Top 10 deathmetalowych albumów z niepowtarzalnym klimatem

ogólne rozmowy o tym i owym... tylko metal prosimy....

Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed

Awatar użytkownika
Stoigniew
zahartowany metalizator
Posty: 4275
Rejestracja: 09-01-2012, 18:20

Re: Top 10 deathmetalowych albumów z niepowtarzalnym klimatem

11-04-2026, 10:17

jako że "def-maniakiem" nie jestem to było mi łatwiej się zdyscyplinować i ograniczyć do 10 płyt :)

kolejność alfabetyczna:

Obrazek

Asphyx bardzo lubię, mam całe dysko, a ten album uważam za unikalny w ich dorobku, brzmienie i klimat tej płyty jest niepowtarzalne

podobnie z Benediction, masa sentymentu, jedna z moich pierwszych licencyjnych kaset w latach 90tych...

co do Death to wybrałem coś ze stricte "deathmetalowego" okresu działalności, od "Human" w górę geniusz Chucka wymykał się wszelkim zaszufladkowaniom, dlatego "Spiritual", a nie "The Sound" lub "symbolic" :)

Legion ..... płyta mument i kropka. Dla mnie wyżej niż debiut. Gdybym miał tu ustawiać wg hierarchii to Legion zdecydowanie byłby na czele.

Dismember jako przedstawiciel szwedzkiej szkoły, która przecież w pierwszej połowie lat 90tych rządziła... owszem, znam i lubię stare Unleashed, Entombed czy Grave, ale do debiutu Dismember mam najwięcej sentymentu

Debiut Immolation podobnie jak Asphyx uważam za unikalny w klimacie i brzmieniu, nie powtórzyli już tego... zgadza się - rozwinęli się i poszli dalej, ale to co pokazali na debiucie jest jedyne w swoim rodzaju...

Dlaczego nie ma w moim zestawieniu ani jednego Morbid Angel ??? ano dlatego że nikt jeszcze nie wrzucił do TOP10 debiutu Incantation :) Naprawiam to karygodnie zaniedbanie. PO ponad 30 latach ta płyta nic się nie zestarzała. ZŁO

Miasma - płyta totalna... do dziś mam gdzieś piracka kasete i masę wspomnień jak mi ta muza zrobiła kuku... czyste szaleństwo. Kolejna płyta Absolut (nr 2 zaraz po Legion jakby ktoś pytał :wink: )

idealne połączenie grindu i death metalu właśnie to Utopia Banished, wg mnie najlepsze co wypuściła wesoła ekipa Shane'a i Barney'a, przepotężne brzmienie, melodyka i motoryka tych kawałków rozpierdala mnie do dzisiaj.

i znowu pytanie - dlaczego debiut a nie De Profundis ?? nie wiem, chyba dlatego że znowu zadecydował sentyment, kasetę miałem zaraz po premierze i wsiąkłem dokumentnie. Pomimo niedoskonałości jakie ma ta płyta dalej ją bardzo lubię.
ODPOWIEDZ