Po prostu JAZZ!
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
- Harlequin
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 9051
- Rejestracja: 12-03-2010, 13:38
- Lokalizacja: Koko City
Re: Po prostu JAZZ!
"Garage" nie słyszeli niestety :( ostatniego krążka The Thing też jeszcze nie słyszeli, ale pan od Multikulti zarzekał, że chyba najbardziej abstrakcyjny materiał The Thing. Nieoficjalna wieść niesie także, że są plany zaproszenia grupy jako gwiazdy Nordic Jazz Festival, więc rozpierducha murowana :) Najlepszy dowód poniżej, MIAZGA
Ultralyd bardzo dobre, nie znałem wcześniej :) trzeba obadać :)
Co do rzeczy godnych polecenia - przedwczoraj udało mi się w końcu posłuchać kolejnego projektu Brotzmanna - Hairy Bones. W składzie Kondo na trąbce, Pupillo na elektrycznym basie i genialny Nilssen-Love za garami. Generalnie kontynuacja pomysłów z Die Like A Dog Quartet tyle, ze w wydaniu elektrycznym. Mnie się w kurwę podobał ten materiał, brzmi świeżo, nowatorsko i energicznie. No i sie dzieje :) Podobno od pół roku grają z Laswellem w roli basisty, bo Pupillo zaginał. Give it a try :)
A co do Ellingtona - mnie po prostu tego typu granie nie rajcuje. choć i tak wyżej go genie niż Brubecka
Ultralyd bardzo dobre, nie znałem wcześniej :) trzeba obadać :)
Co do rzeczy godnych polecenia - przedwczoraj udało mi się w końcu posłuchać kolejnego projektu Brotzmanna - Hairy Bones. W składzie Kondo na trąbce, Pupillo na elektrycznym basie i genialny Nilssen-Love za garami. Generalnie kontynuacja pomysłów z Die Like A Dog Quartet tyle, ze w wydaniu elektrycznym. Mnie się w kurwę podobał ten materiał, brzmi świeżo, nowatorsko i energicznie. No i sie dzieje :) Podobno od pół roku grają z Laswellem w roli basisty, bo Pupillo zaginał. Give it a try :)
A co do Ellingtona - mnie po prostu tego typu granie nie rajcuje. choć i tak wyżej go genie niż Brubecka
- megawat
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1354
- Rejestracja: 24-08-2010, 12:12
- Lokalizacja: mathplanet
Re: Po prostu JAZZ!
Eee... Pupillo zaginął? O czymś nie wiem poza tym, że Zu jest zawieszone?
"Funkcjonariusze po wstępnych oględzinach poćwiartowanych i nagich zwłok stwierdzili, że morderca musiał być szczególnym zboczeńcem".
- Harlequin
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 9051
- Rejestracja: 12-03-2010, 13:38
- Lokalizacja: Koko City
Re: Po prostu JAZZ!
Nie wiem czy zaginął w sensie dosłownym, ale z tego co słyszałem od ludziów mocno siedzących w tego typu muzie pozostali muzycy Hairy Bones nie mają żadnego kontaktu z Pupillo - facet jakby nagle wyparował i nie daje znaku życia.
- Bezdech
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1470
- Rejestracja: 21-12-2010, 10:43
Re: Po prostu JAZZ!
Był czarny. Jak black metal.0ms pisze:Gorzej. Za malo szatana.Bezdech pisze: Ellington też nudny?
They told them not to fear, they couldn't be prepared
Then came the day that not a single soul was spared
Then came the day that not a single soul was spared
Re: Po prostu JAZZ!
ostatnio katuję Mingus Mingus Mingus Mingus Mingus - super sprawa, Ii B.S. mogłoby pochodzić z soundtracka do któregoś Bonda:) świetny utwór, jazzowy hicior bez dwóch zdań
p.s. przeglądając któryś wątek (coś o melodii w metalu( zauważyłem, że niektórzy forumowicze nie wiedzą czym jest melodia w ogóle...
p.s. przeglądając któryś wątek (coś o melodii w metalu( zauważyłem, że niektórzy forumowicze nie wiedzą czym jest melodia w ogóle...
- Harlequin
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 9051
- Rejestracja: 12-03-2010, 13:38
- Lokalizacja: Koko City
Re: Po prostu JAZZ!
Bardzo cenie sobie Mingusa jako kompozytora. Nie wszystkie znane mi jego krążki może zapierają dech w piersiach, ale trzeba przyznać, że facet pisał kawałki oparte na wyrazistych, zapamiętywalnych tematach, a przy tym daleki był od banału. I no jak nikt inny potrafił stworzyć piękny, intymny nastrój.
