upcoming releases

  • Rothadás

    KOPáR HANT... AZ ALVILáG FELé

    record label: Me Saco Un Ojo Records
    date of release: 2021-10-12
    HUNGARY

    Rothadás tworzą pałker/wokalista Lambert Lédeczy oraz gitarzysta/basista Tibor Hanyi, którzy mają na koncie aktywność w takich, uznanych w podziemiu zespołach jak Coffinborn, Tyrant Goatgaldrakona, czy wreszcie, wydawanym w tej samej wytwórni Cryptworm.

    W Rothadás posługują się w tekstach swoim rodzimym językiem, a pierwszy raz zaprezentowali publicznie twórczość pod tym szyldem w 2019 r. za sprawą taśmy demo "Rothadás", którą też z resztą wydała Me Saco un Ojo Records. Dwa kawałki, które się na nim wtedy znalazły jasno wskazywały na to, że koncepcja zespołu obraca się w okolicach antycznej wizji death/doom metalu, ale bez przesadnego zaślepienia przeszłością.

    Na swoim debiutanckim krążku Rothadás wznoszą jeszcze bardziej okazały i jeszcze bardziej oślizgły pomnik dla death/doom metalowej potęgi - oszczędny w technicznych i aranżacyjnych formach, mało efekciarski, ale cholernie efektywny i upiornie, epicko wciągający. 44 minuty posępnie gniotącej muzyki - na razie tylko na winylu i w formacie cyfrowym, ale pewnie za niedługo też na CD.

    mesacounojo.bandcamp.com
    www.mesacounojo.com
    www.facebook.com/mesacounojo

    search for Rothadás
  • listen and enjoy!




Hostia

Na nowej płycie znajdziecie numer "Krasnodar Kitchen", opowiada on o zakochanych ptaszkach – Dmitry i Natalii Baksheevy z Rosji. Para przyznała się do kilkunastu morderstw od 1999. Podczas przeszukania znaleziono zdjęcia przedstawiające świąteczną kolację, gdzie dekoracjami stołu były ludzkie części ciała.

Reinfection

Czy damy radę wpasować się w panujące dzisiaj trendy tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak i płyta zdoła troszkę namieszać i odbije się to echem w środowisku. Mam też nadzieję, że będziemy w stanie pokazać, że scena ma się dobrze i zachęcić innych do tego że warto coś robić mimo tego, że się mieszka daleko od siebie.

Nuclear Holocaust

Jest old school, bo nie zagraliśmy ani jednego oryginalnego dźwięku, kawałki są krótkie, jest w nich mnóstwo thrashu i punka, szczypta death metalu – to dla wielu będzie właśnie przepisem na grindcore, zmieniają się tylko proporcje. Nie boli nas ta łata, nie chce nam się też szukać innej.