O, dziękówka. Będzie badane.
Tymczasem za dwa tygodnie w Pardonie ROYBER TRIO (Trzaska/Walicki/Moretti). Bardzo dawno Trzaski nie widziałem, więc stwierdziłem, że chuj, jadę. Mam ostre ciśnienie na dżezy.
Dobrze będzie, a przynajmniej taką mam nadzieję. Morettiego niedawno widziałem w formacji JAVVA i był w doskonałej formie.
Po prostu JAZZ!
Moderatorzy: Nasum, Heretyk, Sybir, Gore_Obsessed
- Żwirek i Muchomorek
- w mackach Zła
- Posty: 848
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: Po prostu JAZZ!
Przygody Batona na czarnym lądzie
- Harlequin
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 9362
- Rejestracja: 12-03-2010, 13:38
- Lokalizacja: Koko City
Re: Po prostu JAZZ!
Całość. Dopiero włączyłem, ale próbki mówiły, że to poważny kandydat do AOTY.
- Harlequin
- mistrz forumowej ceremonii
- Posty: 9362
- Rejestracja: 12-03-2010, 13:38
- Lokalizacja: Koko City
Re: Po prostu JAZZ!
Jakby CIę interesowało, to Paweł znalazł wydawcę z Kanady i wypuścił Hajstre na nośniku. Możiwe, że ma jakieś sztuki fizycznie na chacie (albobdzie mial), wiec zawsze taniej:Żwirek i Muchomorek pisze: ↑29-03-2026, 21:36Wysypało mi w mieście jazzowych i okołojazzowych eventów, więc polazłem se na kilka z nich. Najlepszy był ten, z wczoraj:
HAJSTRA TRIO (Trilla/Doskocz/Ilnicka). W zasadzie trudno to nazwać jazzem sensu stricto, bo to free improv i to bardzo daleki od jazzowego korzenia, ale nie wiem gdzie indziej można o tym napisać, zresztą na forume i tak gówno to kogokolwiek obchodzi, więc napisze tu. No więc powyższa ekipa dała bdb występ, generując bardzo złożone, improwizowane tkaniny dźwięku bazującego na wszelakich możliwych szumach, trzaskach, chrobotach, skrobaniach, szmerach, bździąganiach, suwaniach i łoskotach. Vasco Trilla to jest przechuj muzyk, facet generuje jakieś zupełnie niebywałe rzeczy z bębnów. Plus ma dobre guściowo, bo, jak może widać na focie, paradował w tshircie INCANTATION. Znaczy - swój chłop. Wszystko odbyło się oczywiście stuprocentowo akustycznie, z elektryką ograniczoną do mikrofonów zbierających odgłosy. Po zamknięciu oczu nie dało się stwierdzić ani w jaki sposób te dźwięki były generowane, ani z ilu źródeł pochodziły. Wyobrażam sobie, że podobne rzeczy słyszą mrówki w mrowisku albo żuczki tuptające w leśnej ściółce; pomimo ogólnej abstrakcyjności brzmień (nie czarujmy się - taka muzyka to dźwiękowy odpowiednik malarstwa abstrakcyjnego i to takiego bardziej hardkorowego, że się chlapie farbą i się ją rozmazuje po płótnie różnymi kończynami) były w tym jakies narracje. Ogólnie - dobra impreza, tylko trochę krótko grali, bo pół godziny + bis. Propsuję.
- Żwirek i Muchomorek
- w mackach Zła
- Posty: 848
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: Po prostu JAZZ!
O, bdb news. Dzięki. Zainteresuję się.
Tymczasem newsy prosto z wczorajszego Pardonu. ROYBER TRIO dało mocno ambiwalentny koncert. Spore części występu były git - miejcami grali z potężnym ogniem, po prostu napierdalali ile wlezie, co w połączeniu z elektronicznymi szumami generowanymi przez Morettiego z syntezatora (grał nie tylko na perkusji) miało potencjał do robienia z mózgu jajecznicy. Były też momenty transowego, niekiedy bluesującego grania i to też było całkiem git - podobało mi się. Do czasu.
Bo problemy były zasadniczo dwa. Jeden, że to materiał opracowujący tematy muzyczne z filmów Smarzowskiego i w ogóle z filmów do których Trzaska robił soundtrack - więc było "filmowo". Znaczy pościelowo-ckliwo-łzawie-elegancko-dżezniedlaidiotów. Drugi, że Trzaska ewidentnie dziadzieje. Był to premierowy koncert z materiałem z płyty i Trzaska strasznie to przeżywał. W połowie wzruszenie brało górę już tak, że szło się zapaść pod ziemię z zażenowania. Hołdy dla Brotzmanna, łzawe podziękowania, trzęsące się ręce i najnowsze zdobycze technologii samplingu - nagrywanie własnych solówek telefonem i puszczanie ich do mikrofonu - mogły najtwardszych zawodników doprowadzić do płaczu. Bynajmniej nie ze wzruszenia. Na całe szczęście koledzy z zespołu zdołali jakoś opanować Pana Artystę i sprowadzić go po drugim albo trzecim bisie (schodzili ze sceny w sposób, powiedziałbym, płynny - tak, że nie wiadomo, czy to już grande finale, czy jeszcze nie) gdy cały wzruszony grał przejmujące solo na saksofonie.
Został mi po tym wszystkim duży niesmak, bo o ile DUŻE partie koncertu bardzo mi się podobały, to wiem, że za rok będę z tego pamiętał roztrzęsionego, zapłakanego Trzaskę, który próbuje wypluwać płuca w hołdzie dla Brotzmanna i brzmi w tym hołdzie jak egzaltowany suchotnik przy przemysłowej sprężarce powietrza.

