Ostatni Błysk Supernowej - Zespoły, które błysnęły po raz ostatni
: 25-05-2026, 22:25
Zauwazylem pewien ciekawy wzor - otoz zaskakujaco wiele zespolow, tych starych, przeszlo przez podobny schemat:
- chwalebny poczatek, nagranie klasykow muzyki metalowej
- potem zwolnienie, czasem pogubienie, eksperymenty, a przynajmniej o wiele slabsze od klasykow albumy
- nagle, zwykle kolo roku 2000-2001, nagle ni stad ni zowad, wydaly ZAJEBISTE albumy pelne hiciorow
- a potem znowu spadek, by nie zablysnac juz tak jasno nigdy wiecej
Czy zauwazyliscie gdzies podobny schemat?
Przyklady:
Iron Maiden "Brave New World" - gdyby nie tabu, ktore nakazuje mowic, ze wczesne albumy sa zawsze tymi najlepszymi, mysle, ze calkiem powszechna bylaby opinia, ze to ich najlepszy album. Tu autentycznie nie ma slabego kawalka, ani nawet sredniego - kazdy jest do wykrzyczenia na koncercie.
Sodom "M-16" - hit na hicie, bez zadnego przypalu, bez heavy metalowych solowek, idealny do machania ciezarami i wsciekania sie na wietnamcow.
Testament "The Gathering" - tu akurat nie mam watpliwosci, ze to ich najlepszy album... to zawsze byla druga liga thrashu, dopoki tutaj nie doznali nagle natchnienia, ktore nie wiadomo skad sie wzielo, zeszli do piekla i wyciagneli z niego to co najlepsze - jak to mozliwe, ze to ten sam zespol, ktory nagral "The Ritual"?!
Kreator - Violent Revolution - tu jestem swiadomy, ze to kontrowersyjne, i ze wiekszosc tego albumu nie lubi, ale wedlug mnie, znowu - hit na hicie - a jednoczesnie ostatni sluchalny album, nim odplyneli w odmety stadionowej heavymetalowosci.
- chwalebny poczatek, nagranie klasykow muzyki metalowej
- potem zwolnienie, czasem pogubienie, eksperymenty, a przynajmniej o wiele slabsze od klasykow albumy
- nagle, zwykle kolo roku 2000-2001, nagle ni stad ni zowad, wydaly ZAJEBISTE albumy pelne hiciorow
- a potem znowu spadek, by nie zablysnac juz tak jasno nigdy wiecej
Czy zauwazyliscie gdzies podobny schemat?
Przyklady:
Iron Maiden "Brave New World" - gdyby nie tabu, ktore nakazuje mowic, ze wczesne albumy sa zawsze tymi najlepszymi, mysle, ze calkiem powszechna bylaby opinia, ze to ich najlepszy album. Tu autentycznie nie ma slabego kawalka, ani nawet sredniego - kazdy jest do wykrzyczenia na koncercie.
Sodom "M-16" - hit na hicie, bez zadnego przypalu, bez heavy metalowych solowek, idealny do machania ciezarami i wsciekania sie na wietnamcow.
Testament "The Gathering" - tu akurat nie mam watpliwosci, ze to ich najlepszy album... to zawsze byla druga liga thrashu, dopoki tutaj nie doznali nagle natchnienia, ktore nie wiadomo skad sie wzielo, zeszli do piekla i wyciagneli z niego to co najlepsze - jak to mozliwe, ze to ten sam zespol, ktory nagral "The Ritual"?!
Kreator - Violent Revolution - tu jestem swiadomy, ze to kontrowersyjne, i ze wiekszosc tego albumu nie lubi, ale wedlug mnie, znowu - hit na hicie - a jednoczesnie ostatni sluchalny album, nim odplyneli w odmety stadionowej heavymetalowosci.