Skończyłem. Niezłe, ale nic nie urwało - sporo sympatycznego humoru, doceniam panoramę i przetworzenie własnego pochodzenia i konfliktów tożsamościowych, ale też raczej nie czuję dużej potrzeby do sięgania po inne książki Mahdiego.DST pisze: ↑29-10-2026, 08:24A Rushdiego skończyłeś już? Pytam bom ciekaw opinii.Bolt pisze: ↑29-10-2026, 08:00
Pierwsze strony raczej drażniły, ale jak zaskoczyło, to wciągnęło. Johnson ma taki styl pisania, że w swoim przerysowaniu ci nędzarze będący bohaterami, ten język są tak naprężeni, że dosłownie jedno zdanie czy nawet słowo więcej przekraczałoby granicę śmieszności, a jednak wszystko gra i hula. Pewnie sięgnę też po jego inne książki.
Co teraz czytacie? v.2
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
- Bolt
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1860
- Rejestracja: 25-12-2010, 18:32
Re: Co teraz czytacie? v.2
I was born in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
Live here my whole life
Probably come to die in this town
Live here my whole life
Never anything to do in this town
- DST
- zahartowany metalizator
- Posty: 3550
- Rejestracja: 23-12-2010, 23:02
Re: Co teraz czytacie? v.2
Czytałem jeszcze "Dzieci Północy" i podobało mi się już znacznie mniej. "Szatańskie Wersety" to była fajna, dziwaczna powieść o doświadczeniu imigracji i kryzysie tożsamościowym właśnie.Bolt pisze: ↑29-10-2026, 09:07Skończyłem. Niezłe, ale nic nie urwało - sporo sympatycznego humoru, doceniam panoramę i przetworzenie własnego pochodzenia i konfliktów tożsamościowych, ale też raczej nie czuję dużej potrzeby do sięgania po inne książki Mahdiego.DST pisze: ↑29-10-2026, 08:24A Rushdiego skończyłeś już? Pytam bom ciekaw opinii.Bolt pisze: ↑29-10-2026, 08:00
Pierwsze strony raczej drażniły, ale jak zaskoczyło, to wciągnęło. Johnson ma taki styl pisania, że w swoim przerysowaniu ci nędzarze będący bohaterami, ten język są tak naprężeni, że dosłownie jedno zdanie czy nawet słowo więcej przekraczałoby granicę śmieszności, a jednak wszystko gra i hula. Pewnie sięgnę też po jego inne książki.
- Kilgore
- rasowy masterfulowicz
- Posty: 2895
- Rejestracja: 21-12-2010, 20:34
- Żwirek i Muchomorek
- weteran forumowych bitew
- Posty: 1473
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
- Lokalizacja: Cosmic Coincidence Control Center
Re: Co teraz czytacie? v.2
Takie se spiraciłem i czytam:

Czyli książka o historii hałasu, zaczynając od momentu, gdy hałas zaczął być świadomie wprowadzany do muzyki jako jeden z elementów lub jako główny składnik. A definiuje się go bardzo szeroko jako dźwięki, które wymuszają negatywną reakcję słyszącej ją osoby - więc, ważne, hałas to jest taki dźwięk, który z jednej strony jest subiektywnie oceniany/odbierany jako nieprzyjemny/niepożądany/brzydki, a także taki, który wymusza na słuchaczu reakcję (powoduje odczucie dyskomfortu bez udziału woli; tzn nie zastanawiasz się czy to hałas, tylko od razu słyszysz że to hałas). Definicja jest szeroka, więc spektrum tematów w książce jest gigantyczne, co przy jej objętości (circa 250 stron z bibliografią i dyskografią) wymusza pewną pobieżność. Ale jest gęsto i bez pierdolenia, same konkrety.
Okazuje się, że hałas pojawia się w muzyce dopiero w momencie, w którym muzyka dzięki technologii (nagrywanie, obróbka, radio, elektroniczne generowanie dźwieku etc.) zostaje uwolniona od tradycyjnych instrumentów. Hałas, twierdzi Hegarty, nie jest własnością systemu tonalnego, tzn. dysonanse - trytony, sekundy i tak dalej - mogą być odbierane jako nieprzyjemne, ale wynikają z układu dźwięków, które same w sobie nie są hałaśliwe. Dlatego cała książka zaczyna się od włoskiego futuryzmu i dziwacznych instruentów Luigiego Russolo, a potem w kolejnych rozdziałach ciśniemy przez muzykę konkretną, Johna Cage'a, free jazz, rock/metal, industrial/power electronics, ekstremalną elektronikę i oczywiście harsh noise, czego ukoronowaniem jest cały rozdział poświęcony wyłącznie MERZBOW. Natomiast różnych akademickich awangard, serializmów, sonoryzmów i innych dodekafonii tu prawie nie ma - właśnie dlatego, że chociaż można je odbierać jako ekstremalnie hałaśliwe, to hałasem w zasadzie nie są. Czego nie można powiedzieć np. o głupim "Smoke On The Water" - brzmienie przesterowanej gitary to czysty hałas, zaprzężony do stricte muzycznych celów.
