MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
- hcpig
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 10204
- Rejestracja: 06-07-2008, 13:23
MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Rozjebało mnie jakiś jak jeden użytkownik użył określenia 'junior' ale w sumie - na tym forum wydaje się, że przeciętny użytkownik to chlor w wieku 45-55 lat, dekadę wstecz to już faktycznie juniorzy bo młodszych użytkownik po prostu nie ma, są nieliczni jak Bonecrusher albo ich nie widać.
Chlorzy zawsze akcentuja swój dystans, mają doświadczenia z komuną, smarowaniem znaczków, tejptrejdingiem, audycjami Rogowieckiego i co tam jeszcze... generalnie sprowadza się to identyfikacji własnego muzycznego pokolenia i mi nie chodzi tutaj o atakowanie tej postawy a raczej o apel do użytkowników, którzy urodzili się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych - czy uważacie, że nasze pokolenie w aspekcie muzycznym można jakoś w miarę jednolicie zdefiniować w kontrze nie tylko do pokolenia Chlor ale też tego, co nastąpiło po nas?
Chodzi mi o to, co uważacie, że nas ukształtowało, w jakim momencie zastała nas technologia, co było najbardziej typowym entry levelem do muzyki alternatywnej, zwłaszcza rockowej? Jakie zespoły, magazyny, audycje były kluczowe lub w kontrze do jakich zespołów, magazynów audycji kształtowała się tożsamość? A może wyznajecie pogląd starszych kolegów, że prawdziwi słuchacze z kręgosłupem w skali pokolenia to tyko chlorowaci a reszta to bezduszni mpchujkarze?
Chlorzy zawsze akcentuja swój dystans, mają doświadczenia z komuną, smarowaniem znaczków, tejptrejdingiem, audycjami Rogowieckiego i co tam jeszcze... generalnie sprowadza się to identyfikacji własnego muzycznego pokolenia i mi nie chodzi tutaj o atakowanie tej postawy a raczej o apel do użytkowników, którzy urodzili się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych - czy uważacie, że nasze pokolenie w aspekcie muzycznym można jakoś w miarę jednolicie zdefiniować w kontrze nie tylko do pokolenia Chlor ale też tego, co nastąpiło po nas?
Chodzi mi o to, co uważacie, że nas ukształtowało, w jakim momencie zastała nas technologia, co było najbardziej typowym entry levelem do muzyki alternatywnej, zwłaszcza rockowej? Jakie zespoły, magazyny, audycje były kluczowe lub w kontrze do jakich zespołów, magazynów audycji kształtowała się tożsamość? A może wyznajecie pogląd starszych kolegów, że prawdziwi słuchacze z kręgosłupem w skali pokolenia to tyko chlorowaci a reszta to bezduszni mpchujkarze?
Yare Yare Daze
- DST
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2518
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ciekawy temat. Urodziłem się w 90 to się jeszcze łapię. Napiszę potem.hcpig pisze: ↑18-02-2024, 14:41Rozjebało mnie jakiś jak jeden użytkownik użył określenia 'junior' ale w sumie - na tym forum wydaje się, że przeciętny użytkownik to chlor w wieku 45-55 lat, dekadę wstecz to już faktycznie juniorzy bo młodszych użytkownik po prostu nie ma, są nieliczni jak Bonecrusher albo ich nie widać.
Chlorzy zawsze akcentuja swój dystans, mają doświadczenia z komuną, smarowaniem znaczków, tejptrejdingiem, audycjami Rogowieckiego i co tam jeszcze... generalnie sprowadza się to identyfikacji własnego muzycznego pokolenia i mi nie chodzi tutaj o atakowanie tej postawy a raczej o apel do użytkowników, którzy urodzili się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych - czy uważacie, że nasze pokolenie w aspekcie muzycznym można jakoś w miarę jednolicie zdefiniować w kontrze nie tylko do pokolenia Chlor ale też tego, co nastąpiło po nas?
Chodzi mi o to, co uważacie, że nas ukształtowało, w jakim momencie zastała nas technologia, co było najbardziej typowym entry levelem do muzyki alternatywnej, zwłaszcza rockowej? Jakie zespoły, magazyny, audycje były kluczowe lub w kontrze do jakich zespołów, magazynów audycji kształtowała się tożsamość? A może wyznajecie pogląd starszych kolegów, że prawdziwi słuchacze z kręgosłupem w skali pokolenia to tyko chlorowaci a reszta to bezduszni mpchujkarze?
