Tymczasem jak działa inflacja, zwana także podatkiem inflacyjnym? Otóż. Po pierwsze bezpośrednio uderza w finanse gospodarstw domowych i firm. Zarówno w wydatki codzienne jak i w oszczędności, czy planowane inwestycje. Nie widzę ani słowa o tym, że panowie Glapiński i Morawiecki sprytnymi zabiegami wyjęli ludziom z portfeli tak na szybko ze 30 procent zawartości, wyłączając choćby budowlankę, bo tam poszło znacznie grubiej. Dodatkowo inflacja powoduje wzrost wpływów do budżetu państwa, co krótkoterminowo pozwala pokazać eleganckie statystyki, a w terminie długim powoduje wzrost obsługi długu, samego długu oraz dewastacje finansów państwa. Traf chce, że odbyło się to zaraz przed wyborami. Co za przypadek?
Poza tym powyższa pogadanka jest mocno zero-jedynkowa. Złe kało, wszystkie argumenty na niekorzyść. Dobry pis, wszystkie argumenty na korzyść, a już ustęp o "ambitnej walce ze skutkami pandemii" zasługuje na pomnik. Pomijając ewidentne aczkolwiek zastanawiające nieścisłości w liczbach, nie chce mi się występować w roli adwokata rządzących nieudaczników , bo oni zwyczajnie na to nie zasługują. Natomiast uprzejmie proszę o odrobinę obiektywizmu. Tak, by się nie ośmieszać przekazem wyjętym z tv pana Sakiewicza. Tym bardziej, że szermowanie długiem może być ryzykowne. Dług sam w sobie nie jest zły. Wszystko zależy od tego na co go wydamy, a tu można napisać całą księgę i nikt nie wyjdzie bez winy.
Reasumując. Jest tak jak w teorii połówek słynnego Baryły. Do przerwy wygrywaliśmy jedną, a potem oni strzelili trzy, więc remis. Czyli nie jest tak źle jak życzy sobie skrzydło frustratów i nie jest tak dobrze jak chcieliby uśmiechnięci, a więc remis. Jak to w życiu bywa i chyba nie ma za bardzo o co targać szat. Miłego dnia wszystkim życzę.

