WIĘCEJ KVLTU NIŻ MUZYKI
: 18-04-2026, 23:22
My metalofcy bardzo cenimy sobie etos konspiracji, kombatanctwa, czcimy nieodpowiedzenia i lubimy mrugać okiem do kumatych. Wpływa to na ocenę zespolów i część z nich staje się beneficjentem takiego podejścia mimo tego że dorobek muzyczny posiada skromy - umie za to w pompowanie hajpu, sprzedawanie dewocjonaliów różnakich, kreowaniu złotego cielca.
Pytanie jest - czy jesteście w stanie wskazać zespoły, które same siebie kreują (lub czynią to ich fani) na swego rodzaju pozamuzyczne zjawisko? Piszę 'pozamuzyczne' w tym sensie, że więcej pary idzie w gwizdek niż samą muzykę. I nie nie chodzi tutaj o zespoły przereklamowa czy takie, których nie lubie muzycznie ale takie, gdzie proporcje pomiędzy muzyką a szeroko rozumianą otoczka zostały zaburzone. Moje typy to:
Blasphemy - bardzo lubię jedynkę, której w okresie przed reedycjami NNW mocno się naszukałem, dwójkę i demo już mniej ale oczym my tu mówimy - łącznie godzina i 10 minut studyjnej muzyki (a i to licząc z demkiem, które dubluje kawałki z debiutu) - za to milion reedycji w dwóch milionach layoutów i merch posuwający się do markowych deskorolek.
Sadistic Intent - żeby nie było, 'Anciet Black Earth' to IMHO najlepszy minialbum z DM i jeden z kilku najlepszych w historii metalu ale całościowy dorobek ilościowo jest po porstu żałosny - dosłownie kilka epek i dem i brak odwagi na nagranie kiedykolwiek pełniaka mimo czterdziestu lat zespołu na karku.
OTOH - tego to w ogóle nie rozumiem, parę małych przeciętnych wydawnictw i pełniak, który nie dowiózł - maksymalnie sztuczny, fasadowy 'kult', który mam nadzieję już przeminął.
Żeby nie tylko marudzić - są zespoły, o których możnaby napisać podobnie do pewnego momentu ponieważ niespodziewanie po latach postanowiły odpowowiedzieć na sprawdzam i po latach pompowania obrządku wypuścić dobre, duże płyty. Takim bandem jest Nunslaughter, czilijski Atomic Aggressor, który po ćwierkwieku wydał debiut deklasujący wszystko inne no i Pagan Rites, co to zaczął z leniwym początkiem ale ogranął się, najebał nagle pełniaków a w okresie pandemii nawet z sześć sztuk.
Pytanie jest - czy jesteście w stanie wskazać zespoły, które same siebie kreują (lub czynią to ich fani) na swego rodzaju pozamuzyczne zjawisko? Piszę 'pozamuzyczne' w tym sensie, że więcej pary idzie w gwizdek niż samą muzykę. I nie nie chodzi tutaj o zespoły przereklamowa czy takie, których nie lubie muzycznie ale takie, gdzie proporcje pomiędzy muzyką a szeroko rozumianą otoczka zostały zaburzone. Moje typy to:
Blasphemy - bardzo lubię jedynkę, której w okresie przed reedycjami NNW mocno się naszukałem, dwójkę i demo już mniej ale oczym my tu mówimy - łącznie godzina i 10 minut studyjnej muzyki (a i to licząc z demkiem, które dubluje kawałki z debiutu) - za to milion reedycji w dwóch milionach layoutów i merch posuwający się do markowych deskorolek.
Sadistic Intent - żeby nie było, 'Anciet Black Earth' to IMHO najlepszy minialbum z DM i jeden z kilku najlepszych w historii metalu ale całościowy dorobek ilościowo jest po porstu żałosny - dosłownie kilka epek i dem i brak odwagi na nagranie kiedykolwiek pełniaka mimo czterdziestu lat zespołu na karku.
OTOH - tego to w ogóle nie rozumiem, parę małych przeciętnych wydawnictw i pełniak, który nie dowiózł - maksymalnie sztuczny, fasadowy 'kult', który mam nadzieję już przeminął.
Żeby nie tylko marudzić - są zespoły, o których możnaby napisać podobnie do pewnego momentu ponieważ niespodziewanie po latach postanowiły odpowowiedzieć na sprawdzam i po latach pompowania obrządku wypuścić dobre, duże płyty. Takim bandem jest Nunslaughter, czilijski Atomic Aggressor, który po ćwierkwieku wydał debiut deklasujący wszystko inne no i Pagan Rites, co to zaczął z leniwym początkiem ale ogranął się, najebał nagle pełniaków a w okresie pandemii nawet z sześć sztuk.