- hcpig
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 10204
- Rejestracja: 06-07-2008, 13:23
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Granica oczywiście umowna, ogólnie chodzi o początek lat dziewiędziesiątych na tyle wczesny, by świadomość kulturalna zaczęła się kształtować w najbardziej pierwotnej formie jeszcze w tej dekadzie.
Yare Yare Daze
- Hatefire
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11169
- Rejestracja: 21-12-2010, 12:19
- Lokalizacja: Katowice - miasto wielkich wydarzeń ;)
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ok jestem odrobinę starszy, ale mimo wszystko na początku '90 byłem w wczesnych klasach podstawówki. A sprawa jest prosta. W pewnym momencie kumpel ze szkoły puścił mi na walkmenie jakiś metal. Nie pamiętam co to było, może Sepultura. Jakby ten kumpel słuchał hip hopu może obracałbym się w tych klimatach. Miałem jakiś background podd muzykę gitarową, bo stary to był taki typowy Wychowany na Trójce. Z muzyką jest generalnie jak ze smakami. Jak ci babcia w dzieciństwie dawała placki ziemniaczane z śmietaną i cukrem, to będziesz to kochał do końca życia. Dlatego zawsze śmieszyły mnie te jakieś scenowe dramy. Gust jest wypadkową doświadczeń i tyle. Oczywiście można go rozwijać, poszerzać horyzonty, niemniej zawsze jest się trochę w tym jak patyk na rzece.
Od braci dla braci
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy
-
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 3150
- Rejestracja: 17-02-2018, 21:00
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ja jestem rocznik 86 ale jeśłi chodzi o muzykę gitarową to zaczeło sie od kolegi z podstawówki.W podstawówce często do niego chodziłem po lekcajch grać w nintendo 64.Jak sie wchodziło na klatkę schodową już było słuchać led zeppelin na zmiane z purplami.Jego tata maniak prog rocka a jego brat który wtedy był nastolatkiem głównie purple.I tak to sie zaczeło, katowali mnie tym non stop, przwijali się maideni, purple,black sabbath i inne nazarethy.Z kolei kolega do którego chodziłem grać miał pierdolca na punkcie gunsów i od gunsów się tak na poważnie zaczeło.Potem to już samo poszło, im człowiek starszy tym bardziej sie poszerzało horyzonty.
A jeśli chodzi o muzykę w ogóle to tata mnie wciągnął, głównie muzyka lat 80, dużo italo disco, synth popu, tego u mnie w domu leciało pełno praktycznie non stop bo tata nie potrafił żyć bez włączonego radia czy płyty.Dzięki niemu do dzisiaj lata 80 to mój ulubiony okres w muzyce.
A jeśli chodzi o muzykę w ogóle to tata mnie wciągnął, głównie muzyka lat 80, dużo italo disco, synth popu, tego u mnie w domu leciało pełno praktycznie non stop bo tata nie potrafił żyć bez włączonego radia czy płyty.Dzięki niemu do dzisiaj lata 80 to mój ulubiony okres w muzyce.
- ŚWIAT BEZ KOŃCA
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 12152
- Rejestracja: 27-08-2018, 10:24
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
W ogole sie nie zgodze bo to sprzeczne z moimi doświadczeniami. Brat wyjezdzajac na studia zostawil 3 kasety: Vadera, Pantere i Metallice, potem juz wszystko szukalem sam i nie mialem kolegow bardziej obeznanych ode mnie. Poza metalem wszystkie gatunki ktorymi sie zajawialem w pozniejszym okresie poznalem sam od zera, martial industrial, alt country, post rock, no i dungeon synth. Zadna babcia tego nie wygotowala.Hatefire pisze: ↑18-02-2024, 15:19Ok jestem odrobinę starszy, ale mimo wszystko na początku '90 byłem w wczesnych klasach podstawówki. A sprawa jest prosta. W pewnym momencie kumpel ze szkoły puścił mi na walkmenie jakiś metal. Nie pamiętam co to było, może Sepultura. Jakby ten kumpel słuchał hip hopu może obracałbym się w tych klimatach. Miałem jakiś background podd muzykę gitarową, bo stary to był taki typowy Wychowany na Trójce. Z muzyką jest generalnie jak ze smakami. Jak ci babcia w dzieciństwie dawała placki ziemniaczane z śmietaną i cukrem, to będziesz to kochał do końca życia. Dlatego zawsze śmieszyły mnie te jakieś scenowe dramy. Gust jest wypadkową doświadczeń i tyle. Oczywiście można go rozwijać, poszerzać horyzonty, niemniej zawsze jest się trochę w tym jak patyk na rzece.
