOL
Jak sport to żużel na Olimpijskim, nożna na Polarze, i czasem wypad na stary stadion Śląska.
- Ascetic
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 16410
- Rejestracja: 10-01-2015, 15:54
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Teraz Lotus? Od momentu kiedy zamknąłem definitywnie sprawy wrocławskie sypiałem tam kilka razy*. Bo blisko na św. Katarzyny na gig na Industrial fest, czy też na Into The Abyss, czy pomelanżować ze starymi znajomymi z Wr. Mam wrażenie, że Wrocław złagodniał, pozmieniały się nazwy ulic, pewnie też obiektów, nie jest już jak w gęstych90, ale to obserwacja już z boku. Nawet te kilka ostatnich nocnych tripów po rynku czy okolicach, bez komplikacji było, co kiedyś nie było normą.olgims pisze: ↑18-02-2024, 23:29Pałacyk to był przez pewien czas obstawiany przez ekipę z mojej parafii i jakiś armencow albo innych albańczyków, tam wszyscy ćpali, a później się napierdalali czym popadnie. A naprzeciwko dokładnie komenda w podwórku, a w przejazdowce heroina handlują. No i racja, zaraz obok dworcowa i kurwy stoją a po bramach burdele. No i słynny klub sportowy burza. Jak sobie pomyślę, to był generalnie niezły sajgon w samym centrum - zresztą w hotelu sajgon na dominikańskim też się działo. Ale w sumie wszędzie we Wrocku była rozjebunda, stare miasto, rynek, kosmos, tgg, bema/jedności, nowy dwór, gaj, oporów i grabiszyńska, oporowska, rondo, hallera. Pożoga!Ascetic pisze: ↑18-02-2024, 23:12Romów to my mieliśmy swoich xD no i tych tam przy jednostce koło mojego LO. Nie powiem, człowiek się trochę bał. Co ja co ale nie pierdolili się w tańcu a ci boneheadzi z 7LO, co później posadzili po IPNach to kurwa fraszka igraszka była. Łysi to ewentualnie koszem na śmieci rzucali, cygnowi nigdy nie było wiadomo, co do łba strzeli.olgims pisze: ↑18-02-2024, 23:01
na Ołbin się nie zapuszczalismy bo mieliśmy kosę z trójkątem po drugiej stronie fosy i formującym się kibolstwem z rynku ( ale oni napierdalali się też z naszymi kibolami) więc był wieczny rozpierdol. Jak dorzucisz do tego hordy cyganów z oficyn z Kołłątaja, handlarzy z parku sawickiej, koncerty punkowe na wzgórzu partyzantów, mafię samochodowa z reduty, meliny w każdej bramie, neonazistów, niedorozwojow, pedofilów, narciarzy, gotów, pedałów z klubu scena, i całą resztę gówna to sobie czasami myślę, że melissa, która miałem 200m od domu zapewniała mi do tego najlepszy możliwy podkład muzyczny. Chociaż jeśli mnie pamięć nie myli to wcześniej były już fajne piraty na placu wolności.