- twoja_stara_trotzky
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 9857
- Rejestracja: 14-03-2006, 20:37
- Lokalizacja: 3city
Re: Po prostu JAZZ!
no Mingus mistrz.
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1549
- Rejestracja: 20-05-2007, 16:28
Re: Po prostu JAZZ!
Oczywista oczywistość.
Ostatnio twórczość Petera Brotzmanna zapoznaję. Ma dziad wykop. Jego projekt Sonore to odjazd absolutny (sama nazwa na to wskazuje).
Ostatnio twórczość Petera Brotzmanna zapoznaję. Ma dziad wykop. Jego projekt Sonore to odjazd absolutny (sama nazwa na to wskazuje).
- Harlequin
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 9051
- Rejestracja: 12-03-2010, 13:38
- Lokalizacja: Koko City
Re: Po prostu JAZZ!
ja sonore nie słuchałem, ale wizja brotzmann/vandermark/gustafsson bez sekcji troche mnie przeraża. Niedawno słuchałem tegorocznego duetu Stetson/Gustafsson i nie dałem rady - sekcja musi byc, a jazgot musi na czymś wisieć :(
Za to czuję sie trochę rozczarowany Brotzmann Clarinet Project, przede wszystkim poprzez pewną schematycznosć i "oczywistosc" kompozycji oraz mało wyszukane partie solowe, w moim odczuciu za mocno inspirowane "conference of the birds" kwartetu dave'a hollanda.
Za to czuję sie trochę rozczarowany Brotzmann Clarinet Project, przede wszystkim poprzez pewną schematycznosć i "oczywistosc" kompozycji oraz mało wyszukane partie solowe, w moim odczuciu za mocno inspirowane "conference of the birds" kwartetu dave'a hollanda.
-
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2225
- Rejestracja: 11-04-2006, 09:36
Re: Po prostu JAZZ!
Sonore, Last Exit, Last Home nagrana z synalkiem, Die Like a Dog, Machine Gun, Low Life z Laswellem... to wojna a nie muzyka...
Chociaż gdybym miał wybrać jedną jedyną płytę tytułowaną nazwiskiem Brotzmann, zdecydowałbym się na Koksofen ;)
Chociaż gdybym miał wybrać jedną jedyną płytę tytułowaną nazwiskiem Brotzmann, zdecydowałbym się na Koksofen ;)
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1549
- Rejestracja: 20-05-2007, 16:28
Re: Po prostu JAZZ!
Jako że lubię Vandermarka i Gustaffsona, to pierwszeństwo daję Sonore. Aczkolwiek Last Exit tez fajne, ale z tego co słyszałem - lżejsze.
- Harlequin
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 9051
- Rejestracja: 12-03-2010, 13:38
- Lokalizacja: Koko City
Re: Po prostu JAZZ!
Last Exit dobre, ale nigdy się tym nie zachwyciłem.streetcleaner pisze:Sonore, Last Exit, Last Home nagrana z synalkiem, Die Like a Dog, Machine Gun, Low Life z Laswellem... to wojna a nie muzyka...
Chociaż gdybym miał wybrać jedną jedyną płytę tytułowaną nazwiskiem Brotzmann, zdecydowałbym się na Koksofen ;)
O wiele ciekawsze i bardziej wymagające jest Machine Gun. Bardzo długo się przekonywałem, trudna, hałaśliwa muzyka, która po dłuższym i blizszym poznaniu okazuje się byc szalenie przemyślana
Low Life - traktuje bardziej jako ciekawostke, to nie jest typ muzyki, który specjalnie mnie jara. dość osobliwy materiał, mocno naznaczony laswellowym stylem.
Die Like A Dog - obie częście mały ptaszków miazga. to co w jazzie lubie i to czegos w jazzie szukam.
A Last Home nie znam. Dobre to? Mocno naznaczone Casparowymi klimatami ?
od siebie moge polecic to, jesli ktoś lubi intensywne jazzowe rzeźbienie. :
Peter Brötzmann, William Parker & Hamid Drake - Never Too Late but Always Too Early
no i project Hairy Bones. naprawde fanstastyczny materiał, taka elektrynczne wersja Die Like A Dog Quartet. Elektryczne zajawki, kór erobi Kondo z trąbką są absolutnie porywające. Do tego gęsty bas Pupillo robi swoje.
@ Streetcleaner, a Koksofen to nie Caspara ?
- megawat
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1354
- Rejestracja: 24-08-2010, 12:12
- Lokalizacja: mathplanet
Re: Po prostu JAZZ!
Większa część tego co tu wymieniacie jest mi obca i już wiem co będę robił na święta, ale bardzo przyjemnie mi hałasują te dwie płytki Brötzmanna.