If you do everything right, there will be no struggle.
If you struggle, you're not doing something right.
If you struggle, you're not doing something right.
- Hatefire
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 11169
- Rejestracja: 21-12-2010, 12:19
- Lokalizacja: Katowice - miasto wielkich wydarzeń ;)
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ok. Nie jestem faszystą i nie uniwersalizuję własnych doświadczeń. Z drugiej strony jak napisałem rozszerzyłem swoje doświadczenia muzyczne. Natomiast te rozwarstwienia byłyby inne gdybym nie startował z tego a innego pkt. I podtrzymuję, że to co poznane w młodym wieku ma smak szczególny. Ok możesz mieć inaczej.ŚWIAT BEZ KOŃCA pisze: ↑18-02-2024, 17:59W ogole sie nie zgodze bo to sprzeczne z moimi doświadczeniami. Brat wyjezdzajac na studia zostawil 3 kasety: Vadera, Pantere i Metallice, potem juz wszystko szukalem sam i nie mialem kolegow bardziej obeznanych ode mnie. Poza metalem wszystkie gatunki ktorymi sie zajawialem w pozniejszym okresie poznalem sam od zera, martial industrial, alt country, post rock, no i dungeon synth. Zadna babcia tego nie wygotowala.
Od braci dla braci
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy
Od dobrych dla dobrych
Kacapskiej kurwie
Zawsze chuj do mordy
- DST
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2518
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
U mnie zaczęło się bardzo wcześnie, myślę że w wieku 5 lat około. Ojciec puszczał mi często "Somewhere In Time" i "Seventh Son of a Seventh Son" i jakąś składankę z kawałkami Guns N' Roses z kaset i najbardziej zapałałem miłością do Iron Maiden (kupił mi nawet w Łodzi koszulkę, która wyglądała na mnie jak sukienka w tamtym wieku). Potem punktem zwrotnym było obserwowanie metalowców na ulicy czy tego jednego, który mieszkał u mnie w kamienicy, gdzieś o 10 lat starszy chłop. Popularne były wtedy te worki Vader z całymi okładkami co zasiało mi mocno ciekawość, bo nie wiedziałem o co chodzi i to nie było już muzyczne terytorium mojego ojca. Ciekawość wydała w końcu owoce w postaci zakupu "Future of the Past" na kasecie i pamiętam, że zdębiałem. Nie słyszałem niczego takiego wcześniej, to było nieludzko wręcz ciężkie i nieprzystępne. Mogłem być wtedy w czwartej klasie podstawówki. Kolejny krok w fascynacji to zakup "Revelations" na CD zaraz po premierze (miałem wtedy 11 lat wg daty wydania) i obejrzenie ich na Woodstocku rok później na co namawiałem matkę strasznie. Udało się i po wystaniu ze mną na koncercie wracaliśmy na chatę z buta ponad godzinę w nocy przez obwodnicę (pochodzę z Żar).
Strasznie fascynował mnie po drodze do cięższego metalu Korn (na wysokości "Issues"), Marilyn Manson po tej panice medialnej jak przyjechał do PL (około płyty "Holy Wood", którą zajebał mi katecheta i wezwał rodziców), Rammstein i Cradle of Filth. Nigdy nie lubiłem gotyku i tego koledżowego amerykańskiego punka, nawet przez sekundę. Z CoF też najbardziej wchodziły mi te brutalniejsze kawałki pokroju 'Lord Abortion".
Potem na wycieczce w podstawówce ziomek wziął od starszego brata Necrophobic "The Nocturnal Silence" i Darkthrone "Transilvanian Hunger", którego brzmienie tak mnie zszokowało, że myślałem że kaseta jest zjechana. Następnie Mayhem i straszna fascynacja Behemoth ("Zos Kia Cultus").
