Byłem w oba dni. Brzmienie poza gwiazdami - katastrofa. Organizacyjnie - tak sobie. Może i wychodzili ze skóry, żeby było super, ale palarnia na wejściu do sali, która zasysałą cały smród to jest, kurwa, skandal. I te gigantyczne obsuwy, szczególnie w sobotę. Na Hate nie zostałem, bo widziałem ich kilka miesięcy wcześniej i nie jest to mój ulubiony typ napierdalania. Dość powiedzieć, że z tego, co aktualnie grają, znam tylko "Hex"
Widziałem za to:
- Lilla Veneda - poprawnie, płąsko brzmieniowo, taka trzecia liga z pomysłem na siebie. Tylko po chuj ten cover?
- Sznur - gówno obsrane i obszczane z fatalnym nagłośnieniem (bas i bębny w chuj z przodu, brak gitar). Taki nocny kochanek dla tych, którzy twierdzą, że nocny kochanek to gówno.
- Okrutnik - no fajnie się starali, ale głuchy realizator zabrał im pazura.
- Christ Agony - sentyment na pełnej, wreszcie poprawne brzmienie. Bawiłem się znakomicie.
- Synapsa - nie moje granie, głośno w chuj.
- Terrordome - casus Okrutnika. Tylko numery znam lepiej

- Magoth - głuchy chuj w akcji, ale na szczęście coś tam było słychać. Mi się podobało.
- Dragon - własny realizator poszlał i heble poszły do góry. No, napierdalało to po uszach niemiłosiernie. Dobór utworów taki sobie, choć hity poleciały, ale bis to już była jakaś popłuczyna popłuczyny. Najlepszy dowód na to, że głośniej wcale nie znaczy lepiej.
- Damnation - najlepszy obok Christ Agony występ. Bawiłem się świetnie. BTW, jakieś 2/3 głośnościa Dragona.
W sumie warto było dać te dwie stówy za sentymentalną podróż. Ale lepiej coś takiego zrobić w Łączniku, albo nawet Liverpoolu. Zaklęte Rewiry ssą ostatnio pałę po same kule.