Takiego tematu chyba nie było - w każdym razie nie chce mi się szukać.
Anyway: jak wiadomo, dobry metal nie jest zły. Ale metal dobrze zagrany na koncercie jest znacznie lepszy - i to jest temat o nagraniach różnych kawałków z koncertów - wykonania, które pod jakimiś względami przewyższają kanoniczne wersje studyjne. Znacie coś, co was zaorało? Wrzucać. Tematyka muzyczna oczywiście dowolna, ale z naciskiem na metal.
Nie jest to temat o teledyskach! Ani o koncertówkach. To jest temat o konkretnych numerach w konkretnych wykonaniach live. Mogą być nagrania z telefonów, mogą oficjalne filmy, kompilacje, składanki obrazów itp.
Ja zacznę.
Przed chwilą w sąsiednim temacie pisałem coś o Death In Rome i wpadłem na to nagranie/wykonanie Love Me Foerever. No i...
...spodnie do wymiany, kurwa mać. Plus ciekawostka - Philty na perkusji (!) i grają na dwie gitary z Wurzelem (!).
Dałbym się pokroić za taki koncert^
A tu dałbym się pokroić żeby tak na basie grać. Gdy zaczynają jamować gdzieś w środku, to mózg odlatuje na orbitę Saturna.
Jakszyk mistrz. Koleś urodził się po to, żeby zaśpiewać ten numer.
Na koniec największa z pereł - anegdotyczny już występ zespołu Santany, któremu pomylono godziny w programie Woodstock i zostali zmuszeni przez okoliczności zagrac wcześniej. Akurat w momencie, gdy Santana wrzucił kwasa.
Skutek: rozjeb kosmosu.
12/10
Tera wy.
Re: LIVE >>>>>>>>>>>> studio
: 02-08-2025, 22:00
autor: Hellion
Po stokroć wersja lepsza niż studyjna
Re: LIVE >>>>>>>>>>>> studio
: 02-08-2025, 22:14
autor: Kilgore
Ostatnia płyta The Cure zdecydowanie lepsza jest w wersji Live „Songs of a Live world „
Re: LIVE >>>>>>>>>>>> studio
: 02-08-2025, 22:27
autor: hcpig
'38 Minutes of Life' ma definitywne, rozpierdalające mocą wersje tych kawałków, ZWŁASZCZA te z '666'.
Kawałki z 'Pretty Hate Machine' brzmią wręcz anemicznie w porównaniu z rozpierdolem jaki Trent zgotował na Woodstock'94.
Re: LIVE >>>>>>>>>>>> studio
: 02-08-2025, 22:31
autor: Fanatyk
"Freezing Moon" live od Mayhem — nie lepsze niż studyjna, ale robi robotę
To jest inna forma tej samej ciemności.
Re: LIVE >>>>>>>>>>>> studio
: 02-08-2025, 23:22
autor: masterful
"Live In London" jest lepszy niż ich płyty. Jak słucham to tylko ten live album.
+ wszystko live Massive Attack oglądam z wypiekami na twarzy.
Re: LIVE >>>>>>>>>>>> studio
: 03-08-2025, 00:06
autor: Żułek
ale generalnie można dać jakikolwiek kawałek z tego okresu
ale generalnie można dać jakikolwiek kawałek z tego okresu
Pamiętam że w jedne wakacje koncert z siatl oraz dvd strapping young lad leciało na zmianę, wraz z clerksami i jay i cichy bob kontratakujo.
Re: LIVE >>>>>>>>>>>> studio
: 03-08-2025, 17:29
autor: Godplayer
Wersja studyjna Beneath the Remains pozbawiona jest ciężaru i pierdolnięcie. Na żywo ten materiał urywa łeb, szczególnie numer tytułowy z podkręconą szybkością. O Morbid Vision nie ma co wspominać.
W ogóle nie ma co się nad tym za bardzo rozpisywać, bo praktycznie wszystko na żywo brzmi lepiej. Na koncercie namacalność dźwięku, ciężar, trójwymiarowość jest powalająca. Z kompaktu tylko namiastka niestety.
Jedyne, co czasami wkurwia na koncertach, to pewne niechlujstwo wokalne, co i tak nie zmienia faktu, że sound na żywo wygrywa.
Mam nadzieję, że potwierdzi się to za tydzień na Mayhem.
Re: LIVE >>>>>>>>>>>> studio
: 03-08-2025, 20:47
autor: Triceratops
Versja live z Glastonbury "Data Inadequate" jezd leprza niz ta na albumie "Medium". Zaszyl tutaj mnostwo tych emocji i tesknoty z albumow Jarre'a "Zoolook" i "Magnetic Fields". Skandalem jezd to, ze ten kawalek nie jest na plycie cd a tylko w "wersji cyfrowej"
Zreszta versje Equinoxe IV z Koncertu w Chinach Zana Miszela wole duzo bardziej, jest tu ten epicki rozmach w tych klawiszach, ktore na albumie sa wytlumione i bez poglosu. Tutaj jest potenga brzmienia, kurwa ciary panie jak chuj, do dzis mam kasetene JVC, ktrua kupilem w Pewexie za zebrane jagodsy i na niej nagrany tenze Concert In China...apsolute wykon to jest, epicki
Versja live z Glastonbury "Data Inadequate" jezd leprza niz ta na albumie "Medium". Zaszyl tutaj mnostwo tych emocji i tesknoty z albumow Jarre'a "Zoolook" i "Magnetic Fields". Skandalem jezd to, ze ten kawalek nie jest na plycie cd a tylko w "wersji cyfrowej"
Zreszta versje Equinoxe IV z Koncertu w Chinach Zana Miszela wole duzo bardziej, jest tu ten epicki rozmach w tych klawiszach, ktore na albumie sa wytlumione i bez poglosu. Tutaj jest potenga brzmienia, kurwa ciary panie jak chuj, do dzis mam kasetene JVC, ktrua kupilem w Pewexie za zebrane jagodsy i na niej nagrany tenze Concert In China...apsolute wykon to jest, epicki
Czy Ty umiesz pisać po polsku? Czy tylko udajesz językowego pedała?
ale generalnie można dać jakikolwiek kawałek z tego okresu
Pełna zgoda. Live'y Metalliki z przełomu lat 80/90 to klasa sama w sobie.