Pojawiła się era piractwa, która przez znajomość z innymi ludźmi dała mi dostęp do części dyskografii m.in. Deicide ("Serpents of the Light") i zakupu "In Torment In Hell" z wujkiem księdzem we Wrocławskim Media Markcie bodajże. Jak otworzyłem wkładkę i zobaczył ćwiartowanego Jezusa to dał mi wykład na temat sekt
Znajomość z lokalnymi metalowcami też coś wniosła, ale uważałem ich raczej w gimnazjum większość za cipy i pozerów, bo słuchali niewiele więcej niż Metalliki. Jeden był gagatek o ksywie Jezus, który miał na kasecie album Destroyers i wszystkim wkręcał, że to jego kapela haha.
Ogromny wpływ miał na mnie Metal Hammer i recenzje Lercha. Poznałem dzięki niemu Dying Fetus, Misery Index i Antigamę. Zawsze zaglądałem w recenzje, czytałem Lercha i wybierałem co określał jako najbardziej brutalne. Ważna była też lista przebojów w programie chyba "Hell's Kitchen" na Vivie, który prowadził koleś co się nazywał Wit Dziki. Dużo fajnych kapel tam było. No i płyty z Thrash'em All i zajebista Trauma.
Po tym wszystkim pływałem już na głębszych wodach i eksplorowałem bardziej underground i miałem swoje preferencje. Pod koniec gimnazjum już słuchałem bardzo dużo amerykańskiego death metalu, norweskiego black metalu itp.
Kolejny kamień milowy to forum brutal death grindu. Poznałem tam mnóstwo grind core'a i slamu i pozostawiło mi to bezgraniczną miłość do dzisiaj do grindu. Mega jarałem się w gimbazie Nasum np.
Była też "aktywność" na lokalnej scenie, bo w gimnazjum założyłem z kolesiem kapelę i traktowano nas całkiem na równi pomimo różnicy wieku.
Pewnie nikt tego nie przeczyta, ale samo napisanie tego i ułożenie tego w głowie dało mi dużo frajdy. I jeszcze sobie Spectral Voice słucham.
Strasznie fascynował mnie po drodze do cięższego metalu Korn (na wysokości "Issues"), Marilyn Manson po tej panice medialnej jak przyjechał do PL (około płyty "Holy Wood", którą zajebał mi katecheta i wezwał rodziców), Rammstein i Cradle of Filth. Nigdy nie lubiłem gotyku i tego koledżowego amerykańskiego punka, nawet przez sekundę. Z CoF też najbardziej wchodziły mi te brutalniejsze kawałki pokroju 'Lord Abortion".
Potem na wycieczce w podstawówce ziomek wziął od starszego brata Necrophobic "The Nocturnal Silence" i Darkthrone "Transilvanian Hunger", którego brzmienie tak mnie zszokowało, że myślałem że kaseta jest zjechana. Następnie Mayhem i straszna fascynacja Behemoth ("Zos Kia Cultus").
Pojawiła się era piractwa, która przez znajomość z innymi ludźmi dała mi dostęp do części dyskografii m.in. Deicide ("Serpents of the Light") i zakupu "In Torment In Hell" z wujkiem księdzem we Wrocławskim Media Markcie bodajże. Jak otworzyłem wkładkę i zobaczył ćwiartowanego Jezusa to dał mi wykład na temat sekt

Znajomość z lokalnymi metalowcami też coś wniosła, ale uważałem ich raczej w gimnazjum większość za cipy i pozerów, bo słuchali niewiele więcej niż Metalliki. Jeden był gagatek o ksywie Jezus, który miał na kasecie album Destroyers i wszystkim wkręcał, że to jego kapela haha.
Ogromny wpływ miał na mnie Metal Hammer i recenzje Lercha. Poznałem dzięki niemu Dying Fetus, Misery Index i Antigamę. Zawsze zaglądałem w recenzje, czytałem Lercha i wybierałem co określał jako najbardziej brutalne. Ważna była też lista przebojów w programie chyba "Hell's Kitchen" na Vivie, który prowadził koleś co się nazywał Wit Dziki. Dużo fajnych kapel tam było. No i płyty z Thrash'em All i zajebista Trauma.
Po tym wszystkim pływałem już na głębszych wodach i eksplorowałem bardziej underground i miałem swoje preferencje. Pod koniec gimnazjum już słuchałem bardzo dużo amerykańskiego death metalu, norweskiego black metalu itp.
Kolejny kamień milowy to forum brutal death grindu. Poznałem tam mnóstwo grind core'a i slamu i pozostawiło mi to bezgraniczną miłość do dzisiaj do grindu. Mega jarałem się w gimbazie Nasum np.
