reviews



  • Vanity - "Demo 2008" 2008 / 1 DEMO
    POLSKA

    Vanity - Demo 2008 Ułańska fantazja, talent i świetne pomysły składają się na najlepsze wydawnictwo w kategorii "1 demo", jakie dane mi było słyszeć w przemijającym 2009 roku. Pierwsze takty "House of Flies", utworu następującego po krótkim, instrumentalnym intro, zwiastowały stylistyczne pokrewieństwo z Opeth. Im dalej, tym ciekawiej, bardziej wszechstronnie, zaskakująco, chwilami szokująco. Śmiałe wypady w rejony zmetalizowanego rocka progresywnego sprawią bez wątpienia sporo satysfakcji zwolennikom Dream Theater, z tym, że w wersji pozbawionej płaczliwych poczynań LaBrie. Równie błyskotliwie Vanity prezentuje się jazzując. Muzycy chwalą się instrumentalnymi umiejętnościami oraz aranżacyjnym kunsztem. Sensacyjnym wyczynem nie jest maksymalne zagęszczenie rozległych inspiracji w ramach jednego utworu. Death metal, jazz, elementy muzyki kabaretowej, warczący Hammond, growle i intrygująco brzmiące melodyjne śpiewy w przypadku Vanity tworzą jedność. Spoiwem jest nie tylko konsekwencja. Chwilami sedno stanowi gra kontrastów i jak się okazuje terapia szokowa sprawdza się w tej roli równie doskonale. Duże brawa za dwadzieścia minut zjawiskowo urodziwej muzyki.

    www.myspace.com/vanitysiedlceRobert Jurkiewicz ________ search for Vanity

Hostia

Na nowej płycie znajdziecie numer "Krasnodar Kitchen", opowiada on o zakochanych ptaszkach – Dmitry i Natalii Baksheevy z Rosji. Para przyznała się do kilkunastu morderstw od 1999. Podczas przeszukania znaleziono zdjęcia przedstawiające świąteczną kolację, gdzie dekoracjami stołu były ludzkie części ciała.

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.