Hearse
Wywiad przeprowadził Wouter Roemers
Grające death'n'roll szwedzkie kombo Hearse wydało niedawno swój szósty album "Single Ticket to Paradise" nakładem holenderskiej Vic Records. Łącząc ciężar death metalu z imprezowym wydźwiękiem dobrego ciężkiego rocka Hearse mogą zainteresować swoją muzyką osoby o bardzo zróżnicowanym guście. O nowym albumie, kontrakcie z Vic Records rozmawiał z nami bębniarz Max Thornell a o swojej przeszłości w Arch Enemy i Carnage dodał kilka słów frontman zespołu - Johan Liiva Axelsson.
Przeszliście z Hearse przez kilka wytwórni a ostatni album wydała Wam holenderska Vic Records - jak wyglądają z nimi Wasze stosunki? Jakie różnice dostrzegacie w porównaniu do Waszych poprzednich wydawców?
Max: Jak na razie wsółpraca z Vic wygląda super. Szef jest genialnym fanem muzyki, którą wydaje i dla mnie osobiście jest to bardzo ważne. Po tym, gdy byliśmy w wytwórni, gdzie słyszeliśmy rzeczy typu "Bleh, nie za bardzo podoba mi się ten Hearse" i tego typu rzeczy, jest naprawdę świetnie być w Vic, gdzie słyszysz zamiast tego "Super! Uwielbiam to". Vic jest też raczej mała firmą co bardziej mi pasuje. Mają też pod swoimi skrzydałmi kilka naprawdę fajnych kapel. Cieszymy się, że jesteśmy w tej samej wytwórni co takie zespoły jak np. Dimension Zero, Memory Garden czy Bibleblack.
Wielka szkoda, że taki zespół jak Hearse, z bogatą historią i jeszcze wspanialszą muzyką, taką jak na przykład na dwóch ostatnich krążkach, wciąż nie znajduje należnego uznania. Myślisz, że "Single Ticket to Paradise" ma szansę zmienić ten stan rzeczy?
Max: Jeżeli mam być szczery to nigdy nie miałem ciągot do bycia gwiazdą rocka. Wciąż tęsknię za starymi dobrymi czasami początków death metalu pod koniec lat 80-tych i początku 90-tych, gdy ludzie siedzieli w tej muzyce tylko dla tego feelingu, tej muzyki i dreszczyku emocji z tym wszystkim związanego. Nie istniała w ogóle opcja życie bez muzyki - czegoś takiego po prostu nie brało się pod uwagę. Tak więc, ja się tym tak naprawdę nie przejmuję. Jestem szczęśliwy w granicach swojego małego świata, wydając od czasu do czasu nową płytę, grając od czasu do czasu jakieś koncerty i.. no wiesz... po prostu robiąc to co lubię.
Jeżeli spojrzysz wstecz, to który z albumów Hearse oceniasz jako najlepszy i z jakiego powodu? Wyłączając z tego ostatni krążek oczywiście.
Max: Naprawdę lubię nasz trzeci album "The Last Ordeal". Ma według mnie kilka świetnych momentów a także przyjemny luz i naturalną produkcję. Szkoda za to, że album po prostu zniknął niezauważony po tym gdy nasza ówczesna wytwórnia (Karmageddon Media) zakończyła w tym czasie działalność. Najprawdopodobniej jednak ukaże się teraz jego wznowienie z jakimiś bonusami, co dla mnie jest naprawdę świetną wiadomością.
Karmageddon Media wydała Wam dwa albumy. Oprócz wspomnianego "The Last Ordeal" (2005) także wcześniejszy "Dominion Reptilian" (2003). Czy nie było ciężko o uwolnienie się z zobowiązań kontraktowych z uwagi na ich bankructwo i późniejszy biurokratyczny bajzel z tym związany? Pamiętam, że Blood Red Throne, Forefather, Rebaelliun czy Severe Torture przeszli z tego powodu długą batalię prawną.
Max: Jeżeli mam być precyzyjny to "Dominion Reptilian" ukazało się z logiem Hammerheart Records, która potem dopiero przemianowała się na Karmageddon Media i pod tym szyldem wyadli nam "Armageddon, Mon Amour" i "The Last Ordeal". Gdy Karmageddon Media padła, zdaje się, że z powodów finansowych, podpisaliśmy papiery z Cold Records, która potem zmieniła nazwę na Dental Records. Chyba wszystkie wytwórnie do których trafiamy zmieniają nazwę. hehe! (Chyba teraz cza na Vic!) Gdy uzgodniliśmy z Dental nasze rozstanie to podpisaliśmy kontrakt z Vic. Tak napradę więcnigdy nie mieliśmy żądnych problemów ze zmianą wytwórni. Wszystko działo się dosyć naturalnie.
