Wydane przez Deformeathing ProductionRok wydania 2024Kraj Poland / United KingdomNapisałOlo9Komentarze (0)Grubo ponad półtora roku po premierze dokańczam tę rozpoczętą dawno temu recenzję, ale robię to z jednego powodu - od półtora roku wciąż regularnie wracam do tej płyty doceniając po raz kolejny magnetyzm twórczości, która wychodzi spod rąk Maćka Pasińskiego (Sirrah, qip, Themancalledtea), który tutaj, w duecie z Pete Dempseyem, ze Scald (do składu których Maciek z resztą kilka lat temu dołączył) stworzyli coś, co po raz kolejny wymyka się sztywnym, stylistycznym szufladom - a leniwi recenzenci unikają opisywania “Geminus Schism”. O ile jednak takie np. TheMANcalledTEA czi qip to były bardziej patchworkowe, poziome konstrukcie poskładane z różnych stylistycznych kawałków, o tyle Pincer Consortium jawi się jako potężny, gęsty konglomerat nakładających się na siebie warstw stanowiących bardzo spójną pod względem melodyjności, rytmiki i ogólnej muzycznej narracji całość, której wieloaspektowość potrafi z początku nieco przytłoczyć, ale gdy tylko słuchacz pozwoli temu rozszalałemu w detalach krajobrazowi zapuścić w sobie te wszystkie maleńkie korzonki to, bardzo szybko jest w stanie zestroić się z tym organizmem, czując jego wewnętrzny puls, czerpiąc siłę z jego monumentalnej konstrukcji i chłonąc jego podniosłą i transową energię. Wybaczcie nieco mało konkretną formę tej recenzji - celowo unikam zarówno wszelkich porównań z innymi zespołami, jak i szczegółowego opisywania poszczególnych elementów i klasycznego mamlania o tym, że tu wolno, tam szybko, a w ogóle to jest klimatycznie i agresywnie. “Geminus Schism” jest na tyle nieszablonowym albumem, że jedyne co może recenzent zrobić to zapewnić, że warto poświęcić tej płycie więcej czasu i oddać szacunek głównemu twórcy tego hieratycznego kolosa za utrzymanie dyscypliny i spójności w ostatecznym obrazie. Jedna tylko ważna uwaga techniczna - ten materiał strasznie nie lubi się z wszelkimi formatami skompresowanymi. Przy tej intensywności, przy tej masie detali często utrzymanych w wysokich tonach, przy tych wszystkich transjentach, sybilantach i innych audiofilnych policjantach produkcja staje się strasznie nieczytelna już przy nawet niewielkim pójściu na częstotliwościowe skróty. Rzadko się zdarza żeby było to aż tak uderzające, ale przy pierwszym zapoznawaniu się z tym materiałem, jeszcze z przesłanych przez wydawcę mp3 lub klipów na youtube kawałki z “Geminus Schism” brzmiały jak seplenienie nawalonego żula recytującego Szekspira. CD jest wprawdzie wydane w digipacku - ale za to w naprawdę wspaniałej formie, z monochromatycznymi, mikroskopowymi obrazami, które zdecydowanie trzeba uznać za element składowy całości tego albumu.