W skrócie: dobre, ale nie dla każdego, bo to rzecz stricte akademicka, mocno muzykologiczna, zanurzona po uszy w dyskursie (post)strukturalnym, więc od cytatów z Derridy, Deleuze'a czy Foucaulta może się zrobić wrażliwym duszyczkom niedobrze
Mi to jednak niestraszne i świetnie się bawię, mimo drobnych zastrzeżeń. Fetyszyzacja japońskiego noise może dawać się we znaki, bo autor jest chyba fan girl MERZBOW i pewnie mu śle perfumowane liściki o treści koham pana panie meżboł. Pominięcie brytyjskiego undergroundu - Coil, NWW, C93 - też boli, ale autor się przyznaje, że w sumie to "Englands Hidden Reverse" omawia ten temat, a jemu jakoś tak wyszło, że się nie zmieściło i chuj, trudno. No trudno. Jednakowoż, już bez heheszków - to bardzo ciekawa rzecz, się poleca się.
A na końcu jest, obok bibliografii, obszerna dyskografia. Bardzo dziwaczna i ciekawa, dodajmy! Będę chujem i wam jej nie skopiuję (chyba że ktoś ładnie poprosi).

Czyli książka o historii hałasu, zaczynając od momentu, gdy hałas zaczął być świadomie wprowadzany do muzyki jako jeden z elementów lub jako główny składnik. A definiuje się go bardzo szeroko jako dźwięki, które wymuszają negatywną reakcję słyszącej ją osoby - więc, ważne, hałas to jest taki dźwięk, który z jednej strony jest subiektywnie oceniany/odbierany jako nieprzyjemny/niepożądany/brzydki, a także taki, który wymusza na słuchaczu reakcję (powoduje odczucie dyskomfortu bez udziału woli; tzn nie zastanawiasz się czy to hałas, tylko od razu słyszysz że to hałas). Definicja jest szeroka, więc spektrum tematów w książce jest gigantyczne, co przy jej objętości (circa 250 stron z bibliografią i dyskografią) wymusza pewną pobieżność. Ale jest gęsto i bez pierdolenia, same konkrety.
Okazuje się, że hałas pojawia się w muzyce dopiero w momencie, w którym muzyka dzięki technologii (nagrywanie, obróbka, radio, elektroniczne generowanie dźwieku etc.) zostaje uwolniona od tradycyjnych instrumentów. Hałas, twierdzi Hegarty, nie jest własnością systemu tonalnego, tzn. dysonanse - trytony, sekundy i tak dalej - mogą być odbierane jako nieprzyjemne, ale wynikają z układu dźwięków, które same w sobie nie są hałaśliwe. Dlatego cała książka zaczyna się od włoskiego futuryzmu i dziwacznych instruentów Luigiego Russolo, a potem w kolejnych rozdziałach ciśniemy przez muzykę konkretną, Johna Cage'a, free jazz, rock/metal, industrial/power electronics, ekstremalną elektronikę i oczywiście harsh noise, czego ukoronowaniem jest cały rozdział poświęcony wyłącznie MERZBOW. Natomiast różnych akademickich awangard, serializmów, sonoryzmów i innych dodekafonii tu prawie nie ma - właśnie dlatego, że chociaż można je odbierać jako ekstremalnie hałaśliwe, to hałasem w zasadzie nie są. Czego nie można powiedzieć np. o głupim "Smoke On The Water" - brzmienie przesterowanej gitary to czysty hałas, zaprzężony do stricte muzycznych celów.
W skrócie: dobre, ale nie dla każdego, bo to rzecz stricte akademicka, mocno muzykologiczna, zanurzona po uszy w dyskursie (post)strukturalnym, więc od cytatów z Derridy, Deleuze'a czy Foucaulta może się zrobić wrażliwym duszyczkom niedobrze
A na końcu jest, obok bibliografii, obszerna dyskografia. Bardzo dziwaczna i ciekawa, dodajmy! Będę chujem i wam jej nie skopiuję (chyba że ktoś ładnie poprosi).
Are you shivering? Are you cold?
***
Baton u źródeł Amazonki
***
Baton u źródeł Amazonki