Zalecam je. A poznałem Petera dzięki temu video.


Zalecam je. A poznałem Petera dzięki temu video.
"Funkcjonariusze po wstępnych oględzinach poćwiartowanych i nagich zwłok stwierdzili, że morderca musiał być szczególnym zboczeńcem".
-
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2225
- Rejestracja: 11-04-2006, 09:36
Re: Po prostu JAZZ!
No Caspara, Caspara...dlatego było z przymrużeniem oka ;)Harlequin pisze:
@ Streetcleaner, a Koksofen to nie Caspara ?
Ogromnie uwielbiam Caspar Brötzmann Massaker. - grał w tym roku we Wrocku, mocno żałuję, że nie dotarłem...
- Harlequin
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 9051
- Rejestracja: 12-03-2010, 13:38
- Lokalizacja: Koko City
Re: Po prostu JAZZ!
Ja dopiero w tym roku polubiłem (do pokochania jeszcze troche) jego muzykę, więc relatywnie żółtodziób jestem. Na ten moment najbardziej lubię "Der Abend...". Jest w tej muzyce cos pięknie niepokojącego, a zarazem nienachalnego i nietępego. Zdecydowanie nie jest to muzyka do szorowania kibla. I ma w sobie coś z Godflesh (które notabene też dopiero teraz zaczynam doceniać).
W ogóle Caspar nagrywa cos jeszcze ?
W ogóle Caspar nagrywa cos jeszcze ?
-
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2225
- Rejestracja: 11-04-2006, 09:36
Re: Po prostu JAZZ!
Niestety wygląda na to, że już od dawna nic nowego się pod tym szyldem nie pojawiło.
- Harlequin
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 9051
- Rejestracja: 12-03-2010, 13:38
- Lokalizacja: Koko City
Re: Po prostu JAZZ!
pod tym szydlem nie. generalnie internet wypiął sie na młodego Brotzmanna i ani widu ani słuchu, ale myślałem, że może coś pokątnie wiadomo. tak czy owak trochę interesujacej muzyki jest.
A skoro temat jazzu poruszony. Jak wrażenia po nowym Fire! z Orenem Ambarchim? Lepsze niz materiał z O'Rourkiem ? Jak dla mnie jest to co najwyzej bardzo udana kontynuacja "unreleased?", ale zabrakło mi pewnej zjawiskowosci i nowatorstwa tamtego materiału.
A skoro temat jazzu poruszony. Jak wrażenia po nowym Fire! z Orenem Ambarchim? Lepsze niz materiał z O'Rourkiem ? Jak dla mnie jest to co najwyzej bardzo udana kontynuacja "unreleased?", ale zabrakło mi pewnej zjawiskowosci i nowatorstwa tamtego materiału.
-
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2225
- Rejestracja: 11-04-2006, 09:36
Re: Po prostu JAZZ!
A ja muszę przyznać, że coraz bardziej mi się podoba. To co się dzieje w środku drugiego numeru, to jest dla mnie absolut. Takiego motywu nie było chyba nawet na Unreleased. Tamta była jakby bardziej klimatyczna, ciemniejsza... tutaj jest potężna struktura, a klimat bliski płytom tektonicznym ;)
Zresztą trudno tak porównywać, tu nie ma miejsca na lepsze/gorsze. Mats Gustafsson póki takich gości będzie sobie zapraszał, a sam się nie wypali będzie miał zawsze miejsce w moim odtwarzaczu :))
Swoją drogą może warto też w tym miejscu poruszyć kwestię wytwórni RUNE GRAMMOFON. Jeśli miałbym wyróżnić jakąś wytwórnię muzyczną pod względem wydanych w tym roku naprawdę świetnych materiałów to właśnie byłby ten norweski label.
Obydwie płytki FIRE wydane przez nich to dopiero czubek góry.
Po pierwsze i najważniejsze jeśli chodzi o rok 2012:

