możliwe chociaż tego zupełnie nie rozumiem bo tam wcale nie jest tak głośno jakby niektórzy chcieli i przecież koncerty nie kończą się też w środku nocy
Tymczasem:
Setlista mojego głównego powodu obecności na tym spedzie: https://www.setlist.fm/setlist/nevermor ... b16d5.html
Odczuwam pewien niedosyt. Aż 5 numerów z Dead Heart? Nic z 1? Wiadomo, że z Politics nic nie grają, a ostatnia nie zasłużyła jeszcze na kult, ale mogli cos więcej dołożyć z Dreaming, Godless, Politics, kosztem tego...
O to to to, ostatnio też miałem taką rozkminę, że z innymi kuchniami, np. wietnamską, to czuję duże rozwarstwienie poziomów, a nie trafiłem nigdy na indyjską, która by mi nie smakowała tak fest, nawet jak to z jakiegoś food trucka.
A poza tym to nie wybieram się, ale życzę wszystkim dobrej zabawy, bo to wygląda na fajny skład
Bardzo dobre to było. Nevermore kosa, Savatage nawet bardziej. W tym roku chyba tylko koncerty Judas Priest, Down i Electric Wizard zrobiły na mnie większe wrażenie (z naciskiem na "chyba").
Upchali ludzi po sam sufit, nie obyło się bez tworzenia doraźnych "korytarzy życia" do barów. Ceny koszulkow z deka przesadzone, ale coś tam znalazłem w moim rozmiarze na pamiątkę. Wszystkie zespoły klasa, ale Savatage to jednak trochę inna liga i to się czuło. Wieczór jak najbardziej udany, powrót do domu z małymi przygodami, ale warto było, bo mimo tej całej kurtuazji, trudno powiedzieć czy jeszcze do nas zawitają...
Trochę ochłonąłem, ale i tak mam jeszcze dreszcze, Wspaniały koncert, archetypowy - czysta esencja heavymetalu, no nie da się tego zagrać lepiej czy bardziej. Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń ani nic mądrego do powiedzenia. 10/10
Nevermore nie lubię i nie polubię (uważam ich za zespół mocno przeceniony, totalnie nie na moją wrażliwość), ale gdybym był fanem, to pewnie byłbym zachwycony, bo na poziomie czysto wykonawczym to też była najwyższa półka. Nowy wokalista dźwiga ciężar oczekiwań bez najmniejszych problemów i to tak, że aż trudno w to uwierzyć - co robi wrażenie. Jak widać, nie ma ludzi niezastąpionych i Dane'a też to dotyczy. Ciekawe jak wybrzmią na SDLu za trzy tygodnie, na dużej scenie.
Armored Saint klasa, też warto docenić. Nie jest to zespół z pierwszego szeregu i chyba nawet w tym drugim się nie bardzo wyróźniają, ale grają z sercem i to się czuje - świetny występ.
Ogólnie bardzo udana impreza. Stałem z grubsza na samym środku i nawet dało się trochę oddychać. Mam wrażenie, że ścisk był minimalnie mniejszy niż w czerwcu na Cavalerach, ale może to tylko złudzenie wynikające ze zmiennej gęstości rozkładu gawiedzi.
Wybrałem się nacten gig jako fan Nevermore. I się nie zawiodłem. Ale do rzeczy :
Armored Saint. Uważam, że kapela była skrzywdzona przez dźwiękowca. Słabe brzmienie, bas na 1 planie, gitary słabo słychać. Basista na chorkach głośniej niż wokalista. W hicie na końcu "wins hands down" spektakularne solo na 2 gitary mogło byc wulkanem krystalicznej energii, niestety zabrakło tego powera. Szkoda.
Nevermore. Na nich przyszedłem i się nie zawiidlem. Brzmienie petarda. Za krótka setlista, zdecydowanie. Brzmienie już pięknie ustawione, gitary tną a solówki to majstersztyk. Nie zabrakło zaskoczenia, jak w Born, gdzie Loomis pierwszą czesc solo oddał malolatowi...Apogeum nastąpiło w 'enemies of reality'. Czekam na pelny koncert.
Następnie nastąpiło coś niespodziewanego w moim odczuciu. Kapela, na którą przyszedłem przy okazji wgniotla mnie swoją monumentalnoscia i przebiła wszelkie oczekiwania, przeskakujac poprzeczkę ustawioną baaaardzo wysoko przez boską załogę ze Seattle. Gdzieś tak w połowie ich gigu doznałem oświecenia i odplynalem. Koncert kompletny. Genialny. Proszę o takie imprezy. Nie jakieś przecietne mirnoty, a kaplani, piewcy z powołaniem i misja! Jakbym się miał do czegoś doczepić to tylko do tych zbędnych, kiczowatych wizualizacji, jakieś węże, bazyliszki. Na wuj to komu? Najlepiej wyszło jak była awaria, najpierw było logo Armored Saint, później przez kilka minut czarne tło, ew same logo, było git.
2 pytanie, do maniakow: na scenie 2ch klawiszowcow, z czego to wynika bo moje ucho nie wychwycilo aż takich niuansow, czy oni jakieś aranżacje na 2 klawisze mają, harmonie, czy po prostu bardziej aspekt towarzyski, że nie chcieli się kolegi pozbywać, jak w Iron i Vader, że są 3 gitary, a na dobrą sprawę bez tej 3 by się obeszło. Tak z ciekawości pytam, może kto mnie oświeci.
P. S.
Nie obylo się bez drobne incydentu. Gdzieś na początku wykonu Nevermore, jakiś palant w różowej bluzeczce wepchnął się pod scenę robić młyn, tylko raczej bardziej niż na muzie i zabawie zależało mu na wkurwianiu ludzi i popychaniu ich jakiś gość się wqrwil i chciał z nim zrobić porządek, ale został uspokojony przez wiekowego już słuchacza, że nie to nie warte. No i dobrze. Palant się oddalił. Jakoś dziwne, że za chwilę, gdy był największy młyn i ściana śmierci, zaintonowana przez wokalistę i była okazja do poskakania i zabawy to jakoś ow jegomość się nie pojawił, jak również w końcowym 'enemies of reality' gdzie nastąpiła kulminacja energi i szał. Tyle w temacie.