reviews



    ENG
  • Hiss from the Moat - "Misanthropy" 2013 / 1CD
    LACERATED ENEMY RECORDS
    ITALY

    Hiss from the Moat - Misanthropy Boy, this is some well-played Death Metal. Similar to Behemoth around the time the band was converting to Death Metal, Hiss from the Moat plays that with the modern added brutality and speed. Damn the drummer is fast. The way his feet are moving, you can’t and shouldn’t try to race him or chase him for anything. He’s fine where he is. He also plays in Hour of Penance.

    The music has its own boundaries, a niche of some sort that the band has created for itself. There’s hardly anything shocking here except for the speed and precision. If you’re fine with this, you won’t leave this for your mom. Within that sound, it blends the exotic touches and a wee atmosphere comparable to Lykathea Aflame. And that drumming is just orchestrated collapse of civilizations.

    Italian Death Metal is right up there where my hands can’t reach. Being a short album, you’ll have to reach for the repeat button though – “Misanthropy” warrants that much. It’s seriously impeccably played, with style, taste and speed of course, and there’s that drummer too.

    laceratedenemy.bigcartel.comKunal Choksi ________8 search for Hiss from the Moat

Hostia

Na nowej płycie znajdziecie numer "Krasnodar Kitchen", opowiada on o zakochanych ptaszkach – Dmitry i Natalii Baksheevy z Rosji. Para przyznała się do kilkunastu morderstw od 1999. Podczas przeszukania znaleziono zdjęcia przedstawiające świąteczną kolację, gdzie dekoracjami stołu były ludzkie części ciała.

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.