A dziś wieczorem plany na Damasiewicza w Lublinie. Liczę na cyrk.
Przygody Batona na czarnym lądzie
- Żwirek i Muchomorek
- w mackach Zła
- Posty: 848
- Rejestracja: 30-05-2025, 23:31
Re: Po prostu JAZZ!
Wczoraj se polazłem na DARMOWY koncert w lubelskim ceku, gdzie grało trio Antti Virtaranta, Wieland Moller i Piotr Damasiewicz. Potem był jeszcze jeden set z lubelskimi muzykami, ale musiałem uciekać do domu.
Powyższa trójka zaserwowała miks, który opisałbym jako 40% free jazzu brzmiącego jak pralka spadająca ze schodów i 60% krautrocka w duchu takich bardziej pojebanych rzeczy typu CLUSTER. Bonusowo dużo jodłowania bez słów, ale raczej w kierunku MAGMY i sceny zeuhl niż bawarskiego festiwalu kiełbasy. Miałem wrażenie, że miejscami każdy grał sobie i generalnie z interakcjami to tam bywało między nimi różnie, ale na poziomie ogólnym całość miała ręce i nogi, i spinało się to granie w wyjątkowo sugestywną całość. Zwłaszcza w spokojniejszych miejscach. Po tych płaczliwych smutach Trzaski w Pardonie panowie posiekali mi mózg na plasterki i po 45 minutach latania po mgławicach i kosmosach wyszedłem welce ukontentowany
Natomiast za mna jakiś facet (wiek 70+) okazał się bardzo nieukontentowany, bo szurał nogami, pochrypywał i podśmiewywał się, aż w końcu DEMONSTRACYJNIE szepnął (tak, żeby cała sala słyszała) że "Co to jest za jazz? Phi! To jest jakieś śmieszne!" - i wyszedł mniej więcej kwadrans po rozpoczęciu. Too extreme!

Powyższa trójka zaserwowała miks, który opisałbym jako 40% free jazzu brzmiącego jak pralka spadająca ze schodów i 60% krautrocka w duchu takich bardziej pojebanych rzeczy typu CLUSTER. Bonusowo dużo jodłowania bez słów, ale raczej w kierunku MAGMY i sceny zeuhl niż bawarskiego festiwalu kiełbasy. Miałem wrażenie, że miejscami każdy grał sobie i generalnie z interakcjami to tam bywało między nimi różnie, ale na poziomie ogólnym całość miała ręce i nogi, i spinało się to granie w wyjątkowo sugestywną całość. Zwłaszcza w spokojniejszych miejscach. Po tych płaczliwych smutach Trzaski w Pardonie panowie posiekali mi mózg na plasterki i po 45 minutach latania po mgławicach i kosmosach wyszedłem welce ukontentowany
Natomiast za mna jakiś facet (wiek 70+) okazał się bardzo nieukontentowany, bo szurał nogami, pochrypywał i podśmiewywał się, aż w końcu DEMONSTRACYJNIE szepnął (tak, żeby cała sala słyszała) że "Co to jest za jazz? Phi! To jest jakieś śmieszne!" - i wyszedł mniej więcej kwadrans po rozpoczęciu. Too extreme!

Przygody Batona na czarnym lądzie