Była też "aktywność" na lokalnej scenie, bo w gimnazjum założyłem z kolesiem kapelę i traktowano nas całkiem na równi pomimo różnicy wieku.
Pewnie nikt tego nie przeczyta, ale samo napisanie tego i ułożenie tego w głowie dało mi dużo frajdy. I jeszcze sobie Spectral Voice słucham.
- knaar
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2408
- Rejestracja: 05-04-2005, 22:53
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Pokolenie mp3.
Klasyką dla nich jest Slipknot, Machine Head i Korn.
Klasyką dla nich jest Slipknot, Machine Head i Korn.
-
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 15953
- Rejestracja: 21-01-2011, 11:12
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ja też. Byłem raz w życiu w Żarach na urodzinach pięknej Smuchy w jakichś ruinach w centrum. Świetna biba. Spałem u Kozła, ponoć poszedł zawodowo w kamasze. Fajnie było. Pewnie ich nie znasz DST, bo staruchy,,, a może znasz?
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1957
- Rejestracja: 01-04-2011, 11:14
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ja pamiętam to jak dziś, 2 klasa podstawówki dorwaliśmy kasetę z master of puppets od typa który miał wszystkie nowości i katowalismy to non stop bo mój ziom chciał grać na perce a ja na gicie i obstawiliśmy tapczan i jechania...a potem już się potoczyło. Jestem młodszy dlatego nie będę zaśmiecał ale z chęcią poczytam ...
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1683
- Rejestracja: 06-09-2010, 23:25
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
no lata 90te to były jaja jak berety. się kurwa działo. kolega satanista prawie zapierdolil 3 nauczycielki nożem i siekiera. była krew wrzaski ewakuacja. prawdziwy blek metyl. pamiętam jak mnie kurwy katolickie ciągle strofowaly za odwrócone krzyże pentagramy i trupy na koszulkach ale żartów nie było, bo każdy zapierdalal z jakimś nożem rambo albo pistoletem w plecaku. było też dużo narkotyków, skini napierdalali się z punkami, złodzieje z psami, cyganie handlowali heroina wąchając klej, skejci dostawali wpierdol od wszystkich. Piwnice, tanie wina, rozgrywki w pile z dogrywkami na piesci, chuligaństwo i wandalizm. Patologia pełna geba, stare miasto festung breslau!
Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
I laugh as I cast the first stones at Christ
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1957
- Rejestracja: 01-04-2011, 11:14
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ale piszemy teraz o latach 90, czy piszą to osoby które się wtedy urodziły;) bo w latach 2... Tego nie było:)
- DST
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2518
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Nie kojarzę. Ja dorastałem w takiej patolskiej dzielnicy z dala od centrum i z brudasami przelotnie bujałem się dopiero w wieku może 12 lat.
- DST
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2518
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Podobne doświadczenia? Pewnie nie, bo Ty chyba starszy jesteś.
Mój dobry kumpel, z którym już długo gram, ma teraz chyba 49 lat i opowiada mi często jak to się działo na jego oczach, np. jak widział Deicide po wydaniu "Legion" na koncercie w Polsce, o słynnych napierdalankach na koncertach. Na nas się teraz parę razy czaili, bo co to za małe gnoje w koszulkach Incantation, ale znaliśmy to całe stare towarzycho, które znało ich i był spokój.
Mimo wszystko przygoda z tą muzyką jest chyba najlepszym co mnie w życiu spotkało i mam w dupie, że nie urodziłem się w latach 70 np.
- DST
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2518
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
- Ascetic
- Biały Weteran Forume Tańczący na Kurhanach Wrogów
- Posty: 16410
- Rejestracja: 10-01-2015, 15:54
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Ołbin* here. Dokładnie rewir: klary zetkin, jaracza, < (nie pamiętam, przy której mieszkała babcia Lecha Janerki. Bramę dokładnie mam pzred oczami, jak z niej wychodzi i zasuwa z siatą do pobliskiego warzywniaka, do tzw. do Żyda) nowowiejska, wyszyńskiego sztrase.olgims pisze: ↑18-02-2024, 22:13no lata 90te to były jaja jak berety. się kurwa działo. kolega satanista prawie zapierdolil 3 nauczycielki nożem i siekiera. była krew wrzaski ewakuacja. prawdziwy blek metyl. pamiętam jak mnie kurwy katolickie ciągle strofowaly za odwrócone krzyże pentagramy i trupy na koszulkach ale żartów nie było, bo każdy zapierdalal z jakimś nożem rambo albo pistoletem w plecaku. było też dużo narkotyków, skini napierdalali się z punkami, złodzieje z psami, cyganie handlowali heroina wąchając klej, skejci dostawali wpierdol od wszystkich. Piwnice, tanie wina, rozgrywki w pile z dogrywkami na piesci, chuligaństwo i wandalizm. Patologia pełna geba, stare miasto festung breslau!
