No, nareszcie przyszło zza Wielkiej Wody.
Żart , albo nawet kpina z klasycznego heavy. A zwłaszcza Manowara, co widać już po okładce.
Zajebiste, chociaż tej dziwacznej angielszczyzny czasem ni dudu nie łapię.
Mam zresztą wrażenie, że wokalista też nie łapie, co śpiewa .
Wokal jebitnie wysoki, ale nie ma dziwne, że tak, bo kiedyś Detonator, wokalista modlił się do Bogów, aby mógł zostać najlepszym wokalistą metalowymi wszech czasów. I Bogowie odpowiedzieli nakazując mu obciąć sobie jaja, co ten - jak twierdzi - zrobił.
Słuchając ubawiłem się świetnie i za zespołem (stworzonym na potrzeby brazylijskiego programu tv) powtarzam:
Z cyklu "nadrabiam zaległości"
Dobre, podoba mi sie i będę wracał, nawet pomimo tego, że innowacyjności w tym za grosz.
Lubię taką intensywność i energię.
O kurde, ale zajebisty UK post punk z 1987.
W składzie był saxofonista, który dogrywał się do A Night Like This The Cure.
Jakby The Sound wymieszać z The Cure, The Smiths i The Chameleons.
Nie znałem tego zespołu, jakaś rolka z tym zespołem mi się wyświetliła na FB. Czasem się przydaje ten fejsbuk.
Płyta na początku weszła, później z uszu zeszła, ale jak była w bibliotece spoti a z półki nie spadła, znaczy się, że jednak się podobała. A po koncercie, po weryfikatorze ewentualnej maniany, mogę powiedzieć, że w pierwszym ruchu się nie myliłem.