Może trochę odpłynę od jazzu, ale kto zajrzy do tego tematu i sprawdzi te płyty nie będzie żałował. Tutaj mamy wariację na temat chamber-music, trochę post-rockowych struktur i eksperymentów z oszczędnym wykorzystaniem klarnetu i skrzypiec, z pięknymi lekko dawkowanymi, głębokimi bębnami i rozmarzoną gitarą. Nie wiem co może podziałać jako bodziec do odsłuchu, ale w niektórych momentach klimat zazębia się z tym z niektórych płyt EARTH.
Przede wszystkim 20 minutowa, tytułowa suita...piękne uspokajające dźwięki. Na YT niestety tylko taki fragment, w razie czego służę pomocą.

Drugi temat to najnowszy ELEPHANT9. Wspaniały mix fusion, prog rocka i elementów jazzowych, z gościnnym udziałem Reinego Fiske na gitarze. Ekspresyjna psychodela, zapętlane widowiskowe dźwięki w rytm wszelakich barw. Mnie te ich fuzje kręcą już od Dodovoodoo. Tutaj poziom się nie zmienia, a może zabawa jest jeszcze lepsza? Dla wszystkich fanów jammowania pozycja obowiązkowa...Na bębnach ten sam człowiek, który grał na Black Jazz SHINING.

Ståle Storløkken - odpowiedzialny wyżej za Dziewiątego Słonia, bierze udział w epickiej, dużej płycie MOTORPSYCHO. Tu ten jazz jest trochę gościem, bo ta płyta brzmi jak klasyk progresywnego rocka. Jest tutaj przepych, jest czasem pewnych elementów za dużo. Ale jednak wszystko jest na swoim miejscu. Świetne tempo gry, ciekawa konstrukcja utworów - niczym książkowa opowieść. Sekcja, która wymiata i nie boi się niczego. Dla mnie stanowczo jedna z ciekawszych płyt w tym roku.

To jest całkiem zgrabna ciekawostka, z granicy avant-folku i jazzu. Krótkie formy na tym albumie nie do końca do mnie przemawiają, ale jak wychodzą poza 4-minuty to robi się naprawdę ciekawie. A zdecydowanie najlepszy jest ten, który trwa ok. 10. Echa THIS HEAT czy HENRY COW...warto sprawdzić te pokręcone dźwięki.
Z archiwizacyjnego obowiązku należy wspomnieć też niezłą songwriterską pozycje Wild Dog pani o imieniu Susanna i mrożącą krew w żyłach improwizację Westerhusa i Endresen. O Stones nagranej w gwiazdorskim duecie Stetson & Gustafsson jeszcze nie chciałbym się wypowiadać, dopiero wgryzam się w temat.
Zresztą trudno tak porównywać, tu nie ma miejsca na lepsze/gorsze. Mats Gustafsson póki takich gości będzie sobie zapraszał, a sam się nie wypali będzie miał zawsze miejsce w moim odtwarzaczu :))
Swoją drogą może warto też w tym miejscu poruszyć kwestię wytwórni RUNE GRAMMOFON. Jeśli miałbym wyróżnić jakąś wytwórnię muzyczną pod względem wydanych w tym roku naprawdę świetnych materiałów to właśnie byłby ten norweski label.
Obydwie płytki FIRE wydane przez nich to dopiero czubek góry.
Po pierwsze i najważniejsze jeśli chodzi o rok 2012:

