Talk Talk - The Colour Of Spring

chronologiczna pralnia - czyli co dziobały wróbelki żeby wyrosnąć na orłów

Moderatorzy: Heretyk, Nasum, Sybir, Gore_Obsessed, ultravox, Skaut

Awatar użytkownika
Riven
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 16721
Rejestracja: 27-05-2004, 11:15
Lokalizacja: behind the crooked cross
Kontakt:

Re: Talk Talk - The Colour Of Spring

05-06-2011, 07:32

wlaczylem wczoraj The Colour of Spring, faktycznie bardzo urocza muzyka, doskonale brzmi. Nie wszystko tam jest "po mojemu" ale z drugiej strony to na pewno jest album ktory pozna sie dopiero po dluzszym czasie. Akurat pogoda jest dobra, wiec chetnie sie za to zabiore.
this is a land of wolves now
Awatar użytkownika
Triceratops
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13588
Rejestracja: 25-05-2006, 20:33
Lokalizacja: Impossible Debility

Re: Talk Talk - The Colour Of Spring

05-06-2011, 08:22

Edinazzu pisze:Ale bardziej cenisz TALK TALK czy DURAN DURAN?
Kto wie moze BADEN BADEN? Byla taka stara falowa ekipa.


Oczywisce, ze Talk Talk, to jeden z zespolow, od ktorych bym zaczal ustalac sklad mojej bezludnej wyspy.
woodpecker from space
Awatar użytkownika
Riven
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 16721
Rejestracja: 27-05-2004, 11:15
Lokalizacja: behind the crooked cross
Kontakt:

Re: Talk Talk - The Colour Of Spring

06-06-2011, 16:06

kolejne odsluchy i musze powiedziec, ze sa momenty, ktore kurewsko mi sie podobaja, no tak bezpretensjonalnie pozytywna jest ta plyta, ze odrazu banan na gebe wskakuje. sa rozne patenty do ktorych bede musial przywyknac, ale co tam.
cholernie podoba mi sie happiness is easy (mimo tych dzieciecych chorkow do ktorych bede musial sie przyzwyczajac jeszcze:).

rytmika i klimat sa oczywiscie zupelnie inne, ale przez ten motyw na fortepianie mocno kojarzy mi sie to z moim ulubionym utworem Dire Straits, czyli Telegraph Road. Numer TT nie jest az tak epicki (zreszta, no wlasnie, to zupelnie inna atmosfera), ale ten 'riff' i krociutkie wkrety na gitarze akustycznej mocno podchodza mi pod w/w.
this is a land of wolves now
Awatar użytkownika
Triceratops
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13588
Rejestracja: 25-05-2006, 20:33
Lokalizacja: Impossible Debility

Re: Talk Talk - The Colour Of Spring

07-06-2011, 09:21

No nie wiem czy ona taka pozytywna do konca jest
woodpecker from space
Awatar użytkownika
Riven
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 16721
Rejestracja: 27-05-2004, 11:15
Lokalizacja: behind the crooked cross
Kontakt:

Re: Talk Talk - The Colour Of Spring

07-06-2011, 09:23

nie czytalem tekstow, sluchalem w piekny sloneczny dzien. ciezko bylo o inne skojarzenia w takiej sytuacji.
this is a land of wolves now
Awatar użytkownika
Rattlehead
zahartowany metalizator
Posty: 3636
Rejestracja: 16-02-2006, 19:38

Re: Talk Talk - The Colour Of Spring

31-01-2015, 21:52

Tak odświeżę temat, bo przy tym wykonaniu mam takie ciary, jakby ktoś palcem po szybie jechał.
[youtube][/youtube]
W ogóle cały Live Montreux zamiata mnie pod szafę.
support music, not rumors
Awatar użytkownika
Triceratops
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13588
Rejestracja: 25-05-2006, 20:33
Lokalizacja: Impossible Debility

Re: Talk Talk - The Colour Of Spring

26-06-2015, 14:27

Ciary na maksa, genialny zespol. Szkoda, ze z YT usunieto caly set z Werchter Fest '86 tam byly tez genialne wykonania. Polecam tez kapitalny "London 1986". Total maSa. " onclick="window.open(this.href);return false;
Wlasnie siedze sobie w czarnej koszulce The Colour Of Spring wiec pomyslalem, ze nabije sobie posta.
woodpecker from space
Awatar użytkownika
Triceratops
Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
Posty: 13588
Rejestracja: 25-05-2006, 20:33
Lokalizacja: Impossible Debility

Re: Talk Talk - The Colour Of Spring

23-03-2021, 16:54

Triceratops pisze:
29-06-2010, 11:14
Obrazek

EMI 1986

No lipa, lipa, z ta encyklopedia wielka, wydawalo sie, ze jednak cos sie zmieni a tu tabuny kaznodziejow i mesjaszy sie pochowaly, czesc zalala powodz a reszta pewnie siedzi w cieniu bo goraco. No coz wypada moze zatem cos dla ochlody zapodac a coz chlodzi lepiej niz dobre cold wave hehe.