Na Wzgórzu Partyzantów też sie bywało na gigach. Ale chyba w jakimś dziwnym stanie, bo za chiny ludowe nie pamiętam jakie gigi tam zaliczyłem. Zresztą musiałem notorycznie najebany chodzić, bo prawie wcale koncertów we Wr nie pamiętam xD
Tutaj kiedy o Mellisie, czy Pałacyku było sporo (tam też byłem kilka razy na koncertach, i też nie pamiętam na jakich). Tak, to była mekka. Do tej pory mam bootalongsliwa Napalów od nich. Ekhh ... No i miałeś dwa kroki do świątyni rozpusty. Tam w bramie, w kierunku dworca, po tej samej stronie, najlepszy burdel we Wr był. Przy szkole muzycznej też. Dużo się tam potu i nie tylko wylało LOL
* Choć moim ulubionym jest ten prowadzony przez zakonnice koło UWojewódzkiego/ Muzeum. Wender. Można się poczuć jak diabeł w zakrystii. Szkoda tylko, że się pośrednio nabija czarnym kabzę, choć za klimat niemalże klasztorny tego obiektu, warto
lys på slutten av lys
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1684
- Rejestracja: 06-09-2010, 23:25
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Powiem ci, że nie mam pojęcia jakie tam burdele teraz, ale okolica się pozmieniała bardzo mocno. W prawdzie ja już w centrum nie mieszkam od ponad 10lat ale teraz to jest po prostu typowe turystyczne miasto. Są oczywiście rejony gdzie się lepiej nie zapuszczać po zmroku ale to jak w każdym dużym mieście. Chujowo tylko, że sklepy muzyczne powymieraly w zasadzie. Są starzy hipisi z demoliki na kazimierza chyba jeszcze, z jakieś jedno stoisko w feniksie na 4/5pietrze i chyba tyle.Ascetic pisze: ↑18-02-2024, 23:39Teraz Lotus? Od momentu kiedy zamknąłem definitywnie sprawy wrocławskie sypiałem tam kilka razy*. Bo blisko na św. Katarzyny na gig na Industrial fest, czy też na Into The Abyss, czy pomelanżować ze starymi znajomymi z Wr. Mam wrażenie, że Wrocław, złagodniał, pozmieniały się nazwy ulic, pewnie też obiektów, nie jest już jak w gęstych90, ale to obserwacja już z boku. Nawet te kilka ostatnich nocnych tripów po rynku czy okolicach, bez komplikacji było, co kiedyś nie było normą.olgims pisze: ↑18-02-2024, 23:29Pałacyk to był przez pewien czas obstawiany przez ekipę z mojej parafii i jakiś armencow albo innych albańczyków, tam wszyscy ćpali, a później się napierdalali czym popadnie. A naprzeciwko dokładnie komenda w podwórku, a w przejazdowce heroina handlują. No i racja, zaraz obok dworcowa i kurwy stoją a po bramach burdele. No i słynny klub sportowy burza. Jak sobie pomyślę, to był generalnie niezły sajgon w samym centrum - zresztą w hotelu sajgon na dominikańskim też się działo. Ale w sumie wszędzie we Wrocku była rozjebunda, stare miasto, rynek, kosmos, tgg, bema/jedności, nowy dwór, gaj, oporów i grabiszyńska, oporowska, rondo, hallera. Pożoga!Ascetic pisze: ↑18-02-2024, 23:12
Romów to my mieliśmy swoich xD no i tych tam przy jednostce koło mojego LO. Nie powiem, człowiek się trochę bał. Co ja co ale nie pierdolili się w tańcu a ci boneheadzi z 7LO, co później posadzili po IPNach to kurwa fraszka igraszka była. Łysi to ewentualnie koszem na śmieci rzucali, cygnowi nigdy nie było wiadomo, co do łba strzeli.
Na Wzgórzu Partyzantów też sie bywało na gigach. Ale chyba w jakimś dziwnym stanie, bo za chiny ludowe nie pamiętam jakie gigi tam zaliczyłem. Zresztą musiałem notorycznie najebany chodzić, bo prawie wcale koncertów we Wr nie pamiętam xD
Tutaj kiedy o Mellisie, czy Pałacyku było sporo (tam też byłem kilka razy na koncertach, i też nie pamiętam na jakich). Tak, to była mekka. Do tej pory mam bootalongsliwa Napalów od nich. Ekhh ... No i miałeś dwa kroki do świątyni rozpusty. Tam w bramie, w kierunku dworca, po tej samej stronie, najlepszy burdel we Wr był. Przy szkole muzycznej też. Dużo się tam potu i nie tylko wylało LOL
* Choć moim ulubionym jest ten prowadzony przez zakonnice koło UWojewódzkiego/ Muzeum. Wender. Można się poczuć jak diabeł w zakrystii. Szkoda tylko, że się pośrednio nabija czarnym zarabiać, choć za klimat niemalże klasztorny tego obiektu, warto
Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
I laugh as I cast the first stones at Christ
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1684
- Rejestracja: 06-09-2010, 23:25
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
No a melissy i tak nic nie przebije. To było takie wrocławskie helvete 

Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
I laugh as I cast the first stones at Christ
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1958
- Rejestracja: 01-04-2011, 11:14
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
piotraz pisze: ↑18-02-2024, 21:59Ja pamiętam to jak dziś, 2 klasa podstawówki dorwaliśmy kasetę z master of puppets od typa który miał wszystkie nowości i katowalismy to non stop bo mój ziom chciał grać na perce a ja na gicie i obstawiliśmy tapczan i jechania...a potem już się potoczyło. Jestem starszy dlatego nie będę zaśmiecał ale z chęcią poczytam ...
