10-cio lecie Corruption 01.12.01
Data dodania 2002-01-01Dodał PawełPierwszy dzień grudnia, skrzypiący śnieg i siarczysty mróz. Rynek sandomierskiej starówki, która wyglądała zresztą niezwykle klimatycznie i taki też miał być ten wieczór na który szykowałem się od dawna. O godzinie 19 w klubie Lapidarium w Sandomierzu miał rozpocząć się koncert kultowej kapeli Corruption (kto śledził i śledzi na bieżąco scenę undergroundową ten wie o czym mówię). Występ ów miał być uwieńczeniem dziesięcioletniej działalności zespołu. Zaczęło się przyzwoicie z kilkuminutowym opóżnieniem. A jazda z jaką rozpoczeli kazała na 3 godziny zapomnieć o pogodzie na zewnątrz. Na pierwszy ogień poszedł: LUBRICAN RAINS z Bacchus Songs , MANITOU, WARDOG, JUNKIE z Pussyworld (ich nowy materiał różni się od poprzednich, ale dla mnie jest (r)ewolucyjny - mam nadzieję, że wkrótce znajdzie się wydawca bo ta muza to uczta nie tylko dla ucha ale serca i duszy). Po czym AS HORSES OVERRIDE, I DISTEND, FREAKY FRIDAY z Bacchusa - numery z tej płyty nic nie straciły na swej mocy, a wręcz przeciwnie Rufus swym głosem tchnął w nie nową dusze. Dziś nadal brzmią bardzo świeżo. W międzyczasie WINTER WINDS z
Ecstasy - naprawde rewelacja. Zatrzymam się jeszcze na Freaky Friday, który jest jednym z moich faworytów. Ten kawałek został zagrany z takim wykopem, że dosłownie wysadził wszytkich z siodła. Później ponownie poszły kawałki z Pussyworld WASTED i WITCHER - bardzo mocne punkty wieczoru. Jeszcze RIDE THE DRAGON i tytułowy BACCHUS SONG, a na koniec perełka PARANOID - znanych skądinąd Sabath'ów w rewelacyjnej wersji. Pożniej nastała przerwa a w międzyczasie były podziękowania dla wiernej publiki, od której zresztą jubilat dostał torcik z pożądaną liczbą świeczek i chóralne, niezwykle gorące "...100 lat Corruption...". Druga część to występ "bez prądu" poza małą wpadką jazda była równie wysokich lotów. Na pewno nie tak szybko i głośno ale za to bardzo swojsko, orientalnie i niezwykle "plemiennie" dzięki, nazwijmy to "tradycyjnemu instrumentowi aborygenów" na którym zagrał Kondziu - jeden z gości zespołu, których nie mogło zabraknąć tego wieczoru. Na koncercie zagrali rownież byli muzycy Corruption: Gootek na gitarze oraz Mirek na klawiszach, a także Świca muzyk sandomierskiej kapeli folkowej Hambawenah, który w numerze Bacchus Song zagrał na mandolinie. Wszyscy oni wnieśli do muzy jeszcze więcej smaczków. Długo po koncercie nikt nie wychodził. Zrobiło się bardzo rodzinnie: kto chciał sam mogł sobie poużywać na gitarach i bongosach, a przy piwie czas zawsze szybciej leci. Zabawa trwała do wczesnych godzin porannych (w czym niestety nie uczestniczyłem mając przed sobą 100 kilometrów jazdy samochodem do domu).
Wyszedłem na zewnątrz i gdyby nie śnieg gotów byłem uwierzyć, że to już wiosne uczynił ten koncert w mojej głowie, bo niewiele zespołów potrafi wywrzeć na mnie tak duże wrażenie jak Corruption (obyście dotrwali do emerytury w takiej formie, pozdrowienia dla Anioła, Elektrycznego, Melona, Thrasha i Rufusa). Za dużo peanów ??? Trzeba było przyjechać i przekonać się osobiście.