Acid Drinkers raczej kultowi nie są, ot taki ewenement polskiej sceny metalowej.
Six Feet Under - za Haunted ich wielbię, dwójka i trójka ujdą, potem już różnie, ale co do kultowości.... jedynie osoba Chrisa jest tu kultowa, w sumie pionier jeśli chodzi o wokalistów death metalowych....
Dla mnie mnie więcej kultu niż muzyki mają te kapele, które są wyciągane z otchłani zapomnienia, bo albo zaczęły grać znowu, albo jakimś cudem zagrają gdzieś jakiś ekskluzywny show. To zespoły które jeśli chodzi o image czy podejście do muzyki zatrzymali się w swoich czasach, takie inkluzje w bursztynie. Zespoły, które owszem, wniosły coś swoją muzyką w czasach kiedy nagrywali dany album, czasem faktycznie jeden na przestrzeni wielu lat, a dziś brzmi już rachitycznie, przestarzale i nie wzbudza już takich emocji. To zespoły właściwie grające we własnej niszy, mające swoich zaprzysięgłych zwolenników i w sumie o gustach się nie dyskutuje. Pewnie narażę się tu wielu miłośnikom tego festiwalu, ale takie kulty często pojawiają się w Byczynie. Taki Sabbat na ten przykład. Opiewany ze wszystkich stron jako kultowy przedstawiciel starej szkoły, same ochy i achy, koncert który mieli zagrać miał być jedyny, niepowtarzalny, cudowny, kultowy z racji samego faktu, że zagrają. Byłem kiedy grali razem z Gruesome w Katowicach i ...... no nie porwało mnie. Nie chcę tutaj mówić ludziom, że to szajs czy coś w ten deseń, jak ktoś lubi, docenia i słucha namiętnie - jego sprawa, nawet popieram. Ale w moim odczuciu te wszystkie spusty na temat ich twórczości są po prostu przesadzone, taki kultowy zespół, dlatego, że jest kultowy.
Agathocles też się w to grono wpisuje - znany jest głównie z tego, że jest chyba najpłodniejszym zespołem obok Sabbat i nikt nie może pochwalić się kolekcją, w której miałby wszystko co tylko nagrali. Jakość jednak tych nagrań często nie powala..... Nie wiem jak wygladają koncerty bo chyba rzadko się udzielają live. Obrośli kultem, ale w zasadzie....dlaczego?