- hcpig
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 10210
- Rejestracja: 06-07-2008, 13:23
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Zgodze się z tym, że wchodząc w muzykę jesteśmy determinowani też w znacznym (tzn. w większym niż się powszechnie wydaje) stopniu przez czynniki zewnętrzne tyle że tutaj chodzi mi o wskazanie tych właśnie czynników, które wpływają bardziej masowo w skali pokolenia.
Pokolenie Chlorów, które już zdążyło się tutaj odezwać w sposób deprecjonujących powiada: tylko my, wychowani w komunie, na spleśniałych winylach, Taktach i Baronach kupowanych gdyby były nowe w kiosku, na targu a nie hurtem na wczesnym allegro, klejący znaczki i kserujący ziniacze, nabyliśmy prawo dyktowania co dobre i złe a wszystko po nas to barbaria i malaria, kto kształtował muzyczną świadomość po ustawie antypirackiej i otworzeniu pierszego McDonald's ten nie poczuje muzyki jak my i w nią nie wsiąknie, my mamy monopol. Pokolenie Chlorów z wiekiem radykalizuje się, w miarę upływu czasu wskazując, że przepaści nie da się zakopać. Generalnie, nie widzi różnicy pomiędzy pokoleniem z tematu a nowymi, w tym nową falą youtubowych ajfoniarzy z subskrybcją Spotify czy czegoś takiego.
Dla mnie przypisywanie generacji z tematu do której należę ten bunnyhopiczny emoechujkizm to kuriozum. Przypomina mi się teza Szubrychta, że internet stał się powszechny po koniec lat 90'tych, bo wtedy przestało do redakcji przychodzi listy z prośbami: 'wrzućcie na składankę hord X czy Y'. Moim zdaniem w miarę powszechny internet to przynajmniej 2005 i później, powszechne nagrywarki i tanie cd-r niewiele wcześniej... Dlaczego to podkreślam? Bo im trudniej zdobyć jakieś nagranie, tym bardziej się je szanuje i słucha z większą uwagą a tak się składa, że głównym źródłem muzyki dla nas było kaseta. Każdy miał odtwarzać by takie przegrywać i do tego na samo przegranie musiał poświęcić czas i uwagę, o ile sam to robił. Kaseta byla głównym nośnikiem również muzyki oryginalnej (wszelkiej, wliczam tutaj też diskobojów), nie ze wzdlęgu na bycie wielkiem oldskulowym skurwysynem ale ze względu na niską cenę w stosunku do cedeków, to był nośnik naturalny i defaultowy z przyczyn technologicznych i ekonomicznych, chociaż oczywiście traktowany też jako ten gorszy.
Jak kaseta to i walkman, jedyne przenośne urządzenie umożliwiające słuchanie muzyki w formacie albumu a nie wyrzygów z radia. Dzieki tym dwum rzeczom jesteśmy ostatnim pokoleniem, któremu dane było zapoznawać się z muzyką w sposób kulturalny i cywilizowany bo narzuciła nam to forma, w jakiej dystrybucję muzyki zastaliśmy.
Yare Yare Daze
- Hatefire
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11172
- Rejestracja: 21-12-2010, 12:19
- Lokalizacja: Katowice - miasto wielkich wydarzeń ;)
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Bardzo słuszna obserwacja. Marks by powiedział, że byt określa świadomośćhcpig pisze: ↑19-02-2024, 18:52Kaseta byla głównym nośnikiem również muzyki oryginalnej (wszelkiej, wliczam tutaj też diskobojów), nie ze wzdlęgu na bycie wielkiem oldskulowym skurwysynem ale ze względu na niską cenę w stosunku do cedeków, to był nośnik naturalny i defaultowy z przyczyn technologicznych i ekonomicznych, chociaż oczywiście traktowany też jako ten gorszy.
Jak kaseta to i walkman, jedyne przenośne urządzenie umożliwiające słuchanie muzyki w formacie albumu a nie wyrzygów z radia. Dzieki tym dwum rzeczom jesteśmy ostatnim pokoleniem, któremu dane było zapoznawać się z muzyką w sposób kulturalny i cywilizowany bo narzuciła nam to forma, w jakiej dystrybucję muzyki zastaliśmy.