Może trochę odpłynę od jazzu, ale kto zajrzy do tego tematu i sprawdzi te płyty nie będzie żałował. Tutaj mamy wariację na temat chamber-music, trochę post-rockowych struktur i eksperymentów z oszczędnym wykorzystaniem klarnetu i skrzypiec, z pięknymi lekko dawkowanymi, głębokimi bębnami i rozmarzoną gitarą. Nie wiem co może podziałać jako bodziec do odsłuchu, ale w niektórych momentach klimat zazębia się z tym z niektórych płyt EARTH.
Przede wszystkim 20 minutowa, tytułowa suita...piękne uspokajające dźwięki. Na YT niestety tylko taki fragment, w razie czego służę pomocą.

Drugi temat to najnowszy ELEPHANT9. Wspaniały mix fusion, prog rocka i elementów jazzowych, z gościnnym udziałem Reinego Fiske na gitarze. Ekspresyjna psychodela, zapętlane widowiskowe dźwięki w rytm wszelakich barw. Mnie te ich fuzje kręcą już od Dodovoodoo. Tutaj poziom się nie zmienia, a może zabawa jest jeszcze lepsza? Dla wszystkich fanów jammowania pozycja obowiązkowa...Na bębnach ten sam człowiek, który grał na Black Jazz SHINING.

Ståle Storløkken - odpowiedzialny wyżej za Dziewiątego Słonia, bierze udział w epickiej, dużej płycie MOTORPSYCHO. Tu ten jazz jest trochę gościem, bo ta płyta brzmi jak klasyk progresywnego rocka. Jest tutaj przepych, jest czasem pewnych elementów za dużo. Ale jednak wszystko jest na swoim miejscu. Świetne tempo gry, ciekawa konstrukcja utworów - niczym książkowa opowieść. Sekcja, która wymiata i nie boi się niczego. Dla mnie stanowczo jedna z ciekawszych płyt w tym roku.

To jest całkiem zgrabna ciekawostka, z granicy avant-folku i jazzu. Krótkie formy na tym albumie nie do końca do mnie przemawiają, ale jak wychodzą poza 4-minuty to robi się naprawdę ciekawie. A zdecydowanie najlepszy jest ten, który trwa ok. 10. Echa THIS HEAT czy HENRY COW...warto sprawdzić te pokręcone dźwięki.
Z archiwizacyjnego obowiązku należy wspomnieć też niezłą songwriterską pozycje Wild Dog pani o imieniu Susanna i mrożącą krew w żyłach improwizację Westerhusa i Endresen. O Stones nagranej w gwiazdorskim duecie Stetson & Gustafsson jeszcze nie chciałbym się wypowiadać, dopiero wgryzam się w temat.
- Triceratops
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 18574
- Rejestracja: 25-05-2006, 20:33
- Lokalizacja: Impossible Debility
Re: Po prostu JAZZ!
niezly chujek z ciebie, dzieki ze dales znacstreetcleaner pisze:Drugi temat to najnowszy ELEPHANT9.
woodpecker from space
-
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2225
- Rejestracja: 11-04-2006, 09:36
Re: Po prostu JAZZ!
Przecież właśnie dałem... sprawdź też BUSHMAN'S REVENGE - odlot jam. Można w zasadzie słuchać w pakiecie z E9 :)