reviews



  • Hatework - "Madbent for disaster" 2002 / CD
    WITCHES BREW
    WłOCHY

    Hatework - Madbent for disaster Wystarczy jedno spojrzenie na okładkę i logo Hatework żeby wiedzieć że to thrashersi pełną gębą - tacy, którzy wlewają w siebie hektolitry piwa, jarają mocne szlugi i mają całą salę prób oblepioną zdjęciami cycatych blondyn. Makaroniarze wypluwają z siebie tak idealny old school jakby kalendarz zatrzymał się im na końcu lat 80-tych - i o ile taki np. Flesh Made Sin ma jeszcze brzmienie, które nazwać można bardziej współczesnym o tyle Hatework dba nawet o to, aby też w tej kwestii wszystko wyglądało tak jakby nigdy nie powstały żadne płyty po największych klasykach thrash metalowej sceny niemieckiej i amerykańskiej. Wychodzi im to, bez dwóch zdań, znakomicie. Ci kolesie po prostu czują w stu procentach tego ducha, mają świetne zaplecze techniczne i fantastycznie zadziorną manierę grania. Riffy atakują z głośników niczym kule wystrzeliwane ze starego kałacha - łapią Cię za łeb i trzęsą nim wściekle we wszystkie strony. Sola wwiercają się w mózg swoimi długimi precyzyjnymi wiertełkami a wokalista ma taki głos, że smród Jacka Danielsa atakuje nozdrza, gdy tylko otworzy usta. To sie może spodobać dziś tylko i wyłacznie stetryczałym emerytom, którzy już dawno pogubili się w ewolucji współczesnego metalu i tylko potrafią gmerać jak to dobrze było za ich młodości he he - cała reszta dostanie dziesięć złotych na lody i ma wyjśc z domu zostawiając dziadzia sam na sam z z jego patefonem.

    www.hatework.it; www.witches-brew.orgOlo ________7.5 search for Hatework

Hostia

Na nowej płycie znajdziecie numer "Krasnodar Kitchen", opowiada on o zakochanych ptaszkach – Dmitry i Natalii Baksheevy z Rosji. Para przyznała się do kilkunastu morderstw od 1999. Podczas przeszukania znaleziono zdjęcia przedstawiające świąteczną kolację, gdzie dekoracjami stołu były ludzkie części ciała.

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.