Od braci dla braci
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy
-
- postuje jak opętany!
- Posty: 665
- Rejestracja: 03-02-2024, 17:42
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ja też zdążyłem jeszcze grubo ponad setkę kaset uzbierać zanim było mnie stać na kupno cedekow
fajne czasy były
- DST
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2518
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Też nie czuję żadnych punktów wspólnych z tym jak konsumuje muzykę obecne pokolenie.Hatefire pisze: ↑19-02-2024, 19:17Bardzo słuszna obserwacja. Marks by powiedział, że byt określa świadomośćhcpig pisze: ↑19-02-2024, 18:52Kaseta byla głównym nośnikiem również muzyki oryginalnej (wszelkiej, wliczam tutaj też diskobojów), nie ze wzdlęgu na bycie wielkiem oldskulowym skurwysynem ale ze względu na niską cenę w stosunku do cedeków, to był nośnik naturalny i defaultowy z przyczyn technologicznych i ekonomicznych, chociaż oczywiście traktowany też jako ten gorszy.
Jak kaseta to i walkman, jedyne przenośne urządzenie umożliwiające słuchanie muzyki w formacie albumu a nie wyrzygów z radia. Dzieki tym dwum rzeczom jesteśmy ostatnim pokoleniem, któremu dane było zapoznawać się z muzyką w sposób kulturalny i cywilizowany bo narzuciła nam to forma, w jakiej dystrybucję muzyki zastaliśmy.Też kupowałem kasety z tej przyczyny, że nie było mnie wówczas stać na cedeki, o których marzyłem. Empetrójki ściągałem, bo nie było stać na kupienie tyłu kaset ile bym chciał. I tyle.
Każdy album na który kiedyś wpadłem miałem obsłuchany od deski do deski, większość znałem na pamięć. Byłem o tyle pierdolnięty, że każdy ściągnięty krążek wypalałem na CD-R, robiłem sobie sam wkładkę ze spisem numerów i logiem z przodu. Nawet kleiłem grzbiety. Uzbierałem takich płyt grubo ponad setkę (o ile nie dwie) i kupiłem na oryginalnych CD jak zacząłem zarabiać z 90% kolekcji. Obecnie dobijam do 700 CD. Technologia zachęca mnie do pójścia na skróty i już się aż tak nie skupiam na każdym krążku jak kiedyś, ale zawsze wysłucham każdego albumu kilkukrotnie i ewentualnie skończy na półce.
Do metalu doszło wiele innych gatunków, stąd też nie siedzę tak w nowościach jak niektórzy. Poza tym ówczesny DM często wydaje mi się grą w której wygrywa ten kto najsprawniej odda jakiś trend z przeszłości/skopiuje jakieś brzmienie. Uleciała z tego gatunku kreatywność ostatnio albo ja nic nie trafiam. Ten ostatni Spectral Voice jest zajebisty i ma swój charakter, ale z kolei nowa Contaminated zawiera muzykę, którą słyszałem pierdyliard razy. Ostatni raz kiedy słyszałem kapele death metalowe, które miały ten indywidualny pierwiastek to były chyba takie rzeczy jak Portal, Necros Christos, Teitanblood czy Dead Congregation. Ale to dygresja.
Masterful na mnie też mocno wpłynął i mega dużo zespołów tu poznałem. Obserwuję to forum od 14 lat i zawsze wydawało mi się miejscem gdzie byli ludzie z wiedzą ale dużo zjebanych elitystów, którzy znali się na wszystkim najlepiej jak jakiś przeciętny wujek Mirek co wszędzie był i wszystko widział. Brutal death grind miał mniej ludzi z kijem w dupie, ale lubię to miejsce ogólnie

- Hatefire
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11172
- Rejestracja: 21-12-2010, 12:19
- Lokalizacja: Katowice - miasto wielkich wydarzeń ;)
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ja miałem nawet wypracowany system słuchania. W sensie układałem te kasety w rzędzie w przypadkowej kolejności, ale żeby kasety tego samego zespołu nie wypadały jedna po drugiej. Brałem pierwszą kasetęDST pisze: ↑19-02-2024, 20:43Też nie czuję żadnych punktów wspólnych z tym jak konsumuje muzykę obecne pokolenie.
