DST pisze: ↑22-07-2026, 12:27
Wspomina tam też ten chyba postmodernistyczny trop, że nie istnieje obiektywne, nieperspektywiczne poznanie, że to wyobrażenie "oka, które nie istnieje" tj. im więcej różnych oczu, tym więcej perspektyw i lepsze poznanie, ale nie ma poznania w stu procentach obiektywnego i "totalnego", bo to metafizyczne pierdolety.
Najwcześniej ten pogląd pojawił się bodaj u Protagorasa z Abdery - V wiek przed naszą erą. Nietzsche był z wykształcenia filologiem klasycznym i starożytną filozofię znał najlepiej - większość jego poglądów tam ma bezpośrednie źródła i podejrzewam, że stamtąd je w większości brał.
Kantowi się obrywa u Nietzschego regularnie. Tutaj krytykował ideę "czystego rozumu", który jest nieistniejącym fantazmatem i pragnieniem jakiegoś pozaziemskiego, "czystego" ideału.
Jak tak, to chyba niewiele z tego Kanta zrozumiał

Żart; musiałbym sobie zajrzeć do źródeł już, tzn. do Niczego i zobaczyć, co tam się właściwie dzieje. Krytykowanie kantyzmu jest trudne, bo i Kant jest trudny, bardzo drobiazgowy i zniuansowany, trzeba mnóstwo czasu i energii żeby go w ogóle rzetelnie przyswoić, a żeby go zacząć zwalczać... w zasadzie są dwie drogi. Albo wejść w bardzo skomplikowane, techniczne dyskusje akademickie, albo wywalić go w całości do śmietnika z jakiegoś mniej lub bardziej arbitralnego powodu wynikającego z projekcji własnego widzimisie i uznania, że to wszystko o czym Kant mówi/się zajmuje nie ma znaczenia. Obstawiam, że tu mamy ten drugi przypadek.
O Stirnerze dowiedziałem się na rynku w Poznaniu od najebanego studenta filozofii. Gość wybełkotał coś na zasadzie "dlaszszego Nietzsche tak wszystkim jedzie, Kantowi, Schopenhauerowi itd a nie tyka Stirnera? No dlaszego? Po go splagiatował" Sprawdziłem to później i bez kitu jest tam dużo wspólnego, szczególnie widać podobieństwa w koncepcie "nadczłowieka" (Stirner nazywał to jakoś inaczej)
W polskim tłumaczeniu Stirner to nazywa "Jedynym". Facet buduje model jednostki egoistycznej, która kieruje się po prostu swoim widzimisie i realizuje swoje interesy po uważaniu - miarą moralnej wartości działania jest to, co uważam za właściwe dla siebie, co jest zgodne z późniejszym opisem nietzscheańskim. Nie jestem natomiast pewien, na ile Stirner uważał to wszystko za opis rzeczywistości, a na ile za wzór do którego należy dążyć, co ma dość istotne znaczenie. Zdaje mi się jednak - ostatni raz czytałem Stirnera kilkanaście lat temu - że w jego optyce jest tak, że ludzie po prostu są egoistyczni, moralność jest wytworem kulturowym i obiektywnie nie istnieje, a "rzeczywistość" wygląda tak, że są tylko ludzie i ich interesy. Trzeba to skumać i według tego żyć - albo nie, ale wtedy inni cię dojadą w dupę. Co zresztą spotkało zarówno Stirnera, jak i Nietzschego.
Ten to był wariat. Jakiś czas temu chwyciłem "120 dni Sodomy" w końcu i to było tak ekstremalne i popierdolone (XVIII wiek!), że taki "Ksiądz C" czy "Historia oka" Bataille'a to przy tym luźna lektura do poduszki. Ciekawie jego myśl analizował Camus w "Człowieku zbuntowanym".
Mam podejrzenie, że teksty traktujące o de Sadzie są ciekawsze od samego Sade'a. Abstrahując od wszystkiego innego, jest to tak słabo napisane, że nie da się czytać. 120 Dni Sodomy kiedyś przeglądałem na wyrywki i było tak samo. Ukazała się niedawno po polsku pełna edycja trzeciej, najdłuższej, wersji "Justyny", ale jeśli to ma być 1500 stron (tyle z grubsza mają wszystkie tomy zsumowane) tak topornej grafomanii, to podziękuję.
Ale rzeczywiście, poziom treściowej ekstremy jest taki, że bardziej się po prostu nie da. Facet dotarł do ściany radykalizmu, dalej jest już tylko wprowadzanie tych pomysłów w życie.