reviews



  • Lacerated and Carbonized - "Homicidal Rapture" 2011 / 1CD
    MUTILATION RECORDS
    BRAZYLIA

    Lacerated and Carbonized - Homicidal Rapture Spojrzałem na okładkę i pomyślałem, że zaraz z głośników wylezie jakiś deathcore, ewentualnie totalnie zbasowany, wynaturzony death metal. Nic bardziej mylnego. Lacerated and Carbonized mają gitarzystę, który szczególnym upodobaniem darzy thrash metal i kompletnie nie wstydzi się tego okazywać. W efekcie sporo na "Homicidal Rapture" zadziornych, nośnych i co najważniejsze dobrych riffów pochodzących właśnie z tej szuflady. Aby nie było zbyt prosto i przejrzyście, zespół zatrudnił śpiewaka, który nie dość że porykuje potwornie nisko, to jeszcze przepuścił wokal przez maszynkę do mielenia mięsa. Ponadto co jakiś czas daje się we znaki pochodzenie kapeli. Gdy Lacerated wrzuca najwyższy bieg słychać południowoamerykański zapał i drapieżność charakteryzujące muzykę z kontynentu, który wydał na świat choćby Rebaelliun. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to nienaturalne, głuche brzmienie werbla i ostatni utwór, przesadnie melodyjny, nijak nie przystający do reszty. Nic to, zawsze przecież można zakończyć słuchowisko na numerze dziewięć.

    www.laceratedandcarbonized.com; www.mutilationrecords.com.brRobert Jurkiewicz ________7 search for Lacerated and Carbonized

Hostia

Na nowej płycie znajdziecie numer "Krasnodar Kitchen", opowiada on o zakochanych ptaszkach – Dmitry i Natalii Baksheevy z Rosji. Para przyznała się do kilkunastu morderstw od 1999. Podczas przeszukania znaleziono zdjęcia przedstawiające świąteczną kolację, gdzie dekoracjami stołu były ludzkie części ciała.

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.