Każdy album na który kiedyś wpadłem miałem obsłuchany od deski do deski, większość znałem na pamięć. Byłem o tyle pierdolnięty, że każdy ściągnięty krążek wypalałem na CD-R, robiłem sobie sam wkładkę ze spisem numerów i logiem z przodu. Nawet kleiłem grzbiety. Uzbierałem takich płyt grubo ponad setkę (o ile nie dwie) i kupiłem na oryginalnych CD jak zacząłem zarabiać z 90% kolekcji. Obecnie dobijam do 700 CD. Technologia zachęca mnie do pójścia na skróty i już się aż tak nie skupiam na każdym krążku jak kiedyś, ale zawsze wysłucham każdego albumu kilkukrotnie i ewentualnie skończy na półce.
Do metalu doszło wiele innych gatunków, stąd też nie siedzę tak w nowościach jak niektórzy. Poza tym ówczesny DM często wydaje mi się grą w której wygrywa ten kto najsprawniej odda jakiś trend z przeszłości/skopiuje jakieś brzmienie. Uleciała z tego gatunku kreatywność ostatnio albo ja nic nie trafiam. Ten ostatni Spectral Voice jest zajebisty i ma swój charakter, ale z kolei nowa Contaminated zawiera muzykę, którą słyszałem pierdyliard razy. Ostatni raz kiedy słyszałem kapele death metalowe, które miały ten indywidualny pierwiastek to były chyba takie rzeczy jak Portal, Necros Christos, Teitanblood czy Dead Congregation. Ale to dygresja.
Masterful na mnie też mocno wpłynął i mega dużo zespołów tu poznałem. Obserwuję to forum od 14 lat i zawsze wydawało mi się miejscem gdzie byli ludzie z wiedzą ale dużo zjebanych elitystów, którzy znali się na wszystkim najlepiej jak jakiś przeciętny wujek Mirek co wszędzie był i wszystko widział. Brutal death grind miał mniej ludzi z kijem w dupie, ale lubię to miejsce ogólnie![]()
I po przesłuchaniu szła na koniec rzędu. Chodziło o to żeby nie popaść w zapętlenie jak coś się bardzo spodoba

Od braci dla braci
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy
- DST
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2518
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ja zajeżdżałem krążek którym się jarałem do oporu o ile dobrze pamiętamHatefire pisze: ↑19-02-2024, 20:50Ja miałem nawet wypracowany system słuchania. W sensie układałem te kasety w rzędzie w przypadkowej kolejności, ale żeby kasety tego samego zespołu nie wypadały jedna po drugiej. Brałem pierwszą kasetęDST pisze: ↑19-02-2024, 20:43Też nie czuję żadnych punktów wspólnych z tym jak konsumuje muzykę obecne pokolenie.
Każdy album na który kiedyś wpadłem miałem obsłuchany od deski do deski, większość znałem na pamięć. Byłem o tyle pierdolnięty, że każdy ściągnięty krążek wypalałem na CD-R, robiłem sobie sam wkładkę ze spisem numerów i logiem z przodu. Nawet kleiłem grzbiety. Uzbierałem takich płyt grubo ponad setkę (o ile nie dwie) i kupiłem na oryginalnych CD jak zacząłem zarabiać z 90% kolekcji. Obecnie dobijam do 700 CD. Technologia zachęca mnie do pójścia na skróty i już się aż tak nie skupiam na każdym krążku jak kiedyś, ale zawsze wysłucham każdego albumu kilkukrotnie i ewentualnie skończy na półce.
Do metalu doszło wiele innych gatunków, stąd też nie siedzę tak w nowościach jak niektórzy. Poza tym ówczesny DM często wydaje mi się grą w której wygrywa ten kto najsprawniej odda jakiś trend z przeszłości/skopiuje jakieś brzmienie. Uleciała z tego gatunku kreatywność ostatnio albo ja nic nie trafiam. Ten ostatni Spectral Voice jest zajebisty i ma swój charakter, ale z kolei nowa Contaminated zawiera muzykę, którą słyszałem pierdyliard razy. Ostatni raz kiedy słyszałem kapele death metalowe, które miały ten indywidualny pierwiastek to były chyba takie rzeczy jak Portal, Necros Christos, Teitanblood czy Dead Congregation. Ale to dygresja.