Dodam od siebie Annihilator "In Command" oraz Turbo "Alive!" - w obu przypadkach za sprawą realizacji brzmieniowej oraz podkręconego wykonastwa stężenie wpierdolu w repertuarze jest większe, niż w wersjach studyjnych.
Jakszyk mistrz. Koleś urodził się po to, żeby zaśpiewać ten numer.
Tu akurat wpasował się przepięknie, ale potrafił też totalnie położyć jakis klasyk Crimson, przykładowo Epitaph czy In the Court..Ogólnie miałem spore wątpliwości do jego posady za mikrofonem w tym zespole, ale rozwiały się jak zobaczyłem na żywo. Niesamowita moc w głosie, czego nie słychać na nagraniach z płyt. Zresztą King Crimson na żywo >>> King Crimson studyjnie i jeśli mam ochotę na ten zespól, to najczęściej ładuję w odtwarzacz The Great Deceiver, Night Watch, Heavy ConstruKCtion i całą masę rzeczy z serii King Crimson Collectors Club.
Tu akurat wpasował się przepięknie, ale potrafił też totalnie położyć jakis klasyk Crimson, przykładowo Epitaph czy In the Court..Ogólnie miałem spore wątpliwości do jego posady za mikrofonem w tym zespole, ale rozwiały się jak zobaczyłem na żywo.
Dokładnie tak. Miałem to samo, widziałem ich w Zabrzu w 2016 roku i zaorało mnie totalnie. Jakszyk tam robił wspaniałe rzeczy.
Koncertówki KC oczywiście 100% TAK. Ja w ogóle bardzo chętnie wracam do takiego dziwnego wydawnictwa co się nazywa "Thrakkattak" - to jest materiał zbudowany z improwizacji koncertowych z trasy promującej THRAK - pociętych i posklejanych w studio w coś w rodzaju kolażu. Jak ktos nie zna - Ty pewnie znasz - to bardzo polecam, bo to chyba najmroczniejszy, najbardziej diabelski i przytłaczający materiał King Crimson, black metal jak chuj. Trudny w odbiorze, ale potrafi złapać za jaja i nie puścić - no uwielbiam się zgubić w tych labiryntowych perkusjach.
Ale temat nie jest o koncertówkach tylko o numerach. I skoro tak, to cisnę dalej King Crimson, a w szczególności to:
Belew tu jednak pokazuje who is da boss. Nie przepadam za tą płytą, ten numer niespecjalnie się wyróżnia w wersji studyjnej, ale na żywo, w tym nagraniu z koncertów w Japonii... Ciary kurwa ja pierdole
Re: LIVE >>>>>>>>>>>> studio
: 04-08-2025, 10:20
autor: Triceratops
Film niedostepny, co tam jest??
Re: LIVE >>>>>>>>>>>> studio
: 04-08-2025, 10:40
autor: Żwirek i Muchomorek
Ach kurwa, jebany youtube.
Tam jest nagranie tytułowego numeru z "Three of a perfexct pair' z koncertu bodaj w Osace w 1984 roku. Tutaj całość w lepszej jakości, tytułowy grają od 35:00
Jaka miazga dupy, muszę pieluchę zmienić.
W ogóle nie ma co się nad tym za bardzo rozpisywać, bo praktycznie wszystko na żywo brzmi lepiej. Na koncercie namacalność dźwięku, ciężar, trójwymiarowość jest powalająca. Z kompaktu tylko namiastka niestety.
Oj nie, nie wszystko. Czasami można się zdziwić. Przykładowo, bardzo mnie rozczarował koncert Tool. Kocham Tool całym sercem, to chyba w ogóle mój ulubiony zespół gdybym już miał wybierać jeden z pistoletem przyłożonym do głowy, ale na żywo to po prostu nie działa. Oni są jacyś autystyczni, niby grają wzorowo, ale jakoś tak mechanicznie, nie czuję w tym chemii, po prostu dobrze odbębnione zlecenie. Plus Maynard na żywo jest... rozczarowujący.
Jedyne, co czasami wkurwia na koncertach, to pewne niechlujstwo wokalne, co i tak nie zmienia faktu, że sound na żywo wygrywa.
Mam nadzieję, że potwierdzi się to za tydzień na Mayhem.
No i właśnie Mayhem to zespół, który na żywo brzmi nieźle, ale do jakiejś ekstazy jest bardzo daleko. Rok temu na SDL miałem strasznie mieszane uczucie, bo położyli masę numerów, w tym Freezing Moon w którym im się gitary zupełnie rozjechały. A z drugiej strony, jak zagrali "Illuminate Eliminate" z Ordo, to o kurwa panie kierowniku...
Teraz mały rarytas: "Last Exit For The Lost" Fields of The Nephilim. Nagranie wrzucam z Tillburga, bo polskiego koncertu w dobrej jakości nie znalazłem, ale na tej samej trasie słyszałem to w Warszawie i obsrałem majty.
Jakoś raczej bootlegowa, ale słychać, słychać, iskry lecą z ekranu i głośników...