Mortis dei
The loveful act of creation (1cd)
Wydane przez selfreleasedRok wydania 2004Kraj PolskaNapisał a.p8
Panowie, ja wiem, że wszystkim znudziły się już okładki z kupą mięsa i flaków. Ja wiem, że wszelakie satanizmy na coverach to też i nie wasza działka... ale gołą dupę na swój debiutancki album pakować? Gdyby nie logo to pomyślałbym, że jakieś zaległe zamówienie z porno stronek przyszło, he he. Wasza muzyka, wasza płyta, ale ja uważam ten pomysł za chybiony. Muzyka... Motis dei znane jest w naszym rodzimym undergroundzie od niemal 12-tu lat i z większym lub mniejszym skutkiem wypracowali sobie pozycję zespołu szanowanego. Przez ostatnie kilka lat nie miałem styczności z dźwiękami tworzonymi przez Bydgoszczan. Zatrzymałem się na etapie jednej z demówek i z tego co pamiętam zespól parał się graniem porządnego death thrashu. To, co prezentują na "The loveful..." to już nieco inna para kaloszy. Zespół poszedł w stronę brutalniejszego grania i z nalepki kiedyś im przylepianej pozostał death metal. W dość czystej formie, rzekłbym nawet lekko old schoolowej. Nie znaczy to, że mamy do czynienia z kolejną inkarnacją Asphyx czy Benediction. Mortis dei bliżej do ambitniejszych wzorców rodem z Sinister czy bardziej Houwitser, tudzież czasem nawet Atheist. Sprawnie zagrane, z polotem - kompozycje przywodzą na myśl dobre death metalowe krążki z połowy lat 90-tych. Z okresu kiedy toporne i schematyczne granie było już w odwrocie a na scenie panoszyły się zespoły mające do powiedzenia więcej w kwestiach technicznego grania. Bydgoszczanie grać potrafią, nie wychodzi im z tego bezmyślna łupanina, granie dla grania. "The loveful..." nie jest co prawda albumem łatwym w odbiorze ale jest w nim coś, co sprawia, że nie nuży. Sporo tu się dzieje, mimo to krążek jest całkiem skoczny i rytmiczny, Angole powiedzieliby, że jest "catchy" i mieliby sporo racji. Dziwi mnie jedna kwestia... nie znalazł się żaden chętny wydawca, zespół płytę wydał własnym kosztem. Tak ciekawa produkcja powinna ukazać się oficjalnie... czyżby szanownym panom wydawcom nie przypadła do gustu pupa na okładce? Hmm... ;-)
Piotr Niemczewski; Zaruskiego 4/64; 865794 Bydgoszcz; mortisdei.republika.pl; mortisdei@go2.pl