Z wyżej wymienionych, metaluchów jak na lekarstwo, właściwie, aż do LO, byłem wręcz awangardą. Jeden z niewielu z długimi włosami, jeden z pierwszych w szkole, katany, jakieś imitacje hajtopówriboków, malowane własnoręcznie ekrany, później styl mieszany, szelki, martensy. Nie wiem, czy z tytułu tego, że kasa w domu była od zawsze, to chyba miałem najwięcej kaset, kupowanych czy na dworcu głównym, czy na placu grunwaldzkim, czy w mellisie.
Właściwie to dziwne były czasy. Nie wykluczam, że to też kwestia miasta. Otaczali mnie od ludzi słuchających (chyba też grający) wrocławskiego Serpent Beat (takie polskie birthday party), hardokorowcy od Negazione czy Raw Power, sharpowcy, czy najbliższy kumpel z LO, który był depeszem. Kolejny z LO grał jass, stał się swoją drogą uznanym muzykiem dżezowym. Imprezy to już był prawdziwy miks, Bartek co produkował później Brodkę, fascynaci Jane;s Addiction, czy ci co przynosili industrial nie wiem czy nie od samego Fretta. Kopalnia doświadczeń muzycznych. Do tego pierwsza dziewczyna w klasie w LO która raczyła wszystkich kwasami, namawiała do słuchania tDoors, czy tBeatles z okresy ćpunskiego, czy druga, która miała znajomków blek metylowców, i pierwsza podsunęła mi choćby Christ Agony. Do tego skejci-modelarze-klejarza już się pojawiali, cyganów w brud, że tak powiem, i jak wyżej, gała, a sensie granie między podwórkami i napierdalanki też, w tym z Romami, którzy dobrze sobie w nią radzili. Hardkorowcy i skini, to już ekipa spod Astry i dalej z Kosmonautów. Miszung był to konkretny, do tego stopnia, że jak dziś pamiętam, że przeżyłem mocne zdziwko, że ten co mnie zabrał, z ekipą na Matalkę, przeobraził się w dżanglowego dj'a.
Sama w sobie droga metalowa była względnie samotna. Nie wiem czemu ale było więcej tych słuchającyhc wszystkiego tylko nie metalu. Ci co nie słuchali metalu, sporo swojego dorzucili. Do dziś mam dawane kasety, płyty, czy jakieś nagrywki od znajomków. Od skinowskich spraw, po włoskie hc, czy Janes Addiction. Zajebiście dobrze te czasy wspominam. Melanże, koncerty, imprezy, wspólne słuchanie muzyki. Bo właściwie moi główni znajomi to Ci od muzyki. Albo gdzieś grali, albo się jarali muzyką.
* Teraz jak czytam po 22 latach nie mieszkania we Wr. to jakieś kurwa Bałuty są, czy Nowa Huta, a dla mnie tam zawsze sielanka była. Ok, starego kosą dwa razy przeżegnali, ale on to akurat miał inklinacje do tego xD Do mnie mówił, że mnie ... a tu, nic. Z Traugutta się spierdalało, a na Wyszyńskiego izidżonkamizi. Mimo tego, że kucy jak na lekarstwo i właściwie choćby z tego powodu powinno być gęsto. Pewnie i zwyczajnie, jak się znało ziomeczków i było się spoko, to zasady gry były przyjazne. To tak jakby na marginesie.
Ostatnio zmieniony 18-02-2024, 22:59 przez Ascetic, łącznie zmieniany 4 razy.
lys på slutten av lys
-
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1683
- Rejestracja: 06-09-2010, 23:25
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
no niestety chłopaki ale najlepsze was ominęło. Za to mieliście slipknota, emo i adama małysza.
Seein' me is def not repeated or done twice
I laugh as I cast the first stones at Christ
I laugh as I cast the first stones at Christ
Re: MUZYCZNA TOŻSAMOŚĆ UR. W '85-'90
Pewności nie mam, bo nie widziałem ich za dnia. Impreza była pod koniec lat 90-tych.