Macie w planach jakieś koncerty w Europie promujące "Single Ticket to Paradise"? Dużo zjeżdzicie drogi w tym roku?
Max: Nic jeszcze nie jest zaplanowane, ale mam nadzieję, że zagramy w tym roku trochę koncertów. Byłoby miło.
Co od strony muzycznej mówi nam "Single Ticket to Paradise" o Hearse w roku 2009?
Max: Myślę, że pokazuje, że jesteśmy w całkiej niezłej kondycji i że wciąż mamy dobry powód, aby dalej istnieć.
Pytanie do Johana. Wielu starszych fanów zna Cię z tego, że stałeś za mikrofonem na trzech pierwszych krążkach Arch Enemy, zespołu który założyłeś razem z Michaelem Amottem. Opuściłeś ich w 2000 roku ze względu na, jak to zostało określone, "muzyczną niekompatybilność". Czy po tym rozstaniu masz wciąż bliski kontakt z muzyką Arch Enemy?
Johan: No cóż, jeżeli chodzi o muzyczną niekompatybilność to faktycznie nie jestem pewien czy pasowałbym do płyty "Wages...". Tak czy siak, albumy, które nagrywali potem i będące ich naturalnym rozwojem, nie są już zbytnio w moim guście. Kilka kawałków naprawdę kopie tyłek, ale generalnie preferuję starszy materiał. Czy śledzę muzykę tego zespołu? Hmm, raczej cięzko jest oprzeć się pokusie sprawdzenia tego jak sobie cały czas radzą.
Możesz nieco szerzej przedstawić swoją opinię na temat tych albumów, które zespół nagrał po tym, gdy zostałeś zmuszony do odejścia? Pozostajesz w dobrych stosunkach z Michaelem AMottem?
Johan: Każdy z tych labumów jest w taki czy inny sposób świetny - jakkolwiek, dla mnie osobiście, najlepszy jest wciąż "Wages of Sin". Fajny jest też "Anthems of Rebellion" ('We will Rise' to zajebisty numer!).. "Doomsday Machine" i "Rise Of the Tyrant" są w moim odczuciu dosyć podobne i bardzo przewidywalne, wciąz jednak są to bardzo profesjonalne i intensywne krążki. Tak, jesteśmy ze sobą wciąż w kontakcie przez komunikatory internetowe itp. Mike wysyła mi też ich nowe płyty itp. więc jest naprawdę cool!
Przed Arch Enemy byłeś zaangażowany w Carnage, któy wydał swój jedyny album "Dark Recollections". Zespół rozpadł się i jego członkowie założyli Arch Enemy i Dismember. Ostatecznie, Carnage był jednym z najważniejszych zespołów u podwalin szwedzkiej sceny death metalowej. Jak wspominasz ten okres w swoim życiu?
Johan: To był z pewnością wspaniały okres! Nie wiem czy pod względem muzycznym doświadczyłem kiedykolwiek czegoś równie interesującego w moim życiu jak to co przeżyłem w latach 1987-1990. To było naprawdę niesamowite: tape trading z ludźmi z całego globu, tworzenie muzyki, która miała być jak najbardziej brutalna, ciężka, szybka i mroczna.. Poznawanie ludzi, którzy mieli taką samą pasję. Podziemie, old school.. demówki i zespoły powstające wszędzie, nowe wytwórnie (Earache, Peaceville, Nuclear Blast...)... potem to wszystko stało się trochę za duże i trochę mnie to zmęczyło - więc założyłem Furbowl, hehe.
Siedzisz już tym biznesie ładnych parę lat. Co pcha Cię do ciągłego trwania w tym po tylu latach, gdy przemysł muzyczny nie jest już w tak dobrym stanie?
Johan: Nie mam zielonego pojęcia. Nie uzależniam swojej egzystencji od muzycznego biznesu - nigdy tak z resztą nie było - to zawsze była dżungla, w której panoszyło się pełno dziwnych predatorów. W tej chwili pracuję 40 godzin tygodniowo jako drukarz i lubię to, to mi pasuje. Jeżeli ludzie są twórczy i mają chęć do robienia czegoś w muzyce to naprawdę świetnie. Siedzę w muzyce bo ją lubię. W moim przypadklu zawsze tak było.
Dzięki za wywiad, powodzenia w przyszłych przedsięwzięciach. Jeszcze raz wyrażam swój szacunek dla Twojej wytrwałości w utrzymywaniu prastarego płomienia. Ostatnie słowa należą do Ciebie.
Johan: Dzięki wielkie również! Zawsze lubiłem i lubię odpowiadać na wywiady. Zakończę jak nakazuje old schoolowa tradycja, haha: STAY BRUTAL!
Booking: www.hearse.se
Info: www.vicrecords.com