Otoz jest taka plyta, ktora mimo tego, ze ma wiosne w tytule, to znakomicie sie sprawdza zarowno podczas jesiennych, romantycznych spacerow posrod spadajacych wirujacymi smugami zlotych lisci jak i podczas letnich, kurewskich upalow kiedy z
czlowieka leje sie jak ze swini.

Mark Hollis przygotowywal sie do niej solidnie, rzucil palenie i skonczyl z alkoholem oraz narkotykami. Przeszedl na wegetarianizm, zatopil sie w lekturach Hegla i Nietzchego. Zamknal sie na pol roku z plytami King Crimson oraz Milesa Davisa i
postanowil zrezygnowac z syntezatorow. Wszystkie te okolicznosci zaowocowaly niezwyklym splotem wydarzen, ktory sprawil, ze w okolicach 1986 roku wyszla plyta z frapujacym motywem motylowej mozaiki na okladce. Bo wszystko na tej plycie jest jak
mozaika. Wtajemniczeni wiedza, ze jezeli odwrocic okladke o kilka stopni i popatrzec na nia z bliska to wylania sie inny, ukryty obraz, ktory dosc znakomicie oddaje zawartosc plyty.

O ile na poprzedniej plycie It's My Life zakorzenionej w estetyce sytnhpopowej czy tez new romantic, pojawialy sie tu i owdzie elementy wyciszone i kameralne (Renee, Tommorow Started) to z perspektywy czasu widac, ze to po prostu byly przymiarki do dziela. Na nowej plycie nie ma syntezatorow (choc niektorzy fachowcy twierdza, ze jednak sa), pojawili sie muzycy sesyjni tacy jak Steve Winwood czy David Rhodes oraz chor i orkiestra. Nie zmienil sie tylko glos Hollisa, ciagle zbolaly, nieco nieobecny i dziwnie przytlumiony, jakby jego wlasciciel mial wieczny katar.

Powstala plyta magiczna, melancholijna, zatopiona w zadumie, emanujaca spokojem i poetyka. Nie ma najmniejszego sensu rozbierac jej na fragmenty, to jeden, wielki ladunek emocji ubrany w nienaganne wykonanie, jest jak wspaniala potrawa niesiona przez wykwintnego kelnera na zlotej tacy opuszkami palcow, wiedzionego przez orszak tanczacych sylenow i bachantek. Zaczynajaca sie wrecz niesmialo, cicho, samym basem, perkusja. Potem pojawiaja sie kolejne barwy. Wszechobecne pianino Tima Friese-Greene'a, wyjace hammondy Steve'a Winwooda i niemal gilmourowskie sola gitary. Przewijaja sie mellotrony, wariofon, harfy i harmonijki, jest double bass i saksofon, rog i stare kurzweile, instrumentarium dosc niespotykane, jezeli pamietamy o przyjetej konwencji.
To tutaj sie zaczynaly eksperymenty z cisza i tutaj sie tworzyla historia post-rocka, na tej wlasnie plycie. Oczywiscie najbardziej znanym utworem z plyty jest doskonaly Life's What You Make It z niesamowitym, "ciezkim" pianinem podkreslanym uderzeniami tamburynu i znakomita solowka w tle. Nie oddaje calego klimatu plyty ale daje mgliste pojecie, bo jak postawic kameralnosc i spokoj Hapiness Is Easy przeciwko rozszalalym emocjami hammondom w Living In Another World i uduchiowionemu solu na harmonijce ustnej. Czy hipnotycznosc Time It's Time przy niesmialosci April 5th?

Niestety w dzisiejszych czasach, gdzie wazniejsze sa konteksty konktrukulurtotowe (trudno slowo , pogubilem sie) i zamierzenia formalne, fascynacja szatanem i okultyzmem, inne rzeczy schodza na dalszy plan i troche szkoda, bo kiedys w zyciu kazdego nadchodzi taka chwila, ze sytuacja wymaga aby wlaczyc cos niesamowicie dobrego a malo jest rzeczy tak dobrych w takich sytuacjach jak ta plyta. No coz.
W lutym minelo 35 lat of wydania tej wspanialej , przecudownej , nierealnej plyty......Hailsa Mark, hailsa Forever
woodpecker from space
ODPOWIEDZ