Masterful na mnie też mocno wpłynął i mega dużo zespołów tu poznałem. Obserwuję to forum od 14 lat i zawsze wydawało mi się miejscem gdzie byli ludzie z wiedzą ale dużo zjebanych elitystów, którzy znali się na wszystkim najlepiej jak jakiś przeciętny wujek Mirek co wszędzie był i wszystko widział. Brutal death grind miał mniej ludzi z kijem w dupie, ale lubię to miejsce ogólnie![]()
I po przesłuchaniu szła na koniec rzędu. Chodziło o to żeby nie popaść w zapętlenie jak coś się bardzo spodoba![]()

W kasetach fajny był też podział na stronę A i B przez co naturalnie traktowało się album jak dwa trochę osobne rozdziały. CD było wow, ale brakowało mi tego elementu.
- Ascetic
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 16410
- Rejestracja: 10-01-2015, 15:54
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Jest sprawa.hcpig pisze: ↑19-02-2024, 18:52Zgodze się z tym, że wchodząc w muzykę jesteśmy determinowani też w znacznym (tzn. w większym niż się powszechnie wydaje) stopniu przez czynniki zewnętrzne tyle że tutaj chodzi mi o wskazanie tych właśnie czynników, które wpływają bardziej masowo w skali pokolenia.
Pokolenie Chlorów, które już zdążyło się tutaj odezwać w sposób deprecjonujących powiada: tylko my, wychowani w komunie, na spleśniałych winylach, Taktach i Baronach kupowanych gdyby były nowe w kiosku, na targu a nie hurtem na wczesnym allegro, klejący znaczki i kserujący ziniacze, nabyliśmy prawo dyktowania co dobre i złe a wszystko po nas to barbaria i malaria, kto kształtował muzyczną świadomość po ustawie antypirackiej i otworzeniu pierszego McDonald's ten nie poczuje muzyki jak my i w nią nie wsiąknie, my mamy monopol. Pokolenie Chlorów z wiekiem radykalizuje się, w miarę upływu czasu wskazując, że przepaści nie da się zakopać. Generalnie, nie widzi różnicy pomiędzy pokoleniem z tematu a nowymi, w tym nową falą youtubowych ajfoniarzy z subskrybcją Spotify czy czegoś takiego.
Dla mnie przypisywanie generacji z tematu do której należę ten bunnyhopiczny emoechujkizm to kuriozum. Przypomina mi się teza Szubrychta, że internet stał się powszechny po koniec lat 90'tych, bo wtedy przestało do redakcji przychodzi listy z prośbami: 'wrzućcie na składankę hord X czy Y'. Moim zdaniem w miarę powszechny internet to przynajmniej 2005 i później, powszechne nagrywarki i tanie cd-r niewiele wcześniej... Dlaczego to podkreślam? Bo im trudniej zdobyć jakieś nagranie, tym bardziej się je szanuje i słucha z większą uwagą a tak się składa, że głównym źródłem muzyki dla nas było kaseta. Każdy miał odtwarzać by takie przegrywać i do tego na samo przegranie musiał poświęcić czas i uwagę, o ile sam to robił. Kaseta byla głównym nośnikiem również muzyki oryginalnej (wszelkiej, wliczam tutaj też diskobojów), nie ze wzdlęgu na bycie wielkiem oldskulowym skurwysynem ale ze względu na niską cenę w stosunku do cedeków, to był nośnik naturalny i defaultowy z przyczyn technologicznych i ekonomicznych, chociaż oczywiście traktowany też jako ten gorszy.
Jak kaseta to i walkman, jedyne przenośne urządzenie umożliwiające słuchanie muzyki w formacie albumu a nie wyrzygów z radia. Dzieki tym dwum rzeczom jesteśmy ostatnim pokoleniem, któremu dane było zapoznawać się z muzyką w sposób kulturalny i cywilizowany bo narzuciła nam to forma, w jakiej dystrybucję muzyki zastaliśmy.
lys på slutten av lys
- nagrobek
- zahartowany metalizator
- Posty: 3675
- Rejestracja: 15-10-2014, 11:08
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
pokolenie chlorów, ja jebie. co ty ćpiesz człowieku
-
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 15953
- Rejestracja: 21-01-2011, 11:12